40: Jesteś moim powietrzem

Witajcie. Następna długa notka w niedzielę. Jeszcze raz przepraszam za dzisiaj. Nie chciałam wstawiać byle czego, dlatego prosiłam o czas. Jeśli chodzi o mój wiek, nie kłóćcie się. A w ogóle nikt nie powiedział ile ma lat, a wymagacie tego ode mnie. Taka dygresja na koniec. Proszę o szczere komentarze. A i Wiola żyjesz?

 —

 – Peeta- nie spodziewałam się, żeby Annie potrafiła tak głośno krzyczeć. Oczywiście, jej mały synek też nie, dlatego pewnie postanowił udowodnić jej, że jest od niej głośniejszy. Jego płacz dudni mi w głowie. Gale mi ciąży, a żebra okropnie bolą.

– Możesz mnie w końcu puścić- Peeta nie krzyczy on ryczy na kogoś. Słyszę jego szybkie kroki, podbiega do mnie. Zrzuca ze mnie bezwładne ciało Gale’a.  Podnosi mnie i dokładnie mi się przygląda. Dziwne, ale gdy Gale na mnie nie leży, ból w żebrach delikatnie ustępuje. Podnoszę się powoli. Odruchowo spoglądam na mój tułów. Żadnej krwi, żadnych ran.

– Upadłaś na pistolet- Peeta powoli wypuszcza powietrze- nic Ci nie jest. – ulga w jego głosie przechodzi również na mnie.

– Miałam sporo szczęścia- odpowiadam wtulając się w niego.- Ale co jemu się stało?

– Sporo szczęścia i dobry pomysł skarbie- Haymitch patrzy na mnie z delikatnym uśmiechem. Przez sekundę myślałem, że coś Ci się pomyliło. Ale pomysł przedni. Beetee, co mu się stało- wskazuje głową na nieprzytomnego Gale’a.

– Wyposażyłem wózek w paralizator, tak na wszelki wypadek- odpowiada spokojnie Beetee.

Gale zaczyna się poruszać. Peeta nadal mnie obejmuje, ale w tym samym momencie, odrywa ode mnie jedną rękę, bierze pistolet do ręki i  z całej siły uderza Gale’a w głowę. Po czym ponownie mnie obejmuje.

– Katniss- pełen troski głos mamy, wyrywa mnie z ramion Peety.

– Wszystko w porządku mamo- delikatnie się do niej uśmiecham.

– Haymitch- Pan Mellark rzadko bywa tak stanowczy- możesz mi wyjaśnić, dlaczego notorycznie bijesz nasze dzieci?

Spoglądam zaskoczona na Haymitcha, za jego plecami widzę Johannę wskazującą palcem na szczękę. Obracam się natychmiast i widzę piękną czerwoną pięść, odbitą na podbródku Peety.

– A nie dało się go zatrzymać w inny sposób?

– Wybacz skarbie musiałem improwizować. On zrozumiał, że coś jest nie tak sekundę szybciej.

– Wyobraź sobie, że najpierw mnie uderzył, a potem w trójkę powstrzymywali mnie przed przyjściem do Ciebie. – oburzenie w głosie Peety wydaje się być szczere.

– I dobrze zrobili- uśmiecham się do niego, głaszcząc go po twarzy – miałeś tu nie przychodzić.

– A to niby czemu?- patrzy na mnie z furia w oczach. Od razu zrozumiałem, że coś jest nie tak i miałem tu nie przychodzić? Czyś Ty kompletnie oszalała Katniss? Kiedy w końcu przestaniesz mnie chronić?

– A kiedy Ty przestaniesz ratować mnie z opresji?

– Od tego jestem, zawsze będę robił wszystko by nie stała Ci się krzywda. Czy jest to dla Ciebie jasne?

– I nawzajem.

– Co nawzajem?

– Odpowiedz na Twoje pytanie.

– Katniss, posłuchaj- zwraca się do mnie tonem zarezerwowanym dla Peetera- nie życzę sobie, żebyś się dla mnie poświęcała. A co gorsze, żebyś poświęcała dla mnie swoje życie. Katniss, ja nie mogę Cię stracić.

– Widzisz, ja już raz myślałam, że Cię straciłam. Nie chcę tego ponownie przeżywać. Czy możemy dokończyć później tą rozmowę?

– Żebyś wiedziała, że ją dokończymy. Nie wywiniesz się tak łatwo.

– Nie mam zamiaru.

– Dobrze, skoro już sobie to wyjaśniliście, może byśmy go – zaczyna mówić spokojnie Haymitch, wskazując głową Gale’a- stąd zabrali, nim dzieci się zorientują co się stało?

– Zabierzcie go do piwnicy w moim domu- mówię spokojnie- ja zaraz do Was dołączę.

Peeta patrzy na mnie zdezorientowany, jakby szukał w moich oczach odpowiedzi. Nachyla się i ponownie mocno mnie obejmuje:

– Czekam na Ciebie, muszę Ci powiedzieć coś ważnego- mówi szeptem.

– Ja Tobie też- odpowiadam mu do ucha.

Daniel, Ast i Haymitch wynoszą Gale’a. Obracam się w stronę Beetee. Wydaje się być bardzo bezbronny na swoim wózku, a tymczasem kolejny raz uratował mi życie. Kucem przed nim, kładę czoło na jego dłoniach:

– Czy ja kiedykolwiek, zdołam Ci się odwdzięczyć za to co dla mnie robisz?

– Nie musisz mi być za nic wdzięczna, zrobiłabyś dla mnie to samo. Wiem to na pewno. Wiedziałem też, że sobie poradzisz, ale Twój plan zrozumiałem dopiero jak próbowałaś go zdenerwować. Postanowiłem pokazać Ci, że nie musisz dać się zabić by go ochronić. Wystraszyłem się tylko gdy usłyszałem wystrzał.

– Spokojnie Beetee- przerywa mu Johanna- stojak na parasole dzielnie znosi ranę.

Uśmiecham się delikatnie pod nosem.

– Czyli moje postępowanie, było dla Was aż tak oczywiste?

– No wiesz- zaczyna mówić Johanna, bardzo spokojnym głosem- tylko Haymitch mówi do Ciebie skarbie, ani Peeta ani Ty nigdy się tak do siebie nie zwracaliście.

– Pamiętam jak – zaczyna bardzo powoli Beetee- Wiress powiedziała kiedyś, że taka miłość jak Wasza rzadko się zdarza. Bardzo usilnie staracie się poświęcić za siebie życie. A to największy dowód miłości i poświęcenia. Z dnia na dzień przekonuję się, że miała rację. Ale dlaczego Ty to robisz?

– Bo nie wyobrażam sobie życia bez niego. Wolę umrzeć, niż cierpieć po jego stracie. Może to co mówię jest egoistyczne, ale tak bardzo go kocham- podnoszę głowę i patrzę w oczy Beetee’ego.- On jest moim powietrzem, jest każdym biciem mojego serca, jest mi potrzebny do życia.- Patrzę mu w oczy, w pewnym momencie podnosi rękę i delikatnie głaszcze mnie po głowie.

– Wiress się na Tobie poznała. Będziecie wspaniałym małżeństwem.

– O ile wcześniej nie dadzą się pozabijać- wtrąca Johanna uszczypliwym tonem. – A teraz chodźmy do nich, Enobario podobno miałaś parę pytań do pana Hawthorna.

– Katniss- jestem już prawie przy drzwiach, gdy zawraca mnie głos Annie- możemy chwilkę porozmawiać?

– Oczywiście- odpowiadam tylko, wymieniam spojrzenie z Johanną i wspinam się na schody, by porozmawiać z Annie.

Czeka na mnie w sypialni. Siedzi na łóżku, a jej mały synek słodko śpi. Patrzę na niego z uśmiechem. Jest naprawdę śliczny, a przy tym tak kruchy i delikatny.

– Katniss- Annie mówi ściszonym głosem, pewnie nie chce obudzić syna- nie możesz ryzykować życiem swoim czy Peety, żeby mnie bronić.

– Annie ja nie ryzykowałam życiem Peety i nie broniłam Ciebie tylko Twojego syna- zdenerwowało mnie to co powiedziała.

– Katniss, ja Cię nie atakuję- mówi spokojnie- ja po prostu chciałam Ci powiedzieć, że nie musisz mnie chronić. Nie musisz nas chronić. Ja tego od Ciebie nie oczekuję. Nikt tego od Ciebie nie oczekuje. Rozumiesz co mam na myśli.

– Nie- odparowuję

– Nie jesteście mi nic winni. Finnick poświęcił swoje życie sprawie, w którą wierzył. Takiego dokonał wyboru.

– Ale pewnie postąpił by inaczej, gdyby wiedział o Twojej ciąży- w końcu odważyłam się powiedzieć to na głos.

– Ale Finnick wiedział o ciąży. I właśnie dla tego poszedł z Wami. Marzył mu się lepszy świat dla naszego dziecka. I mój syn kiedyś pozna prawdę, że jego tata zrobił dla świata coś ważnego. Teraz już rozumiesz, nie jesteś mi nic winna. Nie musisz się dla nas poświęcać.

– Annie, zawsze będę bronić Ciebie i Twojego syna. Peeta też. Ale nie dla tego, że jesteśmy Wam coś winni- a sama dobrze wiesz, że jest tego dużo- ale dlatego, że Finnick był naszym przyjacielem. I Ty jesteś dla nas ważna. Zawsze możesz do nas przyjechać, zawsze będziemy z Tobą, pomożemy Ci we wszystkim. Tylko nam pozwól. Sama sobie z tym nie poradzisz. Tak jak ja nie poradziłabym sobie bez Finnicka ,kiedy Peeta był w Kapitolu.

– To było piękne, kiedy mówiłaś jak bardzo kochasz Peetę. Powiedziałaś mu to kiedyś ?

– On to wie- zaskakuje mnie to, jak szybko zmieniła temat.

– Wie, że go kochasz czy może wie, że jest Twoim życiem, bo to różnica?

– Zapytam go o to- powoli wychodzę, ale przypominam sobie jeszcze o czymś.

– Annie, tak dziwnie patrzyłaś na mnie kiedy zawołał Peetę?

– Bo myślałam, że naprawdę go wołasz. Myślałam, że poświęcasz go za mnie. Nie znam jeszcze Was za dobrze, ale postaram się poznać Was lepiej. Zwłaszcza, że Finnick miał co do Was pewne plany, a ja uważam, że miał rację.

– Jakie plany?

– Później o tym porozmawiamy, chce by Peeta też był przy tej rozmowie.

– Dobrze, przyjdziemy do Ciebie przed spacerem. Bo naprawdę zabieramy dziś małego na spacer. A teraz wybacz, idę zobaczyć co tam się dzieje.

Nic mi nie odpowiada. Tylko uśmiecha się, kładąc się na łóżku koło dziecka.

Schodzę powoli na dół. Cały czas zastanawiam się nad słowami Annie. Nad tym co mówiła o Peecie. Muszę, go zapytać czy wie jak jest dla mnie ważny. Mama stoi w drzwiach do kuchni. Patrzy na mnie smutnym wzrokiem.

– Czy coś się stało?

Nie odpowiada, obejmuje mnie mocno. Długo trzyma w ramionach.

– Tak bardzo się o Ciebie bałam.

– Nic mi nie jest mamo. Naprawdę.

– To trudne dla matki, kiedy jej dziecko potrzebuje ramion kogoś innego, by czuć się bezpiecznie.

– Mamo

– Nie przerywaj mi Katniss. Proszę zacznij na siebie trochę uważać . Dobrze? Ja rozumiem, że bronisz Peety ale ja nie przeżyję straty jeszcze jednego dziecka.

– Mamo, to nie tak, Ty nie rozumiesz.

– Ja wiele rozumiem Katniss, co nie zmienia faktu, że bardzo się o Ciebie martwię. Ja też potrzebuję Ciebie do życia- patrzy na mnie ciepłym wzrokiem.

Uśmiecham się do niej. Przytulam się raz jeszcze.

– Muszę iść mamo. Peeta na mnie czeka. Musimy, musimy coś załatwić.

– Wiem, że żadne z Was nie powie nam co będzie się działo w tamtej piwnicy, ale Peeta właśnie rozmawia ze swoimi rodzicami. I my chcemy z Wami porozmawiać. Z Wami obojgiem- po tych słowach bierze mnie za rękę i prowadzi do kuchni.

Pani Mellark siedzi na krześle i płacze. Jej mąż stoi twarzą zwróconą do okna. Peeta stoi przed nimi osłupiały. Kiedy wchodzimy z mamą do kuchni, spogląda na mnie z uniesionymi brwiami. Mama siada obok Pani Mellark.

– O co chodzi?- pytam bo nie jestem w stanie rozszyfrować miny nikogo z nich.

– Nasi rodzice zaprosili nas na rozmowę Katniss- mówi Peeta poirytowanym tonem- mają nam podobno coś ważnego do powiedzenia.

– Bo mamy synu- odpowiada mu spokojnie i stanowczo Pan Mellark- może usiądziecie?

– Nie tato, postoimy- jego głos jest równie stanowczy- powiedzcie o co chodzi. I miejmy to z głowy.

– Po pierwsze nie tym tonem synu. Po drugie, jako Wasi rodzice oczekujemy szczerych odpowiedzi na każde zadane pytanie. Szczerej, bez kręcenia, kłamania i zatajania prawdy. Czy to jasne?

Spoglądamy na siebie. Widzę w jego oczach poirytowanie.

– Jak sobie Pan życzy- odpowiadam spokojnie.

– Dobrze, więc proszę nam powiedzieć co ten cały Gale tutaj robi?

– Próbuje nas zabić, a dokładnie to mnie tato. Bo uważa, że Katniss powinna być z nim nie ze mną.- czuję jego mały palec dotykający mojego. Nie zabieram ręki. A raczej delikatnie splatam mój najmniejszy palec z jego.

– A Haymitch uderzył Cię i kazał matce powiedzieć to o bałaganie bo?

– Bo Katniss, dała nam jasno do zrozumienia, że coś się dzieje.

– Jak on się tutaj dostał? Z tego co zrozumiałem, to miał być zamknięty gdzieś w Kapitolu?

– Jak skończy się to przesłuchanie, to wyciągniemy to z niego- odpowiada mu Peeta coraz bardziej poirytowany.

– W jaki sposób?- pyta moja matka.

– Podobno wiesz mamo, że i tak Wam tego nie powiemy, to po co pytasz?

– Bo cały czas zastanawiamy się, co się z Wami stało. Kiedyś byliście niewinnymi dziećmi. A teraz, czasami Was nie poznajemy, czasami się Was boimy. A czasami nawet nie rozumiemy tego o czym mówicie. Coraz częściej  mi się zdaje, że Haymitch wie o Was więcej niż my- Pani Mellark patrzy na nas uważnie.

– Dorośliśmy- odpowiada jej spokojnie Peeta.

– Chyba trochę za szybko. Ja w Waszym wieku, dopiero zastanawiałem się co chcę robić w życiu. Wy tymczasem zdążyliście dwa razy wziąć  udział w Igrzyskach, uratować Panem przed Snowem i jemu podobnymi, odwołać igrzyska i się w sobie zakochać. O czymś zapomniałem?- w głosie Artura słyszę dumę.

– Pobieżnie się zgadza- odpowiada mu zaskoczony Peeta.

– Dzieci- zaczyna powoli moja mama- musicie zrozumieć dwie sprawy. Po pierwsze, my jako Wasi rodzice bardzo się o Wam boimy, nie chcemy żeby stała się Wam jakakolwiek krzywda. To całe Wasze poświęcanie się nawzajem bardzo nas rani. My po prostu boimy się, że pewnego dnia któremuś z Was się to uda. A po drugie, nawet nie zdajecie sobie sprawy jak jesteśmy z Was dumni. Bardzo wiele osiągnęliście. Ja Wam już to mówiłam, ale mogę to powtarzać codziennie: bardzo Was kocham. Oboje- nie patrz tak na mnie Peeta- kontynuuje z uśmiechem- za to jak traktujesz moją córkę, jak Ją kochasz, jak się dla Niej poświęcasz. Za to bardzo Cię kocham. Bardzo. A i jeszcze za to, że jesteś wspaniałym człowiekiem.

– No właśnie dzieci- wtrąca się Pani Mellark- kochamy Was, jesteśmy z Was dumni i dlatego mamy prośbę. Możecie się trochę postarać i narażać się na trochę mniejsze niebezpieczeństwo. Możecie to dla nas zrobić?

Patrzę na Peete, on na mnie, nie mam pojęcia co im odpowiedzieć.

– Będziemy uważać mamo. Ale teraz musimy już iść, mamy coś do załatwienia.

– Jak zawsze- odpowiada mu- najpierw uratujemy świat a potem może porozmawiamy z rodzicami. Idźcie już, bo widzę, że nic nie wskóramy.

– Chcemy zabrać dziś syna Annie na spacer, może wybierzecie się z nami?- to pytanie wpada mi do głowy a jego zadanie wydaje się być oczywiste.

– Powiedzcie tylko kiedy, a teraz uciekajcie już- odpowiada z uśmiechem Pan Mellark.

Wychodzimy i kierujemy się w stronę mojego domu.

– Miałeś mi powiedzieć coś ważnego.

– Miałem i Ty też miałaś. Ale teraz nie ma na to czasu.

Nic mu na to nie odpowiadam. Ma rację, nie czas teraz na poważne rozmowy. Kiedy jesteśmy na progu mojego domu, Peeta bierze mnie w ramiona, delikatnie całuje i mówi :

– Kocham Cię Katniss, najbardziej na świecie.

– A ja nie potrafię bez Ciebie żyć- postanawiam jednak posłuchać rady Annie- jesteś dla mnie wszystkim, jesteś biciem mojego serca, moim powietrzem. Bez Ciebie nie ma mnie.

Patrzy na mnie osłupiały. Delikatnie zakłada mi kosmyk włosów za ucho.

– Katniss, jesteś tego pewna?

– Jak niczego na świecie. Przykro mi, ale taka jest prawda.

– Mnie też jest przykro, że mówisz mi to dopiero teraz. A najgorsze jest to, że właśnie zdałem sobie sprawę, że jeszcze ktoś na świecie potrafi kochać tak jak ja.

Delikatnie się nachyla i składa na moich ustach pocałunek. Krótki i przelotny.

– No nareszcie jesteście- Daniel wygląda na nieźle wystraszonego- chodźcie na dół, bo tam robi się naprawdę niebezpiecznie.

– Co masz na myśli?- pytam schodząc po piwnicy.

– To- wskazuje palcem na przywiązanego do krzesła Gale’a

13 myśli na temat “40: Jesteś moim powietrzem

  1. Przepiękne. Aniu, ja bardzo przepraszam, jesli uraziłam cię moim pytaniem o wiek, naprawdę nie chciałam. Jesli chodzi o rozdział, to jest wspaniały, bardzo się cieszę, że trafiłam na tego bloga. No i tytułem zakończenia, baardzo jestem ciekawa co będzie z Galem, wyczekuję niedzieli ;)) jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam, Potterhead ;*

  2. Jeśli bym mogła to dołączam się do przeprosin Potterhead, i już nie mogę się doczekać kolejnego wpisu :))

  3. POTTERHEAD_XX podaj proszę maila, z miłą chęcią porozmawiam z Tobą bardziej prywatnie. Jeśli masz ochotę. I naprawdę ja się tak szybko nie obrażam. Musicie się bardziej postarać.

  4. Tak, żyję. Postanowiłam jednak wyrażać swoją opinię w e-mailach, bo gdy tu piszę szczerze… to czuję się nieco oblężona wytykaniem tego, że mówię jakie zrobiłaś błędy lub czym zebrać nowych czytelników. Ty jednak nie odpisujesz na maile (rozumiem, brak czasu itp.), a ja nie chcę być natarczywa 😉 Rozdział świetny. Czekam na więcej krwi i spodziewam się trupów. Nie chcę historyjki miłosnej jak już pisałam. Może nawet fajnie by było gdyby Peeta i Katniss umarli? 🙂 Pozdrowienia. I jeżeli ktoś ma jeszcze pytać, to tak pojebało mnie 😀

  5. W sumie zgadzam się z Hutlawhem, za dużo miłości tutaj :3 fajnie jest jak jest moment grozy i napięcie, szczególnie jak kończysz nową akcją podobnie jak Colins. <3

  6. Mi się tam bardzo podoba że jest dużo romantyczności już tak bardzo nie mogę się doczekać niedzieli 🙂

Komentarze są zamknięte.