44: Porzuceni przyjaciele:

Witam. Zapraszam do czytania i komentowania. Następna notka w środę. Dziękuję za sugestie.

 

Patrzę na swoje odbicie w lustrze. Na podkrążone oczy, szarą cerę, zapadnięte policzki. Po mojej twarzy widać, że przez ostatnie dwie noce prawie nie spałam. Stoję oparta o toaletkę w mojej sypialni i próbuję się zmusić do jakiegoś działania. Za godzinę musimy ruszać na kolację z rodzicami Rue i Thresha, a ja marzę tylko o tym by położyć się spać. Ostatnie dwa dni spędziłam w domu Hazelle, pomagałyśmy jej z mamą ze wszystkim co spadło na tą biedną kobietę. Wracałam do domu tylko by zdrzemnąć się dwie godziny i założyć czyste ubrania, mama nie robiła nawet tego. Pierwszej nocy zastanawiałam się nad tym gdzie jest Peeta, drugiej nie miałam już nawet na to siły. Tak naprawdę od śmierci Rory’ego widywaliśmy się rzadko. Nawet bardzo rzadko. Praktycznie, tylko wtedy gdy Peeta donosił nam jedzenie. Chyba jedynym pożytkiem z tej kolacji, będzie to, że w końcu powie do mnie coś więcej niż- cześć. Słyszę, że drzwi do mojej sypialni się otwierają. No nareszcie będę miała okazję powiedzieć mu, że to nie wypada tak zaniedbywać narzeczonej.

– Możesz mi powiedzieć gdzie byłeś przez ostatnie dwie noce?- nie chciałam by mój głos zabrzmiał tak gniewnie, ale to chyba przez emocje, które się we mnie nagromadziły.

– Bardzo dobre pytanie Katniss.

– Johanna? Myślałam, że  to Peeta, a gdzie on właściwie jest? Zaraz musimy ruszać.

– No cóż, myślę, że jest w Waszym domu i szykuje się do wyjazdu. Przynajmniej tam go ostatni raz widziałam- jej głos jest oschły, zaczynam zastanawiać się co ją tak zdenerwowało.

– Aha, myślałam, że przenieśliśmy się tutaj. Dobrze powiedz szybko co Cię sprowadza i idę po niego – może choć dziś się wyśpię.

– Mam Ci szybko powiedzieć co mnie sprowadza?- kpina w jej głosie zaczyna mnie przerażać.

– A mogłabyś?

– Od czego by tu zacząć. A już wiem, jesteś kretynką, idiotką, bezmózgiem i te wszystkie inne określenia, które teraz nie przychodzą mi do głowy. Innymi słowy strasznie mnie denerwujesz. Znowu robisz to samo co w czasie tournee.

– Co robię?

– Co robię, co robię- przedrzeźnia mnie.- Traktujesz Peete jak powietrze, nie rozmawiasz z nim, nie rozmawiasz z nami. Znikasz na całe dnie. Katniss do jasnej cholery ogarnij się w końcu. Ja rozumiem znałaś tego chłopca praktycznie od urodzenia, ale przez ostatnie dwa dni zachowujesz się tak, jak byś była z Gale’em nie z Peetą.

– O czym Ty mówisz? Z jakim Gale’em, Johanno chyba przesadzasz.

– Ja przesadzam? Ja? No dobrze, parę szybkich -pytań odpowiadaj bez zastanowienia. Gdzie jest Ast?

– W swoim domu.

– Nie w szpitalu.- Gdzie jest Gale?

– W drugim dystrykcie w więzieniu.

– Dobrze. Jak się czuje Daniel?

– Pewnie dobrze.

– Widzisz- nie wiesz tego. Kiedy jest proces Gale’ego?

– W przyszły poniedziałek.

– Dobrze. Jak spędził ostatnie dni Peeta?

– Nie wiem, nie mówił mi.

– Nie mówił, czy nie pytałaś?

– Nie pytałam.

– Gratuluję, pierwsza dobra odpowiedź nie związana z Gale’em. Katniss, nikt nie ma Ci za złe tego, że nas porzuciłaś na ostatnie dwa dni. Nikt. Nawet ja. Ale Katniss, na noce mogłaś wracać do domu. Wiedziałabyś wtedy, że stan Asta się pogorszył, musieli mu coś tam usunąć- na razie jest w śpiączce. Wiedziałabyś, że Peeta biega między szpitalem, domem a  miasteczkiem- by choć na chwilę Cię zobaczyć. Wiedziałabyś, że każdej nocy pomaga Annie przy dziecku, bo coś mu się dzieje i płacze całe noce. Wiedziałabyś, że mimo tego wszystkiego ma czas zapytać mnie co z Danielem. Ma czas pobawić się z Peeterem i Joshem. On też jest wykończony. Też ma do tego prawo, a mimo wszystko jakoś potrafi wytłumaczyć Twoją nieobecność. To znowu wygląda tak jak by on na siłę próbował utrzymać Wasz związek, a Ty robisz wszystko by mu przeszkodzić.

– Chciałam pomóc Hazelle, ona naprawdę tego potrzebowała. Jednego dnia straciła dwoje dzieci. Czułam się potrzebna.

– Przykro mi Katniss, ale  nam też byłaś potrzebna. Peeter i Josh za Tobą tęsknili, Annie usilnie stara się Was o coś zapytać. Peeta tęsknił chyba najbardziej, a ja potrzebowałam kogoś, komu mogłabym opowiedzieć co się stało.

– A co się stało?

– A naprawdę Cię to interesuje, czy tylko pytasz bo czujesz, że  musisz?

– Peeta, też przez ostatnie dni nie traktował mnie jak należy- odpowiadam jej zaczepnie. Jej uwagi bardzo mnie ranią. Cała moja złość na Peete, za to, że ostatnio się mną nie interesuje, że nie wraca na noc do łóżka. Nagle dochodzi do mnie sens słów Johanny. To nie na niego powinnam być zła, tylko na siebie. Pewnie głupio czuł się w domu Hazell. A ja nawet nie wyszłam mu podziękować. Tak szybko znikał. Nie zainteresowałam się gdzie sypia, byłam tylko zła, że nie czeka na mnie w łóżku. A może czekał. W naszym łóżku. Moja mama przecież wyraźnie mu powiedziała, że do pogrzebu nie wróci do wioski, że zostanie z Hazell, że mamy wszystkich przeprosić. Może wtedy dawała mi do zrozumienia, że mam swoje życie i powinnam się zająć swoimi gośćmi. – Jestem bezmózgiem prawda?

– Skończonym.

– Jak tam pomiędzy Tobą i Danielem. Coś więcej niż tylko przelotne pocałunki?

– Coś więcej- odpowiada rozmarzonym tonem- rana na brzuchu mu się otworzyła, a starałam się być delikatna. Lekarz prawie mnie zabił. I znowu uratował mnie Peeta. Powiedział, że to jego wina.

– Co masz na myśli.

– Wziął winę na siebie. Powiedział, że przenosił go na łóżko po kąpieli i jakoś tak wyszło. Gdyby nie On, to pewnie leżałabym w szpitalu nieprzytomna. Wątpię by lekarz uwierzył, w słowa Peety, ale wolał chyba nie pytać.

– Jesteś szczęśliwa jak widzę.

– Jestem zakochana, ale to Ci opowiem jak będziesz się przebierać.

– Nie przebieram się, jadę tak.

– Tak?

– Tak.

– W tych brudnych ciuchach, spiętych włosach i w tej starej kurtce?

– To kurtka mojego ojca Johanno. Jest dla mnie bardzo ważna.

– Rozumiem. I dlatego chcesz na uroczystej kolacji wyglądać jak kocmołuch?

– A wyglądam jak kocmołuch?

– A nie? Nie kupiłaś sobie nic na tą okazję?

– Kupiłam.

– To się przebieraj. I to już. Bo tak Cię nie wypuszczę do ludzi.

– Nowe ciuchy mam u Peety w domu.

– No to idziemy tam. Może jak będziecie się razem przebierać, to w końcu do Was dojdzie jak bardzo się kochacie. O przepraszam do Ciebie dojdzie.

– Ale jak wiem, że Go Kocham.

– To mu to okaż idiotko. On tęskni. Jestem tego pewna.

– Wiesz co daje przyjaźń z Johanną Mason?

– Nie musisz mi się podlizywać. Ale chętnie posłucham, w drodze.

– Mam w końcu kogoś, kto bez owijania w bawełnę powie mi

– Jaką jesteś skończoną idiotka?

– Coś w tym stylu- odpowiadam jej z uśmiechem, przekraczając próg domu Peety. Mojego domu.

Nikt mnie nie zatrzymuję, gdy wbiegam po schodach na górę. Otwieram powoli drzwi sypialni. Peety nie ma. Od progu więc się rozbieram i zupełnie naga wchodzę do łazienki. I wpadam wprost na Peete, wychodzącego z pod prysznica.

– Cześć- mówi delikatnie się uśmiechając.

– Cześć- odpowiadam mu, i nie wiem czemu ale też się uśmiecham. Sam jego widok napawa mnie szczęściem. – Daj mi dziesięć minut i będę gotowa.

– Spokojnie, mamy jeszcze czas- przygląda mi się uważnie. Bardzo uważnie, nie patrzy na moje nagie ciało, ale w moje oczy. Zupełnie jakby chciał z nich odczytać moje myśli.

Wchodzę pod prysznic, i próbuję przekrzyczeć szum wody:

– Jak tam Ast?

Odpowiada mi cisza. Myję się wiec szybko, bo chcę zadać mu te wszystkie pytania, które krążą po mojej głowie. Kiedy wychodzę nadal jest nie ubrany, owinął się tylko w biodrach ręcznikiem. Stoi oparty o drzwi. Patrzy uważnie jak się wycieram.

– Pytałam jak tam Ast? Lepiej z nim?

– Lepiej, przynajmniej tak mówią lekarze. Powinni go jutro obudzić, prosiłem by poczekali z tym do naszego powrotu.

– To dobrze, pójdę tam z Tobą. Wiadomo co się dzieje synowi Annie?

– Moja mama mówi, że to kolka. Annie też tak uważa- jego wzrok jest bardzo przenikliwy.

– Jest na to jakieś lekarstwo?

– Tak, jedno bardzo dobre.

– A jakie?

– Ręce do noszenia- odpowiada z uśmiechem.

– Dobrze, jutro ja będę go nosić całą noc. Ty musisz się w końcu wyspać. – puszczam do niego oko, gdy mijam go w drzwiach idąc się ubrać. Idzie za mną.

– Masz dobrego informatora? – zagaduje mnie z uśmiechem.

– Bardzo dobrego. I jak? – będąc na zakupach z mamą Peety, kupiłam sobie na tą okazję bardzo wygodny, prosty i w mojej ocenie ładny strój. Proste lniane brązowe spodnie i czarną koszulkę  z krótkim rękawem. Materiał spodni delikatnie opina moje pośladki i luźno omiata uda. Koszulka jest bardzo dopasowana, a delikatne wcięcie ukazuje skrawek piersi. Peeta przygląda mi się bardzo uważnie. Nie jestem w stanie odgadnąć, wyrazu jego twarzy, w końcu mówi:

– Cieszę się, że wróciłaś. Tęskniłem za Twoim uśmiechem.

– A ja tęskniłam za całym Tobą- odpowiadam równie poważnie jak on.

– Tak?

– Tak. Może byłam głupia i nie potrafiłam tego okazać. Zaniedbałam Cię przez ostatnie dni. Przepraszam Cię za to.

– Byłaś zajęta.

– Ty też, ale znalazłeś dla mnie czas. A jak zachowywałam się jak idiotka. Przepraszam.

– Nie masz mnie za co przepraszać.

– Obydwoje dobrze wiemy, że mam.

Podchodzi do mnie powoli. Odgarnia mi włosy z ramion.

– Nie spinasz włosów?

– A jak wolisz? Zrobię tak jak Ci się bardziej podoba.

– Jesteś niesamowita, wracasz do mnie po dwóch dniach nieobecności i w ciągu dziesięciu minut sprawiasz, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

– Ubieraj się bo się spóźnimy- nie mam pojęcia co mam mu odpowiedzieć na jego słowa. Zawsze tak robi. Zawsze.

Siedzę na łóżku i patrzę jak się ubiera. Moje ciało potrzebuje choć chwili odpoczynku. Kładę się i na chwilę zamykam oczy. Czuję jego kolano między moimi udami. Otwieram oczy- patrzy na mnie z lekkim uśmiechem.

– Wyglądasz pięknie i bardzo ponętnie- spogląda w mój dekolt.

– No cóż, mam dobrego stylistę- odpowiadam mu z uśmiechem.

– Moja mama?

– Mhm.

– Muszę jej poprosić by już nie wybierała Ci ubrań, bo za każdym razem gdy masz na sobie coś co pomagała Ci kupić, myślę tylko o tym jak to z Ciebie zdjąć. To chyba nie tak powinno się odbywać.

– Aż tak źle to wygląda- mówię do niego szeptem.

– Katniss- patrzy na mnie i widzę płomyki w jego oczach.

– Tak?- jak bym chciała by w końcu mnie pocałował.

– Robisz to specjalnie?

– Ale co?- staram się mówić bardzo niewinnie.

Patrzy na mnie. Jego oddech staję się coraz szybszy. I już wiem, że mnie pocałuje, nie pierwszy. Ale mogę przecież zrobić to sama. Podnoszę się na łokciach i wpijam się w jego usta. Obejmuje mnie natychmiast. Przywiera do mnie całym ciałem. Nasz pocałunek staje się coraz bardziej namiętny.

– Tęskniłem- szepcze, nie przestając mnie całować.

– Kocham Cię- odpowiadam mu tylko. Jego dłonie delikatnie prześlizgują się po moim ciele.

 

 

19 myśli na temat “44: Porzuceni przyjaciele:

  1. Mockingjay12 mówiłaś że masz do mnie pytanko, tak więc słucham( jeżeli to osobiste pytanko to proszę o adres maila:D).

    Puma

  2. Jestem zachwycona… Przez ostatnie 4 godziny siedziałam i czytałam Twoją kontynuację. Jest świetna. Katniss, Peeta, Joanna – jak wyciągnięci z trylogii. Dziękuje i czekam na ciąg dalszy :):)

Komentarze są zamknięte.