41: Niezapowiedziane odwiedziny

Witajcie, taka mała zapowiedź jutrzejszego rozdziału. Dziś już nic nie będzie. Proszę też mnie więcej nie przepraszać za pytania dotyczące mojego wieku. Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej na mój temat to proszę o pytanie. Odpowiem. I jeszcze jedno bardzo proszę bez uszczypliwości w komentarzach, względem innych osób. Każdy ma prawo do własnego zdania. Nawet jeśli sądzicie inaczej. Pozdrawiam do jutra. A.

 —

– Witaj Kotna, miło znów Cię zobaczyć- jego głos brzmi obleśnie, jednak cofam się dopiero, gdy podnosi głowę by na mnie spojrzeć. Jego twarzą ktoś dobrze się zajął. Ma rozciętą wargę- w przynajmniej dwóch miejscach- ze spuchniętego nosa sączy się jakaś czerwono- zielona ciecz. Lewego oka nie jest w stanie otworzyć- tak bardzo jest spuchnięte.

– Co mu się stało?

– Podobno pozwoliłeś Astowi wyrównać jakieś rachunki, to je wyrównał. Przynajmniej tak krzyczał -jak odrywałem go od niego siłą- Haymitch patrzy na nas uważnie.

– Pozwoliłem-  odpowiada spokojnie Peeta, nie odrywając wzroku od jego twarzy- ale dlaczego go wcześniej nie powstrzymaliście?

– No proszę, proszę wiedzę Mellark, że czujesz się zagrożony. Dobrze wiesz, że Katniss rozczula się jak ktoś cierpi- boisz się, że dziś w nocy to ja zajmę Twoje miejsce i będę mógł liczyć na pobudkę?

Peeta nic mu nie odpowiada. Spogląda na mnie pytająco.

– Zamknął się w łazience, to mnie obudziło- staram się mówić spokojnie.

– Aha. Dobrze, a teraz kochanie możesz pójść z Johanną i poszukać Asta. Boję się, że może zrobić coś głupiego.

– A Ty?

– A ja i Haymitch mamy do niego parę pytań.

Otwieram usta by coś mu odpowiedzieć, jednak czuję na ramieniu rękę Johanny.

– Katniss, chodźmy. To naprawdę dobry pomysł. Daniel Ty też- obraca twarz w jego stronę.

Patrzę na nią nienawistnym wzrokiem. Tak bardzo chciałam poznać odpowiedzi na kilka pytań. Jednak figlarne ogniki, które płoną w jej oczach, przypominają mi te, które widziałam przed tym jak się schowałyśmy by podsłuchać Peete i Asta. Uśmiecham się do niej delikatnie i wychodzę- jednak ona zrównuje się ze mną i mówi cicho:

– Nie pożegnasz się?

– Nie- odpowiadam równie cicho.

– Jak będzie wściekły więcej im powie.

Zatrzymuję się przy samych drzwiach. Obracam głowę i patrzę w oczy Peety. Uśmiecha się do mnie delikatnie:

– Tak, kochanie?

– Nic, tak tylko. Nieważne. Pośpieszcie się- uśmiecham się do niego tak, jak kiedyś Finnick do mnie. Kiedy tylko robię pierwszy krok, już stoi przy mnie. Patrzy na mnie bardzo uważnie. Bierze mnie za rękę.

– Postaram się szybko do Ciebie wrócić- mówi i uśmiecha się kącikiem ust.

– Czekam- i już chcę puścić jego dłoń, gdy szybko mnie przyciąga i delikatnie zanurza głowę w moich włosach.

– Robisz to specjalnie?

– Tak.

– Chcesz zdenerwować jego, czy sprowokować mnie?

– Zależy do czego miałabym Cię sprowokować?- odpowiadam mu zaskoczona.

Nie odpowiada mi, jego dłoń przesuwa się z moich pleców na moje pośladki, zaś usta całują mnie w szyję. Odruchowo oddaję się tej pieszczocie.

– Kochanie, proszę nie rozpraszaj mnie- mówi do mnie głośno i bardzo namiętnie.

– Przepraszam- odpowiadam z uśmiechem. – Już mnie nie ma- całuje go jeszcze w usta. I wychodzę.

Bardzo głośno wchodzimy po schodach, kiedy jesteśmy już na ich szczycie Johanna zwraca się do Daniela:

– Idź poszukaj Asta i przypilnuj go. My tu zostaniemy.

– Nie- odpowiada stanowczo- Peeta wyraźnie powiedział, że macie iść ze mną.

– Ale nie pójdziemy- Johanna widać, zaczyna się denerwować.

– W takim razie, idę powiedzieć Peecie, że nie chcecie ze mną iść. – Poczym robi krok naprzód, a wtedy Johanna przyciska go do ściany i składa na jego ustach przelotny pocałunek.

– Proszę, poszukaj i zajmij się Astem. Możesz to dla mnie zrobić?

– Mogę- odpowiada zaskoczonym głosem.

– To idź- mówi spokojnie Johanna- potem chciałabym z Tobą porozmawiać.

– Jasne- odpowiada jej bardzo szybko, z promiennym uśmiechem.

Schodzimy po schodach. Stajemy przy drzwiach i przykładamy do nich uszy.

– Czyli rozumiem, że nie chcesz nam nic powiedzieć?- pada pytanie Haymitcha.

Odpowiada mu tylko śmiech Gale’a.

– Dobra Haymitch, to nie ma sensu. Jak nie chce, niech nie mówi. To nie jest teraz istotne.

– Jest istotne Peeta, Tobie się po prostu spieszy do Katniss.

– Spieszy mi się i co z tego. Wolę rozmawiać z Nią niż z Nim. Tak bardzo Cię to dziwi?

– Ona nigdy nie będzie Twoja- głos Gale’a przepełnia nienawiść.

– Już bardziej moja być nie może, podobno coś Ci wiadomo w tym temacie. I radzę Ci przyjąć to do wiadomości. Katniss jest ze mną.

– Chciałbyś, zawsze będzie moja- Gale widać wpada w furię.

– A może w takim razie powiesz mi w jaki sposób objawia się to Jej bycie z Tobą?

– Myślami jest zawsze ze mną!

– Oczywiście, masz rację. I dlatego pewnie w chwilach rozkoszy krzyczy moje imię?- kpina aż przelewa się z ust Peety.

Nagle słyszę jak krzesło przesuwa się po ziemi.

– Nie wierć się tak- krzyczy na niego Haymitch.

– Dobra, Haymitch pora go uśpić. Nie ma sensu z nim dłużej gadać. Idę coś przynieść, poradzisz sobie sam?

I nim pada odpowiedź słyszę jego kroki. Odskakujemy od drzwi. Otwiera je i patrzy na mnie z dezaprobatą. Dopiero po ich zamknięciu, zwraca się do Johanny.

– Idź na górę i zorganizuj coś na sen dla niego. A my sobie porozmawiamy.

Zaczyna mówić kiedy tylko Johanna znika za drzwiami.

– Jak już pewnie wiesz, nic się nie dowiedzieliśmy. Ale Ty chyba miałaś szukać Asta?

– Daniel go szuka.

– A Ty co robisz?

– Podsłuchuję- odpowiadam z uśmiechem.

– To nie jest śmieszne, wiesz o tym?

– Och, Peeta ja

– Już nic więcej nie mów dobrze. Tylko się pogrążasz. Chodź tu do mnie- przyciąga mnie mocno do siebie. Zaczyna całować bardzo namiętnie.

– Miałaś go zdenerwować, a tylko mnie rozpaliłaś. Nie rób tak, bo nigdy nie wyjdziemy z sypialni.

– Jeśli o mnie chodzi, to możemy tak spędzać całe dnie i noce- odpowiadam i całuję jego usta.

– Hej, nie obcałowywać mi się po kątach. Syropek dla Was- zaczyna pogodnie Johanna, machając butelką.

– I kto to mówi- odpowiadam jej zaczepnie- kto się obcałowuje po kątach?

Johanna nie odpowiada, tylko się uśmiecha.

– Dobra dziewczyny, idziemy napoić naszego gościa.

Wchodzimy do piwnicy. Przez dobre dziesięć minut mocujemy się z Gale’em niestety bez rezultatu. Przerywa nam pukanie do drzwi.

– Pani Prezydent chce z Wami rozmawiać- w progu stoją Daniel i Ast.

– To powiedz jej, że jesteśmy zajęci. Oddzwonimy do niej. – warczy na niego Haymitch próbując otworzyć Gale’mu usta.

– Ale Ona tu jest- wypowiadają jednocześnie.

10 myśli na temat “41: Niezapowiedziane odwiedziny

Komentarze są zamknięte.