49: List z Kapitolu

 Witajcie. Dziękuję za sugestie. Postaram się dostosować. A tymczasem zapraszam do czytania i komentowania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 

– No Was znaleźć- głos Haymitcha przyprawia mnie o jeszcze większe dreszcze.

– Co się dziej- Peeta jest rzeczowy, widać on też czuje, że okoliczności tego wymagają. Za długo znamy naszego mentora, by tego nie zrozumieć. Perfekcyjnie każde z nas wyczuwa jego nastroje.

– Jak się czujesz Ast- Haymitch, tym czasem zwraca się do niego.

– Lepiej, dziękuję.

– To dobrze, Katniss, Peeta za mną.

Wychodzimy za nim bez słowa sprzeciwu. Opuszczamy teren szpitala. Pozostawiamy Asta bez odpowiedzi, bez pożegnania. Coś się stało. Coś niepokojącego. Ale niestety jeszcze nie wiemy co.

– Przyjaciółka Annie, przysłała jej dziś jej korespondencję, którą otrzymała od czasu wyjazdu z czwórki. Był tam tylko jeden list- ten- podaje nam go. Ozdobna papeteria, nigdy nie miałam takiej w dłoni. Pismo staranne, dokładne. Widać w nim dobre wykształcenie i chyba pochodzenie autora. Kiedy tylko moje oczy przebiegają po treści listu, czuję ucisk w żołądku. Czuję jakby ktoś zaciskał mi na nim obcęgi.

Jeśli myślisz, że Finnick kiedykolwiek był Twój- to grubo się mylisz. Pozwoliłaś mu iść z Nią- na pewną śmierć. A za to kara jest tylko jedna. I Ty i Ona zginiecie. A jedyna cząstka jego, pozostała na tym świecie, będzie ze mną już na zawsze. Bo ja wiem, że to o mnie mówił w czasie wywiadu z Caesarem.  

– Co Annie na to- czuję lęk w głosie Peety.

– Annie na szczęście tego nie widziała. Beetee zastosował środki ostrożności. Zwłaszcza co do niej. Atak Gale’ego na Was bardzo ja zdenerwował. Chcieliśmy oszczędzić jej stresów.

– I co , teraz otwieracie naszą korespondencję?- warczę na niego. Mama nauczyła mnie, że cudzych rzeczy nie wolno dotykać.

– Nie. Otwieramy korespondencję z Kapitolu. A to jest właśnie taki list.

– Wiadomo, kto to napisał?- Peeta nie daje za wygraną.

– Mamy przynajmniej setkę podejrzanych. Każda z jego kochanek z Kapitolu, może być tego autorką. Każda. Dlatego jak na razie musimy zachować, obecność Annie tutaj w tajemnicy.

– No jakoś wątpię, by nam się to udało. Przecież jej przyjaciółka wie, że ona tu jest- wypowiadam te słowa bez zastanowienia.

– Masz rację Katniss, ale tu jest bezpieczniejsza.

– Haymitch- przerywa mu Peeta- nie zapomniałeś o czymś?

– Nie Peeta, nie zapomniałem- dokładnie czytałem ten list. I wywnioskowałem z niego to samo co Ty. Ale uważam, że Annie jest o wiele bardziej bezbronna.

Zapada idealna cisza. Każdy z nas doskonale wie, co Peeta miał na myśli. Idziemy powoli do wioski Zwycięzców. W końcu decyduję się przerwać ciszę. To co mam zamiar powiedzieć, bardzo dokładnie przemyślałam.

– Annie powinna poznać prawdę- staram się mówić pewnym głosem.

– Katniss, skarbie- najpierw myśl potem mów.

– Już pomyślałam- odpowiadam mu równie kąśliwie- Annie będzie bardziej czujna. Nie zawsze jesteśmy z nią. A ona jest silniejsza niż Wam się wydaje. Przeżyła Igrzyska, przeżyła tortury w Kapitolu, przeżyła śmierć ukochanego. Teraz sama wychowuje jego dziecko. Ona musi znać prawdę. I ja mam zamiar jej to powiedzieć.

– Nie uważam, by był to dobry pomysł Katniss- słowa Peety są równie wyważone jak moje- ona raczej nie powinna wiedzieć. Nie wiemy jak zareaguje.

– To Wy nie wiecie. Ja wiem doskonale- patrzą na mnie zaskoczeni dlatego kontynuuję- ona nie przejmie się, groźbami pod swoim adresem. W tym liście jest wyraźnie napisane, że ktoś chce porwać jej syna. I to będzie dla niej istotne. Podejrzewam, że do gróźb dotyczących swojej śmierci zdążyła się już przyzwyczaić.

– Zupełnie jak Ty?- pyta zaskoczony moją wypowiedzią Haymitch.

– Zupełnie jak ja.

– Dobrze więc- kontynuuje Haymitch- ale to Ty jej to powiesz. A w przyszłym miesiącu na radzie Zwycięzców, wymusimy na Paylor jakieś działania ochronne.

– Nie ma problemu, powiem jej. Ale sama. Bez niczyjej pomocy, czy obecności. I trochę zaskakujące jest to, że obaj sądzicie, że ja chcę brać udział w tej całej radzie.

– Katniss- odpowiada mi lekko poirytowany Peeta- to przecież oczywiste. Decyzja już została podjęta.

– Nie Peeta, ja nie podejmowałam żadnej decyzji. To Ty ją podjąłeś. Ja nie jestem przekonana do tego pomysłu.

– A ta znów swoje, dobrałyście się jak w korcu maku- ironizuje Haymitch.

– Co masz na myśli?

– To skarbie, że Johanna też nie rozumie wagi, tej propozycji. Każde z nas będzie miało możliwość podejmowania ważnych decyzji. Tak jak z głosowaniem. Warto z tego skorzystać.

– A jeśli ja nie mam ochoty na comiesięczne wyprawy do Kapitolu?

– Nie masz za bardzo wyjścia. A raczej obie go nie macie. Dyskusja zakończona- warczy na mnie Haymitch.

– Ale- chcę jeszcze coś powiedzieć, ale wypowiedź mojego narzeczonego mnie zaskakuje.

– Dyskusja zakończona Katniss- jego głos jest pełen nacisku. Nie pasuje do niego. Postanawiam tego nie kontynuować. Nie teraz, nie tutaj. Muszę porozmawiać z Johanną, razem na pewno coś wymyślimy.

 

            Delikatnie pukam do drzwi jej sypialni. Kiedy Johanna dowiaduje się o liście, usilnie chce iść jej to powiedzieć. Więc idziemy tam razem. Dochodzi do mnie, że coraz częściej mamy podobne zdanie w różnych tematach. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy- mam kogoś na kształt sojusznika. Ale z drugiej strony, przeraża mnie jak odmienne zdanie w pewnych sprawach ma Peeta. I co gorsza, on nie liczy się z moją opinią. Podejmuje decyzję i liczy na to, że ja się do niej dostosuję.

– Cześć Annie, jak mój chrześniak?- pytam ją bardzo cicho wkładając głowę przez szparę w drzwiach.

– Zasnął- odpowiada mi równie cicho, i gestem wskazuje bym weszła do pokoju.- I jak było w jedenastce? Przyszłaś mi powiedzieć, że zmieniliście z Peetą zdanie?- czuję nutkę niepokoju w jej głosie,

– Nie, no coś Ty. Ja już się przyzwyczaiłam do tej myśli. Przyszłam w innej sprawie- zawieszam na chwilę głos, nie bardzo wiem co mam dalej powiedzieć.

– Przyszłyśmy- Johanna ratuje mnie z opresji- powiedzieć Ci coś. Co według nas powinnaś wiedzieć. Ale mówię od razu, męskie grono Zwycięzców było temu przeciwne.

– Ale żeńskie jest innego zdania?- dopytuje z lekkim uśmiechem Annie.

– Dokładnie- odpowiadam jej poważnie- przeczytaj to- podaję jej list. Annie delikatnie go otwiera. Czyta uważnie. Dam sobie uciąć głowę, że nie raz. Nabiera powoli powietrza, by równie powoli wypuścić je z ust. Spogląda na mnie przerażonym wzrokiem.

– Dlaczego ktoś chce mi go odebrać?- jest przerażona, tak jak podejrzewałam. Nie przejęła się ani trochę groźbami na swój, czy mój temat. Boi się o syna.

– Tam jest wyraźnie napisane. Ktoś myśli, że wysłałaś Finnicka na pewną śmierć. I pewnie w swoim chorym umyśle, jest pewien, że lepiej zaopiekuje się tym małym człowiekiem- nie ma nawet krzty agresji w głosie Johanny. Jest za to mnóstwo pewności, i coś na kształt chęci pomocy.

– I co teraz?- Annie nadal jest przerażona.

– Teraz- kontynuuje Johanna- będziesz miała pomoc przy dziecku 24 godziny na dobę. Będziemy się zmieniać. Pomagać Ci. A Ty daj znać koleżance żeby już nikomu nie mówiła, że tu jesteście.

– Napiszę do niej z Kapitolu, jak będziemy na następnej radzie- odpowiada pewnie- to zmyli trop.

Przez moment jej nie poznaję. Ale to naprawdę Annie. Nie jest już szaloną dziewczyną. Jest pewną siebie, odważną, gotową do poświęceń kobietą, matką. Poznaję cień, tamtej dziewczyny z areny, która pokonała wszystkich i wróciła w ramiona ukochanego.

– A Ty jesteś pewna, że chcesz brać udział w tym przedstawieniu?- Johanna jest zaskoczona.

– Oczywiście, a Wy nie? Przecież to świetna okazja, na zrobienie dobrych rzeczy.

– W takim razie- odpowiadam jej- jak Ty będziesz podejmować ważne decyzje w Kapitolu, ja i Johanna z chęcią zaopiekujemy się Twoim synem.

– Ale czemu? Nie rozumiem.

– Bo my moja droga- Johanna mówi ironicznie- nigdzie się nie wybieramy.

Annie spogląda na nas zaskoczona. Wydaje się, że chce nam coś odpowiedzieć. Ale nie robi tego. A my też nie mamy ochoty, kontynuować tej rozmowy. Wychodzimy.

– Czyli nie jedziemy?- Johanna szepcze do mnie, przyciskając mnie mocno do ściany.

– No ja się nigdzie nie wybieram- odpowiadam jej równie cicho.

– I dobrze, idę do Daniela- puszcza do mnie oka i znika za drzwiami wyjściowymi.

Pewnie dlatego, kiedy słyszę mocne pukanie do drzwi, otwieram je bez zastanowienia. Jestem pewna, że to ona. Z naturalną sobie skłonnością do żartów, chce mi coś powiedzieć. Ale kiedy widzę ją, przytrzymywaną przez ludzi w czarnych mundurach, za ramię- odsuwam się przerażona. Jeszcze bardziej denerwuję się, kiedy jeden z nich mówi stanowczym głosem:

– Wszystkie osoby, podejrzane o porwanie i przetrzymywanie wbrew woli, doradcy Pani Prezydent proszone są z nami…

18 myśli na temat “49: List z Kapitolu

  1. O ja cie… O ja cie… Nie jestem w stanie nic powiedzieć… Nie… Jednak jestem:) Aniu, rozdział GENIALNY! A ja już dziś zapraszam do mnie na nowy rozdział:D

  2. A niech to licho z tym Gale’m! Zawsze musi im popsuć życie… pomyśleć, że kiedyś wolałam jego od Peety…

  3. Szczerze? Na początku rodział nie zapowiadał się interesująco. Ale za to końcówka mnie bardzo zaskoczyła. Moim zdaniem masz wielki talent, na początku nie byłam przekonana co do tej notk ilecz zmieniłam zdanie po końcówce 😉

    Zefir

  4. Groźby,pojmanie..zaczyna się robic ciekawie 😀 Jeśli tylko nie usmiercisz Katniss,Peet i Joanny to jestem jak najbardziej za kontynuacją takiego rozwoju wydarzeń 😀

  5. Ja tez sie nie zgadzam z komentarzami powyżej. Ania czyta blog Kingi w którym juz bylo poronienie i to by bylo takie dziwnie zgapione. A poza tym oni mają z 19 lat! Trochę nie za szybko?

  6. Swietnie! Super rozdział. Dużo się w nim wydarzyło, wszystko, jak zawsze, dobrze opisałaś. Końcówka- jestem zachwycona! Baardzo, BAAARDZO mnie to zaintrygowało. Z (nie)cierpliwością czekam na kolejny ;D jesli chodzi o twoją dwutygodniową, nazwijmy to, niedyspozycję, to my nic do gadania nie mamy, pisz w swoim tempie ;*

    Potterhead ;*

  7. Oj tak Katniss mogła by poronić bo by nadało dramaturgii i oddaliło by ich od siebie na jakiś czas od siebie i w końcu była by ta moja wymarzona kłótnia:D mogła by w tedy zbliżyć się z jakimś innym facetem ;P

  8. A czy Wy w ogóle czytacie te komentarze na górze? Ania wiele razy mówiła że czyta blog Kingi a tam była już sytuacja o poronieniu. To by bylo takie przewidywalne i zgapione. I ciekawe czy Wy chciałybyście mieć dzieci w wieku 19 lat i po tym co przeszła Katniss w książce. Dzieci, ok. Ale nie tak wczesnie, trochę litości -,-

  9. Pauliniiap, zgadzam się z tobą w stu procentach. Ludzie, jesli już komentujecie, przeczytajcie wcześniejsze komentarze 😉 zeby nie było żadnych sprzeczek, bo to nie ma zupełnie sensu.

  10. Wiecej dramaturgii juz byłoby gdyby Katniss nie chciala mieć dzieci, taka trauma z przeszłości i Peeta by ją namawiał. Troszke z epilogu z kosogłosa, bo mówiła tam ze musiał dlugo ją prosić.

  11. prawda trochę z epilogu byłoby fajnie a możesz dzisiaj dodać notkę prosze tak z okazji moich jutrzejszych urodzin 🙂

  12. Świetny post. Zaskoczyłaś mnie.! Kocham twoje pomysły. Zajrzysz.? historiapoigrzyskach.blogspot.con

Komentarze są zamknięte.