59: Wewnętrzna walka

Witajcie. Zapraszam do czytania i komentowania. Następna notka w poniedziałek. 

Anno, dziękuje za cuda… 🙂 

 Żadne z nas nie ma odwagi tego przerwać. Albo raczej żadne z nas nie chce tego przerwać. Ta chwila jest dla nas – długie siedem miesięcy tęsknoty, łez, żalu i bólu przelewamy w ten jeden uścisk. Nasze ciała drżą, czuję się tak, jakby obejmował mnie pierwszy raz, a jednocześnie poznaję te ramiona. Tego nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć, tak samo jak tej walki, która aktualnie toczy się w mojej głowie. Serce mi podpowiada – jest tutaj; może jeszcze nie wiesz, dlaczego całował się z tamtą dziewczyną, ale przecież już z nią nie jest. Możesz spokojnie unieść głowę do góry, spojrzeć mu w oczy i poczuć smak jego ust. Przecież za nim tęsknisz, jeden jego dotyk rozpala twoje ciało, jedno zamknięcie w jego ramionach sprawia, że nie chcesz ich już nigdy opuszczać. Jeden pocałunek może wszystko naprawić. Rozum zaś mówi zgoła inne rzeczy – przytula Cię – to dobrze. Wam obojgu było to potrzebne. On zrobił to pierwszy, a w dodatku obiecał, że to ostatni raz – a teraz ty musisz być silna i opuścić te ciepłe ramiona. Musicie porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko, może nawet będziecie musieli coś przemyśleć. I dopiero wtedy przyjdzie czas na inne rzeczy.

 

Czuję mocne szarpnięcie za koszulę nocną. Natychmiast spoglądam na dół i widzę wygiętą w podkówkę buzię Nathaniela. Pierwsze łzy błyszczą już w jego ślicznych oczach. To głupie, ale z jakiegoś powodu ta mina zawsze mnie rozwesela. A raczej doprowadza do ataku śmiechu, jest taka słodka – choć on daje mi nią do zrozumienia, że mu się coś stało, że jest niezadowolony. Uśmiecham się i kucam przy nim. Biorę go na ręce, a kiedy się podnoszę, napotykam rozbawiony wzrok Peety.

– Co Cię tak bawi?

– Widziałaś tę minę?

Nie odpowiadam, tylko kiwam głową. Nathaniel jakby się troszkę rozweselił, ale słowo daję – patrzy wilkiem na Peetę. On też to zauważa i wyciąga do niego ręce, na co Nathaniel nie reaguje.

– Hej, kolego, chodź do wujka – rączki Nathaniela owijają się wokół mojej szyi. Peeta jednak się tym nie przejmuje, wydaje się być nawet rozbawiony, kiedy kontynuuje – rozumiem Nathaniel, ciocia Katniss jest tylko twoja. Już więcej jej nie dotykam.

 

Nie tak łatwo przekonać tego młodego człowieka. Odrywa się ode mnie dopiero, kiedy Peeta podaje mi butelkę z mlekiem. Sam siada naprzeciwko mnie i uważnie mi się przygląda. Czuję, że to dobra okazja, by zacząć zadawać pytania, ale z drugiej strony wiem, że przy dziecku nie uda nam się porozmawiać. Zaczynam szukać w głowie pomysłu na to, gdzie go zabrać, byśmy mogli mieć chwilę dla siebie. Dlatego też Peeta musi powtórzyć swoje pytanie, bo za pierwszym razem go nie usłyszałam:

– Katniss, pytałem dlaczego mnie zostawiłaś?

 

Mam ochotę na niego nawrzeszczeć, zadaje głupie pytania. Przecież to oczywiste, dlaczego od niego odeszłam. A może… Może jednak dla niego nie jest to takie oczywiste? Przyglądam mu się uważnie, wydaje mi się, że ma do mnie żal. On chyba naprawdę myśli, że odeszłam od niego dla własnego kaprysu. Początkowo był pewien, że jestem z Gale’em… Ale teraz wie już, że tak nie jest, a mimo to naprawdę nie wie jak bardzo mnie zranił. Niczego się nie domyśla. Biorę głęboki oddech, staram się uspokoić – nie chcę, by ta rozmowa była prowadzona w gniewie. Jak jestem zła, to robię i mówię różne rzeczy, których potem żałuję.

– Dlaczego całowałeś tamtą dziewczynę? – po jego minie widzę, że jest zaskoczony. Nie spodziewał się tego pytania. Mruży oczy, opiera łokcie na kolanach, spogląda mi w oczy i zadaje najgłupsze z możliwych pytań:

– Rozmawiamy szczerze, bez niedomówień? Mówimy o wszystkim co mówiliśmy, myśleliśmy i słyszeliśmy przez ostatnie 192 dni?

– Na to liczę – odpowiadam mu zaskoczona, jak widać nie tylko ja liczyłam dni od naszego rozstania.

– To miała być kara dla Ciebie. Za to, że całowałaś się z Gale’em – odpowiada mi tak szybko, że odpowiedź wbija mnie w krzesło. – Chciałem, żebyś poczuła to, co ja. Jak bardzo to boli.

– I akurat wtedy postanowiłeś mnie ukarać za coś, co stało się kilkanaście miesięcy wcześniej?

– Katniss – jego głos zdradza irytację – rozmawiamy szczerze. Kiedy ostatni raz całowałaś Gale’a?

– Jak byłam w Dwójce i już o tym rozmawialiśmy, o ile dobrze pamiętam.

– W jakiej… – nagle przerywa, opada na krzesło, patrzy w sufit. Ma bardzo skupiony wyraz twarzy, jego oczy szybko się poruszają. Podnosi się, znów siada, pewnie opierając nogi o podłogę. Z łokciami na kolanach chowa twarz w dłoniach. – Cholera, cholera jasna…

 

Jestem tak zaskoczona jego zachowaniem, że nie zauważam pojawienia się Haymitcha, a jego ręce, zabierające mi nagle z kolan Nathaniela, przestraszają mnie.

– Idź, ubierz się Katniss – mówi do mnie spokojnie, ale znam ten ton i wiem, że nie warto z nim dyskutować. Na twarzy ma jeszcze odbitą poduszkę, ale jego wzrok jest skupiony.

– O co chodzi? – próbuję jednak uzyskać odpowiedź wskazując palcem na Peetę.

– Idź, ubierz się, macie sobie wiele do wyjaśnienia.

 

Specjalnie zostawiam uchylone drzwi, by słyszeć o czym rozmawiają. Dom jest na tyle mały, że z kuchni, w której zostali, do mojej sypialni jest dosłownie trzy kroki – tak szeroki jest korytarz. Ubieram się szybko i cicho, ale nie słyszę żadnych słów. Najciszej jak potrafię, staję przy drzwiach sypialni i nasłuchuję. Dopiero po kolejnej minucie Peeta przerywa ciszę:

– To niemożliwe, nie mógł mnie tak perfidnie okłamać.

– Na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone. A on najwyraźniej poszedł na wojnę z tobą o miłość Katniss.

– Haymitch, ale on? Mój najlepszy przyjaciel? Przecież on jej nie kocha…

– Kocha, od dawna. Wszyscy o tym wiedzą. Założę się, że nawet sama Katniss też. Przykro mi chłopie.

– A to szuja jedna – za plecami słyszę szept Johanny.

Patrzę na nią zaskoczona, a ona tylko wzrusza ramionami.

– Idź i w końcu z nim porozmawiaj – mówi cicho i wraca do łóżka.

Wchodzę do kuchni, spoglądam na Peetę i Haymitcha.

– Czy ktoś z Was będzie uprzejmy powiedzieć mi co Ast wymyślił?

Peeta podrywa się z miejsca, bierze mnie za rękę i ciągnie do wyjścia. Protestuję, mówię mu, że nie możemy zostawić Nathaniela. Zatrzymuje się i spogląda mi w oczy, nie puszczając mojej dłoni:

– Katniss, w tym domu jest jeszcze pięcioro dorosłych ludzi, w tym jego matka. A ja muszę ci coś powiedzieć i nie chcę, by nam ktoś przeszkadzał. Nie chcę też, by ktoś – poza tobą – usłyszał jakim jestem idiotą.

15 myśli na temat “59: Wewnętrzna walka

  1. Mieliśmy to wszyscy przed oczami – bo ileś rozdziałów w tył Ast powiedział, ze kocha Katniss. I za to uwielbiam bloga Ani – mamy podane szczegóły, które kiedyś wrócą, ale nie kojarzyły, ze to tu :):) i intryga rośnie :):)

    Po tym jak przeczytałam ten rozdział, jestem pewna, ze wróci nam kwestia śmierci Tresha, ze to aresztowanie i przesłuchanie w kwestii Gale’a to tez jeszcze nie koniec i nawet podejrzewam, że o Danielu coś wypłynie 😉

  2. Genialne,i to jak laczysz watki.Super,przyszla pora na rozmowe.Kocham tego bloga i odliczam godziny do nastepnej notki.pozdrawiam 🙂

  3. Zakochałam się w Twoim blogu. Masz wielki talent. Szkoda, że notka w poniedziałek, ale no cóż trzeba uzbroić się w cierpliwość. 🙂

  4. W jaki poniedziałek? ! Wiem ze to juz jutro ale proszę nie rób mi tego. 🙁 Wstaw dzisiaj coś. 😀 Prooszee. … 😀 xD

  5. Muszę przyznać, że ten twój tekst jest świetny. Tylko uważaj na błędy ortograficzne, niestety często się zdarzają i są denerwujące.
    Brawo, naprawdę, takie teksty rzadko się spotyka. Szczególnie ta tematyka. 😀

Komentarze są zamknięte.