62: Pomocna dłoń Effie

Witajcie.

Na początku tak, jeśli chodzi o nominację obiecuję i macie to na piśmie na wszystkie pytania odpowiem w przyszłym tygodniu w okolicach poniedziałku wieczorem lub wtorku rano. Będę mieć troszkę więcej czasu. 

A teraz zapraszam do czytania i komentowania. Proszę o szczere opinie. I jak zawsze Anno- chylę czoła, za to że jakoś ogarniasz ten mój bałagan:) 

Wiola?

 Słyszę kroki Johanny, krząta się po pokoju. Pozostali też już wstali – docierają do mnie radosne krzyki Nathaniela, pewnie znów goni Josha. Przykrywam twarz kołdrą i liczę na to, że nikt nie zorientuje się, że już nie śpię. Może dzięki temu ktoś inny ich odprowadzi. Ktoś inny odprowadzi jego.

– Wstawaj – nie mam pojęcia czym Johanna we mnie rzuciła, ale trafiła w moją głowę. Mimo, że kołdra trochę mnie ochroniła, czuję powoli rozchodzący się ból.

– Katniss, wstawaj, już późno – stoi tuż nade mną i odkrywa kołdrę. W odpowiedzi momentalnie mrużę oczy. Musi być już naprawdę późno, bo słońce pięknie świeci. W połączeniu z realnym odczuciem, podsuwa mi to pewną myśl.

– Nie mogę, bardzo boli mnie głowa. Zostanę dzisiaj w łóżku, Johanno – mówię prawie szeptem, by dodać trochę autentyczności do mojej wymówki.

Nie odpowiada mi, unosi brwi i przygląda mi się bardzo uważnie. Kiedy blado się uśmiecha, w jej oczach widzę zrozumienie, coś jakby cień porozumienia. Przykrywa mnie ponownie kołdrą – tym razem tylko po same uszy i stojąc przy drzwiach mówi zdanie, które potwierdza moją teorię. Zna mnie na wylot, nic nie uda mi się przed nią ukryć, ale do czasu, kiedy mi pomaga, może wykorzystywać tę przewagę:

– Żebyś tego potem nie żałowała.

Wychodzi zamykając za sobą drzwi. Będę tego żałować, to pewne. Ale jak mam mu powiedzieć żeby został? Rzucić mu się na szyję, paść przed nim na kolana? Gdyby naprawdę chciał, sam by to zaproponował. Ten zalążek czułości, którym mnie wczoraj obdarzył podczas rozmowy z Enobarią, czy to krótkie przytulenie w kuchni były cudowne, ale później już ich nie powtórzył. Zachowuje się tak, jakby zmienił zdanie. Albo raczej – jakby upewnił się w przekonaniu, że ostatnie miesiące wiele między nami zmieniły. Uświadomiłam sobie to dzisiejszej nocy – my chyba już nigdy nie odbudujemy tego, co nas łączyło. Nigdy już nie będzie tak samo.

Drzwi otwierają się cicho, przez moment, przez krótką chwilę, mam nadzieję, że to on.

– Jak się czujesz? – Annie delikatnie odsuwa mi włosy z czoła.

– Źle. Boli mnie głowa, zostanę dzisiaj w łóżku Annie – odpowiadam jej głośnym szeptem, chcąc podtrzymać pozory.

– Głupio robisz, ale to twoja decyzja. Będziesz tego żałować.

– Co wy dzisiaj z tym żałowaniem?! – siadam na łóżku, już nie udaję. – A co mam niby zrobić? No co? Masz jakiś kolejny genialny pomysł, to podziel się nim ze mną, bo ja mam ostatnio problemy z myśleniem – naskoczyłam na nią, ale ona wydaje się być tym niewzruszona. Opadam ponownie na poduszki, patrząc tępo w sufit. Staram się powstrzymać łzy, ale nie bardzo mi to wychodzi. Ciepła dłoń Annie delikatnie gładzi moją. Ktoś odgarnia mi włosy z czoła, spoglądam zaskoczona w tamtą stronę i napotykam ciepłe oczy Johanny. Uśmiecha się delikatnie, jakby mi współczuła. Moje najlepsze przyjaciółki… Doskonale wiedzą, że udaję chorobę, ale żadna z nich nie mówi tego głośno. Są tu obie ze mną, by mi pomóc. Nie wyciągają mnie z łóżka, może nawet rozumieją. Po prostu są…

Słyszę, że drzwi ponownie się otwierają. Obracam delikatnie głowę i widzę Effie stojącą w progu. Uważnie mi się przygląda, zbyt uważnie jak na nią. Coś mi przypomina ten wzrok, ale nie umiem go sobie przypomnieć. Bez słowa wchodzi do sypialni, zamykając za sobą drzwi. Przysiada na łóżku. Nadal czuję na sobie ten sam wzrok.

– Boli cię głowa?

– Tak Effie, przepraszam nie dam rady was odprowadzić – uśmiecham się do niej blado.

Effie wstaje, mruży oczy, opiera kolano o łóżko i jednym mocnym szarpnięciem sadza mnie na łóżku.

– Posłuchaj mnie Katniss. Jeśli chcesz go zatrzymać, to mu to powiedz. Tak będzie prościej – nie krzyczy na mnie, mówi bardzo cicho, ale jest na mnie naprawdę wściekła, widać to w jej oczach. Wiem, że ma rację, ale równocześnie od zawsze jej celne uwagi, wywoływały u mnie reakcję obronną. Dlatego też i teraz wciągam mocno powietrze i równie cicho jak ona odpowiadam złośliwie:

– Ty mnie pouczasz, że mam mu coś powiedzieć? Ty? A kto zapomniał poinformować Haymitcha, że zostanie ojcem?

– Poinformowałam Haymitcha. Po prostu jego reakcja mnie nie zachwyciła – odpowiada mi spokojnie, jakby od dawna spodziewała się tego pytania.

– A co niby takiego ci powiedział? – nadal jestem zła, ale zastanawia mnie jej zachowanie.

– Współczuję temu biedakowi, który cię zapłodnił – odpowiada spokojnie, bez cienia jakichkolwiek emocji. Widać już dawno przepracowała te słowa, pogodziła się z nimi.

– Effie… Effie, przepraszam – tylko tyle jestem w stanie powiedzieć, nim przytykam sobie dłonią usta. Jest mi strasznie wstyd.

– Katniss, spokojnie. Było – minęło. Teraz wiem jedno – musiało się wiele wydarzyć, wiele zmienić żebyśmy mogli powoli odbudowywać to, co utraciliśmy. Ty jesteś w podobnej sytuacji. Są na to dwa sposoby: albo powiesz mu prawdę o tym, jak bardzo nie chcesz, by stąd wyjeżdżał, albo zrobisz wszystko, by stąd nie wyjechał.

– Niby jak? – siadam na łóżku i znowu łzy zaczynają płynąć z moich oczu. Nie chcę, żeby wyjechał, nie chcę. Ale nie umiem mu o tym powiedzieć.

– Przede wszystkim – żadnych łez. Idziesz z nim porozmawiać, czy bierzemy się do pracy?

– I co mam mu niby powiedzieć? Kocham cię, zostań ze mną? Jaką mam gwarancję, że on czuje to samo?

Spoglądają po sobie zdezorientowane.

– Katniss, ty naprawdę zastanawiasz się nad tym, czy Peeta cię kocha? – Annie jest całkowicie zaskoczona.

– Jak mogę mieć pewność – odpowiadam jej przez łzy – że tak jest? No jak?

Patrzą na mnie jakbym była zielona w pomarańczowe kropki. Nagle Effie się uśmiecha, jakby zrozumiała moje obawy.

– To może pora ponownie go w tobie rozkochać?

– Niby jak? – wycieram nos w rękaw koszuli, zaintrygowała mnie tym pytaniem.

– Jest kilka prostych zasad…

Kiedy po pół godzinie wychodzę z pokoju – ubrana, delikatnie umalowana (po dokładnym przeszkoleniu, jak należy to zrobić), uczesana i gotowa do drogi – już po sekundzie wiem, że cel został osiągnięty. Peeta na mój widok krztusi się herbatą. I to tak bardzo, że konieczna jest interwencja Haymitcha.

– Wszystko w porządku? – pytam go, kiedy wreszcie przestaje kaszleć.

– Tak – odpowiada głośno przełykając ślinę, a przy tym widzę jak wpatrzony jest we mnie. I chyba… w mój dekolt.

Johanna i Annie zostają w domu z Nathanielem. Ja idę odprowadzić naszych gości na lądowisko, gdzie przyleci po nich poduszkowiec Beetee’ego. Mijamy już polanę i wchodzimy w zagajnik, kiedy Peeta odwraca się nagle i biegnie w kierunku domu. Jestem za daleko, by cokolwiek usłyszeć, ale doskonale widzę jak  Johanna mocno macha przed nim rękami i wylicza coś na palcach. Peeta w końcu tylko kiwa głową, macha jej i Annie na pożegnanie, a później nas dogania.

– Co się dzieje? – pytam, gdy do nas dobiega.

– Nic – odpowiada unikając mojego wzroku. Szybkim krokiem dogania Beetee’ego i o czymś z nim rozmawia.

Mam dziwne przeczucie, że choć początkowo plan Effie wypalił, to na dłuższą metę nie działa. Jeśli  mam ponownie rozkochać w sobie Peetę, powinnam chyba znów przymierać głodem, by zwrócił na mnie uwagę.

Poduszkowiec ląduje, wszyscy żegnają się ze mną. Peeta podaje mi dłoń i patrząc w oczy mówi tylko – Do zobaczenia na chrzcinach.

Uśmiecham się do niego blado. Tylko tyle mi pozostało. Jeden, dwa, trzy, cztery… Jeszcze tylko trzy stopnie i drzwi poduszkowca zamkną się za nim. Pięć, sześć… Widzę, że rozmawia o czymś z Haymitchem, ten unosi brwi, przygląda mu się uważnie i pac – otwartą dłonią uderza go w ramię. Następna chwila jest zaskoczeniem – pięć, cztery, trzy, dwa, jeden. Peeta  zbiega ze schodów i staje przede mną. Patrzy uważnie.

– Mogę zostać? – mówi cicho, niepewnie, jakby bał się mojej odpowiedzi.

– Nie ja powinnam o tym decydować, to dom Johanny.

– Johanna i Annie się zgadzają, ale to ty masz podjąć ostateczną decyzję.

Patrzę mu w oczy, zastanawiam się ile powinnam odczekać, nim powiem mu, że się zgadzam. Jednak pewne wydarzenie załatwia sprawę za mnie.

– Chyba nie mam wyjścia, musisz zostać – mówię do niego rozbawiona sytuacją.

– Masz wyjście Katniss, możesz powiedzieć, że mam się wynosić i…

– Nie mogę, właśnie odlecieli. Bez ciebie – pokazuję mu palcem wysoko uniesiony nad ziemią poduszkowiec, z machającymi nam przez okno przyjaciółmi.

 

 

 

17 myśli na temat “62: Pomocna dłoń Effie

  1. uwielbiam,uwielbiam,uwielbiam 🙂 moze teraz spedza ze soba wiecej czasu sami,mam nadzieje ze Joana im na to pozwoli 🙂 brakuje mi ich tych czulych gestow ale wszystko zmierza ku dobremu wiec moze w nastepnej notce bedzie ich wiecej 🙂 pozdrawiam i nie moge sie doczekac kolejnego rozdzialu

  2. Trafiłam na Twój blog parę dni temu, zupełnie przypadkiem. Pomyślałam – „A co mi tam! Są ferie, zamiast uczyć się do matury pomarnuję mój czas na czytanie jakiegoś bloga”. Przewinęłam do pierwszej notki – zaciekawiła mnie. Potem druga, trzecia, czwarta, dwudziesta etc. Czytanie tego bloga wciągnęło mnie na amen. Przewertowałam całość w dosłownie 3 dni, a już po pierwszym zorientowałam się, że wpadłam po uszy. Masz niesamowity styl pisania, lekkie pióro, a co najważniejsze – potrafisz wciągnąć czytelnika emocjonalnie w to co przeżywają główni bohaterzy. Uwielbiam trylogię Igrzysk Śmierci, a dalsze losy Katniss i Peety, napisne przez Ciebie są niesamowite! Po Kosogłosie byłam lekko rozczarowana zakończeniem. Cieszyłam się z wyboru Katniss, jednak zabrakło mi pokazania czułości, miłości między nią, a Peetą. I właśnie to znalazłam u Ciebie! Jestem też równie mile zaskoczona częstotliwością dodawania notek. Podziwiam Cię, wreszcie blog, na którym nie trzeba czekać tygodniami na kolejny wpis. Swoją drogą mam nadzieję, że Katniss i Peeta zejdą się już na stałe i nie pozwolą, by ktokolwiek zburzył to na co tak długo pracowali. Myślę, że Peeta powinien mimo wszystko przejąć trochę więcej inicjatywy i zawalczyć o nią kolejny raz, przecież tak bardzo ją kocha i serce mi się kraje kiedy nie są razem.

    Przepraszam za mój elaborat, ale po „pochłonięciu” z podekscytowaniem kolejnej notki, nie mogłam się oprzeć 🙂 Pozdrawiam serdecznie i ” Niech los zawsze Ci sprzyja!”, Katniss i Peecie również :))

  3. No i cóż ja mam Tobie powiedzieć… Może po prostu powiem, że ten rozdział jest genialny? Nie… To już mówiłam… No to może… Cudowny? Nie… No ale powiem Ci, że ten rozdzialik jest bardzo… ciekawy;)

    Puma

  4. Niesamowity jak zawsze! uwielbiam każde słowo które wychodzi z pod Twojej ręki! 🙂 nie mogę się doczekać co będzie dalej teraz kiedy zostali sami 😛 i fakt Peeta mógłby przejąć inicjatywę i tez próbować na nowo rozkochać w sobie Katniss, może jakaś romantyczną niespodziankę by przyszykował? 😛

  5. Widzę, że wszystko zmierza ku dobrej drodze 😀 Z niecierpliwością czekam na notkę walentynkową

  6. widze wszystkie mamy nadzieje na jakas specialna notke walentynkowa 🙂 uwielbiam tego bloga,lepszy od najlepszych uzywek 🙂

  7. Przekazuję info od Ani – ma dziś straszne urwanie głowy, nie dała rady od wczesnego ranka nawet komputera włączyć (stąd moje info). „Doniosłam” Jej, że się dopytujecie i prosiła, aby przekazać, że nowa notka będzie jutro. Ostatnio były codziennie, także mam nadzieję, że wszystkim uda się doczekać :):)

  8. Specialnie ustawiam sobie budzik na 5:40 chociaż do pracy mam na 10,i tak zerwalam się wlaczam laptopa wybieram w ulubionych bloga a tu….nie ma nowego wpisu 🙁 no ale pocieszam się ze jutro wstane i bedzie kolejny rozdzial 🙂 uwielbiam !!!!

Komentarze są zamknięte.