43: Zostawcie nas w spokoju

Witajcie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Następny wpis jutro wieczorem. W okolicach godziny 19. Proszę o szczere opinie. Pozdrawiam serdecznie. A.

 

 – Josh- wyrywa się z ust Haymitcha, przerażenie w jego głosie sprawia, że po plecach przechodzi mi zimny dreszcz.

Wybiegamy z gabinetu. Na korytarzu widzę ciała strażników. Rozglądam się w poszukiwaniu Gale’a. Zaskakuje mnie pozycja w jakiej Go znajduje. Klęczy na podłodze, z rękami bezwiednie spuszczonymi wzdłuż tułowia, w prawej dłoni nadal trzyma pistolet. Nagle jego dłoń się unosi, przykłada pistolet do czoła, nawet nie zamyka oczu. Widzę jak jego palec prawie naciska spust. Jednak czyjaś mała dłoń, wyjmuje mu broń z ręki. To Effie, z przerażonym wyrazem twarzy, nie pozwala mu na strzelenie sobie w głowę. Podążam wzrokiem, w miejsce gdzie patrzy Gale. Na widok martwego ciała tego chłopca osuwam się po ścianie. Nadal czuję rękę Peety, ściskającą moją dłoń, lecz uścisk staje się dużo lżejszy. Widać on też patrzy tam gdzie ja.

– Coś Ty zrobił- z moich oczu powoli zaczynają płynąć łzy- Coś Ty najlepszego zrobił?

Nagle na mnie spogląda. Patrzy na mnie dokładnie takim wzrokiem jak kiedyś.

– Zabij mnie Katniss, błagam Cię zabij mnie.

Nie odpowiadam mu, pozwalam by łzy spływały z moich oczu, kiedy na kolanach powoli zbliżam się do ciała chłopca.

– Peeta, błagam niech któreś z Was mnie zabije. Wszyscy dobrze wiemy, że tego chcecie. Proszę, Peeta- błaganie w jego głosie jest aż nazbyt prawdziwe.

– Nie Gale, nie zrobię tego. Nie po tym co zrobiłeś, śmierć była by dla Ciebie nagrodą. Coś Ty najlepszego zrobił?- ostatnie słowa wypowiada już przerażony.

– Wyskoczył na mnie z szeroko otwartymi ramionami, nie myślałem co robie.

Klęczę nad ciałem chłopca. Delikatnym ruchem odsuwam z jego czoła włosy, które wpadają do jego ciągle otwartych oczu. Ostatni raz w nie spoglądam. W te oczy, które zawsze były wesołe, bez względu na głód czy strach. Zawsze było w nich dużo dziecięcej radości. Już nigdy jej nie zobaczę, już nigdy. Słyszę szloch jego matki, ale jeszcze nie jestem gotowa na nią spojrzeć. Nim zamykam mu oczy, składam na jego czole delikatny pocałunek.

– Żegnaj Rory.

Teraz już nie jestem w stanie powstrzymać łez. Siedzę na podłodze, obejmuję ramionami kolana. Nie pozostaje mi nic, tylko płacz. Nie wiem, dlaczego Rory wybiegł na Gale’a. Może chciał ochronić rodzinę, przed niebezpieczeństwem. A może chciał przywitać się z bratem. Już nigdy nie poznamy odpowiedzi na to pytanie.

Peeta podchodzi do jego małego ciała. Klęka przed nim i bardzo delikatnie bierze go na ręce.

– Czy mam zanieść go do domu?- w jego oczach widzę łzy, gdy zwraca się do ich matki.

– Ja go zaniosę- mówi przez łzy Gale.

– Tak Peeta, zaniesiemy Go do ich domu- mówi moja mama, jej głos jest bardzo stanowczy, mimo łez na jej policzkach.- A Ty już chyba wystarczająco dużo dziś zrobiłeś- nie kryje się już z nienawiścią do Gale’a.

I tak idziemy, jak w żałobnym kondukcie, na przedzie Peeta niesie na rękach Rory’ego. Tuż za nim nasze matki, prowadzą załamaną śmiercią dziecka kobietę. Haymitch dzielnie niesie na swych ramionach Vicka, ja cały czas tulę do siebie Posy. Jest za mała by cokolwiek z tego zrozumieć, ale i tak cały czas płacze. Do moich uszu dociera rozmowa Beetee’ego z Paylor.

– I co macie zamiar z nim zrobić?

– Zamkniemy go w więzieniu i będziemy się starać zrobić wszystko, by nie miał okazji się zabić. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, by teraz próbował uciekać.

– Co z Danielem i Astem?

– Obaj żyją, choć są ranni. Ast bardziej- poza raną w ramieniu i nodze- tam gdzie go postrzelił, jest jeszcze strasznie pobity. Daniel zaś oberwał w brzuch, kula przeszła na wylot i nie uszkodziła na szczęście, żadnego organu. Ale chyba Johanna się nim dobrze zaopiekuje, tak bardzo upierała się by z nim zostać. – słyszę cień uśmiechu w jej głosie.

– Nie tylko Katniss i Peeta mają prawo do miłości Pani Prezydent.

– Wiem o tym Beetee. Co sądzisz o mojej propozycji?

– Tak jak powiedział Ci Peeta, podejmiemy decyzję wspólnie i wtedy damy Ci znać. Ale wątpię by nastąpiło to szybko. Wszyscy będziemy chcieli wziąć udział w uroczystościach żałobnych, Katniss i Peeta jadą do jedenastki. Ogólnie mamy sporo spraw na głowie. Porozmawiamy o tym. Tyle mogę Ci obiecać.

– Dlaczego nie powiedzieliście mi, że on jest już w dwunastce?

– A dlaczego nie zadzwoniłaś by powiedzieć, że uciekł?

– Nie ufałam Wam.

– A my już nigdy nie zaufamy Tobie.

Milkną. Kiedy wchodzimy do miasteczka, ludzie rozstępują się na nasz widok. Niektórzy tylko nam się przyglądają. Inni przytykają dłonie do ust, pokazują nas palcami. W końcu niektórzy dołączają do nas. Dochodzimy do domu rodzinnego Gale’a. Moja mama otwiera drzwi, wskazuje Peecie pokój. Ten kładzie delikatnie ciało Rory’ego na łóżku. Stawiam Posy na ziemi, pozwalam jej pożegnać się z bratem. Powoli wychodzimy, nie jestem w stanie dłużej patrzeć na jego ciało. Wpadam wprost w ramiona Peety.

– Jestem przy Tobie Katniss- mówi do mnie delikatnie mnie obejmując.

– Dziękuję Ci za to co zrobiłeś.

– Przestań, to było jedyne co mogłem zrobić.

– Katniss, co się stało?- Thomas stoi i patrzy na mnie przerażonym wzrokiem. – Ludzie mówią, że Ci wszyscy strażnicy szukają Gale’a, podobno uciekł. A Wy niesiecie tu ciało Rory’ego.

– Bardzo dużo dziś się wydarzyło- odpowiada mu Peeta. – Za dużo jak na jeden dzień.

– To dobrze radzę, powiedźcie ludziom o co chodzi, bo oni tego tak nie zostawią. Trudniej Wam będzie walczyć z domysłami i plotkami.

– Jest tu Pani Prezydent, może niech ona się tłumaczy- odpowiadam zaczepnie patrząc w jej stronę.

– Katniss, to Ty i Peeta powinniście to wyjaśnić.

– To, że coś wydarzyło się w Wiosce Zwycięzców, nie znaczy, że to ich wina – moja mama zwraca się do niego gniewnie.

– Witaj Emmo, nie powiedziałem nic takiego. Ludzie nie ufają Pani Prezydent, oni ufają im. I Ty o tym wiesz.

Wszyscy na nas patrzą. Peeta mocniej mnie do siebie przyciąga.

– Jesteś na to gotowa? Bo coś czuję, że nie mamy wyboru.

– Nie jestem już dziś na nic gotowa.

– Rano byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a teraz jestem przerażony. Może my naprawdę nie mamy prawa do szczęścia?

– To było dziś rano? Myślałam, że minął przynajmniej tydzień.

– Nie kochanie, to dziś rano mnie obudziłaś. To co robimy?

– Pora wyjaśnić ludziom parę rzeczy.

Udajemy się w stronę głównego placu, z którego dochodzą nas krzyki. Odnajduję wzrokiem Haymitcha, przeciska się przez tłum do nas.

– Zróbcie coś, bo dwunasty dystrykt zaraz obali Panią Prezydent.

– Ale czemu, co się dzieje?- pytam zdezorientowana.

– Sami jej posłuchajcie- Beetee do nas dołącza.

– Do morderstwa doszło w domu Zwycięzcy Igrzysk Peety Mellarka- do moich uszu dochodzą jej słowa.

Spoglądamy po sobie, i już po chwili przeciskamy się przez tłum. Ludzie, gdy tylko się orientują, że to my schodzą nam z drogi. Paylor stoi na schodach do pałacu sprawiedliwości. Peeta szybko się rozgląda, ktoś wskazuje mu jakieś skrzynie. Podbiegamy do nich. Wspinamy się na nie, ludzie z chęcią nam pomagają. Kiedy już na nich stoimy i zastanawiamy się jak zacząć, ludzie powoli zwracają się w naszą stronę. Ktoś w tłumie krzyczy:

– Kosogłos tu jest!

– Cicho Mellark chce coś powiedzieć!

– Ludzie, patrzcie Katniss i Peeta!

Peeta spogląda na mnie i wskazuje głową na Paylor. Widzę na jej twarzy wściekłość. Biorę go delikatnie za rękę.

– Zaczynaj.

– Witajcie- zaczyna Peeta stanowczym głosem- pewnie wszyscy zastanawiacie się, co się wydarzyło. Dlaczego pełno tu strażników, jeśli tylko nam pozwolicie, wyjaśnimy Wam wszystko. Odpowiemy na każde pytanie.

– Mów, mów Peeta- tłum krzyczy ponownie.

– Zadawajcie nam pytania, będzie nam łatwiej jak będziemy wiedzieć co Was interesuje.

Przez moment na placu zapada idealna cisza. W końcu ktoś pyta:

– Dlaczego pełno tu strażników?

– Przyjechali tu po Gale’a Hawthorne’a. Pani Prezydent uznała, że tylu strażników jest niezbędnych do złapania jednego z nas.- mocniej ściskam jego dłoń.

– Gale naprawdę zabił Prim?

– Tak- odpowiadam nim mam czas się nad tym zastanowić.

– I dlatego chcieli go złapać? Podobno był już raz aresztowany tylko im uciekł?

– Tak naprawdę wczoraj jeszcze nie było powodów do aresztowania Go- odpowiada spokojnie Peeta.

– A dziś?- Po raz kolejny pyta ktoś z tłumu.

– Dziś już jest.

– Co takiego zrobił?

– Zabił trzech ludzi i ciężko ranił dwóch.

– Kogo zabił?

– Strażników Pani prezydent.

– A kogo ranił?

– Daniela i Asta- odpowiada bardzo smutnym głosem.

Przez tłum przechodzi pomruk. Ludzie spoglądają po sobie, widać są zaskoczeni jego słowami.

– A Rory?

– Zdarzył się straszny wypadek. Dlatego Rory nie żyje. To jedyne co możemy w tej sprawie powiedzieć. Rodzina i my wszyscy jesteśmy pogrążeni w żałobie. Proszę Was o uszanowanie tego.

– Dlatego też- przerywam mu- zwracamy się do Pani Prezydent i jej pracowników. Opuśćcie nasz dystrykt. Dajcie nam wyleczyć rannych i opłakać śmierć bliskich. Zostawcie nas w spokoju. Wyjedźcie.

– Co z moją propozycją Katniss?- pada z jej ust, kiedy bardzo ironicznie się uśmiecha.

– Już raz powiedzieliśmy Paylor- mówi gniewnie Peeta- zastanowimy się nad tym.

– Oby szybko- odpowiada i daje się wyprowadzić swoim strażnikom.

 

12 myśli na temat “43: Zostawcie nas w spokoju

  1. To wyjaśni się w następnym poście. W razie jakichkolwiek dodatkowych pytań proszę podać adres mail. Odpowiem na trudne pytania. Ale nie te dotyczące godziny i daty kolejnej notki:)

  2. Genialne!!! Jejku to naprawdę smutne, bo zabic brata … Aż zal mi Gala ale zasłużył na to tylko Rory ;.;

  3. Ojej.. Szkoda, ale coś musiało się stać… Dobrze to rozegrałaś, Gale odpowiedział najgorszym za swoje czyny. No coz, smutne, ale i tak genialne. Pozdrawiam

    Potterhead ;*

  4. Najpierw myślałam że zabił Josha, później jak pojawiła się Effie, że jej syna ale tego się nie spodziewałam. Genialne *.*

  5. Czy ktoś wie co się stało z Kinga ? To dziewczyna z drugiego bloga (moda_pisarka). Od 2 dni nie daje znaku życia ; C Martwimy się ; (

  6. Boże… pierwsze co pomyślałam to to że zabił mego cudownego Joshue potem że Finnicka juniora no ale Rory??? ;-; _|||_ trzy palce w góre

Komentarze są zamknięte.