35: Witaj w rodzinie

Witam. Zapraszam do czytania i komentowania. Następny rozdział we wtorek. Mam nadzieję, że ten choć troszkę Wam się spodoba. A co do wtorkowego rozdziału. Będzie długo, będzie romantycznie. Będzie wszystko o co prosicie. 

 

– Peeta- zdobywam się na odwagę i zadaję mu to pytanie, w momencie, gdy już prawie przekraczamy bramę wioski zwycięzców- czy dałeś znać rodzicom, że wracamy dzisiaj, i że przywozimy tabun gości?

– Tak, miejmy tylko nadzieję, że Haymitch nie do końca pamięta, ile gęsi pasło się w jego zagrodzie

– Myślisz, że zorientuje się, że zginęła mu jedna gąska?

– Raczej trzy, na obiedzie będzie nas czternaścioro o ile Amanda do nas nie dołączy

– Peeta, gdzie my ich wszystkich ulokujemy?- dopiero teraz uświadamiam sobie, że jest nas naprawdę dużo

– Nie to mnie teraz martwi, nadal boję się reakcji mojej mamy

– Coś Ci mówiła?- obydwoje staramy się by nasza rozmowa, była niesłyszalna dla reszty

– Nie, nawet się ucieszyła, że przyjeżdżamy

– A mówiłeś jej, że przyjeżdża również moja mama?

– Coś wspomniałem

– Peeta?

– Powiedziałem jej- mówi z naciskiem

– I?

– I zaraz sami się przekonamy

Przekraczamy bramę. Joshua rozgląda się jak zahipnotyzowany.

– Mamo, tu jest suuuupeeeer!- krzyczy kręcąc się w kółko

Na podwórku, przed domem Peety rozłożony jest długi stół, częściowo nakryty do posiłku. Peeta mocniej ściska moją dłoń. W sumie ma rację. To, że jego mama jakoś pogodziła się z faktem mojej obecności w jego życiu, i mogę spokojnie powiedzieć, że mnie polubiła nadal nie wiem, w jaki sposób, zareaguje na obecność mojej mamy. Przed dom wychodzi Patrick.

– Mamo, tato- już są- krzyczy w kierunku domu- nareszcie- zwraca się do nas- Peeter nie mógł się Was doczekać

– Nas czy może raczej Katniss?- dopytuje się Peeta

– I po co pytasz skoro znasz odpowiedz?- odpowiada Patrick z uśmiechem

– Idź do niego- mówi do mnie ciepło- a Wy poznajcie mojego najstarszego brata Patricka- zwraca się do całej reszty

Znajduję wzrokiem mamę. Patrzy na mnie pytająco. Podchodzę do niej

– Chodź ze mną- podaję jej rękę i prowadzę w kierunku domu. Czuję jak jej ręka drży. Widać denerwuje się tak samo jak ja i Peeta.

– Dzień dobry- mówię, kiedy tylko przekraczam próg

– Katnisssssssssssss- z głębi domu dobiega mnie wołanie Peetera

– Katniss- słyszę głos matki Peety dobiegający z kuchni- choć tu kochanie

Mama patrzy na mnie pytająco. Wzruszam, więc tylko ramionami i ciągnę ją w kierunku kuchni.

– Dzień dobry- mówię po raz kolejny

Pani Mellark na dźwięk mojego głosu odwraca się, w moją stronę. Uśmiech jednak znika z jej twarzy, gdy tylko zauważa moją matkę. Atmosfera w kuchni zmienia się diametralnie. Patrzą na siebie. Przeszywają się wzrokiem. Czuję jego rękę na moich plecach. Lekko drży, tak jak ja.

– Muszę przyznać Emmo, że fantastycznie wychowałaś córkę. Bardzo się cieszę, że będziemy rodziną. Mam nadzieję, że moje dotychczasowe zachowanie, co do Twojej osoby- mama jednak jej przerywa

– Och, Melanio, nie ma o czym mówić, mogłam tylko marzyć o takim mężu dla mojej córki jak Twój syn

Kompletnie nie wiem, co mam o tym myśleć. Ich wypowiedzi są zbyt cukierkowe. Jakieś sztuczne. I widać, nie tylko ja tak myślę, Haymitch to potwierdza:

– Dobra dziewczyny- jeśli myślicie, że ktoś tu uwierzył w to ckliwe pogodzenie, to jesteście w błędzie. Porozmawiajcie normalnie. Będziecie rodzina, bez względu na to czy Wam się to podoba czy nie!

Zaskakuje mnie ton, w jakim się do nich zwraca. Po chwili uświadamiam sobie, że muszą się od dawna znać. Przecież razem chodzili do szkoły, są równolatkami.

– Mnie tam się to podoba- ciszę przerywa Pan Mellark- Witaj Emmo

– Witaj Arturze- mama mówi to z wyraźnym uśmiechem

Spoglądam na Panią Mellark. Przez moment cień przebiega przez jej twarz. Kiedy zaczyna mówić, jej ton jest bardzo poważny i stanowczy:

– Musisz wiedzieć Emmo, że jakiś czas temu ktoś powiedział mi coś bardzo mądrego. Niepotrzebnie, przez te wszystkie lata byłam o Ciebie zazdrosna, skoro od wielu lat to ja jestem żoną Artura, i to ja idę z Nim przez życie.

– To naprawdę musiał być ktoś bardzo mądry Melanio- odpowiada jej mama z uśmiechem- kto to taki, muszę mu podziękować, za słowa, które w reszcie do Ciebie dotarły po prawie dwudziestu latach

– Katniss

– Co Katniss?- dopytuje mama

– Katniss mi to powiedziała- pani Mellark też się uśmiecha

Mama odwraca się do mnie. Patrzy na mnie pytająco

– No co? Przecież nie skłamałam?- odpowiadam zaczepnie

– Z dnia na dzień coraz bardziej mnie zadziwiasz Katniss- odpowiada mi mama bardzo poważnie

– To przez Niego- wskazuję palcem na Peete- to on tak na mnie działa

– W takim razie, nawet nie chcę myśleć- jak wiele dobrego zrobicie dla świata jak już będziecie małżeństwem- odpowiada mama z nieukrywaną dumą

– Najpierw musi Ją poprosić o rękę- odpowiada jego matka spokojnie

– Ale już poprosił- jestem zszokowana dialogiem między naszymi matkami. Rozmawiają spokojnie, radośnie. Jak dobre koleżanki. Może nawet kiedyś nimi były.

– Kiedy?

– Wczoraj rano. Nic Ci nie powiedział?

– Nie

– Peeta- patrzą na niego obie, i obie są zaskoczone

– Mamo, nie było kiedy- odpowiada jej Peeta spokojnie

– Jak to nie było, kiedy. Peeta- patrzy na niego i kręci głową

– Ale to jeszcze nic Melanio, chciał mnie usilnie wczoraj zapytać czy się na to zgadzam, ale mu na to nie pozwoliłam

– I bardzo dobrze. Nie tak się to powinno odbywać, dziękuje Ci za czujność

– Niech, chociaż tym razem, zrobią to tak jak należy

– Masz absolutną rację. Arturze a co Ty o tym sądzisz- Pani Mellark zwraca się do męża. Dobrą chwilę zajmuje mu, pojęcie tego, co przed chwilą się stało. Chyba faktycznie widmo naszego bliskiego ślubu, sprawiło, że postanowiły jednak się pogodzić.

– Emmo- Pan Mellark prostuje się i przybiera bardzo poważny ton- czy uczynisz mojemu synowi, i całej naszej rodzinie tego zaszczytu i oddasz Peecie rękę Katniss?

– Z największą przyjemnością Arturze. Peeta miło mi powitać Cię w naszej rodzinie.

Teraz już nikt nie kryje łez. Nasze matki rzucają się sobie w ramiona. Szlochając i śmiejąc się naprzemiennie. Pan Mellark też widocznie, z siebie zadowolony tylko się temu przygląda. A ja spoglądam w ciepłe oczy mojego przyszłego męża. I widzę w nich odbicie mojego szczęścia.

– Tak bardzo Cię kocham Katniss- po tych słowach całuje mnie bardzo namiętnie

 

 

Słońce delikatnie grzeje mnie w plecy. Przy stole widzę roześmiane twarze, Joshua zjada już chyba czwartą dokładkę gęsi.

– Proszę Pani- zwraca się do Pani Mellark- to jest pyszne, co to za mięso?

– Gęś- odpowiada oschle Haymitch- jak się najesz, to pójdziemy i pokażę Ci jak te ptaki wyglądają, kiedy jeszcze mają pióra

– Macie tu gdzieś hodowlę?- dopytuje Beetee

– Tak, całkiem blisko, tuż za moim domem- głos Haymitcha wydaje się być poirytowany

– Oj już nie przesadzaj- zagaduję go z uśmiechem- dzięki Twojej hodowli Joshua może spróbować czegoś nowego. Powinno Cię to cieszyć. Prawda?

– Już, już się nie odzywaj, bo powiesz za dużo i dopiero będzie heca.

– A zastanawialiście się już, jak i kiedy to zrobicie?- Peeta nie ustępuje

– Myślimy nad tym- odpowiada Effie z uśmiechem- to trudne, po tylu latach

– Ale to nie moja wina- mówi groźnie Haymitch- ja o niczym nie wiedziałem. O niczym przez długie sześć lat, nie raczyłaś mnie o tym poinformować, choć widywaliśmy się regularnie

– No może jakbyś, choć na chwilę był trzeźwy, to- Effie się zapowietrza

– Peeter- przerywa im Pani Mellark groźnie- weź Joshue i idźcie się pobawić. – i kiedy chłopcy idą w kierunku domu dodaje- A Wy obydwoje na spacer, wszystko sobie wyjaśnić i wcześniej nie wracać. Zrozumiano? Każde z Was jak sądzę, popełniło wiele błędów, ale ten mały śliczny chłopiec nie jest niczemu winny. No już Was nie ma!

– Effie, Haymitch, nie słyszeliście, co powiedziała Melania? Już Was nie ma- moja mama wygląda na nieźle poirytowaną

– Już idziemy- warczy na nie Haymitch i ciągnie Effie za łokieć.

Kiedy odchodzą wszyscy podążamy za nimi wzrokiem. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek tych dwoje sobie wybaczy. Effie jemu, ciągłe picie, brak zainteresowania, możliwe, że nawet porzucenie jej. A Haymitch jej ukrywanie tego, że ma syna. To musi być dla nich naprawdę trudne. Ale wierzę, że sobie poradzą. Bo coś mi się zdaje, że Haymitch powoli się w niej zakochuje.

– No dobra, gospodarze- zagaduje nas Johanna- tak sobie teraz na nas patrzę i myślę, jak my się tu wszyscy pomieścimy?

Wszyscy rozglądamy się wokół siebie, i wybuchamy śmiechem.

– Ktoś ma jakiś pomysł? – Pyta błagalnie Peeta

– Ja mam pomysł, świetny, naprawdę- wyrywa się Johanna

– No to mów- mówię zrezygnowana, bo jak ją znam, to zaraz tego pożałuję

– Ja na ochotnika, mogę spać z Wami- mówi z uśmiechem

– Zapomnij- odpowiada jej Peeta

– A właśnie Katniss- moja mama patrzy na mnie uważnie- bo ja się  już wczoraj miałam Ciebie zapytać, o jakich gołębich ciałach mówiła Johanna w czasie wywiadu?

– Dobre pytanie- wtrąca mama Peety

Moja twarz przybiera kolor purpury. To pewnie dlatego, żeby lepiej dopasować się do równie czerwonej twarzy Peety. Słyszę jak Johanna pieje ze śmiechu. Reszta, też nie pozostaje obojętna.

– Nie zawstydzajmy ich- mówi łagodnie Annie- wszyscy mamy świadomość tego o czym mówiła Johanna, ale przecież to normalne. Prawda?

– Normalne?- mówi przez łzy Johanna- To nie jest normalne Annie, oni się od siebie nie odrywają. Ich nie można zostawić na chwilę samych.

– To dobrze, że się kochają- głos Annie jest bardzo łagodny- ja tam się cieszę, że w końcu jesteście razem- patrzy na nas z uśmiechem

– Dobrze, już starczy tych dyskusji- Pan Mellark ucina rozmowę- Wy drogie panie- patrzy na nasze matki- lepiej się nie zastanawiajcie, co nasze dzieci robią jak są same, a Ty młoda damo- spogląda na Johanne- przestań zdradzać ich tajemnice.

Johanna momentalnie poważnieje.

– A teraz tak- kontynuuje Pan Mellark- W domu Peety jest pięć sypialni. Jedna dla Emmy, druga dla Annie i dziecka, trzecia dla Enobarii, czwarta dla Peetera i piąta dla mnie i Melanii. Beetee Ty śpisz u Haymitcha. Reszta w domu Katniss- odpowiada?

Nikt nie odpowiada. Każdy tylko kiwa głową.

– No to rozpakowywać się- zarządza- a potem do roboty. Bo wieczór tuż tuż, a nic jeszcze nie jest gotowe.

Dwunasty dystrykt ma swoje tradycję. Jest na przykład pieczenie tostów w dniu ślubu. I jest też przyjęcie zaręczynowe, z obowiązkowym ogniskiem, organizowane przez drużbę Pana młodego. Pełne tańców, śpiewów i jedzenia- o ile kogoś na to stać. Nas stać, a Ast obiecał przyprowadzić pół miasteczka.

 

 

4 myśli na temat “35: Witaj w rodzinie

  1. Ten rozdział wyszedł Ci po prostu ku*wa bosko! Na początku to prawie płakałam, ze szczęścia. To było naprawdę wzruszające. Potem gdy do akcji weszła jak zwykle genialna Johanna to nie wyrabiam ze śmiechu. Siedzę i zatykam usta ręką, żeby mój śmiech nie rozbrzmiewał w całym mieszkaniu. TO BYŁO MEGA GENIALNE. XD Gdy Pan Mellark zwrócił się do matek Katniss i Peety to już myślałam, że powie coś w rodzaju „A wy drogie panie lepiej się uciszcie, jeżeli chcecie doczekać się wnuków.” BYŚ MNIE PO PROSTU ZABIŁA W TAKIM MOMENCIE XD TEN ROZDZIAŁ MA TYLKO JEDNĄ CHOLERNĄ WADĘ. ZA KRÓTKI! XD CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ NA WTOREK! WENY!

  2. Już mnie policzki bolą od śmiania się c: Haymitch z gęsią xD i Johanna <3 2 postacie z którymi chyba najlepiej dogadałabym się 😉

Komentarze są zamknięte.