69: Kapitoliński kochanek

Witamy bardzo serdecznie.

Udało się trochę wcześniej…

Zapraszamy do czytania i komentowania, kolejna odsłona w środę rano. 

A. & A. 

 

Peeta opada na poduszkę tuż obok mnie, przez moment próbuje złapać oddech, po czym odwraca się w moją stronę. Przygląda mi się uważnie, kładzie rękę na moim biodrze i leżąc na boku bardzo cicho pyta:

– Zostaniesz tutaj?

– Nie wiem – odpowiadam cicho, nie spodziewałam się tego pytania tak szybko.

– Nie wiesz o co pytam, czy nie wiesz, czy zostaniesz? – powinnam się spodziewać, że nie da łatwo za wygraną.

– Nie zastanawiałam się jeszcze nad tym – odpowiadam spokojnie. Wiem, że chcę być z nim, ale nie wiem, czy chcę znów podjąć natychmiastową decyzję o wspólnym mieszkaniu. Siadam na łóżku, opierając plecy wygodnie o poduszkę. Moja nagość nagle zaczęła mi bardzo przeszkadzać, jestem skrępowana, a równocześnie czuję, że zanosi się na poważną rozmowę. Oczywiście mogłam się tego spodziewać, tylko nie wiem, czemu Peeta chce rozmawiać właśnie teraz, kiedy jeszcze pięć minut temu…

– Nawet przez moment o tym nie myślałaś? – siada obok, przyglądając mi się uważnie, a ja widzę smutek w jego oczach. Całe szczęście, które gościło w nich jeszcze przed momentem, gdzieś uleciało. Nie podoba mi się kierunek, w jakim zmierzamy.

– To nie tak – zakładam ręce na piersiach, by choć trochę je zasłonić. – Nie wiedziałam co się wydarzy i nie chciałam niczego planować. Decyzję miałam podjąć po rozmowie z tobą, a dokładnie – po twojej reakcji na moją niespodziankę.

– Jaką niespodziankę? – patrzy na mnie zaskoczony.

– No tak, ty nic nie wiesz. Nie zdążyłam… – przerywam. W tym stanie nie mogę się skupić. – Pożyczysz mi jakąś koszulę?

– Koszulę? Po co ci?

– Chciałabym się ubrać – odpowiadam biorąc głęboki wdech.

– Żartujesz? Powiedz, że żartujesz – patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami, słyszę irytację w jego głosie, ale nie rozumiem co ją spowodowało.

– Nie, nie żartuję – staram się mówić spokojnie, choć wiem, że zaakcentowałam każde słowo.

Peeta wstaje z łóżka, przeczesuje nerwowo ręką włosy i obraca się w moją stronę kręcąc głową z dezaprobatą. Ma dziwny wzrok, nie wiem jak go interpretować. Otwiera szufladę, wyjmuje z niej koszulę i rzuca nią we mnie.

– Proszę – otwiera kolejną szufladę, zakłada bokserki i wychodzi. Z trzaskiem zamyka za sobą drzwi, a ja zostaję na łóżku, kompletnie zdezorientowana.

 

Najciszej jak potrafię, schodzę po schodach, widząc wszędzie wokół nasze porozrzucane ubrania. Każdy stopień przywołuje wspomnienia dzisiejszej nocy, aż lekko się uśmiecham. Tymczasem z kuchni dochodzą mnie regularne trzaski, zupełnie jakby Peeta specjalnie otwierał szafki, by móc je po chwili z hukiem zamknąć. Przez moment staję w progu, przyglądając mu się uważnie – naprawdę to robi, z całej siły zatrzaskuje drzwiczki kuchennego mebla, jakby to przynosiło mu ulgę.

– Możesz mi powiedzieć co właściwie robisz? – mówię głośno, by przekrzyczeć hałas powodowany kolejnym uderzeniem. Obraca się powoli w moją stronę, marszczy brwi i mocno zaciska zęby.

– Nie odpowiada mi taka rola Katniss. Może dla ciebie to dobre rozwiązanie, ale ja tak nie chcę, nie potrafię… Nie wiem nawet jak ty to sobie wyobrażałaś.

– O czym ty mówisz? – kompletnie nie rozumiem o co mu chodzi i niemal siłą powstrzymuję się przed krzykiem. Ale coś w jego oczach, w jego postawie, w głosie mnie zastanawia.

– O czym ja mówię? – to Peeta podniósł głos. Mężczyzna, który zawsze miał do mnie cierpliwość, zaczyna na mnie krzyczeć. – Nie będę twoim… kochankiem – ścisza głos. – Ja tak… Ja tak nie potrafię.

– Co?

– Nie udawaj głupiej, Katniss – jego głos jest pełen złości i jakiegoś dziwnego żalu. – Kochasz się ze mną całą noc – nie raz, czy dwa, ale jak nigdy, do białego rana. A potem nagle nie możesz już  normalnie ze mną porozmawiać, nie możesz leżeć przy mnie nago. Wiesz kto się tak zachowuje, prawda? Dobrze wiesz. Ale ja nie zgadzam się na to – nie będę twoją zabawką, twoim chłopcem do spełniania zachcianek, zaspokajania chuci.

Po każdym jego słowie, coraz szerzej otwieram oczy. Słyszę poszczególne słowa, ale nie rozumiem ich treści. Jak on mógł coś takiego pomyśleć? Przecież nie kochałam się z nim, żeby zaspokoić swoje niskie zachcianki. Zrobiłam to, bo bardzo go kocham. Fakt, pragnęłam tego, nawet bardzo. Za każdym razem. Ale nigdy w życiu nie pomyślałam o nim jako o kapitolińskim kochanku, podczas gdy on najwyraźniej to właśnie mi zarzuca. Nie mam pojęcia co mu odpowiedzieć, dlatego robię to, co w takich sytuacjach wychodzi mi najlepiej – odwracam się na pięcie i chcę wyjść. Za godzinę Peeta uspokoi się i jakoś to wyjaśnimy. Ale jego kolejne słowa sprawiają, że robię coś, czego nigdy wcześniej nie zrobiłam.

– Zapomniałaś mi zapłacić, Katniss – podbiegam do niego i z całej siły uderzam go w twarz. Natychmiast łapie mnie za nadgarstek i mocno przyciąga do siebie, krzycząc:

– Dlaczego to robisz?!

– Ja?! Co ja robię? O co ci, do jasnej cholery, chodzi?! – ja też wrzeszczę na niego na całe gardło. Jestem zła, rozżalona, do tego zaczyna mnie boleć ściskana przez niego ręka. Nad sobą widzę jego oczy – zimne i pełne nienawiści.

– Co robię, co robię? – przedrzeźnia mnie. – Dostałaś to, co chciałaś i tyle, koniec. Po prostu ubierasz się i wychodzisz. Czy ty, choć przez moment, pomyślałaś o tym co ja czuję? Zresztą, o czym ja mówię. Ty nie myślisz o nikim, tylko o sobie – uśmiecha się ironicznie. Wyrywam mu się i mówię pierwszą rzecz, jaka przychodzi mi do głowy:

– Jesteś nienormalny – odwracam się na pięcie i szybko idę do drzwi. Łzy pieką mnie już pod powiekami, a ja nie chcę mu ich pokazać, nie po tym co powiedział. Jednak nie udaje mi się przekroczyć progu kuchni, gdy powtrzymuje mnie mocne szarpnięcie za ramię. Peeta przyciska mnie z całej siły do ściany, trzymając moje ręce jak w kajdanach. Już wiem skąd znam ten wzrok, ten głos. Mam poczucie cofania w czasie…

– Nie tym razem, Katniss. Najpierw mi powiesz, za co mnie tak nienawidzisz. Potem idź sobie i jeśli o mnie chodzi – możesz już nigdy nie wracać – jest nadal wściekły, ale wydaje mi się, że jego głos drży przy ostatnich słowach.

– Oczywiście, że nie wrócę, już nigdy mnie nie zobaczysz – jestem zbyt zraniona, żebym próbowała walczyć z tym, co kotłuje mu się w głowie. Nie mam siły. – A ty będziesz mógł spędzić życie ze swoją ukochaną. Jak widzę – niepotrzebnie ją wczoraj od ciebie odrywałam.

– A na ciebie niewątpliwie Gale gdzieś w pobliżu czeka – mówi przez zaciśnięte zęby.

– Puść mnie, natychmiast masz mnie puścić! Słyszysz co do ciebie mówię?! – nie jestem już w stanie powstrzymać łez, które płyną mi po policzkach. Nadal nie rozumiem co się dzieje, co wywołało w nim ten stan, ale jego słowa tną jak brzytwa. Posługuje się nimi lepiej niż Cato swoim mieczem, zawsze tak było. Ale nigdy nie kierował ich przeciwko mnie.

– O nie, nie puszczę cię, dopóki mi nie odpowiesz na pytanie.

– Na jakie pytanie? – niemal wchodzę mu w słowo. Chcę jak najszybciej zakończyć tę rozmowę, wyjść stąd, wyjechać. I naprawdę nigdy już tu nie wrócę

– Dlaczego wybrałaś dla mnie rolę swojego kochanka? I jak mogłaś pomyśleć, że ja się na to zgodzę?

– Peeta, o co ci chodzi z tym kochankiem? Ja nie chcę żebyś był tylko moim kochankiem – już nawet nie krzyczę. Niedorzeczność tej sytuacji jest wystarczająco przerażająca, a moje krzyki chyba tylko pogarszały całość.

– To może będziesz uprzejma wytłumaczyć mi co to wszystko było? Myślałem… Byłem pewien, że kochasz się ze mną, bo mnie kochasz. Tam, na tych schodach, naprawdę w to uwierzyłem. A potem pod prysznicem… Dokładnie pamiętam co powiedziałaś: „tak dobrze było cię znów poczuć”.  I te twoje pocałunki… – zawiesza na moment głos, a ja przypominam sobie całą scenę. Rzeczywiście tak powiedziałam, choć jeszcze nie zdążyłam dobrze oblec w słowa tego, co czułam. Za to jego odpowiedź natychmiast rozpaliła mnie do czerwoności „A ja chciałbym jeszcze”. Patrzył mi głęboko w oczy, jakby sprawdzał moją reakcję, jakby czekał na jakiś znak. Woda z prysznica delikatnie obmywała nasze ciała, kiedy wspięłam się na palcach, by wyszeptać mu do ucha „ja też”. Już po chwili kochaliśmy się do upadłego na komodzie w łazience…

Kiedy Peeta znów zaczyna mówić, wyrywając mnie boleśnie ze wspomnień, zdaję sobie sprawę jak strasznie jest zły. Ale pod tym słyszę coś jeszcze:

– A to, co stało się w łóżku… Już wtedy powinienem się domyślić, że coś jest nie tak. Ale byłem tak szczęśliwy… Wierzyłem w to, że właśnie odbudowujemy to, co spieprzyliśmy osiem miesięcy temu. Wierzyłem w to Katniss… Podczas gdy ty, po wszystkim, postanowiłaś się po prostu ubrać i wyjść. Potraktowałaś mnie jak ZABAWKĘ – ostatnie słowo znów głośno krzyczy. Mam nadzieję, że nie słyszeli go wszyscy wokół.

– Jesteś idiotą – nie wiem czemu to powiedziałam, ale to pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy. Gdy to słyszę, czuję, że przejęłam język Johanny. – Skończonym idiotą.

Peeta momentalnie mnie puszcza, cofa się o dwa kroki, zatapia ręce we włosach. Cały aż się trzęsie z nerwów, a ja zaczynam się śmiać. Jest mi strasznie głupio, ale choć tej cechy w sobie naprawdę nie lubię, nic nie mogę na to poradzić – tak reaguję w bardzo stresujących sytuacjach. Ręka Peety zaciska się w pięść i uderza w ścianę tuż przy moim lewym uchu.

– Jestem idiotą? – przez moment boję się, że za chwilę uderzy i mnie, ale nie tracę rezonu.

– Tak, skończonym idiotą.

– A to niby czemu? – do ironii w jego głosie, dołącza identyczny uśmiech. Ten sam, którego bałam się wiele miesięcy temu, w ośrodku szkoleniowym w Kapitolu.

– Czy ja powiedziałam, że chcę wyjść? – pytam go zaczepnie.

– To po co niby chciałaś się ubrać?

– Bo nagość mnie krępuje – mówię głośno i bardzo wyraźnie. – Doskonale o tym wiesz.

– Niby od… – milknie, cofa się i ciężko opada na krzesło. Chowa twarz w dłoniach i milczy. Oddycha ciężko i głęboko, znów walczy z koszmarami, a ja mam ogromną ochotę przytulić go. Jednak tym razem staram się powstrzymać – ta kłótnia to jego wina. Sam stworzył sobie wizję tego, czego się boi i w swojej chorej wyobraźni pozwolił jej sobą zawładnąć. Jeszcze moment i cała nasza praca ostatnich tygodni, poszłaby na marne.

 

Nagle podnosi się, momentalnie znajduje się przy mnie, a jego dłonie delikatnie otulają moją twarz:

– Nie chciałaś wychodzić? – pyta bardzo cicho. Nie odpowiadam, tylko kręcę przecząco głową. W jego oczach widzę, że wrócił do siebie i próbuję delikatnie się uśmiechnąć.

– Katniss, ja… – przerywa mu mocne, energiczne, nieznane mi pukanie. Widzę jednak, że Peeta je rozpoznaje – marszczy czoło i powoli wypuszcza powietrze.

– Nigdzie się stąd nie ruszaj, bez względu na wszystko. Muszę coś załatwić – nasz gość ponawia pukanie, a Peeta poirytowany patrzy w sufit. – Cholera jasna.

– Peeta, kto to? – nie rozumiem jego zachowania. Co prawda jest dość wcześnie, ale jednak rzadko w ten sposób reagował.

– Zaraz zobaczysz – odpowiada zniesmaczony, ruszając w stronę drzwi. Na chwilę zatrzymuje się i patrzy na mnie. – Możliwe, że będę potrzebował twojej pomocy Katniss, ale wtedy dam ci znać. Na razie się nie wychodź stąd, proszę. Spróbuję sam to załatwić – dodaje wychodząc z kuchni.

23 myśli na temat “69: Kapitoliński kochanek

  1. O mój boże… myślałam że dostanę zawału jak on jej kazał zapłacić! Ale na szczęście już wszystko dobrze. Tylko teraz zżera mnie ciekawość kto to puka!

  2. Najlepszy!!! Reakcja Katniss boska hahahhaha… Mam wrażenie ze czytam książkę pisarki którą zarabia miliony <3 jestescie super!!

  3. Czyżby pukał Ast?:) A i dziewczyny,zanim zapomnę: od czasu gdy razem współpracujecie to rozdziały przeniosły się na inny poziom genialnosci:) Taki, którego jeszcze nigdy( nie licząc waszych rozdziałów) nie widziałam:)

  4. Wow. Tyle chyba jestem w stanie powiedzieć na temat Waszego bloga. Trafiłam tu przez przypadek i po przeczytaniu małego fragmentu wiedziałam, że tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. W ciągu kilku godzin przeczytałam wszystkie rozdziały i powiem szczerze – jestem zachwycona, co jest rzadkością. Piszecie rewelacyjnie. Bloga czyta się lekko i muszę przyznać, że nie sposób oderwać się od lektury. Każdy rozdział działa na wyobraźnię co jest dużym plusem. Od początku utrzymujecie bardzo wysoki poziom. Jedynym minusem jest to, że czas nie płynie szybciej, bo już z niecierpliwością czekam na kolejne części 🙂 Gratuluję talentu i czekam na więcej! :))

  5. Moim zdaniem puka ta wariatka Ivon a się zolza zdziwi gdy nagle Katniss taka gola stanie za Peeta xd chcialabym już znać jej reakcje muhahaha! Świetna robota jak zawsze i błagam o następna notka jutro. Ten blog jest dla mnie jak narkotyk bez niego szajba mi odbija!

  6. Wow to było coś genialnego! 😀 hyle czoła, po prostu uwielbiam takie sytuacje 🙂 jesteście niesamowite, oby więcej takich rozdziałów ^^ ale mimo wszystko mogłabyś nie kończyć rozdziałów w takich momentach bo jak tu teraz wytrwać do środy 🙁

  7. WOW!!! DZIEWCZYNY, TO BYŁ CHYBA JEDEN Z NAJLEPSZYCH ROZDZIAŁÓW!! MYŚLAŁAM, ŻE ZARAZ NA ZAWAŁ ZEJDE, ALE BYŁ BOSKI! <3

  8. Mam jeszcze jedno małe pytanie. Nie zastanawiałyście się może nad stworzeniem hmm czegoś w rodzaju bonusu – jakiś rozdział oczami Peety, tego co on w danej chwili czuje, o czym myśli? Itd. Oczywiście to tylko taki luźny pomysł. 🙂

  9. Nathie, pogadamy z Anią 🙂 Czasem powstaje rozdział opowiadany przez konkretną osobę, więc myślę, że nawet mogę napisać, że powstanie i taki. Co do powtórzenia czegoś, co jest, ale od innej strony – może kiedyś się pokuszę (albo pokusimy), ale to na pewno nie w najbliższych dniach, ani chyba nawet tygodniach, tylko jak znajdziemy trochę więcej czasu 🙂

    Bardzo się cieszę z Waszych komentarzy, bo i mnie ten rozdział jest bardzo bliski 🙂

  10. Gość ip44 ależ one są właśnie wybitnie utalentowane ^^ I zgadzam się z tobą w 100% że takie zwroty akcji są potrzebne bo niesamowicie wciągają i tak samo się je czyta oraz dzięki nim nie ma rutyny 😉 przy takich rozdziałach aż serce staje 🙂

  11. Przez moment,krótką chwile naprawde sie przestraszylam.No bo jak to w końcu sie pogodzili,spędzili „cudowna” noc a tu co…. znowu sie rozejda?! ale ulzylo mi ze jednak falszywy alarm ze jest dobrze 🙂 mam wielka nadzieje ze tak zostanie.Ale fakt faktem ze rozdzial genialny,to jak budujecie napięcie… fenomenalne!!!.Cos mi sie tez wydaje ze to Ast puka,tylko jaka cholera(ze sie tak brzydko wyraze) by go przygnala o takiej porze do Peety?!…. ale moze sie myle i to ta wariatka,w takim razie Katnis ostentacyjnie i dobitnie powinna jej pokazac czyj jest Peeta.Mam tylko taka cichutka nadzieje ze nasze drogie autorki nie skluca Katnis i Peety,ze pozwola sie im nacieszyc soba,nadrobic stracony czas i skopac tylki osoba odpowiedzialnym za ich rozdzielenie 🙂 Pozdrawiam 🙂

  12. Nie taka wczesna pora – w końcu to już ranek 😉 (no dobra, Ania pewnie już dawno wstawiłaby notkę, podczas gdy ja jeszcze bym spała, albo próbowała się dobudzić, żeby iść do pracy ;)).

  13. Normalnie NIE MAM SLÓW! Od kiedy zaczelyscie wspolpracowac, coraz to kolejny rozdzial jest lepszy od poprzedniego! Teraz ten zasluguje na miano najlepszego 🙂 Warto bylo czekac tyle czasu. Musicie wydac ksiazke, macie talent i genialny styl pisania. Moglabym wymieniac w nieskonczonosc 😀

    Kocham wasz blog i z niecierpliwoscia czekam na kolejne rozdzialy :*

  14. rozdział świetny i zgadzam się co do tej notki oczami peety fajne by było taką przeczytać

  15. i tak przy okazji. mam nadzieje ze to Ivon pukala, chcialabym zeby katniss w koncu dala jej wycisk 😀

  16. Ja tam bym się ucieszyła gdyby Katniss trochę przeklepała twarz Ivon buhahaha 😀

    _____________________________________________________________________

    Zapraszam do mnie nie jest taki wspaniały jak ten, bo nikt tego bloga nie przebije, ale może komuś się spodoba *.*

    if-u-burn-you-burn-with-us.blogspot.com

  17. Ale ja wcale nie napisałam, że to źle, że ich skłóciły. To okrutne, ale dobre dla opowiadania.

Komentarze są zamknięte.