6: Rola mentora

Wchodzę do kuchni. Peeta śpi na krześle z nogami wyciągniętymi na drugie. Nie dziwi mnie to, w końcu jest 3 w nocy. Wróciliśmy do domu po północy. Peeta chciał się od razu położyć, ponieważ na ” polowanie” musimy wyjść o 4. Tak ustaliliśmy. Chcemy ich zaskoczyć. A raczej zaskoczyć matkę Peety. Ja jednak nie chciałam kłaść się spać. Chciałam przygotować dom na przyjęcie gości. Posprzątałam więc i i pościeliłam łóżka w dwóch sypialniach na górze, w podobny sposób przygotowałam salon. To tutaj będzie spał Peeter. Patrick powiedział Peecie, że Peeter jest ranny w nogę. Poślizgnął się i rozciął sobie nogę o kamień. Rana podobno wygląda nie za dobrze. Prawdopodobnie wdało się zakażenie. Salon więc będzie najodpowiedniejszy. Blisko kuchni i łazienki. Bo Peeta ma w domu dwie łazienki. Jedną na piętrze połączoną z jego to znaczy naszą sypialnią i drugą na parterze. I to z niej będzie korzystać rodzina Peety. Chciałam jego rodzicom przygotować naszą sypialnię. Ale on się na to nie zgodził

– Nie wiem czy moja matka zechce ty przyjść. Prawdopodobnie będziemy musieli Peetera i ojca zabrać siłą. Nasza sypialnia niech pozostanie naszą sypialnią.

No cóż. Peeta potwierdził moje najgorsze obawy. Jego matka może sprawiać problemy. Jestem na to przygotowana. A może wcale nie jestem. To się dopiero okaże. Stoję w bladym świetle rzucanym przez piekarnik. Peeta piecze już chyba trzeci rodzaj chleba dla swojej rodziny.

– Musimy ich czymś nakarmić- mówił, a mnie wydaje się, że podobnie do mnie chciał czymś zająć myśli. Bo tak naprawdę nie wiemy co nas dziś czeka. Patrzę na zegar w holu. Dochodzi 3:30. Pora go budzić. Musimy się jeszcze przebrać i powoli wychodzić. Słońce wstaje bardzo wcześnie. A chcemy być nad jeziorem jeszcze przed świtem. Podchodzę do niego. Delikatnie odgarniam mu włosy z czoła. Ale on nadal śpi. Nie wiem czemu przypomina mi się bajka, którą mama czytała mnie i Prim jak byłyśmy bardzo małe. Nachylam się więc i całuję go w usta

– Obudź się, mój śpiący królewiczu

To go obudziło.

– Przepraszam Cię Katniss, chyba zasnołem

– Nie masz mnie za co przepraszać. Ostatnio bardzo mało śpimy. Ale teraz pora już wstać

– Która godzina- zrywa się, zachowuje się zupełnie tak jak by zaspał

– Spokojnie dopiero 3:30- mamy jeszcze czas na herbatę

– Mamy jeszcze czas dla siebie- mówi z figlarnym uśmiechem. Ma racje mamy jeszcze czas dla siebie. To o wiele lepsze niż herbata

Wychodzimy z domu o 4:10- chwila dla siebie troszkę się przedłużyła. Coraz trudniej mi oderwać się od jego ust. Od jego dotyku. Coraz częściej myślę, że jestem już gotowa na to by oddać mu się bezgranicznie. I ta myśl coraz bardziej mi się podoba. Idziemy dość szybko. Nie brałam ze sobą łuku, i teraz nachodzi mnie wątpliwość czy dobrze zrobiłam

– Wiesz, może jednak powinnam wziąć łuk

– Dobrze zrobiłaś, że go nie brałaś. Matka jeszcze gotowa pomyśleć, że chcesz ją zastrzelić

– A teraz może nie uwierzyć, że byliśmy na polowaniu

– I tak będzie wiedzieć, że na nim nie byliśmy. Czasami myślę, ze moja matka ma wykrywacz kłamstw w oczach. Zawsze wie kiedy ktoś kłamie- to też taka rada dla Ciebie

– No wiesz, niby dlaczego miałabym ją okłamywać?

– Katniss, tak tylko Ci mówię, żebyś wiedziała

Dalszą drogę idziemy już w ciszy. Kiedy jesteśmy już przy jeziorze, dopadają mnie złe przeczucia. Patrzę na Peetę. On zaś patrzy jak zahipnotyzowany w chatę.

– Nie ma co odwlekać nieuniknionego- mówię- chodźmy tam

– Jesteś pewna?- może jeszcze poczekajmy

– Czy coś nam da dłuższe czekanie tutaj?

Peeta nie odpowiada. Bierze mnie w ramiona i całuje. Mocno i namiętnie. Odsuwa się ode mnie i pyta

–  Mówiłem Ci już dzisiaj, że Cię kocham?

– Dzisiaj jeszcze nie

– Kocham Cię Katniss i dziękuje za to co dla mnie robisz

– Ty robisz dla mnie to samo

– Co masz na myśli

– A kto wpadł na pomysł odwiedzin u mojej matki?

– Ach to

– Jeszcze Ci za to nie podziękowałam- teraz to ja go całuję. Chcę dodać mu otuchy, przed spotkaniem z jego matką. Chcę dodać otuchy nam obojgu.

Zbliżamy się do chaty. Jest cicho i spokojnie. Najciszej jak potrafię otwieram drzwi. Są tam. Widzę Patricka śpiącego na jakimś starym krześle. Widzę matkę Peety. Ona nie śpi. Stoi przy oknie i patrzy na nas. Jak mogłam jej nie zauważyć.

– Co tutaj się wyprawia?- ton jej głosu jest co najmniej nieprzyjemny

– Dzień dobry mamo- mówi Peeta nienaturalnym głosem. Patrzę na niego. Cały jak by się skurczył. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. Ten człowiek walczył dwukrotnie na arenie. A teraz wygląda tak jak by się bał nawet odezwać. To nie Peeta. To nie mój Peeta.

– Dzień dobry Pani Mellark- mówię ciągle zerkając na Peetę- wiem, że pora jest bardzo wczesna jak na odwiedziny, ale chcieliśmy sprawdzić co u Państwa słychać

– Co to znaczy chcieliśmy- jej głos przypomina teraz skrzeczenie żaby

– Mamo Katniss chciała powiedzieć

– Nie Ciebie pytałam- Peeta milknie, jeszcze bardziej zapada się w sobie.

– Chcieliśmy oznacza tylko tyle, że ja i Peeta dowiedzieliśmy się, że Państwo żyją. Co jest tak wspaniałą wiadomością, że od razu postanowiliśmy tu przyjść

– I ja mam niby uwierzyć w to, że ktoś zapukał do waszych domów w środku nocy a Wy od razu tu przybiegliście?- mówi z kpiną w głosie

Teraz już wiem co Peeta miał na myśli mówiąc o wykrywaczu kłamstw.

– Ma Pani rację. Nikt nie pukał do naszych drzwi w środku nocy. Dowiedzieliśmy się o tym wczoraj w nocy- Pani Mellark patrzy na śpiącego Patricka z dezaprobatą a nawet nienawiścią- ale sporo czasu zajęło nam przygotowanie domu na Państwa przybycie

– Jakie przybycie, czyje przybycie do jakiego domu o czym Ty mówisz głupia dziewczyno- żaba powróciła. Ale zanim mam szansę odpowiedzieć na jej słowa z sąsiedniego pokoju dochodzi wołanie

– Katniss, Katniss to Ty dziecko- głos ojca Peety rozpoznaję od razu. On też. Prawie tam wbiegamy. Leży. Na czymś co chyba miało uchodzić za łózko. Jest brudny. Bardzo brudny, wychudzony i jak by nieobecny. Peeta klęka przy nim. Bierze go za rękę. I z czułością zarezerwowaną do tej pory dla mnie pyta:

– Tato, tatusiu jak się czujesz? – ojciec Peety nie odpowiada. Patrzy pustym wzrokiem w dal. Podchodzę do nich. Klękam obok Peety.

– Dzień dobry Panie Mellark. Jak się Pan czuje?

– Katniss to Ty dziecko?

– Tak, to ja. Jak się Pan czuje Panie Mellark?

– Źle, bardzo źle. To tak boli

– Co Pana boli Panie Mellark?

Patrzy na mnie z mieszaniną złości i smutku.

– Jego już nie ma. Mój mały syneczek nie żyje. On nie żyje. Mój mały syneczek Peeta.- łzy zaczynając płynąć mu po policzkach

Sens wypowiedzianych przez niego słów mnie przeraża. Peeta cofa się o kilka kroków. Jest równie przerażony jak ja. Nagle przypominam sobie jak lekarze z 13 dystryktu kazali mi rozmawiać z Peetą po jego powrocie z Kapitolu. Biorę więc ojca Peety za rękę i cichym spokojnym głosem mówię:

– Panie Mellark proszę mi powiedzieć, czy myśli Pan, że mogłabym dopuścić do tego żeby Peeta się coś stało? Czy raczej zrobiłabym wszystko by go uratować?

– Próbowałaś, próbowałaś go ratować ale Ci się nie udało- krzyczy

Ciągle płacze. Przybliżam się więc do niego i wprost do jego ucha wypowiadam słowa

– Udał mi się Panie Mellark

Odsuwam się i patrzę na jego reakcję. Przestaje płakać. Jego oczy wydają się być coraz bardziej świadome. Instynktownie biorę Peetę za rękę. Przyciągam do ręki ojca.

– Twoja kolej- mówię tak by tylko on mnie usłyszał

– Tato, tatusiu- jestem tu to ja. Nic mi nie jest

Przez moment myślałam, że nic nie wskórałam. Oczy Pana Mellark ponownie zachodzą łzami. Ale gdy po chwili łapie syna w ramiona. Przytula jak małe dziecko na przemian śmiejąc się i płacząc wiem, że ten kryzys mamy zażegnany. Odwracam się by ukryć łzy wzruszenia, które równie obficie płyną z oczu Peety.

Moje wzruszenie szybko przeradza się w przerażenie. Gdy uświadamiam sobie, że to co początkowo wzięłam za jakąś brudną czerwono- fioletową szmatę, tak na prawdę jest nogą Peetera wystającą z barłogu łóżka. Podchodzę do niego. Dotyka jego czoła. Zakażenie to chyba najdelikatniejsze co mu grozi. Moim zdaniem noga jest nie do uratowania

– Peeta

– Tak- reaguje natychmiast najwyraźniej ton mojego głosu go do tego zmusił

– Możesz ty podejść na moment

– Tato, idę na chwilę do Katniss, cały czas tu będę nie ruszaj się stąd.

Podchodzi do mnie i blednie. Ściska mnie mocno za rękę. Jest równie przerażony jak ja.

– Sprawdź, czy poza nogą coś mu dolega. Ja zajmę się resztą.

Wchodzę ponownie do izby w której zostawiłam matkę Peety i śpiącego Patricka. Kątem oka widzę, że już nie śpi. Jak by czekając na rozwój sytuacji.

– Jakim prawem się tu panoszysz- widać nic nie jest wstanie pozbawić Pani Mellark rezonu

Mijam ją bez słowa. Kopię w nogę Patricka

– Wstawaj

Podnosi się zbyt szybko jak na osobę, która przed chwilą jeszcze spała.

– Macie tu coś co można by wykorzystać jako nosze?

– Nie. Chyba, a może koc

– To dobry pomysł. Idź do Peety, przenieście delikatnie Peetera

– Pani Mellark potrzebuję jakiegoś ręcznika i zimnej wody

– Nie będziesz mi tu rozkazywać

– Ja Pani nie rozkazuję. Pytam tylko gdzie mogę znaleźć jakiś ręcznik i zimną wodę

– Nie dam Ci niczego i nie waż się ruszać stąd mojego syna. Zabraniam Ci.

– Rozumiem, że stan w jakim jest to Pani zasługa. Gratuluje to już drugie Pani dziecko, które skazuje Pani na pewną śmierć

Trzask. Dobre parę sekund zajęło mi zorientowanie się, że zostałam spoliczkowana. Ból mnie tylko w tym upewnił

– Mamo przestań- Patrick stojący w progu trzyma w rękach dwa rogi brudnego jak ścierka do podłogi koca. Peeta stoi tuż za nim.

– Co?

– Mamo przestań, nie bij jej

Trzask. Patrick nie reaguje. Spuszcza tylko głowę, z pulsującym czerwienią policzkiem.

– Wychodzimy Patrick mamy mało czasu- mówi Peeta

– Nie Ty będziesz mówił innym co mają robić

Podnosi rękę. Chce uderzyć Peetę. Nie wiem jakim cudem udało mi się tak szybko stanąć między nimi.

– Kochanie, odsuń się nie warto

– Co nie warto?- pytam

– Nie musisz mnie bronić

– Muszę i chcę- uśmiecham się do niego. Nikomu nie pozwolę Cię krzywdzić. NIKOMU

Pani Mellark cofa się. Nie jestem w stanie odczytać niczego z jej dziwnego wyrazu twarzy. Mówię więc szybko

– Idźcie już, ja zajmę się Waszym ojcem

– No proszę Ona zajmie się moim mężem zupełnie jak jej matka, chcesz mi go odebrać jak ona?

– Pani Mellark. Chyba zgodzi się Pani ze mną, że skoro to Panią nazywa się Panią Mellark, to moja matka osiągnęła w tym odbieraniu raczej marny skutek?

Nie czekając na jej reakcję podchodzę do Pana Mellarka. Podaję mu rękę i pomagam wstać. Potem biorę go pod ramię i wyprowadzam na zewnątrz.

– Masz natychmiast zostawić moją rodzinę w spokoju, słyszysz głupia dziwczyno

– Słysze. Już bardzo dobrze słyszę. Naprawili mi słuch w Kapitolu. A teraz proszę niech Pani mnie posłucha. Oni potrzebują pomocy. Zwłaszcza Peeter. Ale Pani i Pani mężowi również przyda się opieka

– Nigdzie się stąd nie ruszam

– To Pani ostateczna decyzja?

– Tak

– W takim razie miłego dnia

– Idziemy- mówię do reszty. Patrick i Peeta wydają się być nie do końca zdecydowani.

– Kochanie- mówię już cieplejszym tonem- proszę wracajmy do domu

– Patrick idziemy- mówi Peeta zdecydowanie

– Wyrzekam się Was wszystkich- krzyczy za nami Pani Mellart

Ku mojemu zaskoczeniu odpowiada jej Peeta

– Mamo, to już przerabialiśmy

Wychodzimy z chaty. Kiedy jesteśmy już w połowie drogi powrotnej, Pan Mellark klepie mnie po dłoni i dodaje

– Zuch dziewczyna- mówi z uśmiechem

– Trafiła kosa na kamień- dodaje Patrick i wybuchamy śmiechem

Kiedy już widzimy płot Peeta zadaje mi pytanie

– Też to słyszysz kochanie

– Tak, już od dawna

– Co robimy

– Nic idziemy dalej i zobaczymy co się będzie działo

– O czym Wy mówicie- pyta Pan Mellark

– Ktoś za nami idzie tato

– Od samej chaty- dodaję od siebie

Jesteśmy już przy płocie. I dopiero teraz uświadamiamy sobie o luce w naszym planie. O bardzo poważnej luce. Jak niby mamy pod ogrodzeniem przecisnąć nosze i Pana Mellark. Peeta podchodzi do mnie. Obejmuje mnie

– I co teraz- pyta

– Poczekaj myśle

– Może Ci troszkę pomogę – mówi i zaczyna mnie całować

– Dosyć tego gołąbeczki- głos Haymitcha odrywa nas od siebie

– Co Ty tutaj robisz – pyta Peeta

– To co umiem najlepiej

– Czyli co

– Ratuje nas z opresji- dodaję z uśmiechem- dobrze Cię widzieć mentorze

Jedna myśl na temat “6: Rola mentora

  1. No Haymitch na koniec, wkońcu sie przydał xD Jak widać, wkońcu zabrałam się za czytanie ( przez co obleje angielski ehh…xD ) Tak więc jestem : wciągnięta w świat dalszych historii Katniss i Peety

Komentarze są zamknięte.