42: Zwierzęcy ryk

Witajcie. Zapraszam do czytania i komentowania. Witam serdecznie nowych czytelników, i pozdrawiam starych znajomych. Na maile odpisałam. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Do zobaczenia wieczorem. A. 

 

Spoglądamy na siebie zaskoczeni, tylko Gale wydaje się być zadowolony.

– Przyjechała po mnie.

– Raczej wątpię- przerywa mu Daniel- prosiła o rozmowę z zwycięzcami.

– Co jej powiedzieliście?- pyta rzeczowo Haymitch.

– Może wyjdźmy stąd, chyba nie powinniśmy przy nim rozmawiać- kontynuuje Daniel.- Ast, zostań z nim przez chwilę, ja zaraz przyjdę Ci pomóc- spogląda na niego pytająco.

– Jasne- odpowiada lekko Ast, a my wychodzimy.

– Drzwi otworzyła Twoja mama- Daniel spogląda na Peete- powiedziała, że nie ma Was i wtedy do akcji wkroczyła Effie- powiedziała Pani Prezydent, że Katniss, Peeta i Haymitch mają codzienną naradę, która dziś wyjątkowo się przeciągnęła dlatego Johanna poszła Was zawołać, bo obiad już na stole. Po czym kazała mi i Astowi po Was pójść, bo jak to powiedziała- Widać Johanna też ma problemy z punktualnością.

– Czyli Paylor nie wie, że Gale tu jest?

– Peeta, nie wiem, tak mi się wydaje.

– Dobra pilnuj ich, będziemy najszybciej jak to możliwe.

Prawie biegniemy do domu. Kiedy już mamy przekroczyć jego próg Haymitch odwraca się do nas i mówi bardzo cicho:

– Rozmawialiśmy o Waszej podróży do jedenastki, jak również zaczynamy powoli ustalać szczegóły wesela.

– Chrztu- wtrąca Johanna- powiedźmy lepiej, że planujemy przyjęcie dla syna Annie- to będzie bardziej wiarygodne.

– Niech będzie. Gotowi?

Nie odpowiadamy, kiwamy głową. W korytarzu stoi dwóch uzbrojonych strażników, jeszcze jeden przed drzwiami gabinetu.

– Och widzę, że mimo zmiany władzy pewne rzeczy się nie zmieniają. Proszę o schowanie broni- w domu są małe dzieci- Peeta mówi bardzo stanowczo.

– Witajcie- z gabinetu wyłania się Paylor- wybaczcie, ale to niezbędne środki ostrożności.

– Co nie zmienia faktu, że nie życzę sobie tego w moim domu. Tak Paylor, to nadal jest mój dom. I tak jak powiedziałem- proszę o schowanie broni, albo przynajmniej nie demonstrowanie tak jej posiadania. W domu jest dwoje małych dzieci, nie chcę by musiały to oglądać.

– Peeta- zaczyna powoli Paylor, ale jej przerywam:

– Paylor, poproś swoich przyjaciół o schowanie broni. Nie życzymy sobie, by nasi goście byli tego świadkami. I może w końcu, wyjawisz nam cel swoich niezapowiedzianych odwiedzin, zwłaszcza, że dochodzi do nich w niedzielne popołudnie?

– Panno Everdeen, proszę zwracać się do Pani Prezydent z należytym jej szacunkiem- mówi do mnie groźnie strażnik stojący przy drzwiach do gabinetu.

– Co proszę? Wchodzicie do naszego domu bez zaproszenia, przerywacie nam wizytę naszych rodzin i przyjaciół, machacie bronią na oczach dzieci i wymagacie ode mnie szacunku? Traktujemy Was tak jak na to zasługujecie, a jeśli chodzi o Paylor, to znam Ją nie od dziś i będę do niej mówić tak, jak mi się podoba.- Otwieram usta by coś jeszcze powiedzieć, ale przerywa mi Paylor:

– Panowie, schowajcie broń. Przepraszamy za najście- ale jak poznacie okoliczności to zrozumiecie. Czy mogę prosić Was wszystkich o chwilę rozmowy?

– Gdzie Annie, Beetee i Enobaria- pyta spokojnie Haymitch.

– Czekają na Was w gabinecie- właśnie Peeta pozwoliłam sobie go zająć.

– Zauważyłem- odpowiada jej chłodno i spogląda na strażników, wchodzimy do pokoju dopiero gdy strażnicy chowają broń.

Enobaria siedzi z Annie na kanapie. Wyglądają na zaniepokojone, Beete również, pewnie dlatego wcisnął się wózkiem między kanapę a okno. Żadne z nas nie siada. Patrzymy na Paylor wyczekująco.

– Gale uciekł- zaczyna powoli.

– Kiedy?- głos Johanny jest aż nadto opanowany i wydaje mi się, że Paylor też to zauważyła.

– Dziś rano. Zauważyła to poranna zmiana strażników. Kiedy tylko mi to zgłoszono, natychmiast tu przyjechałam, mam ze sobą pięćdziesięciu ludzi. Na pewno go złapiemy, mamy pewność, że chce tu przyjechać. Ale mamy nad nim przewagę czasu, więc nic Wam nie grozi. Ale i tak postanowiłam osobiście koordynować jego schwytanie.

– Rozumiem, że chcesz nam również wyjaśnić dlaczego w ciągu zaledwie dwunastu godzin uciekł Wam dwa razy?- Haymitch jest wściekły.

– Pilnowała go dziewczyna z trzynastki- odpowiada cicho i spuszcza głowę.

– Czyli rozumiem, że powierzyliście opiekę nad nim dziewczynie, która na pewno go znała. I pomimo tego, że raz Wam uciekł nie zmieniliście tego. Jaką możemy mieć pewność, że nie uciekł już nocą?- z głosu Peety można wywnioskować jak bardzo jest zły.

– Bo ona nam to powiedziała. Przyznała się, że nad ranem zasnęła. Poniesie tego konsekwencje.- Paylor patrzy mu w oczy.

– Rozumiem, że jej uwierzyłaś?- pytam ją poirytowana. – A jaką masz pewność, że mówi prawdę.

– Jest moim człowiekiem, ufam jej- odpowiada gniewnie.

– I to ja jestem uważana za szaloną- mówi bardzo spokojnie Annie- a przecież Gale’owi też wierzyłaś.  To chyba nie jest do końca normalne. To wygląda tak, jak byś robiła wszystko by nas zabić. A przynajmniej dać komuś do tego możliwość.

– Przyjechałam Wam to powiedzieć, byście mieli czas się przygotować do ewentualnej ochrony. Cały dystrykt jest obstawiony. Wasza wioska też. Nikomu nic się nie stanie. Nikomu. A ja nie chcę Was zabić. Nigdy nawet coś takiego nie przeszło mi przez myśl. Mam wobec Was poważne plany. Ale nie czas teraz na to. Rozumiem, że macie do mnie żal. Ale nie możecie mnie oskarżać. Zrobiłam wszystko co było w mojej mocy.

– O której dowiedziałaś się, że uciekł?- pada pytanie z ust Haymitcha.

– Około 6 rano, kiedy nastąpiła zmiana strażników.

– Paylor, a powiedź mi widziałaś kiedyś takie urządzenie?- wskazuje ręką na telefon.

– Chodzi Ci o telefon?- jest wyraźnie poirytowana jego pytaniem.

– Ach, czyli Ty wiesz jak to się nazywa. A umiesz z tego korzystać?

– O co ci chodzi? – teraz już na niego wrzeszczy.

– O co mi chodzi? Pytam się Ciebie do jasnej cholery, dlaczego nie zadzwoniłaś. Dlaczego nas szybciej o tym nie poinformowałaś. Co przed nami ukrywasz?!

– Nic- odpowiada zdenerwowanym głosem.

Enobaria najpierw  cicho się śmieje po czym zadaje Paylor pytanie, które sprawia, że jej twarz przybiera kolor purpury:

– Z Tobą też sypiał? Pewnie z tą dziewczyną z trzynastki też. I pewnie obie Was przekonał do tego, że Katniss jest bardzo niebezpieczna. Powiedz, kiedy wydałaś na nią wyrok śmierci? Albo wiesz, nie odpowiadaj. Powiedź nam tylko, czy naprawdę jesteś na tyle głupia, że pomyślałaś, że Katniss chce Ci odebrać władzę? Nie patrz tak na mnie, ja też wiem jak bardzo przekonywujący może być Gale.

– Jak bardzo jest uzbrojony? Beetee przerywa ciszę, która zapadła w pokoju na kilka minut.

– Z tego co wiem, ukradł tej dziewczynie broń- odpowiada roztrzęsiona Paylor.

– To już coś wiemy- mówi spokojnie Peeta- a teraz powiedz nam, jak mogłaś sądzić, że Katniss chce odebrać Ci urząd.

– On mówił, że to jej marzenie- jej odpowiedzi są coraz cichsze.

– Paylor, uważałam Cię za mądrzejszą- odpowiadam jej, i mnie samą zaskakuje spokój w moim głosie. – Ale widzę, że muszę Ci wszystko dokładnie tłumaczyć. Nie mam ochoty rządzić Panem. Tobie jak na razie dobrze to idzie. Władza nikogo z nas nie interesuje. Chcemy żyć spokojnie i na tyle normalnie, na ile pozwolą nam wspomnienia z areny. I przyjmij to do wiadomości.

– Jaką mamy pewność, że tym razem Wam nie ucieknie?- Peeta jest równie stanowczy jak ja, ale mimo to delikatnie bierze mnie za rękę.

– Od pewnego czasu, pracujemy nad więzieniem w ruinach Orzecha. Tam chcemy przetrzymywać najniebezpieczniejszych więźniów. Beetee pracuje nad środkami ostrożności. Zrobimy wszystko, by tym razem nam nie uciekł.

– A nie zastanawiałaś się nad karą śmierci?- Peeta najwyraźniej o tym marzy.

– Chcemy wykluczyć stosowanie takich kar.

– Chcesz je wykluczyć, czy może nie chcesz zabijać swojego kochanka?- uwagi Johanny, są jak zawsze bardzo celne.

– Pracujemy nad zmianami w prawie, dotyczy to również Was. Chciałam Was prosić, byście stworzyli coś na zasadzie rady, która podejmowała by decyzje dotyczące najważniejszych kwestii. Wasze zdanie byłoby decydujące.

– Czyli chcesz po prostu, przerzucić całą odpowiedzialność na nas?- to jedyne pytanie jakie przychodzi mi do głowy.

– To nie tak Katniss, chodzi o to, żebyście mogli brać udział w zmianach jakie zachodzą w Panem. Wasza ostatnia decyzja została bardzo dobrze odebrana, ludzie Wam ufają. Potrzebuję Waszej pomocy.

– A więc taki był Twój plan. Zabić Katniss, a nas zmusić do pomocy w naprawie świata? Paylor ty naprawdę myślisz, że my jesteśmy tak głupi?- Peeta nawet już nie kryje swojej złości.

– Posłuchajcie- odpowiada nam powoli- każdy z nas popełnia błędy. Dlatego też, myślałam, że może jeśli mi pomożecie, nie będą one tak drastyczne. Może dzięki Wam uda nam się zrobić o wiele więcej dobrych rzeczy.

– Jak sobie to wyobrażasz?- Haymitch widać jest zainteresowany jej propozycją.

– Macie dobry kontakt z ludźmi, Wy wszyscy. Moglibyście głosować w ich imieniu. Każde z Was mogło by również zgłaszać propozycje.

– I to od nas by zależało, na jakiej podstawie byśmy głosowali?- dopytuję ją.

– Tak, myślałam o Waszych wizytach w Kapitolu- powiedźmy raz w miesiącu. Wtedy podejmowalibyśmy jakieś decyzje, co do odbudowy Panem, zmian w prawie. Wszystkich bieżących spraw.

– I moglibyśmy również zgłaszać swoje propozycje- Peeta jak zawsze, chce wszystko do końca wyjaśnić.

– Oczywiście. Bylibyście głosem ludu.

– Dobrze więc, odpowiada Peeta. Przemyślimy to, i podamy Ci odpowiedź. A teraz jeśli nie masz już nam nic do powiedzenia, to pro…

Dźwięk otwieranych z trzaskiem drzwi wejściowych napawa mnie przerażeniem. Pada strzał, potem drugi i trzeci. Ktoś bardzo szybko przebiega przez dom i wtedy pada kolejny wystrzał. Po nim w całym domu zapada idealna cisza. Po paru sekundach przerywa ja ryk. Tam może wyć tylko zranione zwierze.

Lub matka, która właśnie straciła swoje dziecko – na zawsze.

9 myśli na temat “42: Zwierzęcy ryk

  1. nie mam słów to Gale zabił dziecko Annie? Następny rozdział będzie dziś wieczorem? o i świetnie piszesz ale to już wiesz 😉

  2. KONCZYC W TAKIM MOMENCIE ??!!?? Rodzial CUDOWNY, ale nie sadze, zeby Gale zabil dziecko Annie, bo przeciez ona byla razem z nimi, a nie we wnetrzu domu. Ja obstawiam, ze to mogla byc mama Peety, bo Gale mogl zabic np Peetera. Ale to tylko moje spostrzezenia. Rozdzial BOSKI !!! <333

  3. kurdee *.* nie umiem opisywać twoich postów, są genialne i zawsze trzymają w napięciu *0*

    Zefir

  4. O mój Boże.. Piękny rozdział. Świetnie napisalas zakończenie, zdecydowanie. Bardzo smutny, ale piękny. Czekamy cierpliwie do wieczora!

    Potterhead ;*

  5. Prze Ciebie i Twoje rozdziały przestanę sypiać po nocach. Jest uzależniające jak Igrzyska. Ja nie wiem, czy Ty nie robisz konkurencji Collins.

Komentarze są zamknięte.