66: Niespodzianka dla Peety

Witajcie. 

Zapraszam do czytania i komentowania. Wszyscy wiedzą mam nadzieję, kto był edytorem poniższego tekstu?

Budzę się na dźwięk głosu Johanny. Siadam na łóżku i wsłuchuję się w ciszę panującą w domu. To dziwne, mogłabym przysiąc, że wyraźnie słyszałam jej głos. Ale chyba mi się tylko przyśniło. Przez moment zastanawiam się, czy wstać z łóżka, ale jedno spojrzenie na zegarek, który mama postawiła przy moim łóżku, sprawia, że zmieniam zdanie. Jest dopiero piętnaście po siódmej, a mama ma dziś poranną zmianę. Pewnie stąd ta idealna cisza w domu. Enobaria, jak co dzień, poszła ją odprowadzić i przynieść mi świeże pieczywo. Rozpieszczają mnie tutaj, a najgorsze jest to, że nie wiem która z nich bardziej – mama, czy Enobaria. Jak tu przyjechałam, zastanawiałam się dlaczego Enobaria to robi, dlaczego np. co rano, na ochotnika, robi mi śniadanie, dlaczego spełnia każde moje życzenie. I, jak zawsze, pomocna okazała się Johanna:

– Pewnie w ten sposób, chce cię przeprosić za to, co ci zrobiła. Rekompensuje ci to, że chciała cię zabić. Ale ja na twoim miejscu dawałabym komuś do spróbowania to, co przygotowuje, może jednak nadal chce cię otruć. W końcu to Enobaria.

Cała Johanna, zawsze ma na wszystko przygotowaną odpowiedź. I zawsze jest to celna odpowiedź. Dobrze, że mama ma telefon – po czasie, który spędziłam z Johanną i Annie, okazało się, że każda z nas tęskni za naszymi rozmowami. Bez względu na wszystko, teraz rozmawiamy ze sobą codziennie, może nawet więcej, niż wtedy, gdy z nimi mieszkałam. Johanna została z Annie nad morzem i choć zapraszały mnie nieraz, zdecydowałam, że ten czas spędzę u mamy.

Nie mogę powiedzieć, że od początku było lekko. Do teraz pamiętam jak zła byłam na nią i Enobarię w pociągu, w czasie tej krótkiej podróży tutaj. Mama nie odezwała się do mnie słowem, cały czas rozmawiając tylko z Enobarią o naprawdę nieistotnych sprawach. Byłam wściekła. Po pierwsze dlatego, że tak ostentacyjnie mnie ignorowała, a po drugie z powodu przerwanego pożegnania z Peetą. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy przekroczyłyśmy próg ich domu. Ledwie mama zamknęła za nami drzwi, zwróciła się Enobarii ciepło, lecz stanowczo:

– Enobario, idź proszę do siebie. Muszę wyjaśnić sobie z córką kilka spraw.

To była bardzo długa i ciężka rozmowa. Mama mnie nie oszczędzała. Wytknęła mi wszystkie moje wady – moją lekkomyślność, dzięki której dopuściłam do takiej sytuacji z Gale’em, do zupełnie niepotrzebnej rozmowy z nim i jego krzyków. Moją bezmyślność, kiedy okłamałam Peetę, co do mojego spotkania z Hawthorne’em. Moją impulsywność, gdy wyjechałam bez zadawania pytań. Wreszcie to, czego dotąd nie łączyłam z tamtą sytuacją – mój brak zaufania do ludzi. Jej słowa w tej kwestii zapamiętam już na zawsze:

– Gdybyś miała w sobie choć trochę zaufania do ludzi, a zwłaszcza do tych, którzy cię kochają, nie doszłoby do tego Katniss.

– Ty ufałaś Hazell i do czego to doprowadziło? – próbowałam się bronić.

– Masz rację. Ale różnica między nami jest taka, że ty chyba do końca nie wierzyłaś w to, że Peeta cię kocha. Gdybyś mu ufała, jak przystało na narzeczoną, to by do tego nie doszło. Wiedziałabyś, że to, co zrobił, stało się z jakiegoś powodu. Chciałabyś to wyjaśnić, tymczasem ty wyjechałaś, uciekłaś. Tak było prościej, prawda?

– Mamo, to nie było proste, serce mi pękało gdy wyjeżdżałam! – mam łzy w oczach. To była bardzo trudna decyzja…

– To może trzeba było nie wyjeżdżać?

Kiedy rozpłakałam się na dobre, bardzo długo mnie tuliła, uspokajała. Powiedziała, że wie, co to znaczy stracić ukochanego. I jak bardzo jest szczęśliwa, że ja mam szansę odzyskać utraconą miłość.

Świtało, kiedy skończyłyśmy rozmawiać. Byłam wykończona, padłam na łóżko w swojej sypialni. I wtedy poznałam drugą twarz Enobarii. Zapukała bardzo cicho do mojego pokoju, z palcem przy ustach machnęła na mnie ręka. Kiedy przez uchylone drzwi do salonu zauważyłam mamę, rozmawiającą z kimś przez telefon, chciałam odejść. Ale ona złapała mnie za łokieć, dając do zrozumienia, że powinnam to usłyszeć. I miała rację. Kiedy usłyszałam tę rozmowę, zrozumiałam jak wspaniałą i mądrą kobietą jest moja matka.

– Wiem, wiem Hazell, dawno nie dzwoniłam, ale przygotowywałam dom na przyjazd Katniss. Będzie tu za parę godzin, dlatego postanowiłam teraz do ciebie zadzwonić i nadrobić zaległości w plotkach. Co u ciebie? – głos mamy jest normalny, ale wyraz jej twarzy zdradza emocje. Siedzi do nas bokiem, pewnie nas nie widzi, ale ja mogę w pełni podziwiać wszystkie emocje, jakie przeżywa. Patrzy zmrużonymi oczami gdzieś w dal, nie jestem do końca pewna tego, czy słucha co Hazell do niej mówi.

– A co u dzieci? Zdrowe?

– To dobrze, to dobrze. A jakieś plotki z dystryktu?

– To nie zamknęli go?

– Kto? Jego matka?

– No mów, jakie rzeczy mówi o Katniss, chcę to wiedzieć.

– Dziękuje, że mi to powiedziałaś. Powinnam wiedzieć co Melania rozpowiada o moim dziecku. To przykre, ale cóż można się było po niej tego spodziewać – mówi mama, a ja widzę, po pozycji ciała jaką przybiera, jak bardzo jest zdenerwowana.

– A co tam u Gale’a? Masz z nim jakiś kontakt?

– Rozumiem, to w końcu twoje dziecko. Nie wiem jak bym się zachowała na twoim miejscu. Ale naprawdę staram się zrozumieć twoje postępowanie.

– Co mu się stało?

– To dobrze, że nic poważniejszego mu się nie przytrafiło. W końcu napadli go w trójkę.

– Tak, masz rację, zawsze był silny.

– Hazell – mama nagle zmienia ton głosu na bardzo stanowczy. – Możesz mu coś ode mnie przekazać?

– Tak mówię o Gale’u. Chcę mu coś przekazać, ze względu na dawne czasy.

– Dziękuję. Powtórz mu proszę, że jeszcze raz – jej głos jest lodowaty – zbliży się na odległość 2 metrów do Katniss, to Peeta nie będzie już tak delikatny, jak poprzednio, gdy Gale wymyślił do zatuszowania bójki napaść trzech uzbrojonych bandytów. I możesz sobie tylko wyobrazić co czeka twojego synalka, jak złamie ten zakaz. Mam nadzieję, że się rozumiemy. I jeszcze jedno – mam teraz zamiar zadzwonić do Melanii i zapytać, czy naprawdę rozpowiada takie rzeczy o Katniss. I jeżeli choć jedna z nich okaże się kłamstwem, to nie chcę być w twojej skórze, bo – jak już pewnie zauważyłaś – z Mellarkami się nie zadziera.

Po tych słowach odkłada słuchawkę, pochyla się do przodu. Chowa twarz w dłonie. Widzę ile kosztowała ją ta rozmowa. Widzę jak jej ramiona unoszą się w cichym szlochu. Chcę do niej pójść, ale Enobaria  powstrzymuje mnie siłą – w samą porę jak się okazuje. Po chwili mama wybiera kolejny numer i zaczyna rozmowę z matką Peety.

– Dzień dobry Melanio, mówi Emma. Przepraszam, że dzwonię tak wcześnie, ale chciałam cię o coś zapytać. Mogę? – tym razem mama nie skrywa zdenerwowania. Cała drży, zupełnie jak jej głos. Zastanawiam się przez moment co jest tego powodem. Czy to, że tak dawno nie rozmawiały, czy raczej jest jej wstyd, że tak źle myślała o Peecie?

– Och tak, oczywiście pytaj o co chcesz.

Po usłyszeniu pytania pani Mellark, mama przez moment się śmieje. Po czym odpowiada już spokojnie, jakby całe napięcie, które jej towarzyszyło znikło.

– Aż szkoda było im przerywać, znowu wydawali się tacy zakochani. Ale nie zrobiłam tego specjalnie, naprawdę, to przez pociąg. I tak prawie się na niego spóźniłyśmy.

– Nie Melanio, to wina Katniss.

– Tak, możemy przyjąć, że obydwoje są tak samo winni. Ale nie ma się czemu dziwić, to przecież jeszcze dzieci. Robią głupie rzeczy. Dużo przeszli, bardzo dużo, ale to nadal dzieci.

– Rozmawiałam z Hazell – otwiera usta, jakby chciała kontynuować, ale przerywa. Słucha uważnie, uśmiecha się delikatnie.

– Wydaje mi się, że zrozumiała. Ale zanim powiedziałam, co myślę, dowiedziałam się, że chodzisz po dystrykcie i rozpowiadasz, że Katniss błagała Peetę na kolanach, by wrócił. A on postanowił się nią zabawić, za to co zrobiła, podczas gdy tak naprawdę jest z Ivon i to z nią ma zamiar ożenić się.

– No cóż, zrób jak Peeta – wygarnij jej na oczach połowy dystryktu, by nie mogła potem przekręcić twoich słów na własny użytek.

– Dobrze, to czekam na telefon. Do usłyszenia – kiedy odkłada słuchawkę, odwraca się w moją stronę i patrzy na mnie uważnie. Potem uśmiecha się delikatnie i pyta co chcę zjeść na śniadanie.

To dziwne, że te wspomnienia odnajdują mnie teraz. Ale uświadamiają mi coś jeszcze – Peeta wczoraj nie dzwonił. A od tamtej rozmowy naszych matek dzwonił codziennie. Te rozmowy, niby o niczym – o minionym dniu, przygotowaniach do ślubu, o Nathanielu, Johannie i Beetee’em, uświadomiły mi, że sam jego głos sprawia, że się uśmiecham. Co noc wspominam też dotyk jego ust na mojej szyi i już wiem, że muszę zrobić wszystko, byśmy znowu byli razem. Jak kiedyś – bo moje usta już nie wytrzymają długo bez jego ust, a moje ciało tęskni za jego dotykiem. Długo myślałam co mam z tym zrobić i w końcu wymyśliłam – niespodziankę dla Peety. Wymagała ona odrobiny pomocy moich przyjaciółek, pójścia na pewne ustępstwa, ale przygotowałam silne argumenty. I pewnie dlatego Johanna i Effie zgodziły się przełożyć termin wyjazdu na zakupy do Kapitolu – pojedziemy tam po ślubie Patricka i Amandy. Natomiast Annie i Johanna przyjadą do mnie już jutro, pomogą mi tutaj kupić sukienkę na wesele. Johanna chyba wie co chcę zrobić, bo stwierdziła krótko:
– Musimy kupić coś na tyle seksownego, by padł na zawał jak cię zobaczy.
– Ale ja nie chcę go zabijać – odpowiedziałam jej z uśmiechem.
– Obie wiemy na co masz ochotę. Odpowiednia sukienka ma ci tylko w tym pomóc – odpowiedziała mi bardzo poważnie. Zaczynam myśleć, że ona za dobrze mnie zna… 

9 maja, z samego rana, jedziemy do Dwunastki. Haymitch ma czekać na nas na dworcu i podać mi dokładne miejsce pobytu Peety. Chcę go zajść od tyłu, jak to zrobiła Ivon. Ale najpierw upewnię się, że nic mu nie grozi i krzyknę  – niespodzianka! Powinien się ucieszyć, że widzi mnie dwa dni wcześniej. Wszystkim mój pomysł bardzo się spodobał i obiecali zachować go przed Peetą w sekrecie. Ale znają tylko oficjalną wersję, moja własna jest trochę inna. Nie chcę krzyczeć „niespodzianka”, chcę mu to wyszeptać do ucha. A kiedy już na mnie spojrzy, w końcu połączyć nasze usta. Ale to mój własny sekretny plan i pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że ta niespodzianka spodoba się Peecie. 
Trzask drzwi boleśnie przywołuje mnie do rzeczywistości:
– Wstawaj! Przełożyli ślub, jest dziś o 12. Mamy mało czasu Katniss, wstawaj! – jej głos jest naglący, a ja jestem tak bardzo zaskoczona, że mogę wydusić tylko:

– Johanna…

15 myśli na temat “66: Niespodzianka dla Peety

  1. Rozdzial jak zawsze świetny…. tylko czekam na moment gdy Katnis i Peeta rzuca sie na siebie bo to napiecie miedzy nimi rosnie do niebotycznych ropzmiarów 🙂 Pozdrawiam i z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy….

  2. Mona – rośnie, rośnie 🙂 I powiem szczerze, że podziwiam Anię za konsekwencję, bo sama bym ich już chyba połączyła. Ale to Ona trzyma ich w cuglach – i wiem, że ma rację 🙂

  3. Czy oni są nie poważni tego samego dnia ślub przekładać??? 😮 i taką wspaniałą niespodziankę psują:( no cóż ale to nie zmienia faktu że rozdział jest świetny, a ja czekam na ciąg dalszy 😉

  4. Masz racje Anno,dobrze ze Ania trzyma ich w ryzach,przez to efekt pojednania bedzie mocniejszy 🙂 Ciesze się bardzo z Waszej wspolpracy,dzięki Wam mamy przyjemnosc czytac swietnie napisana powiesc,dopieszczona na kazdym poziomie,ktora przenosi nas w inny swiat.W dzisiejszych czasach pospiechu,stresow w pracy kazda chwila gdy czlowiek moze się oderwc od tego wszystkiego jest naprawdę cenna.Bo wprowadza do naszego zycia rownowage.I za to Wam dziekuje,za te chwile gdy mogę się oderwac od dnia codziennego.Dziekuje

  5. Mona- masz tak jak ja. Oderwanie od codzienności- tylko ja troszkę inaczej. A i tak na przyszłość. W soboty nawet ja śpię trochę dłużej. A i dla zainteresowanych- nowa notka jutro, wiadomo o której.

  6. Mona – cieszę się :):) ja mam frajdę i oderwanie się na obu poziomach – czytania i redakcji, ale nie ukrywam, że takie komentarze jak Twój (i pozostałych Osób) dają mi dodatkowy kop energetyczny i uśmiech, nawet po bardzo ciężkim dniu. To super uczucie 🙂

  7. ja też zgadzam się z moną uwielbiam czytać twojego bloga a teksty są po prostu jak z jakieś super książki 🙂

Komentarze są zamknięte.