68: Niespodzianka dla Katniss

Witam serdecznie. 

Zapraszam do czytania i komentowania. 

Annie należą się ogromne podziękowania, za uporządkowanie całości w taki sposób, by ktoś poza mną zrozumiał co chciałam przekazać. 

Następna notka na głównym blogu w poniedziałek wieczorem, najpóźniej we wtorek rano. 

Nie jestem pewna, ale coś słyszałam, że jutrzejsze popołudnie ogłoszono nowymi walentynkami…

 

To był naprawdę piękny ślub. Tak przynajmniej twierdzą wszyscy, którzy byli na nim obecni. Ja też, choć zupełnie nic nie pamiętam – przez całą uroczystość w głowie słyszałam tylko słowa Peety „Kocham cię Katniss”. I nie mogłam skupić się na niczym innym. Poza jego dłonią, małym palcem splecionym z moim. Peeta połączył delikatnie nasze dłonie, gdy ruszyliśmy w stronę urzędnika i nie puszczał przez całą uroczystość i drogę na wesele. Co prawda nie mieliśmy daleko – zaledwie jedno piętro, bo mimo obietnicy wesela w Wiosce Zwycięzców, finalnie zostało urządzone w Pałacu Sprawiedliwości, ale była to przyjemna droga.

 

O weselu mogę już powiedzieć wiele. Jest fantastyczne – ludzie bawią się, tańczą, śmieją. Dotykają się ukradkiem.

Nie, to chyba tylko my dotykamy się ukradkiem. Zupełnie tak jak teraz. Siedzę na krześle z wysokim oparciem, Peeta stoi za mną i rozmawiamy z jego kuzynem Paulem. Dowiedziałam się, że pomimo, że on też pochodzi z Dwunastki, wraz z całą rodziną mieszka w Dziesiątce. Zapytałam o powód przeprowadzki, ale uzyskałam – znaną mi już – odpowiedź Peety „Potem ci opowiem”. Nim jednak zdążyłam zacząć narzekać na to jego „potem”, zrobił coś, co mnie rozproszyło. Położył dłoń na oparciu mojego krzesła. Niby nic, dla obserwatorów z zewnątrz – zwykły ruch. Tymczasem ja czuję jak delikatnie pieści kciukiem mój kark. Spokojne ruchy w górę i w dół po mojej szyi wywołują przyjemne ciepło, skutecznie rozbudzają wspomnienia. Mam wrażenie, że postawił sobie za punkt honoru, doprowadzenie mnie do takiego samego stanu, jak na ognisku zaręczynowym Patricka. Wykorzystuje każdą okazję – upadek widelca – do pocałunku w kolano, niewielki tłum – do pieszczoty pleców, a teraz rozmowę – do muskania karku. Widzę, że Johanna świetnie się bawi – siedzi naprzeciwko nas i albo zauważyła, albo domyśla się, co robi Peeta.

 

Kiedy Paul odchodzi, a Peeta siada na krześle obok, przechylam się delikatnie w jego stronę:

– Co ty dziś wyprawiasz?

– O co ci chodzi, Katniss? – mówi lekko rozbawionym tonem.

– Już ty dobrze wiesz, o co mi chodzi – odpowiadam mu w ten sam sposób. Podnosi dłoń i delikatnie poprawia mi włosy.

– Jeśli bardzo chcesz, mogę przestać – mówi przekornie i patrzy mi głęboko w oczy. Po krótkiej chwili otwiera usta, by coś jeszcze powiedzieć, ale ktoś mu przerywa:

– Witaj skarbie – między nami staje Ivon, opierając się o stół. Chyba chce pokazać Peecie zawartość swojego dekoltu. Patrzę na nią osłupiała, obracam się powoli w stronę Peety, a jego mina sprawia mi satysfakcję. Jest wściekły.

– Ile razy mam ci powtarzać, byś tak do mnie nie mówiła?

– Katniss, bądź tak miła i zostaw nas samych – Ivon nie reaguje na pytanie Peety, tylko zwraca się do mnie. Patrzy na mnie z wyższością, pogardą i czymś, czego jeszcze nie jestem w stanie rozszyfrować.

– Zgłodniałam – wzruszam ramionami.

– A nie możesz jeść gdzieś indziej? – patrzy na mnie zaczepnie.

– Tak się składa, że to mój stolik. Ale nie przeszkadzajcie sobie, możecie swobodnie rozmawiać.

– Ale ja nie mam ochoty rozmawiać z moim chłopakiem w twojej obecności – akcentuje każde słowo, kładzie ręce na biodrach, unosi brwi. Chyba naprawdę oczekuje, że odejdę.

– Och, skoro jesteście parą, to może faktycznie powinnam sobie pójść. Ale… Mam propozycję – usiądź z nami, jak tylko zjem, zostawię cię z… twoim skarbem samą. Możemy się tak umówić? – nie daję jej czasu na odpowiedź, tylko kontynuuję – Od kiedy jesteście parą?

Ivon siada naprzeciwko, robi dokładnie to, na co liczyłam. Ja tymczasem nakładam sobie coś na talerz (muszę zachować przez chwilę pozory) i – niby przypadkiem – kładę dłoń na udzie Peety. Czuję jak jego mięśnie delikatnie drżą. Przesuwam dłoń delikatnie do góry, do momentu, gdy jego ręka mnie powstrzymuje. Splata palce z moimi, nachyla się w moją stronę i mówi bardzo cicho, tak by Ivon nie mogła usłyszeć, by grająca muzyka zostawiła jego słowa między nami:

– Mam straszną ochotę cię pocałować.

Chcę mu odpowiedzieć żeby w końcu to zrobił, że ja na to czekam, że pragnę tego tak samo jak on. Ale nie jest mi to dane…

– O czym rozmawiacie? – jej piskliwy głos doprowadza mnie powoli do szału.

– O niczym – odpowiadam jej, starając się zachować spokój. – Peeta życzył mi smacznego. Nie usłyszałam – jak długo jesteś z Peetą?

– Już prawie rok – odpowiada bardzo z siebie dumna.

– Już prawie rok? – jestem zaskoczona, rok temu nawet ja nie byłam jeszcze z Peetą. Spoglądam na niego, on tylko unosi brwi, jakby nie wierzył, że w ogóle się nad tym zastanawiam.

– Chyba powinnaś być dokładniejsza – słyszę, że jest poirytowany, puszcza moją dłoń. To chyba na mnie jest zły, choć nie do końca wiem dlaczego.

– Dokładnie to 8 miesięcy 2 tygodnie i 5 dni – Ivon najwyraźniej jest bardzo zadowolona z tej rozmowy.

– To kawał czasu, jak się wam układa? – zerkam w stronę Peety, widzę, że patrzy na mnie i kręci z dezaprobatą głowa. Nie uśmiecha się, jest bardzo poważny.

– A niby czemu ciebie to interesuje? – Ivon chyba zorientowała się, że coś nie gra. Ale nie zamierzam jeszcze kończyć, zbyt dobrze się bawię.

– Wiesz, odbiłaś mi go, więc chyba mam prawo wiedzieć, czy jesteś z nim tak samo szczęśliwa jak ja byłam – nie wiem czemu to powiedziałam. Może podświadomie chciałam, by wiedział, że tęsknie za tamtym czasem,  że byłam z nim bardzo szczęśliwa. Moje słowa chyba przynoszą oczekiwany skutek, bo czuję jego dłoń tuż nad moim kolanem. Tym razem role odwracają się i to ja powstrzymuję jego wędrówkę splatając nasze palce. Nie protestuje, jego dłoń zostaje tam, gdzie go zatrzymałam. A przez moje ciało przechodzi przyjemne ciepło.

– Oczywiście, że jestem z nim szczęśliwa – Ivon najwyraźniej niczego nie zauważa. – Za każdym razem kiedy go widzę, mam ochotę się na niego rzucić i zerwać z niego ubranie – chyba stara się, by jej głos był namiętny, ale nie bardzo jej to wychodzi. Przez moment zastanawiam się, czy ja też tak brzmię, kiedy usiłuję naśladować ten ton głosu, który w naszej sypialni jest całkiem naturalny. Peeta z trzaskiem zrzuca coś ze stołu i nurkuje szybko pod nim. Czuję jak ciągnie moją rękę, więc mówię głośno:

– Poczekaj, pomogę ci – i szybko do niego dołączam.

– Gdybyś ty miała na to ochotę, to sobie nie przeszkadzaj – mówi bardzo cicho i bardzo namiętnie. Oboje wiemy o co mu chodzi.

– Zapamiętam – mówię równie cicho – ale teraz mam ochotę na coś innego.

– Na co?

– Możesz mnie w końcu…

– Mogę – przerywa mi i zatapiając dłoń w moich włosach, przyciąga mnie do siebie. Pozycja, w której się znajdujemy, nie należy do najwygodniejszych, ale nie przeszkadza mi to. Rozchylam usta, mój oddech przyspiesza, a jego wzrok jest pełen miłości i pożądania. Kiedy jesteśmy już bardzo blisko, jego słowa rozpalają mnie jeszcze bardziej:

– Tak bardzo cię kocham i tak bardzo za tobą tęsknię, Katniss. Ja…

– Pragnę cię – mówię to, co już od dawna czuje moje ciało. Pierwsze muśnięcie naszych ust jest bardzo delikatne, prawie nieodczuwalne. Obydwoje chcemy, by ta chwila trwała, ale właśnie wtedy czuję mocny uścisk na moim karku i ramionach, a po minie Peety wnioskuję, że on czuje to samo. Mocne szarpnięcie wyciąga nas spod stołu.

– Jak dzieci, no jak dzieci – Haymitch patrzy na nas dziwnie. Chyba chciał nas zbesztać, ale obydwoje wybuchamy zgodnym śmiechem. Nie kontynuuje, tylko kręci głową.

– Chodź skarbie – zwraca się do mnie – zatańczymy. Peeta podaje mu moją dłoń i pozwala mi z nim odejść. Chyba rozumiem czemu Haymitch to zrobił – to wesele Patricka i Amandy, nie powinniśmy tu stać się „główną atrakcją”.

 

Kiedy muzyka przestaje grać, przeszukuję wzrokiem salę. Nie znajduję nigdzie Peety, za to w rogu sali widzę zatopione w rozmowie Annie i Johannę.

– I co, pocałował cię w końcu? – Johanna, jak zawsze bezpośrednia, zaczyna bez zbędnych wstępów.

– Prawie – odpowiadam i powoli wypuszczam powietrze.

– A coś istotnego się wydarzyło? – Annie dopytuje się cicho, przyglądając mi się uważnie. Ma znacznie lepszą intuicję niż Johanna. W odpowiedzi potakuję głową i delikatnie się uśmiecham. Nim zdążam dodać coś więcej, Johanna zaczyna się głośno śmiać. Obie z Annie podążamy wzrokiem w kierunku jej spojrzenia i czuję mocne ukłucie zazdrości. Peeta tańczy z Ivon. Ale to nie jest zwykły taniec – w pierwszym odruchu mam ochotę wydrapać jej oczy. Peeta stara się z całej siły trzymać ją na dystans, tymczasem jej ręka raz po raz przesuwa się na jego pośladki. Widzę, że jest wściekły, niestrudzenie podnosząc jej dłonie do góry, ale chyba nie chce robić sceny na weselu brata. Przyglądam się temu obrazkowi, nie bardzo wiedząc co powinnam w tym momencie zrobić. Z zamyślenia wyrywa mnie głos pana Mellarka:

– Masz zamiar uratować mojego syna, czy chcesz go zostawić na jej pastwę, Katniss? – mówi i idzie dalej. Spoglądam szybko za nim, a on obraca się jeszcze na moment i puszcza do mnie oko. Uśmiecha się szeroko i ruchem głowy wskazuje na parkiet.

– Chyba  jesteś jedyną osobą, która może mu jakoś pomóc – Annie też wydaje się być rozbawiona, tymczasem twarz Peety przybrała już purpurowy odcień.

– A jak mam to zrobić?

– Odbijany – nie wiem kiedy Effie stanęła za nami. Wtulona w ramiona Haymitcha patrzy na mnie wyczekująco.

– Ratuj go skarbie, bo ta harpia zaraz się w niego wessie – Haymitch mówi do mnie, ale nie odrywa wzroku od Peety. Ponownie na nich patrzę i widzę jak Ivon całuje Peetę w policzek, niebezpiecznie zbliżając się do jego ust. Bez zastanowienia ruszam w ich stronę. Tańczące pary, które mijam schodzą mi z drogi. Kiedy wreszcie do nich docieram, w głowie mam totalną pustkę, nie wiem co mam powiedzieć, co zrobić. Wtedy muzyka milknie, Peeta odskakuje od Ivon, ale ona nadal trzyma jego dłoń w mocnym uścisku. Nie wiem czy to czyjaś zasługa, czy przypadek, ale jeden z członków zespołu mówi do mikrofonu:

– Panie proszą panów.

– Mogę prosić? – moje usta wypowiadają to zdanie bardzo szybko, a Peeta patrzy na mnie z wyraźną ulgą. Ivon jednak najwyraźniej nie ma zamiaru puścić jego ręki, patrzy na mnie nienawistnym wzrokiem.

– Ivon, puść mnie – Peeta jest stanowczy, a wolną ręką obejmuje już mnie w tali. Musi to wyglądać bardzo śmiesznie – głośny wybuch Johanny słychać aż tutaj.

– Nie puszczę cię Peeta, jesteś mój i tylko mój!

– Nie byłem, nie jestem i nie będę. Chciałbym, żebyś w końcu to zrozumiała – odpowiada jej bardzo cierpliwie. Nadal chce uniknąć awantury.

– Ja tam swoje wiem! Jesteś moim chłopakiem i ja nie zgadzam się, byś z tańczył z tą dziewuchą – jej palec wskazujący dotyka mojego ramienia wbijając w nie paznokieć. Kątem oka widzę jak Peeta otwiera usta, by coś jej odpowiedzieć, ale uprzedzam go.

– Ivon, mam dla ciebie jedną radę. Zanim zaczniesz rozpowiadać, że z kimś jesteś, powinnaś się upewnić, że ta osoba o tym wie i również tego chce – staram się mówić spokojnie, choć wcale nie jest to łatwe.

– Nie będę słuchać głupich rad od ciebie. Powinnaś wiedzieć, że dziewczyna ze Złożyska nie ma prawa wiązać się z chłopakiem z miasteczka – mówi pewnym siebie głosem. Z zaskoczeniem zauważam, że ona naprawdę w to wierzy.

– Może i masz rację. Ale idąc za twoim tokiem myślenia – dziewczyna z miasteczka nie powinna wiązać się z chłopakiem z Wioski Zwycięzców.

– To niby z kim może się związać chłopak z Wioski Zwycięzców? – Ivon najwyraźniej nie zauważa, w co sama się wplątała, zaczynając tę głupią dyskusję.

– Rozumując tak jak ty – odpowiada jej Peeta – z dziewczyną z Wioski Zwycięzców.

– Ale tam mieszka tylko Katniss – Ivon jest wyraźnie zdezorientowana.

– Jakoś to przeżyję – Peeta znów jest spokojny i uśmiecha się lekko. – A teraz wybacz, Katniss zaprosiła mnie do tańca – w końcu udaje mu się uwolnić rękę.

 

Suniemy spokojnie po parkiecie. Wtulam się mocno w jego ramiona, on delikatnie muska ustami moją szyję. Utwór, do którego tańczymy jest podejrzanie długi, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Nagle zegar wiszący na ścianie, zaczyna rytmicznie wybijać jakąś godzinę. Przy każdym jego uderzeniu, światła ciemnieją. Przy dwunastym na sali zapada ciemność. Spoglądam zdziwiona na Peetę – za wcześnie jeszcze na koniec wesela, a on uśmiecha się ciepło i tajemniczo, kiedy mówi:

– Popatrz tam – wskazuje na coś głową.

Spoglądam za jego ruchem i widzę, że Johanna i Annie prowadzą przed sobą jakiś wózek z tortem.

– Dlaczego tam są świeczki? – to pytanie jako pierwsze pojawia się w mojej głowie i w tym samym momencie je wypowiadam. Peeta uśmiecha się.

– Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, kochanie – bierze mnie za rękę i prowadzi do wszystkich zgromadzonych ludzi, którzy teraz śpiewają piosenkę urodzinową naszego dystryktu.

18 myśli na temat “68: Niespodzianka dla Katniss

  1. Szkoda, że Katniss nie pogoniła tej Ivon tak jak sobie na to zasłużyła. Aż podziwiaj jej stoicki spokój, ja bym ją rozszarpała 😀

  2. o boże, boże, boże rozdział jest genialny, wy jesteście genialne
    świetne to wyszło i w końcu jest coś, kiedy czytałam myślałam, że Katniss rzuci się na Ivon z pazurami xD czekam na następny rozdział i życzę powodzenia 😉

  3. Rozdzial swietny.Czyli dobrze rozumiem,jutro czeka nas specjalna notka 🙂 Cudnie,teraz wiem ze to to bedzie wspaniały wekend.Już to mówilam wiem ale bede to powtarzac do znudzenia DZIEKUJE dziewczyny za swietnie pisany blog,rozbudzacie moja wyobraznie sprawiajac tym samym wiele przyjemnosci i wywolujac usmiech na twarzy.Mam tak nie wiele przyjemnosci ze kazda cenie podwojnie.DZIEKUJE….. no i z niecierpilwoscia czekam na ta jutrzejsza walentynkowa notke 😉 Pozdrawiam

  4. rozdzial jak zwykle swietny 🙂 Co do tej walentynkowej notki to mozna zrobic ze (wszyscy wiedza o co chodzi 😉 ) ta sytuacje peety z katniss to by uslyszala Ivon 😀 mysle ze by to ja na maxa wkurzylo
    pozdro dla autorek 🙂 piszcie dalej, jestescie swietne

  5. No ja nie wiem czy bym na miejscu Katniss była taka spokojna ; )
    No i nareszcie niedługo wyczekiwana notka walentynkowa *-*

  6. Supcio Supcio Supcio. ^^ z niecierpliwością czekam na następną notkę. 😀 i mam nadzieję, że skoro jest weekend to dodasz jutro 2 notki. 😀 xD a jak nie to chociaż w niedziele. :)))) Kocham twoje wpisy!!!!!

Komentarze są zamknięte.