48: Nie mam pomysłu na tytuł:)

Witajcie. Mam nadzieję, że weekend był udany. Zapraszam do czytania i komentowania. Następny wpis jutro w tej samej porze. Pozdrawiam wszystkich ciepło. A. 

 

To bardzo ciepły poranek. Czuję jak pot spływa mi po plecach. Klęczę przy małym kopczyku, posypanym białymi kamyczkami. Wszędzie wokół niego stoją słoiki z kolorowymi polnymi kwiatami. Dokładnie takimi samymi, jak te które podarowałam Jej po śmierci. Pozwalam by łzy powoli spływały z moich oczu. To straszne, patrzeć na tabliczkę z jej imieniem i nazwiskiem. Z datą urodzin. I datą śmierci. Czuję dłoń na ramieniu. Ale to nie znajoma mi, ciepła, miękka a jednocześnie silna dłoń Peety. Ta jest o wiele drobniejsza, bardziej zimna. Nieznajoma. Podnoszę głowę do góry. Patrzy na mnie jej siostra. Delikatnie się uśmiecha, gdy zaczyna mówić:

– Ona bardzo Panią lubiła. Wiem o tym. Widziałam to.

– Nawet nie wiesz, jak ja bardzo Ją lubiłam. Do dzisiejszego dnia, nie potrafię sobie wybaczyć tego, że jej nie uratowałam. I chyba już nigdy sobie tego nie wybaczę.

– Odchodziła szczęśliwa. O wiele szczęśliwsza niż Thresh- odpowiada z jakimś dziwnym wyrazem twarzy, i schyla się by poprawić kwiaty w niby wazonach.

Zastanawiają mnie jej słowa. Nigdy tak naprawdę, nie zastanawiałam się jak zginął Thresh. Spoglądam na Peetę, stojącego parę kroków dalej. Kiwa mi przecząco głową, dając do zrozumienia, że on też nie wie o co chodzi. Podnoszę się powoli, ale chyba z nadmiaru wrażeń, kręci mi się w głowie. Reakcja Peety jest natychmiastowa. Delikatnie obejmuje mnie w pasie, pomaga wstać, przytrzymuje. Bez słowa kierujemy się kilka kroków dalej. Na sąsiedniej alejce, spoczywa Thresh. Jego grób nie jest obsypany kamykami, nie wydaje się być też często odwiedzany. Najwyraźniej jego babka zauważa naszą reakcję:

– On nigdy nie lubił kwiatów, ani zbytku. Nie chciałby tego. I my to szanujemy- w jej głosie wyczuwam lekką pretensję.

– Ale, żadne z nas- odpowiada jej spokojnie Peeta- nie miało niczego takiego na myśli. To dla nas bardzo trudne, odwiedzać ich tutaj. Wie Pani, Katniss powiedziała mi kiedyś, że gdyby nie te całe Igrzyska pewnie byśmy się mogli z Threshem zaprzyjaźnić. I ja tak sądzę. A już zawsze będę mu wdzięczny za to, że wtedy puścił Ją wolno. Dzięki niemu mogę być z Katniss. Darował życie, najważniejszej dla mnie osobie.

– I drogo za to zapłacił- odpowiada gorzko jego babka.

I znów to samo. Widać nie przygotowaliśmy się należycie do tego spotkania. Pamiętam dokładnie, tamtą zimną, burzową noc. Ja pławiłam się w luksusie ramion Peety, a on umierał. I co gorsza, nie była to najwyraźniej łatwa śmierć. Skoro już druga osoba daje nam to do zrozumienia. Haymitch będzie musiał nam to wyjaśnić. Tylko on będzie z nami szczery. Tylko on, nie zatai żadnego szczegółu. A podświadomie czuję, że będzie ich dużo.

– Długo rozmawiałam z Peetą dzisiejszej nocy- zaczynam spokojnie, chcę do końca wyjaśnić wczorajsze nieporozumienie- i bardzo Panią przepraszamy. Nie chcieliśmy, żeby nasza pomoc, została przez Panią tak odebrana.

– Dokładnie, ja i Katniss- kontynuuje Peeta- chcieliśmy po prostu Państwu pomóc.

– Proszę zrozumieć moją babcię- odpowiada nam Jego siostra- byłyśmy pewne z babcią, że On do nas wróci. Na dożynkach, nie wydawaliście się Państwo zbyt waleczni. To dla nas trudne, Wy żyjecie, jesteście szczęśliwi. A On spoczywa w tym ciemnym grobie. Już nigdy się do nas nie uśmiechnie. Już nigdy nie pogrozi mi palcem. Ja tęsknie nawet, za tym jak na mnie krzyczał- ostatnie zdanie mówi już przez łzy.

Przed Igrzyskami, nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Ale Peeta mnie zmienił. Pokazał, że okazywanie uczuć nie jest takie straszne. I pewnie to przez niego, podchodzę do niej i mocno Ją przytulam. Nic nie mówię- zwyczajem Peety. Po prostu ją obejmuję. Czuję jak Jej ciało drży, pod wpływem płaczu. Ale nie odrzuca moich ramion. Po paru minutach, również się do mnie przytula. I bardzo cicho mówi- a w jej głosie słychać rozpacz:

– Babcia, nigdy Wam tego nie powie, te pieniądze naprawdę nam się przydadzą. Dziękuję Wam za nie. Ale  od niej tego nigdy nie usłyszycie.

– I wcale na to nie liczymy- odpowiadam jej równie cicho.- Czy jest jeszcze cokolwiek, co możemy dla Was zrobić?

Odsuwa mnie od siebie. Patrzy na mnie i przecząco kiwa głową. Podchodzi do babki, mówi do niej coś cicho i obie wychodzą z cmentarza.

– Dzięki chłopie, za wszystko. Za nią. Zawsze będę o tym pamiętał- głos Peety drży. Widać długo czekał by wypowiedzieć te słowa.

Powoli wychodzimy, bez słowa. Nie trzymamy się za rękę. Nie przytulamy. Po prostu idziemy ramie w ramie. To nie czas i miejsce na okazywanie sobie uczuć. Żadne z nich, nigdy nie poczuje tego co my. Rue nigdy nie zaznała miłości- jestem tego pewna, była na to za mała. Ale może Thresh zostawił tu kogoś. Kogoś kogo kochał. I już nigdy do niej nie wrócił. Przez nas. To naprawdę bolesne przemyślenia. Przez nas umarli. Byśmy, my mogli żyć. To oni wszyscy byli pierwszymi ofiarami rewolucji. Niby mamy nowy świat, nowy porządek. Ale dlaczego przypłacony śmiercią tylu ludzi. Tylu niewinnych ludzi. Kobiet, mężczyzn, dzieci, trybutów.

Przy bramie cmentarza czeka na nas burmistrz. Patrzy na nas zaczepnym wzrokiem. Widać nadal ma do nas żal, za ostatnią rozmowę.

– Ma Pan dla mnie informację- Peeta zaczyna bez wstępnych, zwyczajowych grzeczności.

– Przypominam Panu, że jestem tu burmistrzem- odpowiada kąśliwie, już całkiem poirytowany.

Peeta mu nie odpowiada, kręci głową z dezaprobatą. Już otwiera usta, by coś mu powiedzieć, kiedy burmistrz powstrzymuje go ruchem ręki:

– Sprawdziłem te rodziny, mają się dobrze. Otrzymują datki od władz naszego dystryktu. Zgłosiłem ich nazwiska, do funduszu poległych za rewolucję. To niesie za sobą przywilej, comiesięcznych paczek żywnościowych. To taki nowy pomysł Prezydent Paylor- mówi z ironicznym uśmiechem.

– Szkoda tylko, że zrobił Pan to dopiero po naszej interwencji- Peeta nie pozostaje mu dłużny w kąśliwości wypowiedzi- ile się czeka na rozpatrzenie takiego wniosku?

– Nie wiem, robię to pierwszy raz

– Dobrze, jak będziemy w przyszłym miesiącu na radzie Zwycięzców to postaramy się to przyspieszyć- odpowiada Peeta spokojnie.

– Przepraszam na czym?

– Na radzie Zwycięzców- to taki nowy pomysł Prezydent Paylor- odpowiada Peeta, kiedy powoli odchodzimy.

Całą podróż przesypiam. Zmęczenie powoli mnie dopada. Czuje delikatny dotyk Peety, otwieram oczy i patrzę na niego.

– Przepraszam, dodatkowo męczyłem Cię dzisiejszej nocy. A Ty pewnie jesteś wykończona- mówi z rozbrajającym uśmiechem.

– Sama tego chciałam- odpowiadam i podnoszę się na łokciach by go pocałować. – To co do domu, czy prosto do szpitala?

– A nadal chcesz, ze mną tam iść?

– Przecież już raz powiedziałam.

– Do szpitala, pewnie już na nas czekają.

I faktycznie czekają. Siadamy na krzesłach wokół łóżka Asta i czekamy. Podobno od kilku godzin trwa wybudzanie, jak na razie z marnym skutkiem. Do dobrej godzinie czekania, Peeta wyraźnie się niecierpliwi i idzie zapytać lekarzy czy wszystko w porządku. Patrzę jak odchodzi. Kiedy ponownie odwracam się w stronę Asta, widzę parę oczu wpatrzonych we mnie.

– Katniss- jego głos jest cichy, przepełniony bólem i czymś na kształt radości.

— No witaj, długo kazałeś na siebie czekać- odpowiadam mu z uśmiechem.

– To naprawdę Ty?- po tym pytaniu wyciąga do mnie spuchnięta od kroplówki dłoń. Biorę ją delikatnie, boję się, że zrobię mu krzywdę.- Dobrze Cię widzieć. Wiesz, ja się przez te wszystkie lata w Tobie kochałem.

Otwieram usta z zaskoczenia. Patrzę na niego poważnie. I ledwo udaje mi się wydusić:

– Co?

– Naprawdę, przyrzekam. Od kiedy Peeta mi powiedział, że mu się podobasz, też to zauważyłem. I się w Tobie zakochałem.

– Ach, rozumiem. Gdyby Peeta Ci tego nie powiedział, sam byś na to nie wpadł?

– Ty zawsze byłaś taka przerażająca- mówi przeciągając sylaby.

Zaczynam się śmiać. Bo jakoś nie uważam, bym była przerażająca.

– Nadal tak uważasz?

– Trochę tak, słyszałem jak Peeta krzyczał rankiem po ognisku- mówi do mnie szeptem.

– No czasami mi się zdarza- mówi rozbawionym tonem Peeta- no nareszcie się obudziłeś- podaje mu prawą dłoń by się z nim przywitać. On odwzajemnia uśmiech, po czym mocno przyciąga sobie jego dłoń do oczu. Pomiędzy kciukiem a resztą palców, Peeta ma wyraźne ślady zębów.

– Co to?

Zanim Peeta mu odpowiada, ja robię się cała czerwona. Nie sądziłam, że aż tak mocno go ugryzłam.

– Nic takiego, Katniss mnie ugryzła- ton głosu Peety jest spokojny.

– Dlaczego go ugryzłaś?- spogląda na mnie zaskoczony.

– Ja nie chciałam, tak mocno. To było…

– To moja wina- przerywa mi Peeta- zasłoniła sobie moją dłonią usta, by nie krzyczeć i przez przypadek mnie ugryzła. Nic takiego się nie stało- odpowiada mu i patrzy na mnie ciepło.

– Peeta, co Ty jej robisz, że tak krzyczy z bólu, że aż musi sobie przytykać usta?

– A kto Ci powiedział, że krzyczę z bólu- pytam go zaintrygowana jego wypowiedzią.

Patrzy na nas przez przymrużone powieki. Nagle jego twarz się rozpromienia.

– Acha- prawie krzyczy, jednocześnie dłonią przywołując Peete. Mówi mu coś na ucho. Peeta się podnosi i odpowiada mu z uśmiechem:

– Zapomnij, nic Ci nie opowiem.

– Chociaż troszkę? Jeden mały szczegół. Wycieli mi śledzionę, wiecie jaka to poważna operacja- patrzy na nas triumfalnie.

– No niesamowite- odpowiadam mu rozbawiona- śledzionę- i jak Ty będziesz teraz żył.

– No właśnie nie wiem- mówi zupełnie poważnym tonem.

– A wiesz, że da się bez niej zupełnie normalnie żyć?

– Katniss, śledziona to bardzo ważna sprawa- mówi zupełnie poważnie- moje życie już nigdy nie będzie takie samo.

– Ast- przybliżam się do niego- ja też nie mam śledziony i żyję.

Patrzy na mnie zaskoczony. Mruga oczami, jakby nie do końca zrozumiał o co mi chodzi.

– Ale jeśli Ci to poprawi humor, to możesz nam zadać jedno pytanie- dodaję z uśmiechem.

– Już powiedziałem Peecie, co chcę wiedzieć. Tylko on nie chce mi odpowiedzieć.

– Powiedz mu kochanie i miejmy to z głowy- odpowiadam rozbawionym tonem.

– Ast, ja nie umiem Ci odpowiedzieć na to pytanie- mówi Peeta zupełnie poważnie.

– A co to za pytanie- dopytuję go.

– Ast chce wiedzieć, jak to jest kochać się z Katniss Everdeen- odpowiada dziwnie rozmarzonym głosem.

– No jak, właśnie jak?- Ast aż podskakuje na łóżku.

Peeta nachyla się nade mną. Odsuwa delikatnie moją bluzkę na moim ramieniu, przesuwa palcem ramiączko biustonosza, i właśnie w to miejsce delikatnie mnie całuje. Spogląda na Asta i mówi bardzo cicho:

– Tego się nie da opisać- po czym całuje mnie ponownie.

Spoglądam mu w oczy, Peeta delikatnie się przysuwa i całuje mnie w usta. Kiedy otwierają się drzwi, jestem pewna, że to lekarze. Dlatego widok zdenerwowanego nie na żarty Haymitcha, sprawia, że po plecach przebiega mi dreszcz. I już wiem, że coś się stało. I niestety mam rację.

 

 

16 myśli na temat “48: Nie mam pomysłu na tytuł:)

  1. Dlaczego w takim momencie!? No dlaczego? Ja już myślałam,że zaraz wpadnie tłum żołnierzy,że akcja,wybuchy,a tu nic,no koniec. Agrh,how dare you? Ale pomijając,świetne 😀 Nie podejrzewałam,że można by rozwinąć jakoś wątek śmierci Tresha,dlatego umieram z ciekawości 🙂 No i czy mi się tylko wydaje,czy Katniss może być w ciąży? 😀 Nie wiem dlaczego ale cały czas mam takie odczucie,mam nadzieję że trafne 😀

  2. Ta rozmowa na początku mnie wzruszyła (chodzi o Tresha) a ta na końcu rozbawiła 😀 Już się boje co mogło się stać D:

    Zefir

  3. A już myślałam Lauro, że jesteś moją koleżanką- ma bardzo podobne nazwisko do Twojego podpisu. A jeśli chodzi o ciążę Katniss- to jak to mawia, mój dobry ” znajomy” – no przestań nikt tak szybko w ciążę nie zachodzi:) – ale coś czuję, że czekacie na jakieś dzieci państwa Mellark? Czy się mylę?

  4. Jak wolałabym żeby pozniej pozniej mieli dzieci. Bo przecież Katniss ma z 19 lat.

    i chcialam sie spytać, czy będziesz sie trzymała epilogu czy nie?

  5. Genialna scena na cmentarzu . Fajnie by było jakby coś (a może ktoś) ‚ zaburzył’ ten ich związek tzn. żeby się trochę pokłócili 🙂 to by było ciekawe 🙂 pozdrawiam i życzę wenyyyy

  6. Moim zdaniem na dzieci troszeczkę za wcześnie 😉 Zgadzam się z koleżankami powyżej – przydałaby się jakaś mała kłótnia, ale muszą się pogodzić 😉 Aczkolwiek to jest twoje opowiadanie, i ty decydujesz o tym co się stanie 😉

    Zefir

  7. O Matko, w takim momencie???
    Świetny rozdział 🙂 Bardzo dobre uzupełnienie poprzedniego…

    Ale nawet mnie jest ciężko doczekać do jutra…

  8. Boski.rozdzial !!! Ale w takim momencie konczyc ??!!?? Tylko mam jedna prosbe: NIECH KATNISS NIE BEDZIE W CIAZY !!! BO TO.STANIE SIE NUDNE I MONOTONNE, ALE LEPIEJ JAK SIE COS DZIEJE !!! A poza tym, to by zrobilo sie bardzo podobne do bloga modna_pisarka, a fajniej by bylo, jakby byly roznorodne. A i mam jeszccze jedna prosbe: MOGALBYS OPISAC SMIERC TRESHA ?? BO JESTEM BARDZO CIEKAWA ! ;D

  9. Katniss nigdy nie chciała mieć dzieci więc jak dla powinnaś to wziąść pod uwagę:) ale to twój blog:) i zgadzam się że tu jest zbyt cukierkowo, powinni się pokłócić żeby to urozmaicić i fajnie by było jakby Geal po śmierci brata odmienił się w czym pomagała by mu Katniss a Peeta byłby zazdrosny 🙂 lub np. gdyby przez intrygi nowej pani prezydent by ocalić no kogoś tam np. swoją matkę Katniss musiała by zrezygnować z miłości do Peeta a ona oczywiście by to zrobiła bo ona zawsze poświęcała swoje szczęście dla innych no ale koniec końców po długiej serii przygód, kłótni idy znów by się zeszli, a Peeta mógłby np myśleć, że Katniss zostawiła go dla Geala przez to że się znów zaprzyjaźnili co nie było by prawdą… 😛 moja chora wyobraźni a 

Komentarze są zamknięte.