7: Kim jest ta kobieta?

Do ogrodzenia podchodzi mężczyzna, z którym wczoraj rozmawiałam przed piekarnia. Przecina siatkę w taki sposób, że Patrick i Peeta z łatwością przez nią przechodzą, mimo tego, że niosą na noszach Peetera.

– Zanieście go do samochodu- mówi mężczyzna, którego nie znam- za nim ruszymy muszę ocenić jego stan.

Haymitch w tym czasie pomaga mnie i Panu Mellarkowi przedostać się na drugą stronę. Podchodzimy do auta. To duży dostawczy samochód z otwieraną tylną klapą. I chyba tylko dzięki temu udało się łatwo na nim położyć Patricka.

– Od jak dawna jest nieprzytomny- zwraca się do nas nieznajomy

– Odpowiadajcie na jego pytania, to lekarz z fabryki- mówi do na Haymitch

– Haymitch- mówi Peeta- my nie wiemy od kiedy jest nieprzytomny. W takim stanie go znaleźliśmy

– Od wczorajszego wieczoru- głos Pana Mellark się łamie- wieczorem zauważyłem, że gorączka mu wzrosła i stracił przytomność

– To dlaczego czekaliście tak długo!- lekarz podnosi głos

Pan Mellark tylko spuszcza głowę. Nic nie odpowiada

– No dobrze. Musimy go szybko przetransportować w jakieś miejsce, gdzie będę mógł dokładnie mu się przyjrzeć- gdzie możemy go zabrać

– Do nas- odpowiadamy z Peetą jednocześnie

– Do wioski zwycięzców- dodaję

– Dobrze, tak zrobimy, ale już teraz wiem, że nie mam przy sobie odpowiednich lekarstw i narzędzi- Adam- zaczyna krzyczeć- Adam- gdzie jest ten chłopak kiedy jest potrzebny

Z za samochodu wyłania się postać chudego, wysokiego chłopaka. Może mieć na oko jakieś 12-13 lat.

– Tak tato?

– Biegnij natychmiast do domu. Powiedz doktorowi Malcolmowi, że będzie mi potrzebna jego pomoc. Gdyby marudził

– Jak będzie marudził to powiedź mu, że Katniss użyje go jako żywej tarczy- dodaje Haymitch

Chłopak uśmiecha się i zaczyna biec. Jak na takie chucherko jest bardzo szybki.

– Skąd się tu wzięliście- pytam Haymitcha

– Nie czas na pogaduszki, czas nas goni – przerywa mi lekarz. Wsiadajcie do samochodu. Szybko- sam siada za kierownicą. Patrick i Peeta usadawiają się z tyłu przy Peeterze. Haymitch zaś prowadzi Pana Mellark do kabiny.

– Katniss – pospiesza mnie Haymitch

– Ja zostaję- muszę tu na kogoś poczekać

Widzę, że Peeta się porusza. Chce wysiąść.

– Peeta, jedź z ojcem i braćmi, ja postaram się dołączyć najszybciej jak to możliwe

– Zostanę z Tobą na wszelki wypadek

– Ja z nią zostanę- odpowiada mu mój wczorajszy znajomy- Katniss ma rację ojciec i bracia potrzebują Cię teraz bardziej

– Możemy już ruszać- głos lekarza jest coraz bardziej natarczywy

– Tak, niech Pan jedzie- odpowiadam i za nim Peeta zdążył coś powiedzieć samochód rusza.

– Na co właściwie czekasz- pyta mnie i zbliża się do siatki

– Niech Pan jej nie naprawia- czekamy jeszcze na matkę Peety. Tak właściwie, to zachowuje się Pan tak jak by mnie bardzo dobrze znał, a ja nie mam pojęcia kim Pan jest. Czy byłby Pan uprzejmy i

– I mam się przedstawić tak?

– Byłabym wdzięczna

– Naprawdę mnie sobie nie przypominasz?

– A powinnam?

– No przez chwilę miałem nadzieję, że tak. Kiedyś często u Was bywałem. Kiedyś. Zanim Twój ojciec zginął. Przyjaźniliśmy się. Pracowałem w tej samej brygadzie co on. Niestety ja przeżyłem.

– Dlaczego niestety?

– On miał rodzinę. Miał Was. Miał dla kogo żyć.

– To nie Pańska wina.

Przypominam sobie dzień wypadku. Jak czekałyśmy z mamą i Prim pod kopalnią. Do samego końca. Przypominam sobie jak wtedy było nam ciężko i źle. I jedna rzecz mnie zastanawia

– Dlaczego potem nas Pan nie odwiedzał

– Wasza matka sobie tego nie życzyła. Wiesz czasami myślę, że ona również uważa, że to ja powinienem tam zginąć nie Twój ojciec.

– Wątpię. Nigdy mi o tym nie mówiła.

– Nie dziwi mnie to. Twoja matka nigdy za mną nie przepadała.

– Katniss, ja naprawdę nie mogłem Wam wtedy pomóc. Kiedy chodziłyście głodne. Urodziło mi się wtedy dziecko. Ledwo starczało na nasze potrzeby. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak teraz mi jest wstyd. Wtedy tego tak nie odbierałem. Wtedy byłem głupi.

– Nie wracajmy do tego.

Stoimy w milczeniu wpatrując się w las. Czekam kiedy Pani Mellark się pojawi.

– Pytałaś Haymitcha skąd się tu wzieliśmy

– Pytałam

– To przez mojego syna. On Cie ubóstwia. On Was ubóstwia. Wczoraj jak wracaliście, podsłuchał Waszą rozmowę o jakimś polowaniu na grubego zwierza. Przyszedł do mnie i mi to opowiedział. I tak z Haymitchem, połączyliśmy fakty. Amanda dodała coś o stanie w jakim jest Peeter. I tak postanowiliśmy Wam jakoś pomóc. Haymitch czatował tu całą noc. Musicie dla niego wiele znaczyć. Wydaje mi się nawet, że traktuje Was jak dzieci. To on postanowił powiadomić tego lekarza. To dobry człowiek i dobry lekarz. Nie musisz się obawiać. Zrobi wszystko co w swojej mocy, żeby pomóc Peeterowi. A z pomocą Malcolma uda się to na pewno.

– Kim jest Malcolm

– W naszej fabryce zatrudnionych jest dwóch lekarzy. Mają dbać o stan zdrowia pracowników. I dobrze im to wychodzi. Malcolm ma większe doświadczenie niż Roberts. Jest od niego dużo starszy.

– Dlaczego nam pomagacie?

– Katniss, myślałem, że Amanda Ci wszystko wyjaśniła.

– Wyjaśniła mi tylko parę faktów. Naprawdę tak nas postrzegacie

– Powiem tak. Dla mojego syna jesteście superbohaterami. Jesteście jego autorytetem. Zupełnie jak dla wielu innych dzieci z wioski. Ich rodzice was szanują. Sprawiliście, że nie ma dożynek. Każdy rodzic w całym Panem będzie Wam wdzięczny do końca życia.

Coś poruszyło się za drzewem całkiem niedaleko nas.

– O widzę, że na mnie już pora. Jak byś potrzebowała pomocy to krzycz. Będę odchodził powoli.

– Dziękuję. Ale wydaje mi się, że sobie poradzę. Czy możemy się kiedyś jeszcze spotkać. Powspominamy trochę mojego ojca. Tego mi bardzo brakuje. Rozmów o nim

– W tej kwestii zawsze możesz na mnie liczyć, i w każdej innej również. Jak będziesz na to gotowa, powiedz to Haymitchowi on powie Ci jak się ze mną skontaktować. Do zobaczenia Katniss

– Do zobaczenia. A nie powiedział mi Pan w końcu jak ma na imię

– Thomas- po tych słowach odchodzi.

Siadam na trawie. Czekam kiedy Pani Mellark zdecyduje się do mnie podejść. Przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje. Kładę się więc na trawie i patrzę w niebo.

– Gdzie ich zabrali, i co mówił ten człowiek, który tak się przyglądał nodze Peetera?- jej głos wyrywa mnie z zamyślenia

– To był lekarz. Na razie nic nie mówił ale posłał po innego lekarza. Chyba bał się, że sam sobie nie poradzi. A pojechali do wioski zwycięsców

– A czemu Ty z nimi nie pojechałaś- jej głos jest natarczywy

– Czekałam na Panią

– A niby po co- nie jestem w stanie rozszyfrować tego tonu. To coś jakby mieszanina irytacji, złości i ulgi

– Bo pomyślałam, że skoro szła Pani za nami, to jednak zmieniła Pani zdanie i pójdzie Pani ze mną

– Niby dokąd

– Do domu. Do naszego domu

Widzę, że toczy sama ze sobą wewnętrzną walkę. W końcu odpowiada

– Pójdę tylko na chwilę. Zobaczę w jakim są stanie i zaraz wracam

– A więc idziemy

– Idziemy.

Droga mija nam w ciszy. Przerywa ją matka Peety. To u nich chyba rodzinne.

– A więc mieszkasz z moim synem

– Tak

– A co Twoja matka na to, że nie mieszkasz już z nią i siostrą

Uścisk w gardle i ukłucie w sercu. Przeszywa mnie po raz kolejny. Znów widzę przed oczami zmasakrowane ciało Prim. Staram się odgonić tą myśl. Nie czas teraz na to. Nie teraz

– Moja matka mieszka w czwartym dystrykcie. Pomaga otwierać tam szpital. A Prim. Prim nie żyje

– Katniss, nie miałam pojęcia, tak bardzo mi przykro. Bardzo ją kochałaś prawda?- jej głos nie przypomina już skrzeczenia żaby, nabiera nawet ciepłego akcentu

– Tak bardzo ją kochałam. Ale przepraszam nie chcę o tym teraz rozmawiać.

– Rozumiem. Czy jesteś już żoną mojego syna?

– Nie, nie jesteśmy małżeństwem

– Czyli na razie planujecie ślub

– Nie. Niczego już nie planujemy. Po prostu żyjemy z dnia na dzień. Przynajmniej na razie. Chcemy się lepiej poznać. Nauczyć siebie. A potem się zobaczy

– To po co były te oświadczyny w telewizji, publiczne przymierzanie sukni ślubnej.

– To nie była nasza decyzja. A raczej była. Tak była. To było świadome ratowanie życia.

– Czyjego życia

– Państwa, mojej matki, Prim i chyba też trochę naszego

– Nie bardzo rozumiem

– Peeta Państwu nie mówił

– Peeta bardzo mało mówi

– Nasze zachowanie na 74 igrzyskach nie zostało zbyt dobrze odebrane, nie mieliśmy wyboru. Ale długa historia. Nie da się jej opowiedzieć w kilku słowach

– Czyli to dlatego udawałaś miłość do mojego syna?

– Skąd Pani to wie? Jak Pani to robi?

– Umiem patrzeć Katniss. Wiesz od samego początku czułam, że coś jest nie tak. Jak taka dziewczyna jak ja może się zakochać w takim chłopaku ja Peeta

– Co Pani ma namyśli

– Niby dlaczego miałabyś go kochać. Przecież nie jest ani

– Kim Pani jest. Jak Pani może go tak nienawidzić. Nie kochać. Pani jest jakimś

– O czym Ty mówisz dziewczyno. Ja nie kocham Peety. Ja? Przecież od zawsze starałam się go przed Tobą bronić. Zrobiłam wszystko jak wróciliście z tych przeklętych igrzysk, żeby go od Ciebie oddalić

– Wyrzucając go z domu?

– Myślałam, że wybierze rodzinę. Ale się myliłam. No chociaż po tym co mi powiedział na dożynkach powinnam się tego domyśleć

– O czym Pani mówi

– Nie powiedział Ci? Cały Peeta. Kiedy się z nim żegnaliśmy. Powiedział, że to ostatni raz kiedy go widzimy. Że on nie wróci. Patrick powiedział, że ma się postarać, że ma walczyć. Peeta mu odpowiedział, że nie może, że nie zrobi Ci krzywdy. Patrick tylko zapytał- pamiętam to jak dziś- A więc to ona- Peeta odpowiedział Ona. A ja już wiedziałam, że straciłam dziecko. Jak ja Cię nienawidziłam. A potem jeszcze te kłamstwa, udawanie. – patrzę na nią, po jej twarzy płyną łzy

– Ja naprawdę kocham Peetę

– Wiem, od paru godzin wiem. Tylko ktoś, kto kocha naprawdę może tak bronić drugiej osoby. Zachowałaś się jak lwica. Już wiem, że naprwdę go kochasz

– Czy kiedykolwiek ktokolwiek ukrył cokolwiek przed Panią

– Niestety nie. Nawet mój mąż, choć bardzo się starał przez te wszystkie lata nie potrafił ukryć kogo naprawdę kocha.

Nie wiem co na to odpowiedzieć.

– I wbrew temu co sobie myślisz Katniss, ja naprawdę kocham moje dzieci.

– To może pora im to powiedzieć

– Przecież oni to wiedzą

– Nie jestem tego pewna. Wiem jedno. Na pewno się Pani boją

– I bardzo dobrze. Matki należy się bać

– Wydaje mi się, że matkę trzeba szanować

– Katniss, nie wiesz o czym mówisz. Ja musiałam sobie jakoś radzić. Było ich trzech i ja sama. Mój mąż ciągle w piekarni. Musiałam sobie jakoś poradzić

– I wybrała Pani strach zamiast szacunku

– Wtedy to była dobra opcja, przynajmniej mnie słuchali

– I nadal słuchają. A raczej panicznie się Pani boją.

– Chyba trochę przesadzasz

– Nie. Kiedy Peeta stał dziś przed Panią. Był przerażony. Nigdy go takiego nie widziałam. Nawet na arenie.

– To są chłopcy. Oni nie potrzebują czułości tak jak dziewczynki

– Nie zgodzę się z Panią. Matka mojego przyjaciela Gale zawsze przytulała swoich synów i mimo to wyrośli na dzielnych młodych mężczyzn. A w dodatku wiedzą, że na matkę zawsze można liczyć

– Moi synowie też to wiedzą

– Peeta dziś w nocy mówił, że Pani nie przyjdzie do nas. Że musimy iść jak będzie Pani spała, musimy podstępem wyprowadzić jego ojca i braci. Chyba nie do końca tak powinno to być.

Pani Mellark się zamyśla. Dochodzimy już do wioski zwycięzców. Z daleka widzę Peetę i Haymitcha czekających na nas przed domem. Widać Pani Mellark też ich widzi. Zatrzymuje się. Patrzę na nią a ona mówi coś, co jeszcze parę godzin temu pewnie nie przeszło by przez jej usta.

– Zawsze chciałam mieć córkę. Chciałam uczyć ją gotować, szyć. Chciałam mieć kompana w moim życiu z mężczyznami. Nigdy się tego nie doczekałam. Teraz już wiem dlaczego. Katniss nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej córki. Lepszej synowej. Przepraszam, że Cie uderzyłam

– Nie ma mnie Pani za co przepraszać. Zasłużyłam sobie. A co do tej synowej. To jeszcze nie wiadomo czy nią zostanę

– Tylko niech Peeta spróbuje się z Tobą nie ożenić. To będzie miał ze mną do czynienia.

– To bardzo miłe co Pani mówi. W związku z tym mam do Pani pytanie. Czy zanim wezmę ślub z Pani synem mogłabym skorzystać z paru lekcji gotowania?

– Będę zaszczycona, tylko co na to Twoja mama

– Jakoś to przeboleje- uśmiecham się do niej – to niesamowite ale to naprawdę miła kobieta

Podchodzimy do domu. Peeta do mnie podbiega. Obejmuje mnie. I pyta bardzo ciszo

– Wszystko w porządku

– W jak najlepszym – odpowiadam głośno. Co z Peeterem?

– Będzie dobrze. Wiesz ta noga była po prostu brudna. Nawet bardzo. Musieli ją szorować. Ogólnie dobrze. Będzie dobrze. Dostaje antybiotyki. Pozbiera się.

– A ojciec?

– Czeka na Ciebie- widać zawsze marzył mu się córka- po tych słowach wybucham śmiechem

– Peeta- zaczyna Pani Mellark- chcę odejść do domu, ręka Peety mnie powstrzymuje, trzyma mnie mocno

– Słucham?- jego ton jest zimny i taki nieprzyjemny- idealnie naśladuje jej ton z chaty

Pani Mellark podnosi rękę, Peeta zamyka oczy. Najwyraźniej jest gotowy na uderzenie. Nie reaguje. Wiem, że ona nie zrobi mu krzywdy. Jej ręka delikatnie głaszcze jego policzek. Oczy Peety otwierają się bardzo szeroko- ona uśmiecha się do niego

– To co synu- zaprosisz matkę do Waszego domu?

– Tak oczywiście mamo, proszę wejdź.

– Czy znajdziesz potem chwilę czasu na rozmowę ze mną

– Oczywiście, że znajdę

– To trzymam Cię za słowo, gdzie znajdę ojca i Twoi bracia

– W kuchni i salonie

– Wy nie idziecie

– Wiesz potrzebuję chwili z Katniss

– Rozumiem- uśmiecha się ciepło i zamyka za sobą drzwi

– Katniss- pyta Peeta- kim jest ta kobieta

– O co Tobie chodzi?

– Zapytam jeszcze raz kim jest ta kobieta i co zrobiłaś z moją matką.

– Peeta, nie żartuj sobie

– Katniss ja pytam poważnie, coś Ty Jej zrobiła

– Nic

– Możesz mi to wyjaśnić?

– Oczywiście, ale potem teraz jestem strasznie głodna- mówiąc to ciągnę Go w stronę domu

3 myśli na temat “7: Kim jest ta kobieta?

  1. To jest cudowne! 😀 przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś nie miałam czasu xd rozdział jest cudowny, piękny, genialny!!! Ale na chcę więcej Katniss i Peety :**** Czekam na nowy zajebiście świetny rozdział 😀

Komentarze są zamknięte.