61: Enobaria

Witajcie. Zapraszam do czytania i komentowania. 

Dla tych, co wcześnie wstali- przepraszam za opóźnienie:)

Anno- jesteś wielka- ale to już wiesz. 

 

Peeta otwiera przede mną drzwi do domu, czuję zapach smażonych jajek  i świeżo zaparzonej kawy. Milczeliśmy całą drogę… Najbardziej boli mnie to, że nie zadałam mu najważniejszego pytania. Patrzyłam, jak idzie kilka kroków przede mną, jak jego mięśnie poruszają się pod kurtką i milczałam.

 

Każde z nas, nadal bez słowa, udaje się do swojej sypialni. Rzucam się w butach na łóżko, zakrywam głowę kołdrą i próbuję wymyślić w jaki sposób powiem o wszystkim mamie. Jak mam jej przekazać, że jej przyjaciółka, dziewczyna, którą przyjęła pod swój dach, której ofiarowała pomoc i wsparcie, tak perfidnie wykorzystała jej zaufanie? Mogłam się od początku domyśleć o co chodzi – przecież ona kochała się w Hawthornie. Ale co jej to wszystko dało? Może on żądał od niej informacji w zamian za spotkania? Trzeba było ufać pierwszemu wrażeniu – wcześniej trzymałam się od niej z daleka, ale zmieniłam zdanie po głosowaniu i po tym jak się zachowywała, gdy nas odwiedziła. Myślałam, że te wszystkie wydarzenia, których była świadkiem, coś zmieniły. Pomyliłam się – najwyraźniej Enobaria jest świetną aktorką.

 

Ktoś mocnym szarpnięciem zdziera ze mnie kołdrę, przerzuca mnie przez ramię i już po paru sekundach siedzę na krześle w kuchni. Haymitch, bo to jego zasługa, staje naprzeciw mnie i patrzy na mnie wyczekująco. Kiedy pierwszy szok mija, widzę siedzącego obok Peetę. Wyraz jego twarzy pokazuje dokładnie to samo, co właśnie czuję i myślę. Jestem zła, mocno zdezorientowana, ale już chyba wiem o co Haymitch chce nas zapytać. I zaczynam rozumieć determinację wymalowaną na twarzy Peety.

– Jak tam rozmowa? – Haymitch świdruje nas wzrokiem – dokładnie tak, jak wtedy, gdy pytał nas o indywidualne pokazy w czasie Ćwierćwiecza Poskromienia.

– Odbyta – odpowiada spokojnie Peeta, pewnie patrząc mu w oczy.

– A jakieś szczegóły?

– Jakieś szczegóły… – zawiesza głos i spogląda na mnie. – Katniss, może opowiesz?

– Szczegóły – mówię spokojnie – las, polana, strumień, kłoda, rozmowa, powrót do domu. Wystarczająco szczegółowo? – patrzę Haymitchowi w oczy. I w pierwszych chwili widzę w nich wściekłość, a potem nagle jakiś błysk i cień uśmiechu, jakby coś zrozumiał.

– Widzę, że mamy mały postęp – teraz już uśmiecha się całkiem jawnie. Jakby był z nas dumny.

– Jaki postęp, jaki postęp? Do cholery, mnie nie interesują żadne postępy, ja chcę poznać szczegóły – Johanna warczy na niego, podnosi się z krzesła i staje naprzeciw nas z rękami założonymi na piersi. – Opowiadać. Już.

Nie czekam na reakcję Peety, tylko szybko przecząco kręcę głową. Nozdrza Johanny zaczynają bardzo szybko się poruszać, Haymitch próbuje stłumić śmiech, a Annie patrzy na nas ciepło. Effie siada na stole i powoli macha splecionymi nogami. Przygląda się nam uważnie, jakby próbowała odczytać to, czego nie chcemy im powiedzieć.

 

Krzesła moje i Peety stoją w odległości dobrego metra od stołu i dopiero teraz, gdy to zauważyłam, zaczynam czuć się jak na przesłuchaniu. Patrzą na nas w czwórkę, ale tylko Johanna wydaje się być poirytowana. Pozostała trójka uśmiecha się i wymienia porozumiewawcze spojrzenia.

– Macie jeszcze jakieś pytania? – nie mam pojęcia co ich tak wszystkich cieszy.

– Wszystko wyjaśnione? – spokojnie pyta Haymitch.

– Pozostał jeden mały szczegół – odpowiada mu Peeta.

– Dlaczego nie załatwiliście tego od razu?

– Bo ktoś inny musi nam odpowiedzieć na parę pytań – tym razem ja wyjaśniam. – Po śniadaniu idę do miasteczka, ktoś idzie ze mną?

Ręka Johanny wystrzeliwuje natychmiast w górę, zaś w oczach Peety widzę ten sam zawód, jaki sama czuję w sercu. Nie jest nam dane zostać samym. Już Johanna o to zadba.

 

Paplanina Johanny, którą raczy nas po drodze, jakoś mnie nie interesuje. Nawet nie bardzo słyszę co mówi. Staram się wymyślić, jak delikatnie zapytać mamę o ewentualne kontakty Enobarii z Gale’em. Ale obawiam się, że nasza Zwyciężczyni jest na tyle sprytna, by ukryć to przed moją mamą. Ona pewnie o niczym nie wie. Nagle dochodzi do mnie, że jest ktoś, kto zna Enobarię o wiele dłużej niż ja, czy Peeta i dzięki temu może nam pomóc uzyskać odpowiedzi na istotne pytania.

– Johanno, czy jeśli ci wszystko opowiem, mogę liczyć na twoją pomoc?

Johanna nie odpowiada mi od razu. Po chwili unosi brwi, jakby chciała mi dać coś do zrozumienia i poirytowana pyta:

– Czy ja ci kiedyś nie pomogłam?

– Masz rację, zawsze mi pomagasz. Ale teraz to nie będzie takie proste. Musisz coś usłyszeć, by zrozumieć o co nam chodzi.

– Będą wreszcie jakieś szczegóły? – Johanna mruży oczy, przechyla delikatnie głowę i patrzy na nas wyczekująco.

– Będą – odpowiada jej spokojnie Peeta i zaczyna streszczać wszystko, do czego doszliśmy w lesie. Kiedy kończy, Johanna nie odzywa się. Nie patrzy na nas, siedzących na schodach jej domu, tylko gdzieś w dal. W pewnym momencie podnosi się, staje naprzeciw nas i spogląda uważnie:

– Nigdy nie lubiłam tej małpy ze spiłowanymi zębami, ale teraz co innego mnie zastanawia… – zawiesza na moment głos. – Jak, do cholery jasnej, udało się wam dwa razy przeżyć na arenie, oszukać Kapitol i przetrzymać rebelię, skoro jesteście takimi idiotami? Aaa! – wrzeszczy z zaciśniętymi pięściami – mam ochotę was… – nie kończy zdania, choć domyślamy się co ma ochotę nam zrobić, gdy jej ręce zbliżają się niebezpiecznie do naszych głów.

– Ale dobrze, spokojnie – mówi raczej sama do siebie – jest w tym też sporo naszej winy. Zamiast zmuszać was do jedzenia, pozwalać wam na płacze i nocne wędrówki po lesie, trzeba było już dawno posłuchać Annie. Zamknąć was w jednym pokoju i czekać. Albo byście się pozabijali, albo pogodzili. Choć raczej trzeba byłoby was od siebie odrywać…

– O czym ty mówisz, Johanno? Przecież ja nie łaziłam nocą po żadnym lesie – patrzę na nią zdziwiona. Coś się jej pomyliło…

– A czy ja powiedziałam, że to ty łaziłaś po tym lesie? – pyta mnie zaczepnie.

 

Spoglądam na Peetę, siedzi ze spuszczoną głową, dłonie zanurzył we włosach. Powoli podnosi wzrok, by na mnie spojrzeć. Otwieram usta, chcę na niego nakrzyczeć – chodzenie w nocy po lesie jest niebezpieczne, nawet ja nigdy nie miałam na to odwagi.

– Płakałaś? – mówi cicho, mocno zdenerwowanym i smutnym głosem.

– Po co wędrowałeś nocą po tym lesie? Mogło ci się coś stać! – odpowiadam mu równie cicho.

– Robię różne głupie rzeczy, jak cię przy mnie nie ma – delikatnie się uśmiecha, tylko kącikiem ust. Patrzy mi głęboko w oczy i chyba chce coś jeszcze powiedzieć, ale przerywa mu okrzyk Johanny:

– Już wiem! – wygląda jakby naprawdę coś odkryła. – Wy macie jeden wspólny mózg! Jak jesteście osobno, to działacie na połówce. To dlatego jesteście takimi idiotami!

– Półmózgami – odpowiada jej poważnie Peeta. Chyba tylko ja zauważyłam, że podsunął Johannie jedno z jej ulubionych określeń, jakim nieraz mnie raczyła.

– I widzicie, moja teoria się potwierdza. Jesteście obok siebie i od razu zaczynacie myśleć. Dobra idziemy dzwonić do tej…

– Małpy – mówimy jednocześnie.

– I znów się zaczyna – mówi chwytając się za głowę. – Jak mnie wkurza ta wasza – wskazuje na nas palcem – zgodność.

 

Mamy się nie odzywać. To warunek Johanny – telefon będzie na głośniku, ale my mamy być cicho. Podobno Johanna ma pomysł na wyciągnięcie z Enobarii potrzebnych nam informacji. Czekamy na połączenie. Czuję, że dłonie zaczynają mi się mocno pocić. Wycieram rękę w spodnie na udzie i wtedy czuję jego dłoń na mojej. Mówi do mnie niemal bezgłośnie:

 – Wszystko będzie dobrze, Katniss – chce zabrać rękę, ale nim to robi, kręcę głową. Delikatnie się uśmiecha i splata palce z moimi. Spoglądamy na Johannę, która niby przewraca oczami, ale równocześnie uśmiecha się do nas.

– Tak, słucham? – głos Enobarii rozpoznaję od razu.

– Cześć, Johanna z tej strony. Czy jest może Emma? – no tak, Johanna mówi po imieniu o mojej mamie, choć dziwnie mi to słyszeć.

– Nie, Emma jest w pracy. Mam coś przekazać?

– Nie, to dobrze, że jej nie ma. Mam sprawę do ciebie – potrzebuję pilnie skontaktować się z Hawthornem. Gdzie go znajdę?

– A skąd niby ja mam to wiedzieć? – słyszę poirytowanie w głosie Enobarii.

– Weź przestań. Obie dobrze wiemy, że masz z nim kontakt. Gdzie go znajdę?

– Całe życie będę płacić za ten jeden błąd? Nie mam pojęcia gdzie jest. Jak chcesz, to zapytaj Emmę, może ona będzie coś wiedzieć na ten temat – po krótkiej chwili irytacji, odpowiada bardzo spokojnie.

– Co?!- Johanna wrzeszczy do głośnika. – Skąd niby Emma miałaby wiedzieć coś o Gale’u?

– Przynajmniej raz w tygodniu rozmawia z jego matką, jak jej tam, Hazell? Założyli jej telefon i teraz obie plotkują regularnie.

– O czym plotkują?

– O wszystkim. Na początku Emma ją pocieszała, a teraz… Nieważne – rozmawiają, a ja ich nie podsłuchuję.

– A może jednak podsłuchujesz? – głos Johanny robi się bardzo przymilny.

– Nie, nie podsłuchuję. Ale Emma czasami sama mi opowiada. A tak właściwie – po co szukasz tego gnoja? – pyta, jakby sobie przypomniała po co Johanna zadzwoniła. – Tylko mi nie mów, że ta idiotka jednak jego wybrała. Przecież ten biedny chłopak zapije się przez nią na śmierć.

– Jaki chłopak? – pyta Johanna, ale ja też pogubiłam się w ilości zastosowanych przez Enobarię określeń.

– Peeta. Dziś przed wyjściem do pracy Emma powiedziała mi, że go aresztowali, bo znów się upił i coś porozwalał na głównym placu.

– A kiedy go aresztowali?

– Przecież Ci mówię – dziś rano, albo w nocy. Hazell dzwoniła z samego rana, by to Emmie opowiedzieć.

– Jesteś tego pewna?

– Jak mi nie wierzysz, to zapytaj Emmy. Żal mi tego chłopaka – naprawdę w jej głosie to słychać. Nie sądziłam, że lubi Peetę. Z drugiej strony – jego wszyscy lubią. Prawie wszyscy.

– Nie powinnaś go żałować – odpowiada spokojnie Johanna, przyglądając nam się uważnie. – Nic mu nie jest.

– W sumie racja. Jest Zwycięzcą, nic mu nie zrobią.

– Nie do końca o to chodzi. Powiedz mi – o czym rozmawiają Emma i Hazell?

– Głównie o Katniss. Ale czemu nie powinnam go żałować?

– A co mówią o Katniss?

– Najpierw ty mi odpowiedz – Enobaria jest bardzo stanowcza.

– Enobario – Peeta płynnie włącza się do rozmowy – możesz nam powiedzieć co matka Katniss przekazuje Hazell?

– Peeta? Co ty tam robisz?

– Jestem tu od wczoraj. Powiesz nam co takiego mówi Pani Everdeen?

– Wiedziałam, że te pytania matki Gale’a o Katniss mają jakiś większy sens – wzdycha Enobaria. – Od jakiś pięciu miesięcy Emma opowiada jej różne rzeczy – o Nathanielu, o Katniss, ogólnie o was. Bez szczegółów, nie zdradziła gdzie mieszkacie, ale na przykład o zapaleniu płuc jej powiedziała.

Dochodzi nas dźwięk otwieranych drzwi. Pewnie mama wróciła do domu.

– Enobario, niech ta rozmowa zostanie między nami – mówię szybko i w miarę cicho, aby mama przypadkiem mnie nie usłyszała.

– A więc ty też tam jesteś – Enobaria też ścisza głos. – Co mam robić?

– Powiedz, że chcę z nią rozmawiać – mówi szybko Johanna. I dodaje patrząc na nas – spokojnie, mam pomysł.

 

Enobaria przekazuje mamie słuchawkę. Ta wysłuchuje uważnie Johanny, która snuje bardzo prawdopodobną opowieść, uzupełnioną gdzieniegdzie naszymi niemymi sugestiami. Teraz zostaje nam tylko czekać, aby sprawdzić, czy i ta informacja wypłynie z ust Gale’a.

10 myśli na temat “61: Enobaria

  1. Świetny rozdział,jak zawsze 🙂 W koncu Pitta i Katnis zaczynaja napowrot tworzyc jednosc.Zajebiscie piszesz,już myslalam ze to Enobaria a tu niespodzianka.Uwielbiam Cię czytac i czekam na kolejny wpis 🙂

  2. No tego się nie spodziewałam 😀 ten wątek jest niesamowity i świetnie Ci idzie, chyba Twój najlepszy 🙂 nie mogę się doczekać co dalej wymyślisz, od Twojego blogu po prostu nie da się oderwać 😉

  3. I jeśli Peeta znów miał się upić to czy znaczy że upijał się po tym jak Katniss odeszła?? Domagam się wyjaśnienia tej sprawy bo strasznie mnie nurtuje 😀

Komentarze są zamknięte.