60: Rozmowa

Witam. Po raz kolejny- dziękuję Anno. Zapraszam Was do czytania i komentowania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 

I jeszcze jedno, co do nominacji. Bardzo mi miło, choć wątpię bym na to zasłużyła, więcej szczegółów podam w mailach. 

Pozdrawiam ciepło A. 

 

Zapieram się mocno piętami. Przez te kilka miesięcy nauczyłam się jednego - nie wolno zostawiać Nathaniela pod przypadkową opieką. A Haymitch… Lubię go, ale nie nazwałabym go zaufanym opiekunem. Dlatego z całych sił staram się, aby Peecie nie udało się wyciągnąć mnie z domu. Bardzo chcę z nim porozmawiać, chcę wszystko wyjaśnić, ale nie w taki sposób. W końcu puszcza moją rękę, najwyraźniej zdaje sobie sprawę, że w tej sytuacji nie wyjdę z domu. Jednak to, co robi, zaskakuje mnie. Nie budzi Annie, ani nawet Johanny - on zmierza prosto do sypialni Effie i Haymitcha. Po minucie wychodzi z niej z zaspaną Effie, która bez słowa bierze Nathaniela na ręce i mimo zachrypniętego od snu głosu, mówi bardzo stanowczo:
- Już Was tu nie ma. I nie ważcie się wracać, póki wszystkiego sobie nie wyjaśnicie. Nie po to daję się wyciągnąć z łóżka o piątej rano, żebyście dalej tkwili w tym samym miejscu - po tych słowach powoli człapie do kuchni, z której słychać już Haymitcha mówiącego, że kawa gotowa. 

Peeta patrzy na mnie. Muszę mieć zaskoczoną minę, bo uśmiecha się delikatnie:
- Czy teraz możesz poświęcić mi chwilę i ze mną porozmawiać? 
- Teraz mogę. A tak na marginesie - powierzyłbyś własne dziecko opiece Haymitcha? - zastanawia się przez chwilę, w końcu przecząco kręci głową. Uśmiechamy się do siebie i wychodzimy z domu. 
Kiedy mijamy polanę, na której stoi dom Johanny, Peeta na moment zatrzymuje się:
- Wybacz, ale nie mogłem się powstrzymać.
- O czym ty mówisz? 
- Przez całą noc myślałem tylko o tym, że chciałbym pójść do twojej sypialni i na ciebie patrzeć. Tylko tyle – po prostu patrzeć. Jak wtedy w jaskini, na arenie. To przerażające, mieć Cię tak blisko, a nawet nie móc Cię dotknąć. I tam, w kuchni, już nie mogłem dłużej. Albo raczej - tak bardzo chciałem cię przytulić, że wolałem się nie zastanawiać, czy ty też tego chcesz. 
- To było miłe i chyba sama też tego chciałam. Ale teraz chcę z tobą porozmawiać. Sporo się tego nazbierało.

Nic mi nie odpowiada. Idzie za mną, choć sama nie wiem dokąd zmierzam. Idę po prostu przed siebie, cały czas rozglądając się i szukając jakiegoś miejsca, gdzie moglibyśmy spokojnie porozmawiać. Poranek jest bardzo zimny, gdzieniegdzie widać jeszcze białe cienie na trawie, a słońce dopiero powoli się budzi. Mała polanka ukryta w cieniu drzew i strumień, którego nigdy wcześniej tu nie widziałam, wydają się być idealnym miejscem. Siadamy na dwóch zwalonych pniach, naprzeciw siebie. Nasze policzki są już czerwone z zimna, a ręce chowamy głęboko w kieszeniach, by choć trochę je ogrzać. Patrzymy na siebie, żadne z nas nie wie jak zacząć. 
- Katniss…
- Peeta… - wypowiadamy jednocześnie. I znowu zapada idealna cisza. Ta chwilowa odwaga, która w nas wstąpiła, bardzo szybko się ulotniła. Boję się tej rozmowy. Z jednej strony chcę poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, które krążą mi po głowie, a z drugiej - boję się je usłyszeć. Ja też przypominam sobie tamte chwile w jaskini i to jak zwaliłam na niego cały ciężar rozmowy. Wtedy się udało, może i tym razem zadziała? Może on, ze swoimi umiejętnościami, zdoła rozpocząć tę - zapewne najtrudniejszą w naszym życiu - rozmowę. 
- Może ty pierwszy. Chcesz mnie o coś zapytać? - spoglądam na niego pewnie, a przynajmniej chciałabym, żeby tak było. Peeta wciąga mocno powietrze, otwiera usta i nagle zmienia zdanie. Podnosi się, staje metr ode mnie, z rękami głęboko schowanymi w kieszeniach spodni. Patrzy na mnie uważnie:
- Jak ci minął dzisiejszy dzień, Kochanie?

Czuję coś porównywalnego z upadkiem z drzewa, albo wylosowaniem Prim na Dożynkach. Nie mogę złapać tchu, świat ciemnieje mi w oczach, by po chwili powrócić w jasnych barwach wspomnień. Już kiedyś słyszałam to pytanie. Zadał je późnym popołudniem, w tamtą feralną środę, w przeddzień mojego wyjazdu do Siódemki. Czuję, że Peeta ma rację - od tego wszystko się zaczęło, od tego, że nie powiedziałam mu całej prawdy. A raczej – mówiąc uczciwie - od tego, że wtedy go okłamałam. Przemilczałam jeden fakt, jedno drobne wydarzenie, bo nie chciałam go denerwować. Ale on już wtedy znał prawdę, więc wiedział, że próbowałam coś ukryć. Dlatego wyszedł i nie wrócił na noc. Bardzo długą noc, którą spędziłam siedząc na krześle w kuchni, czekając na jego powrót. Po paru godzinach dotarło do mnie, że to, co powiedział przed trzaśnięciem drzwiami, było na poważnie:
- Jeśli będziesz miała ochotę w końcu powiedzieć mi prawdę, znajdziesz mnie u rodziców, Katniss – pamiętam tamten zimny głos i takie same oczy. Zraniłam go wtedy, a jednocześnie pozwoliłam mu wyjść, nie poszłam za nim. Kiedy w końcu postanowiłam go przeprosić, zobaczyłam jak całuje jakąś obcą dziewczynę. Tamto zdanie, które do mnie powiedział… Dopiero teraz w pełni dochodzi do mnie, że moje ostatnie słowa do niego naprawdę były kłamstwem…

Oj, Annie miała rację, obydwoje popełniliśmy dużo błędów. Najwyższa pora spróbować je naprawić:
- Wstałam rano, zjadłam śniadanie z Johanną i…
- To wiem – przerywa mi spokojnie. – Powiedz mi coś, czego nie wiem. A raczej czego mi nie powiedziałaś.
- Pomogłam Hazell zanieść zakupy do domu. Tam spotkałam Gale'a. Szybko się pożegnałam i wyszłam, ale on mnie dogonił. Złapał mnie za ramię. Nie chciałam się z nim szarpać, by nie robić zamieszania, kazałam mu tylko mnie puścić. Nie zrobił tego, tylko zaczął mówić jak bardzo mnie kocha, jak byłoby nam razem dobrze, dlaczego powinnam zostawić Ciebie i być z nim. Powiedziałam mu, że nigdy Cię nie zostawię i chciałam odejść. Wtedy on... pocałował mnie w policzek, a gdy się wyrwałam, krzyknął, że będzie na mnie czekać. To wszystko.
- W policzek? - Peeta patrzy na mnie z opuszczoną głową.
- W policzek - potwierdzam. - Ja nie odwróciłam głowy - mówię kąśliwie, choć właściwie sama nie wiem dlaczego. 

Patrzy na mnie jeszcze chwilę, kręci głową i zadaje kolejne pytanie. Wyważonym i stanowczym głosem, co trochę mnie denerwuje, bo czuję się przesłuchiwana, ale w końcu sama tego chciałam.
- Dlaczego mi wtedy tego nie powiedziałaś?
- Nie chciałam cię denerwować. A może raczej nie chciałam żebyś był na mnie zły za to, że poszłam do Hazell. Już dawno zorientowałam się, że przeszkadza ci to, że ją odwiedzam. Ale równocześnie ona jest dla mnie ważna… A skąd właściwie ty się o tym dowiedziałeś? – tym razem ja przejmuję inicjatywę.
- Ast was widział, a połowa Dystryktu słyszała jak Gale za tobą krzyczał. Ale Ast przedstawił to trochę inaczej - mruży oczy, jakby sprawdzał, czy mówię prawdę. - Podobno Gale długo całował cię w usta, a ty się wcale nie broniłaś. Choć tego dowiedziałem się dopiero wieczorem, jak siedziałem u niego. Podczas naszej ostatniej rozmowy wiedziałem tylko tyle, że widziałaś się z Hawthornem i nic mi o tym nie powiedziałaś. Potem całą noc spędziłem z Astem – nie wiem czy byłem bardziej wściekły, czy bardziej pijany, ale w końcu postanowiłem posłuchać kumpla, który namawiał mnie do zemsty. 
- Czyli całowałeś się z tamtą dziewczyną tylko na pokaz?
- Po pierwsze, to ona całowała mnie. Po drugie - dokładnie tak jak mówisz - Ast powiedział, że to świetny sposób, byś była zazdrosna.
- Zazdrosna powiadasz… A ta cała tyrada o tym, jak to poszedłbyś z nią na spacer, ale nie możesz, bo nie jesteś wolny? - ostatnie dwa słowa już prawie wykrzykuję.
- Te słowa były mojego autorstwa – przyznaje cicho, chyba ze wstydem. - Wiedziałem, że na mnie patrzysz, myślałem, że się wściekniesz i wygarniesz Ivon, że jestem Twoim narzeczonym i nie życzysz sobie, żeby mnie całowała. Ale ty zareagowałaś inaczej. Tego się nie spodziewałem. Dopiero potem do mnie dotarło, że zrobiłaś dokładnie tak, jak zwykle - zadziałałaś impulsywnie. 
- Ivon mówisz… Więc tak ma na imię twoja nowa zdobycz…
- To nie jest moja „nowa zdobycz” Katniss. Wykorzystałem ją. Potem drogo za to zapłaciłem. I płacę po dziś dzień. Chciałem ją tylko pocałować w policzek. 
- Ale całowałeś ją w usta.
- Bo odwróciła głowę, a ja byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem co zrobić. I nie całowałem jej - to ona całowała mnie. 
- Inaczej to zapamiętałam.
- Bo daleko stałaś – mam wrażenie, że widzę jakiś delikatny uśmiech w jego oczach, ale jeszcze nie umiem odpowiedzieć mu tym samym. - Katniss, kiedy pobiegłaś do domu, wróciłem do piekarni. Miałem ciężką rozmowę z matką. Potem długo czekałem, liczyłem, że jednak przyjdziesz. O czwartej nad ranem poszedłem cię przeprosić. Ale znalazłem tylko to - wyjmuje spod koszuli łańcuszek, na którym zawieszony jest mój pierścionek zaręczynowy. - Szukałem Cię wszędzie, w twoim domu w Wiosce, w domu twoich rodziców, na Ćwieku. W końcu poszedłem do niego, do Gale’a. Z uśmiechem na ustach powiedział mi, że w nocy wyjechałaś, że od teraz jesteś z nim i nie życzysz sobie, żebym cię szukał. Mimo to próbowałem, ale bez skutku. W końcu na pierwszej Radzie Zwycięzców zapytałem Annie, czy wie gdzie jesteś. Powiedziała tylko, że nie chcesz mnie znać. Wtedy to wszystko zaczęło się układać w spójną całość. Ast mnie dalej nakręcał, Gale też nie pomagał ze swoimi opowieściami o tym, jak spędzacie czas. On bardzo dużo o tobie wiedział, a Annie potwierdzała wszystkie szczegóły. To, że zimą wpadłaś do przerębla i miałaś zapalenie płuc. To, że Nathaniel zaczął raczkować, jak rozcięłaś sobie nogę o krzak jeżyn. Wiedział o wszystkim. I co jakiś czas mi to przekazywał. To wszystko miało sens Katniss. I to jest w tym najgorsze. 

Patrzę na Peetę i w głowie mam tylko jedno pytanie:
- Skąd on to wszystko wiedział? 
- Pół dzisiejszej nocy zastanawiałem się nad tym i nadal nie wiem. Ktoś wiedział gdzie jesteś i co się z tobą dzieje?
- Tylko mama, ale jej nie podejrzewam o kontakty z Gale’em.
Zapada cisza, którą nagle przerywa Peeta:
- Enobaria… 
To imię zawisa w powietrzu między nami. Każde z nas dochodzi do tego samego wniosku z tej rozmowy. Fatalny zbieg okoliczności, połączony z działaniami ludzi, którzy życzyli nam jak najgorzej. Albo zwyczajnie nie pomyśleli. Tylko tyle wystarczyło, by zniszczyć nasze szczęście...

14 myśli na temat “60: Rozmowa

  1. Poproszę o adresy e- mail
    – CPC12-ACTO3-2-0-CUST103.4-2.CABLE.VIRGINM.NET
    – młoda pisarka

    Raz jeszcze dziękuję za wyróżnienie, chociaż…

  2. Zapewne Gale jej coś obiecał, np. że będą razem, lub coś podobnego. Ale rozdział istne cudeńko:)

    Puma

  3. Człowiek na tydzień ferii bez internetu jedzie a ty takie rzeczy! Tyle rozdziałów i tyyyyyyyle akcji! Mam nadzieję że wreszcie do siebie wrócą i rozprawią się z Galem 😀

Komentarze są zamknięte.