39: Dla Wrony:)

Przepraszam, że krótko, ale tak wyszło. Jutro rano kolejna notka. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. A wieczór zaczyna się około 19:) 

Wrona( nie mam pojęcia jak masz na imię) wszystkiego naj naj za wczoraj, radości, uśmiechu, spełnienia marzeń. Pogody ducha i wszystkiego czego nie wymieniłam. A. 

 

Obracam głowę, jego gest napawa mnie obrzydzeniem. Patrzę tępo na drzwi wejściowe, wiem, że lada moment Peeta wróci, przejdzie przez nie i… Nawet nie chce myśleć, co Gale mu zrobi.

– Co, nie podobało się?- mówi pełnym nienawiści głosem, wprost do mojego ucha.- A tak między nami Katniss, nie poznaję Cię, nie jesteś już tak czujna jak kiedyś.

Ma rację, Haymitch też miał. Wyraźnie słyszałam, jak wchodził do naszej sypialni. Ale nie sprawdziłam tego, czułam się bezpieczna. Jakim cudem udało mu się tak szybko tu dostać? Czemu Paylor go wypuściła? Jak wszedł do tego domu, przez nikogo nie zauważony? Te wszystkie pytania, kłębią się w mojej głowie. Może uda mi się go powstrzymać? Może jak odpowiednio się odwrócę, to kula trafi we mnie nie w niego?

– Słyszysz?

Już wcześniej ich usłyszałam, moje zmysły są wyostrzone przez strach. Wiedziałam, że wracają już parę sekund temu. Dłoń, w której trzyma pistolet delikatnie się unosi. Odbezpiecza broń, celuje nią w stronę drzwi. I czeka.

Czekamy.

Kroki za drzwiami milkną. Pewnie chcą obejść dom, wejść przez drzwi kuchenne. Nie widzę twarzy Gale’a, ale jestem prawie pewna, że nie podoba mu się taki obrót sytuacji. 

– Spokojnie Johanno, to my- wyraźnie słyszę nutę ulgi w jego głosie. Czyli Gale nie zostawił u mnie w domu żadnej niespodzianki. 

– Zawołaj go tutaj

Nie odpowiadam, kręcę tylko głową. Mocniej przyciska dłoń do moich ust.

– Rób co mówię i zawołaj go tutaj.

Teraz nawet już się nie ruszam. 

– Albo Ty go tutaj zawołasz, ale dźwięk wystrzału go tu ściągnie.

Wzruszam ramionami. Nie boję się jego gróźb. Niech mnie zabije. 

– Nie Ty głupia dziewczyno, nie będę strzelać do Ciebie, tylko do niej.

Podnoszę głowę, w połowie drogi do schodów prowadzących na piętro, stoi Annie, w ramionach trzyma dziecko. Patrzy na mnie przerażonym wzrokiem. 

– Wybieraj, wołasz tu Mellarka albo jej dziecko zginie. 

Patrzę na Annie, obraca się bardzo powoli. Teraz jej synek jest całkowicie osłonięty jej ciałem. Żeby Gale mógł go zranić, musi najpierw zabić ją. Jej wzrok mnie przeszywa. Patrzy na mnie dokładnie tak jak Mags, nim weszła we mgłę. Bardzo delikatnie porusza głową. 

– Słuchaj koleżanki i wołaj tu kochasia- Gale jest coraz bardziej wściekły. Już wiem, że kogoś nie będę w stanie uratować. Tylko kogo. Annie, mojego chrześniaka- już przyzwyczaiłam się do tej myśli- czy Peete? Jak to powiedział Haymitch. Czasami trzeba dokonywać trudnych wyborów. Kiedy zdejmuje dłoń z moim ust, mówię bardzo spokojnie:

– Peeta, skarbie możesz tu przyjść na chwilkę?

Przez parę sekund, w całym domu panuje idealna cisza. Annie patrzy na mnie przerażonym wzrokiem. Nie to nie strach maluje się w jej oczach. To niedowierzanie. Słyszę szybkie kroki Peety. 

Bum- coś z hukiem spadło w kuchni. 

– Och Peeta- Johanna, mówi pogodnym głosem. Zbyt pogodnym jak na nią- ciągle coś zrzucasz. 

– No właśnie synu- Pani Mellark mówi bardzo powoli- będziesz musiał najpierw to posprzątać. 

– I zamieniłaś mnie na takiego fajtłapę? 

– Katniss, kochanie Peeta zaraz przyjdzie- i już wiem, że Haymitch zrozumiał. Mam nadzieje, że uda mu się zatrzymać Peetę wystarczająco długo, bym miała również czas uratować Annie. Bo mam już plan, muszę tylko sprowokować Gale’a do strzału. Do strzału we mnie. Muszę mieć też czas, by o tym pomyśleć. By jakoś to zaplanować. Muszę go o coś zapytać, muszę, tylko o co? A może poprostu o to, co mnie naprawdę interesuje:

– Obudziłeś mnie rano- staram się mówić spokojnie.

– A niby jak?- widać jest zdezorientowany.

– Dźwiękiem zamykanych drzwi, gdzie się schowałeś? Nie zauważyłam Cię.

– Można powiedzieć, że głód Twojej przyjaciółki Go uratował. Chociaż może szkoda, że nie pozwoliła mu się wykąpać. Byłoby już po wszystkim.

– Byłeś w łazience?

– Tak i miałem stamtąd świetny widok, na Twoje poczynania. Swoją drogą Katniss, nie podejrzewałem Cię o coś takiego.

– Co masz na myśli?

– Co by na to powiedziała Twoja mama, tak sama włazić na faceta. No cóż Kotna, to nam może wiele ułatwić. 

– Możesz mówić jaśniej? Nie rozumiem o co Ci chodzi. A mojej mamie nic do tego, co robię z moim narzeczonym. 

– Z Twoim narzeczonym? Mnie nie okłamiesz Kotna, nie wierzę w to. 

– Puść mnie, to pokażę Ci pierścionek.

– Powinnaś się cieszyć, będziesz miała po nim jakąś pamiątkę. Jak będziesz grzeczna, to może nawet pozwolę Ci go dalej nosić. O ile w ogóle go masz. 

– Ty naprawdę myślisz, że my kiedykolwiek będziemy razem- i już wiem, że muszę go rozwścieczyć, tylko dzięki temu uda mi się ich uratować, to jedyne co przychodzi mi do głowy.

– Będziesz ze mną dobrowolnie lub siłą, mnie tam to nie robi różnicy. 

– Prędzej odbiorę sobie życie, niż do tego dojdzie.

– Wiesz- przykłada ponownie dłoń do moich ust- lepiej będzie jak już się zamkniesz- warczy mi do ucha. Coś ten Twój kochaś długo nie przychodzi, chyba będę go musiał sam zawołać. 

Coś dziwnego dzieje się z jego ciałem, tak jakby przechodziły przez niego dreszcze a nawet konwulsje. Jest bardzo ciężki, nie jestem w stanie go utrzymać, przewracamy się. On upada na mnie, słyszę wystrzał. Ból powoli rozchodzi się między moimi żebrami…

10 myśli na temat “39: Dla Wrony:)

  1. Łał ty to masz talent najlepszy obrót spraw jesteś świetna już nie mogę się doczekać jutra tylko nie usmiercaj Katniss

  2. Miło mi drogie Panie. A ile lat ma brat młodej pisarki? Ktoś wie? I jeśli jeszcze raz ktoś zapyta kiedy następna notka- to uduszę. Wyraźnie zaznaczyłam na początku. A.

Komentarze są zamknięte.