37: Jaskier

 Właśnie się dowiedziałam, że jutro nie dam rady nic wstawić. Więc dodaję dzisiaj. Przepraszam za jutro. Zapraszam w czwartek wieczorem. Około 22. Pozdrawiam. Proszę o komentarze.

 

– Możemy chociaż wziąć prysznic- odkrzykuje jej Peeta.

– NIE! Trzeba było o tym wcześniej pomyśleć- odpowiada zaczepnie zza drzwi, słyszę jej szybkie kroki gdy zbiega ze schodów.

– No cóż- mówi Peeta i całuje mnie w nos- idziemy na śniadanie?

– Raczej musimy, bo jak za dwie minuty nie będziemy na dole, to nie chcę wiedzieć, co Ona nam zrobi jak tu wpadnie.

Ubieramy się szybko, zostawiając na podłodze nasze porozrzucane ciuchy. Kiedy stajemy u szczytu schodów, wszyscy już na nas czekają. Wszyscy prócz Patricka i Amandy. Patrzą na nas. I czuję jak na moje policzki wstępuje rumieniec. Daniel patrzy na swoje buty, Johanna z ręką opartą o balustradę schodów trzyma się za głowę, za to Ast patrzy z zachwytem na Peete. Schodzimy powoli, bo boję się, że pod ostrzałem ich spojrzeń, mogę się przewrócić.

– Dzień dobry wszystkim- staram się mówić lekko- jak się spało?

– Dobrze- odpowiada bardzo szybko Daniel. Ast potwierdza to, kiwając głową nadal nie spuszczając wzroku z Peety.

Ruszam w stronę drzwi, gdy mocny uścisk Johanny, mnie powstrzymuje. Jedno jej spojrzenie na Peete sprawia, że puszcza moją dłoń zostawiając mnie na Jej łasce. Widzę jak otwiera drzwi i wychodzi. Ast biegnie za nim w podskokach, kiedy Daniel powoli zamyka za nimi drzwi.

– Chciałabyś mi coś powiedzieć?- atakuje mnie Johanna.

– O co Ci chodzi?

Przez chwilę nie odpowiada. Przeszywa mnie wzrokiem.

– Ja rozumiem, że musiało być to bardzo trudne dla Ciebie Katniss- patrzę na nią z niedowierzaniem, nie bardzo wiem co ma na myśli-ale bądź tak dobra i następnym razem postaraj się, krzyczeć troszkę ciszej.

Moja twarz przybiera kolor purpury. Nie wiem kompletnie co mam jej odpowiedzieć.

– Nie ma się czego wstydzić- mówi do mnie ciepłym tonem- o ile dobrze pamiętam, to co robiliście pół nocy i cały ranek, jest bardzo przyjemne. Ale zrób to nie ze względu na mnie czy Daniela. Zrób to ze względu na Asta.

– Co masz na myśli?

– Chodź na śniadanie- mówi i ciągnie mnie w kierunku drzwi- Ast, z tego co zrozumiałam, nie bardzo wierzył w to, że naprawdę jesteś z Peetą. Ale dźwięki dobiegające z waszej sypialni, dzisiejszego ranka. No cóż tak czy inaczej, Peeta od jakiejś godziny jest dla niego superbohaterem.

– Bo się ze mną kochał?

Johanna nie odpowiada, tylko się śmieje. Patrzę na nią pytająco.

– Siedzę sobie w kuchni z Daniele i pijemy herbatę. Dołącza do nas Ast. I nagle z Waszej sypialni dobiega, długie AAAAAAAAAAAA. I on się wystraszył. Chciał do Was biec, mówił coś o tym, że coś się musiało stać. Daniel kazał mu tylko siedzieć i się nie ruszać. No cóż, Twoje jęki były bardzo- sugestywne- ale niestety nie dla Niego. No i się zapytał, czy wiemy co tam się dzieje. No to mu powiedziałam.

– Co mu powiedziałaś?

– Że pracujecie nad pisklętami.

– Johanno- mówię zrezygnowanym tonem.

– Nie przejmuj się, nie zrozumiał- odpowiada mi z uśmiechem. Spoglądam na nią pytająco, więc kontynuuje:

– Wiesz, Daniel jest jeszcze bardziej przystojny jak się denerwuje.

– Tak?

– Tak.- odpowiada krótko- Katniss masz jakiś pomysł, żeby nie uciekł po śniadaniu.

– Jeszcze nie- odpowiadam jej z uśmiechem- ale pomyślę nad tym.

Wchodzimy do domu Peety. W kuchni, zebrali się wszyscy. Widać, że część zjadła już śniadanie.

– I jak się spało Peeta?- Haymitch zadając mu to pytanie, uważnie mu się przygląda.

– Bardzo dobrze, a u Ciebie?- Peeta też uważnie, na niego patrzy.

– Wyśmienicie- odpowiada Haymitch, wyraźnie z siebie zadowolony.

– A jak tam poranek?- Peeta uśmiecha się do niego zaczepnie.

– Wygrałeś- odpowiada mu Haymitch i uśmiech znika z jego twarzy.

Patrzę na Effie, ona na mnie. I usilnie próbuję zrozumieć sens ich słów. I sobie go uświadamiam. Spoglądam na Haymitcha, wyraźnie zgaszonego. I na Peete- wyraźnie z siebie zadowolonego.

– Wy sobie żartujecie, prawda?- mój głos przepełniony jest niedowierzaniem.

– Nie kochanie- odpowiada mi zadowolony z siebie Peeta- wygrałem.

Patrzę na Johannę, pytającym wzrokiem.

– Dobrze kombinujesz Katniss- odpowiada mi spokojnie- właśnie to sobie opowiedzieli. I jakby nigdy nic zaczyna jeść.

– Haymitch- zwracam się do niego.

– Tak skarbie?- nadal jest przygaszony.

– Jeśli moja opinia, jest istotna w tej Waszej rozmowie- zaczynam mówić spokojnie, choć w środku cała się gotuję.

– Jest istotna- odpowiada Haymitch z błyskiem w oku.

– To jest remis- odpowiadam z nieskrywanym już gniewem.

– Ale Katniss- zaczyna mówić do mnie Peeta, ale mu przerywam.

– Ty się już nic nie odzywaj, dobrze Ci radzę.

– Ale- patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Uważam, że zwycięstwo Ci się nie należy- mówię do niego z naciskiem.

Cisza panująca przy stole mnie intryguje. Mimo to nadal patrzę Peecie w oczy, próbując mu w ten sposób przekazać, że już nigdy go nie obudzę. Nigdy!

– Oj- zaczyna Haymitch- jeśli dobrze Cię zrozumiałem Katniss- zaczyna mówić bardzo zaskoczonym głosem- to obawiam się, że Peeta naprawdę wygrał.

– Czyli 2:1?- rozradowany Peeta patrzy na Haymitcha.

– 3:1- odpowiada mu zrezygnowany Haymitch.

– Obaj już się nie odzywajcie- Effie widać zrozumiała sens ich rozmowy, i jest równie zła jak ja.

– Przykro mi Panowie- przerywa Patrick gryząc bułkę- ja wygrałem. I jeśli gra ma się dalej toczyć, to radzę zająć się jedzeniem.

Po jego słowach, wszyscy zaczynamy się śmiać. No prawie wszyscy, nasi rodzice patrzą na nas z niedowierzaniem.

W czasie śniadania, jestem tak zła na Peete, że zapomniałam zastanowić się jak zatrzymać tu Daniela. Więc zaraz po posiłku, Daniel i Ast zbierają się do wyjścia. Żegnamy się z nimi. Wychodzą.

Dosłownie trzy minuty później wracają. Bladzi. Peeta do nich podchodzi. Ast mówi mu coś do ucha. Peeta blednie. Skinieniem głowy woła Haymitcha, coś mu mówi. Haymitch słucha go uważnie, patrzy na Daniela i Asta.

– Jesteście tego pewni?- jego głos pełen jest napięcia.

Nie odpowiadają. Kiwają tylko głowami.

– Niech nikt nie waży się stąd wychodzić. Patrick przypilnuj szczególnie Katniss i Johanny. My zaraz wracamy. – mówi bardzo stanowczo Haymitch.

Wychodzą. Peeta, Haymitch, Ast i Daniel.

Johanna uważnie się mi przygląda. Obydwie siedzimy blisko wyjścia. Kładzie dłoń na stole. Pokazuje mi trzy palce. Zaciska rękę w pięść. I powoli rozwija palce. Przy trzecim, obie zrywamy się z miejsca i nie zważając na krzyki wybiegamy z domu. Widzę ich, biegnących w stronę bramy wejściowej. Biegniemy więc, za nimi. Już z daleka widzę, że coś wisi na bramie. A raczej na jej metalowej, zakończonej kolcami części. Kiedy jestem już wystarczająco blisko by to zobaczyć, nogi się pode mną uginają, padam na kolana. Czuję straszny strach. Panika nie pozwala mi złapać oddechu.

Na jednym z kolców, z obwiązaną wokół głowy, moją koszulą nocną wisi Jaskier. Z gwoździa, którym przebite jest jego serce kapie powoli krew. W pyszczku trzyma kartkę. I to te trzy słowa, na niej zapisane tak mnie przeraziły.

– BĘDZIESZ NASTĘPNY MELLARK.

 

 

 

 

 

12 myśli na temat “37: Jaskier

  1. ZABIJĘ. ZATŁUKĘ. ZAGRYZĘ. ZADŹGAM. ZARĄBIĘ. TAK. TO JEST GROŹBA. BŁAGAM. DODAJ TEN CHOLERNY ROZDZIAŁ DZIŚ. NIE WYTRZYMAM DO CZWARTKU. ZLITUJ SIĘ NAD NAMI. ANIA. BŁAGAM CIĘ. ZLITUJ SIĘ. JAK MOGŁAŚ TAK TO ZAKOŃCZYĆ. BŁAGAM. DAJ CHOCIAŻ MAŁY BONUS. MINIMALNY, ALE DAJ, BŁAGAM. ANIA. PROSZĘ. BŁAGAM NA KOLANACH. ZLITUJ SIĘ. MIEJ SERCE.

  2. Zobacze co da sie zrobic. Podkreslam-ZOBACZE . Zaskoczyla mnie tym czasem wasza reakcja na wczesniejsza notke. A zobacze jutro rano najwczesniej, postaram sie ale nie obiecuje. A.

Komentarze są zamknięte.