65: Chrzest Nathaniela

Witajcie. 

Zapraszam do czytania i komentowania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Notka powinna być jutro rano, ale może być małe opóźnienie. 

A za długość tej i jej charakter, radzę podziękować Annie- to ona ubrała w idealne słowa to, co ja wymyśliłam i przekonała mnie by nie rozdzielać tego na dwa wpisy. Anno- jeszcze raz wielkie dzięki. 

 

– Już rozumiesz, Mamo? – mówię coraz bardziej poirytowana. Od czterdziestu minut, czyli od czasu kiedy odebrałam mamę i Enobarię z dworca, usilnie próbuję jej wytłumaczyć jakim cudem jestem zdrowa. Nie może pojąć dlaczego ją okłamałam i do czego to wszystko zmierza. Nie wierzy w to, co – według mnie – robią Gale, Hazell i wszyscy pozostali. Jest niewzruszona, głucha na moje argumenty.

– I dlatego mnie okłamałaś? – jest zła, naprawdę zła. Patrzy na mnie przez przymknięte oczy, aż trze zębami. Już dawno jej takiej nie widziałam.

– Tak Mamo, dlatego. Musimy sprawdzić, czy mamy rację. Czy to Hazell pomaga Gale’owi, czy ktoś inny. Gdybyś znała prawdę, nie wyszłoby to wiarygodnie. Przepraszam, ale musieliśmy tak zrobić.

– Trzeba było mnie o to zapytać. Powiedziałabym ci, że to nie Hazell. To niemożliwe, ona się z nim nawet nie widuje, wyprowadził się do Kapitolu.

– Kto? – w pierwszym odruchu jestem tak zaskoczona informacją, że aż nie wiem o kim jest mowa. Po chwili dociera do mnie – najwyraźniej mama sądzi, że Gale nie mieszka już w Dwunastce, tylko w Kapitolu. Spoglądam na Enobarię, która przez całą drogę nie odezwała się słowem. Jednak ona tylko bezradnie rozkłada ręce.

– No jak to kto, Katniss? Gale – mama mówi do mnie tak, jakbym była dzieckiem. – Nie było go w Dwunastce od pół roku, więc niby jak miałby brać udział w tej całej pseudo-intrydze. Pewnie ten pijaczyna coś sobie ubzdurał, a ty mu wierzysz, jak zawsze.

– Haymitch już od dawna nie pije – odpowiadam spokojnie, krzyki nic tu nie dadzą.

– Ja nie mówię o Haymitchu, tylko o tym…  O tym… Zdrajcy – mama cedzi słowa przez zęby. – Zdradził cię, a jak sobie zdał sprawę z tego, co się stało, to zamiast coś z tym zrobić, przeprosić cię chociaż, potrafi się tylko upijać. Zakochanego to tylko potrafił grać przed kamerami, ale dobrze, że choć tym razem spotkała go kara – mówi głosem pełnym nienawiści. Jestem zaskoczona – tę samą nutę słyszałam w głosie mamy Peety, gdy była przekonana, że tylko wykorzystywałam jej syna…

– Mamo – zaczynam mówić bardzo spokojnie – o czym ty mówisz?

– O Mellarku, Katniss, o Mellarku. Za ostatnią awanturę wsadzili go do więzienia na trzy tygodnie, a jak wrócił przedwczoraj, to od razu wdał się w bójkę z jakimś ważnym urzędnikiem. Pewnie tym razem go tak szybko nie wypuszczą. I dobrze – kończy stanowczo i zakłada ręce na piersi.

Spoglądam na Enobarię, a ona tylko wzrusza ramionami i mówi bardzo spokojnie:

– Obiecałam wam, że nic jej nie powiem, to nie patrz teraz tak na mnie.

– Mamo, Peeta nie był w więzieniu.

– A skąd niby ta pewność? Ja mam bardzo sprawdzone informacje, a ty? – ma zaczepny ton, ale widzę, że naprawdę wierzy w to, co mówi, nie dopuszcza do siebie myśli, że może być inaczej.

– Peeta, przez cały ten czas, o którym mówisz, był ze mną. Przez ostatnie trzy tygodnie mieszkał u Johanny – staram się mówić spokojnie i stanowczo, ale nawet ja słyszę jak mój głos drży. To naprawdę przerażające, jak wiele w ludziach jest nienawiści, ile kłamstw wychodzi z ich ust.

– Co? – krzyk mamy odbija się echem po całej plaży. Kątem oka zauważam, że wszyscy zebrani wokół morskiego domu Annie, zauważyli nas i zaczynają do nas podbiegać.

 

Zatrzymałyśmy się przed wejściem na piękną plażę, a w zasięgu wzroku nie ma tu żadnych innych budynków, tylko dom Annie. Stoi na wysokich palach, by morskie fale nie zalewały podłogi. Całość wykonał Finnick – dla Annie, własnymi rękami, z drewna wyrzuconego przez morze. Jak tu wczoraj przyjechałyśmy, nie mogłam oderwać oczu od idealnie niebieskiej tafli, która rozciąga się wzdłuż całej plaży. Było tak cicho, tak spokojnie, tak pięknie.

 

Czyjaś dłoń na moim ramieniu przywołuje mnie do rzeczywistości. Jedno spojrzenie w jego oczy mnie uspokaja, jedno spojrzenie na jego twarz mnie przeraża.

– Mamo – mówię nie odrywając wzroku od Peety – ja ci to wszystko wytłumaczę, ale potem – na moment na nią spoglądam i widzę jakiś dziwny cień w jej oczach. – Obiecuję, ale nie teraz. Dobrze?

– Pewnie jak zawsze nie mam za dużego wyboru, Katniss. I tak zrobisz jak zechcesz – odpowiada mijając mnie już bez dalszych słów.

– Co ci się stało? – podnoszę delikatnie rękę i przesuwam lekko, niemal w powietrzu, opuszkami palców po jego twarzy. Nie chcę sprawić mu bólu, a to musi boleć, bardzo boleć. Oko ma podbite, przybrało już kolor pięknego fioletu, warga jest rozcięta, na policzku kwitnie siniak.

– Nic, a teraz jest mi już znacznie lepiej – odpowiada i przytula twarz do mojej dłoni. Jego ciepły uśmiech sprawia, że świat wokół przestaje dla mnie istnieć. Bierze moją dłoń i delikatnie całuje jej wnętrze.

– Tęskniłem – mówi szeptem, patrząc mi głęboko w oczy.

– Ja też – odpowiadam równie cicho. Nadal trzyma moją dłoń, przesuwa ją ponownie do swoich ust, ale ja nie pozwalam mu na to. Patrzę mu w oczy, zastanawiam się czy zrozumie, że chcę, by co innego teraz całował. Unosi delikatnie brwi, jakby właśnie o to mnie pytał, a ja bardzo delikatnie kiwam głową. Kiedy pochyla się, jest bardzo poważny, ale ogniki szczęścia, które widzę w jego oczach, zdradzają prawdziwe uczucia. Nadal patrzę mu w oczy, ale czuję już ciepło jego zbliżających się ust. Niemal dotyka moich warg, kiedy nagłym szarpnięciem przewraca się na piasek. Zaskoczona szukam sprawcy tego całego zamieszania, ale ten widok mnie zaskakuje. To mama, z furią wymalowaną na twarzy, stoi nad nim i równocześnie wskazuje na mnie palcem.

– My sobie porozmawiamy później, moja droga. A ty – wskazuje palcem na Peetę – wstawaj, musisz mi wyjaśnić parę rzeczy. Teraz – mówi bardzo stanowczo. Chcę zaprotestować, powstrzymać ją, ale Haymitch łapie mnie w pasie i wynosi parę metrów dalej.

– Muszą porozmawiać, Katniss – sadza mnie na piasku jak laleczkę. – Twoja matka ma prawo uzyskać parę informacji od niego. Od Peety, nie od ciebie. A ty im w tym nie przeszkodzisz. Rozumiesz? – przygląda mi się uważnie, a ja patrzę na Peetę i mamę. Rozmawiają cicho, patrząc na siebie uważnie. Jestem za daleko, by cokolwiek usłyszeć…

Po paru minutach nerwowego usypywania kopczyków z piasku, podchodzi do mnie Johanna. Siada obok i pyta:

– Co mu się stało? – ruchem brody pokazuje Peetę.

– Nie wiem, nie odpowiedział mi na to pytanie.

– Wyjaśniał pewne sprawy – odpowiada nam obu spokojnie Haymitch

– Jakie sprawy? I skąd ty o tym wiesz? – pytam go zaskoczona. Nie przyszło mi do głowy, by zapytać naszego mentora co się wydarzyło.

– Bo byłem tam i wszystko widziałem.

– I nie pomogłeś mu? – zaczynam na niego krzyczeć.

– Tego nigdy by mi nie wybaczył. Tę sprawę musiał załatwić sam.

– O czym ty mówisz?

– Opowiedzieć ci? – pyta spokojnie, jakby to, co stało się Peecie, nie było niczym niezwykłym.

– Haymitch – Johanna jest naprawdę wściekła – mów wreszcie, do cholery.

 

– Byłem akurat w miasteczku – zaczyna swoją opowieść Haymitch – gdy zobaczyłem wracającego z dworca Peetę. Zdziwiłem się trochę, że dopiero wrócił.

– Jakoś tak wyszło – odpowiedział mi z lekkim uśmiechem.

– I jak?

– Będzie dobrze, tak myślę – doskonale wiedział, o co go pytam. – Bez pośpiechu, powoli, małymi krokami.

– Małymi krokami? Wy? – przyznaję, że nie takiej odpowiedzi się spodziewałem.

– Staram się, choć ona wcale mi tego nie ułatwia. Idę przywitać się z rodzicami, może pójdziesz ze mną, a potem razem wrócimy do Wioski?

Wchodząc do piekarni, minęliśmy Hawthorne’a wychodzącego z niej. Popatrzył uważnie na Peetę, który minął go bez słowa.

– Mellark, masz pozdrowienia od Kotnej.

– Dziękuję – odpowiedział mu spokojnie Peeta. Postawił torbę na ziemi, zdjął kurtkę. Już wtedy wiedziałem, że coś się szykuje.

– Albo nie, nie dziękuj jej. Za dwa dni chrzciny, to sam jej powiem.

– Nikt ci nie powiedział? Chrzciny odwołane, Katniss ma nogę w gipsie – po tych słowach odwrócił się i zaczął odchodzić.

– Kiedy złamała nogę? – Peeta stanął parę kroków za nim, z rękami w kieszeniach spodni.

Na placu, na którym toczyła się rozmowa, zapadła idealna cisza. Ludzie zatrzymali się w pół kroku.

– Jakieś trzy tygodnie temu, spadła z dachu – Gale odwrócił się w stronę Peety i zmierzył go wzrokiem.

– A kiedy się z nią widziałeś? – Peeta wyciągnął ręce z kieszeni, uważnie przyglądając się Hawthorne’owi.

– Wróciłem od niej tydzień temu, byłem na urodzinach Johanny i zostałem… jakiś czas.

– I jak tam urodziny, udały się?

– Nawet bardzo – odpowiedział mu Gale i znów próbował odejść.

– Wiesz co, Hawthorne – Peeta podniósł głos, słyszeli go wszyscy wokół. – To dziwne, ale nie pamiętam byś tam był…

– Niby gdzie? – Gale odwrócił się i  postawił zakupy na ziemi. On też już wiedział, że to się łatwo nie skończy. Podszedł parę kroków bliżej, dzieliło ich może piętnaście centymetrów.

– Na urodzinach Johanny. A ty go pamiętasz, Haymitch? – mówił do mnie, ale cały czas wzrok miał utkwiony w Gale’u.

– No właśnie też nie przypominam sobie, by tam był – odkrzyknąłem tylko.

– Wiesz, jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia – Peeta na moment zamilkł, jakby się nad czymś zastanawiał. – Przez ostatnie trzy tygodnie, które spędziłem z Katniss, nie zauważyłem, by miała złamaną nogę. Ba, jak się z nią żegnałem, dziś rano, też tego nie zauważyłem. To interesujące, nie sądzisz? – nie wiem kogo pytał – mnie, czy Gale’a.

 

Wydarzenia, które nastąpiły po tych słowach Peety, były bardzo szybkie. Gale się zamachnął, ale Peecie udało się uniknąć tego ciosu. W zamian Peeta sprawnie wymierzał mu kolejne razy. Regularna walka, na oczach połowy Dystryktu, trwała w najlepsze. Nikt się do nich nie zbliżał, nikt im nie przerywał. Chyba każda osoba oglądająca to widowisko miała świadomość tego, że prędzej, czy później musiało do tego dojść. Finał jednak stał się zaskoczeniem dla wielu – Gale miał złamany nos, poobijane żebra. Wściekłość targająca Peetą, dodała mu sił, a czas spędzony w domu Johanny  – odwagi i pewności, że to co robi, jest właściwe. Walczył o swoje życie i szczęście, walczył o kogoś, kogo kocha najbardziej na świecie. O ciebie, Katniss.

 

 

 

 

W ciszy, spoglądając na błękit morza, analizuję w głowie słowa Haymitcha. Peeta bił się z Gale’em. Peeta wygrał, a przynajmniej tak przedstawił to Haymitch. Nikt im nie przeszkadzał, ludzie spodziewali się tego. Ale dlaczego? Dlaczego nikt nie wezwał strażników, dlaczego nikt ich nie rozdzielił? Może nie chcieli przerywać sobie widowiska? W końcu to musiało być fantastyczne przedstawienie – ich dwóch bijących się o mnie. Tak, ludzie z Dwunastki mają w zwyczaju przyglądać się takim rzeczom. Tak samo było w czasie chłosty, czy w czasie losowania. Nagle dochodzi do mnie, że mama powiedziała mi wcześniej o tej bójce. Peeta pobił ważnego urzędnika państwowego – Gale’a. Hazell musiała spodziewać się tego, że to prędzej, czy później do nas dotrze. Chyba, że… Chyba, że zna mnie na tyle dobrze, że jest pewna, że nie chcę mieć z Peetą nic wspólnego. Przecież ja łatwo nie wybaczam. Jeśli w ogóle. Zapomniała tylko o jednym – zmieniłam się, mam przyjaciół, którzy potrafią mi pomóc. I pomagają – zrobili wszystko, bym zrozumiała, co się wydarzyło. Tak, o tym Hazell nie pomyślała.

 

Zachód słońca nad morzem jest przepiękny… Już wcześniej zrozumiałam, co Peeta miał na myśli, opisując jego piękno, czym się tak zachwycał. Ale takiej ferii barw nie widziałam jeszcze nigdy. Obracam się szybko, by go zawołać ale widzę jak po raz kolejny dziś rozmawia z moją mamą. Nie przerywam im – Haymitch ma rację, muszą porozmawiać. Peeta wyjaśni jej wszystko o wiele lepiej niż ja.

 

Widzę jak fale odbijają się od siebie. Przypomina mi to Nathaniela unoszącego się na falach, podtrzymywanego przez nasze ręce. Chrzest w Czwórce odbywa się w morzu, dokładnie w pierwszą rocznicę urodzin. Dziecko, pod czujną opieką rodziców chrzestnych (i tylko ich), dopływa do najwyższego rangą marynarza w Dystrykcie. Ten zanurza malucha całego w zimnej wodzie, poświęcając jego życie morzu. Kapitan dużo mówił o naszych obowiązkach, o tym, że mamy wspomagać matkę Nathaniela w wychowaniu. O tym, że pamięć o jego wspaniałym i odważnym ojcu ma być w jego synu utwierdzana każdego dnia. Obydwoje przysięgamy, na pamięć Finnicka, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, by tak się stało. Dowiadujemy się też, że wedle tutejszego zwyczaju, gdyby cokolwiek się stało, to na nas spoczywa obowiązek wychowania Nathaniela. Spodziewałam się tego, ale słowa Peety mnie zaskakują – „Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by to jego matka go wychowała. Ale gdyby kiedykolwiek zaszła taka konieczność, to Nathaniel będzie naszym synem. Będzie traktowany na równi z naszymi dziećmi, będzie kochany. Już dawno skradł nasze serca. Na pamięć jego ojca, na jego poświęcenie dla nas – nie moglibyśmy postąpić inaczej” Wzruszyły mnie te słowa wtedy i wzruszają teraz, gdy o nich myślę. Peeta tak pięknie potrafi wyrazić to, co czuje. On ubiera w słowa nawet moje uczucia, te, których sama często nie umiem nazwać.

 

– Masz może ochotę na spacer brzegiem morza? – jego ciepły i spokojny głos wyrywa mnie z zamyślenia. Wystawia w moją stronę dłoń. Przyjmuję ją bez zastanowienia, a on jednym mocnym ruchem mnie podnosi. Stoję bardzo blisko niego, czuję ciepło jego ciała. Chciałabym poczuć smak jego ust na moich. Ale on tego nie robi, nie całuje mnie. Patrzy mi w oczy i zakłada mi kosmyk włosów za ucho.

– Może jednak pojedziesz ze mną?

– Mama by mi tego nie wybaczyła – odpowiadam z nieskrywanym żalem. – Ale może ty pojedziesz ze mną do niej?

– Raczej nie życzyłaby sobie tego. Poza tym, moja matka by mnie zabiła za to, że nie pomagam w przygotowaniach.

– Co u rodziców? – pytam Peetę gdy ruszamy brzegiem morza, a fale obmywają nasze stopy.

– Ojciec ze mną rozmawia, a matka cię pozdrawia – mówi uśmiechając się kącikiem ust.

– A mama?

– Co mama?

– Czy mama z tobą rozmawia?

– Mama zweryfikowała swoje poglądy – mówi i śmieje się już całkiem otwarcie.

– Co masz na myśli? – sama zaczynam się śmiać, jego uśmiech jest zaraźliwy.

– Porozmawia ze mną, jak na własne oczy zobaczy, że ty ze mną rozmawiasz. Ale to nic – najważniejsze, że mi pomaga – zawiesza głos i uważnie mi się przygląda. Jakby czekał na moje pytanie.

– W czym? – pytam go, unosząc brwi.

– Wygoniła Ivon – mówi i cieszy się przy tym jak małe dziecko. – Ivon przybiegła do piekarni zaraz po… – milknie na moment – wiesz po czym. I zażądała spotkania ze mną. Ale mama jej powiedziała – siada na piasku i pociąga mnie za mną, tak, że siadam między jego udami. Obejmuje mnie delikatnie i kończy mówiąc do mojego ucha, tak, że jego oddech przyjemnie mnie łaskocze – powiedziała tej dziewczynie, że na jej miejscu dałaby sobie spokój. Bo jak zna ciebie, to konfrontacja może być dla niej tak samo bolesną nauczką jak ta, którą dostał Gale.

Odchylam się do tyłu, patrzę mu w oczy i głośno się śmieję.

– I co ona na to?

– Takie tam, głupoty – jest coraz bliżej mnie.

– Jakie głupoty? – mówię coraz ciszej, już prawie czuję jego usta na moich.

– Powiedziała, że chciałaby to zobaczyć – już prawie mnie całuje.

– No to zobaczy, ale chyba musimy ustalić jakieś szczegóły – mówię już naprawdę bardzo cicho.

– Szczegóły… Tak, musimy popracować nad szczegółami – mówi namiętnym głosem. Przez moment jego nos bawi się w ganianego z moim. Dreszcze przechodzą przez moje ciało, wiem co zaraz się stanie, już nie mogę się doczekać.

– Katniss, pociąg nam ucieknie – w głosie mamy słyszę lekkie zażenowanie.

Zamykam oczy i odchylam mocno głowę do tyłu, mówiąc:

– Już idę, Mamo – podnoszę się z piasku i całuję go w policzek. – Do zobaczenia za dwa tygodnie.

– Do zobaczenia, Katniss – mówi smutno. Nie patrzy jak odchodzę, patrzy w morze. I wiem, że jest mu tak samo trudno jak mnie. To będą bardzo długie dwa tygodnie.

16 myśli na temat “65: Chrzest Nathaniela

  1. Kiedy notka walentynkowa :D?

    Nie wiem dlaczego, ale po tym co napisałaś mam teraz przeczucie, że Annie się coś stanie a Nathaniel będzie potem wychowywany przez Katniss i Peetę 😉

  2. Kurczaki czemu oni się nie pocalowali czemu nie położyli się na piasku i nie złożyli tego pocałunku! Grrr już nie lubię emmy xd

  3. Jakie kurczaki? Od dwóch dni się na nie zasadzam:) A tak w ogóle to rzeczywiście będą długie dwa tygodnie:)

    Pum

  4. Super ale szkoda że się nie pocalowali no przyspiesz jakoś te 2 tygodnie i zeby się wreszcie pocalowali już nie mogę się doczekać jutra

  5. Ja tu już skacze z radości, ze się pocałują i w ogóle, a tu….. No wiesz co ?! Tak to na pewno będą trudne 2 tygodnie…

  6. Rozdział cudowny… DZIĘKUJE ANNO za Twój wkład 🙂 Świetny duet tworzycie.Nie moge sie doczekac kolejnego rozdziału,mam nadzieje ze nie bedzie opoznienia i bedzie jutro 🙂 Niech sie w koncu rozkreca nasze gołabeczki 🙂 Pozdrawiam ciepło

  7. Cudowny rozdział <3 więcej takich 😉 ja się cieszę że jeszcze się nie pocałowali i proszę nie wytykać mnie palmami 😀 to buduje napięcie i mam wrażenie że tamten moment będzie przez to bardziej romantyczny 😛 proszę tylko nie rób nic Annie Nathaniel i tak już nie ma ojca 🙁 a Annie bardzo lubię 🙂

  8. Nawet nie wiecie jakie to mile uczucie wejsc tu po takim dniu, ze 15 minut temu dotarlo do mnie, ze nue zjadlam obiadu i przeczytac mile slowa na swoj temat :):) Aniu – Ty wiesz ale napiszę i tu – strasznie się cieszę, ze moge mnie swój malutki wkład w tę opowieść 🙂

  9. I przepraszam za literówki w komentarzu – blox nie dał mi obrócić klawiatury na komórce 😉

  10. Świetny wpis 🙂 Niewątpliwie walory estetyczne tekstu poprawiły się, od kiedy masz pomoc. Stylistyka i ogólny układ bardzo się zmieniły, oczywiście na plus.

    Mam tylko dwa małe zastrzeżenia:

    1. skąd na plaży echo? Przecież dźwięk nie ma się od czego odbijać, jak np. w górach 🙂

    2. „Ale takiej ferii barw nie widziałam jeszcze nigdy.” – feerii 🙂

    Czekam na kolejny wpis, liczę, że będzie równie dobry i jeszcze dłuższy.

    _

    ignis-vitae.blogspot.com

  11. Na kamienistej plazy echo jest 🙂 (acz przyznaje – nie zastanowilam sie jaka jest u Annie 🙂 natomiast echo pewne). Feerią mnie zabiłaś…

  12. Ok, ok. Nie czepiam się, tak mnie to tylko zastanowiło 🙂
    A tam zabiłam, po prostu jak widzę nawet mały, pierdółkowaty błędzik to nie byłabym sobą jakbym nie zwróciła uwagi 😀 To tak na przyszłość 😉

    A rozdział, powtórzę się, boski!

    _

    ignis-vitae.blogspot.com

  13. To w dobrym sensie – myśle, ze długo tę feerię zapamiętam 🙂 (czyt. do końca życia :))

Komentarze są zamknięte.