70: Poranne odwiedziny

Witajcie. 

Zapraszamy do czytania i komentowania. 

Następna notka jutro rano o podobnej porze. 

A.& A.

 

Siadam na krześle dokładnie w tym samym momencie, w którym Peeta otwiera drzwi.

– Skarbie, w końcu cię znalazłam – ten piskliwy głos poznaję od razu. Przez moment, przez krótką chwilę zastanawiam się, skąd Peeta zna jej pukanie. Szybko dostaję odpowiedź na niezadane jeszcze pytanie.

– Co ty tu znowu robisz? – jest opryskliwy, oczami wyobraźni widzę wyraz jego twarzy. Rzadko odnosi się tak do innych, więc zastanawiam się jak dalece na jego zachowanie wpłynęła nasza przed momentem zakończona kłótnia, na ile moja obecność, a na ile rzeczywiście ma jej dość.

– Szukałam cię prawie całą noc, nikt nie wiedział gdzie jesteś. Martwiliśmy się o ciebie.

– My? Czyli kto? – Peeta ani na moment nie zmienia tonu głosu.

– Twoi rodzice, Patrick, Amanda i oczywiście ja. Ja najbardziej – jej głos jest dość spokojny. Gdyby nie ta piskliwość, mógłby być przyjemny, ale ciągłe wysokie tony mocno mnie drażnią.

– Moja rodzina doskonale wiedziała gdzie jestem, więc albo kłamiesz, albo woleli ci nie mówić.

Ivon śmieje się krótko, nerwowo. Najwyraźniej Peeta trafił w dziesiątkę… Po chwili ciszy znów ją słyszę:

– Jaki tu bałagan, coś ty tu wczoraj robił? – naprawdę jest rozbawiona? Trudno mi w to uwierzyć, ale nie widzę jej twarzy, więc pozostaje mi tylko to, co słyszę. – Pomogę ci posprzątać.

– Obejdzie się, poradzę sobie ze sprzątaniem.

– Och Peeta, przestań. Od tego jestem, by ci pomagać – skąd ta ciągła wesołość u niej? Peeta jest opryskliwy, spławia ją, a ona zachowuje się jakby w ogóle tego nie zauważała. Coraz bardziej zaczyna mnie denerwować.

– Możesz mnie nie dotykać?! – już prawię podnoszę się z krzesła, ale przypominam sobie jego prośbę. – Właściwie to dobrze, że jesteś. Musimy sobie parę rzeczy wyjaśnić.

– Wiedziałam, że ucieszysz się z moich odwiedzin. I jeśli tylko masz ochotę to możemy… – zawiesza głos, a ja staram się nie oddychać, by nie uronić żadnego słowa wypowiedzianego między nimi. Niemal chciałabym usłyszeć ich gesty, a na pewno zobaczyć twarze, ale to niemożliwe.

– Mówiłem ci, żebyś mnie nie dotykała. I posłuchaj mnie uważnie. Powiem to po raz kolejny i bardzo chciałbym, byś to w końcu zrozumiała – Peeta na moment milknie, prawię słyszę jak głośno wciąga powietrze. Zawsze tak robi, gdy przygotowuje się do powiedzienia czegoś trudnego, niewygodnego.

– Przepraszam, że cię wykorzystałem, że posłużyłem się tobą w mojej zemście na Katniss. Nie powinienem był tego robić, posłuchałem niewłaściwych ludzi. I z tego powodu jest mi bardzo przykro, bo ciebie nie chciałem zranić. Ale równocześnie między nami nic nie było i nigdy nie będzie. Nie kocham cię i nigdy nie pokocham. Czy to rozumiesz? – naprawdę jest mu przykro, a ja wiem, że to szczere – znam go, nawet jak jest zdenerwowany, to zawsze zwraca uwagę na uczucia innych ludzi.

– Rozumiem, ale wiem też, że w końcu mnie pokochasz. I nim to nastąpi, będę zawsze przy tobie – słyszę, że Ivon zmienia się głos. Jest poważna, ale słyszę w nim nowe tony – przede wszystkim już nie szczebiocze. Brzmi, jakby naprawdę martwiła się o Peetę. – Jesteś taki samotny w tym wielkim domu. A oboje dobrze wiemy, że nie powinieneś zostawać w nim sam, nie chcemy, by znów stało się to, co wtedy… – nasłuchuję uważnie, zastanawiam się o co jej chodzi. 

– To już się nie stanie – Peeta przerywa jej wywód, nim mam czas poznać odpowiedź. Doskonale wiem, że robi to specjalnie – wie, że słyszę całą rozmowę, a ta informacja najwyraźniej – według niego – nie jest przeznaczona dla moich uszu.

– Właśnie widzę – odpowiada mu jednocześnie smutno i ironicznie. – Jeden taniec z nią i znów cały dom wygląda jak po wojnie. Peeta, czy ty nie widzisz co ona z tobą robi? Nie rozumiesz, że za każdym razem, kiedy się do ciebie zbliża, zadaje ci ból? Tylko ty zostajesz potem z tym bólem sam, tak jak wtedy, kiedy Gale powiedział ci, że odeszła, że zostawiła cię dla niego. Pamiętasz jeszcze? Ja tak… Dobrze, że twój sąsiad szybko zareagował, bo aż strach pomyśleć co jeszcze mogło się stać – ton jej głosu coraz bardziej mnie zaskakuje. Jej chyba naprawdę na nim zależy, to nie jest tylko gra.

– Tamta sytuacja już nigdy się nie powtórzy – głos Peety jest bardzo stanowczy. – A teraz powiedz mi, czy zrozumiałaś co do ciebie powiedziałem?

– Zrozumiałam, już za pierwszym razem – stoję schowana za ścianą prowadzącą do kuchni. Dobrze, że mam bose stopy, dzięki temu udało mi się pokonać tych kilka kroków bezszelestnie. W głowie mam serię pytań. Czy Ivon właśnie powiedziała, że Peeta zdemolował kiedyś dom? Co się z nim dzieje? Na co zareagował Haymitch i przed czym go powstrzymał? Ręce zaczynają mi się pocić, jestem zła, bo po raz kolejny nie powiedzieli mi o czymś istotnym. Nasz mentor dobrze zna Peetę, doskonale wie, że on mi tego nie powie, więc dlaczego sam tego nie zrobił? Może czekał na właściwy moment, a może uznał, że nie powinnam tego wiedzieć? Najprościej byłoby pójść do niego i o to zapytać, ale obiecałam Peecie, że nie wyjdę stąd bez jego wyraźnej prośby.

– Zostawisz mnie w końcu w spokoju? – słyszę coś na kształt nadziei w głosie Peety.

– Nie. A wiesz dlaczego? Bo jestem pewna, że jeszcze będziesz przez nią cierpieć. I tak, uprzedzę twoje kolejne pytanie, mam na to dowody i świadków.

– Ivon, o czym ty mówisz? – z holu dochodzi mnie dziwny dźwięk, jakby ktoś usiadł, może na schodach. Zaraz po tym następują trzy szybkie kroki i Ivon odpowiada szybko, jakby nie była pewna jak Peeta zareaguje. Jakby się tego bała.

– Twoja Katniss całowała się z twoim kuzynem, wczoraj, zaraz po tym jak zniknąłeś. Widziało ich parę osób. Przykro mi Peeta, ona cię nie kocha. Pewnie nigdy cię nie kochała.

Peeta powoli wypuszcza powietrze:

– Możesz powiedzieć mi dokładnie, co słyszałaś? Dokładnie – bardzo mocno akcentuje ostatnie słowo.

– Paul całował się ze Zwyciężczynią – czuję jak krew uderza mi do głowy.

– Kto to powiedział? – słyszę nutkę rozbawienia w jego głosie. On się śmieje?…

– Nie wiem kto pierwszy, ale już pół Dystryktu o tym opowiada. Podobno przyłapano ich na balkonie. Co na to powiesz?

– Udało mu się to o wiele szybciej niż mnie – Peeta śmieje się na cały głos, ja też.

– To cię bawi? – słyszę jej irytację, co sprawiło, że wróciła natychmiast do swojego piskliwego głosu.

– Nawet nie wiesz jak bardzo. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jestem dumny z mojego kuzyna.

– Naprawdę? I może jeszcze mi powiesz, że ten cały bałagan tutaj nie jest winą Katniss? – przez krótką chwilę zastanawiam się co ona widzi, że nie rozumie co się między nami wydarzyło. Zamykam oczy i dociera do mnie, że na schodach i wokół nich leżą głównie ubrania Peety – marynarka, koszula, spodnie, buty. Moja sukienka została przy ścianie, bielizna – gdzieś wyżej.

– Nie powiem, bo ten bałagan tutaj to rzeczywiście wina Katniss. Katniss i moja – dodaje.

– Co ona z tobą robi? – pyta go przerażona.

– Nawet sobie nie wyobrażasz – odpowiada jej zupełnie poważnie.

W tym samym momencie słyszę dźwięk otwieranych drzwi. W holu, przez krótką chwilę, zapada idealna cisza. Nie mam pojęcia kto wchodzi do domu Peety bez pukania. Kto ma do tego prawo? I nagle dochodzi do mnie oczywista odpowiedź, potwierdzona słowami Peety:

– Ile razy prosiłem, byś pukał?

– Ile razy mówiłem, że nie będę tego robił? – nie wiem czemu, ale Haymitch jest rozdrażniony. – A ona co tu znowu robi?

– Sprawdza, czy jeszcze żyję – odpowiada mu spokojnie Peeta, niewzruszony tonem naszego mentora. – Podobno Paul się wczoraj całował?

– Trzeba było wrócić, jak obiecałeś, to sam byś się o tym przekonał – odpowiada mu już spokojniej.

– Byłem… zajęty – w głosie Peety słyszę delikatny uśmiech.

– Właśnie widzę – Haymitch na moment milknie. W przeciwieństwie do Ivon wie, co między nami zaszło. – Przyniosłem torbę – coś cicho uderza o ziemię – z pozdrowieniami od Enobarii. A Emma zaprasza za pół godziny na śniadanie.

– Dobrze, dziękujemy – spokojnie odpowiada Peeta. – Czy mógłbyś? – nie wiem o co prosi Haymitcha, ale szuranie, pokrzykiwania i dziwne niezidentyfikowane dla mnie dźwięki sprawiają, że rozumiem co tam się dzieje.

– Jasne, do zobaczenia na śniadaniu. A ty idziesz ze mną – najpewniej ciągnie Ivon za sobą. Bo jego ton momentalnie się zmienia. Jest groźny i stanowczy. Słyszę dźwięk zamykanych drzwi. I już robię krok na przód, kiedy ponowne ich skrzypnięcie cofa mnie na wcześniejszą pozycję.

– Jest tutaj?

– A gdzie ma być? – rozbawienie w głosie Peety, przywołuje uśmiech także na moje usta. Wychodzę cicho do holu i spokojnie przyglądam się ich rozmowie.

– Co cię tak bawi? – ona też jest poddenerwowana choć nie wiem czemu. A może wiem? Często ostatnio taka jest…

– Jak się wczoraj bawiłaś? – Peeta przygląda jej się uważnie, uśmiechając się od ucha do ucha.

– Skąd wiesz? – patrzy zaskoczona.

– Johanno, my mamy szpiegów wszędzie – odpowiadam jej spokojnie, a ona odwraca wzrok w moją stronę.

– Bawiłam się świetnie – mówi z udawaną słodkością omiatając wzrokiem hol. – Ale widzę, że wy chyba bawiliście się znacznie lepiej?

– Nie przeczę – odpowiadam jej, dostosowując ton głosu.

Spoglądam na Peetę, jego twarz momentalnie poważnieje. Patrzy mi głęboko w oczy, znów mocno wciąga powietrze. Robi ruch jakby chciał mnie wziąć za rękę, ale cofa się:

– Przepraszam Katniss – mówi cicho.

– Jeszcze o tym porozmawiamy – staram się mówić spokojnie, ale mój głos drży. – Ale później, teraz moja przyjaciółka musi mi coś opowiedzieć – puszczam do niej oko.

– A myślisz, że po co przyszłam? – po tych słowach tak śmiesznie potrząsa głową i ramionami, jakby mówiła coś najbardziej oczywistego. Gestem głowy wskazuję jej kuchnię, a kiedy do niej wchodzimy, widzę jak Peeta podnosi moją torbę, przerzuca ją sobie przez ramię i powoli wnosi na górę.

16 myśli na temat “70: Poranne odwiedziny

  1. Cud miód i orzeszki. Szkoda ze Katniss nie wparowala do holu jak Peeta rozmawiał z Ivon :/ Smutek ale poza tym szczegółem to bosko :3

  2. Haha nie noo spoko. A już myślałam, że Katniss tam pójdzie i pokaże Ivon, że ona cały czas była z Peetą. 😀

  3. też mialam nadzieje ze Katnis wyparuje w tej koszuli Peety juz samo to by zatkalo Ivon,a mialam nadzieje ze powie jej dobitnie ze Peeta jest tylko jej i ze albo go zostawi w spokoju albo jej w tym zostawieniu go pomoze w inny mniej cywilizowany sposób.Ale rozdział jak zawsze swietnyb!!!.Peeta wrócil do siebie,mam nadzieje ze ja ”ładnie” 🙂 przeprosi za swoje zachowanie(podobaly mi sie czasy gdy jak to za kazdym razem mowila Joana nie mozna bylo ich nawet na chwile zostawic samych

    ) Ale rozumiem ze klutnie i nie porozumienia sa potrzebne bo po pierwsze byloby za slodko a po drugie chodzby dlatego ze trzeba sie przeciez pozniej przeprosic 🙂 No i czekam do jutra na ciąg dalszy….. pozdrawiam

  4. rozdzial jak zawsze swietny 🙂 szkoda ze Katniss nie pokazala Ivon, gdzie jej miejsce, ale coz moze bedzie miala kiedy indziej okazje. teraz juz rozumiem dlaczego Enobaria w tamtym rozdziale powiedziala ze nie wie gdzie sa bagaze, Peeta mial pretekst zeby pojsc z Katniss do jego domu 😀

    pozdrawiam serdecznie autorki i z niecierpliwoscia czekam na kolejny rozdzial :*

  5. My nigdy nie mamy dość, zawsze chcemy więcej :* ano szkoda, ze KAtniss nie pokazala Ivon 😀

  6. Cudowny <3 przynajmniej dzięki temu że Katniss do nich nie poszła dowiedziałyśmy się trochę o tym co działo się z Peeta 🙂 ja jestem niesamowicie usatysfakcjonowana ^^ nie wiem czemu, ale lubię takie zwroty akcji jak kłótnie 🙂

  7. Ja to na miejscu Katniss bym wparowała do tego holu i ożyłabym bardziej przekonujących argumentów, żeby go zostawiła w spokoju.. ; )

  8. Była na niego zła po kłótni, więc może nie chciała mu pomagać pozbyć się Iwon 🙂 i ja uważam np. że ciąża mogła by (ale by nie musiała) spowodować, że zaczęłoby robić się nudno, ale to tylko moje zdanie 🙂

  9. Szczerze mowiac to jest dziwne ze oni juz tyle razy ze soba sie kochali, a Katniss nie jest w ciazy. Nie bylo slowa o tym ze sie jakos zabezpeczali… ale to tylko moje zdanie. Ale niech na razie nie beda mieli dzieci, bo jak mowi adusia to zrobi sie nudno… 🙂

  10. O mój boźe wszystko – tylko nie ciąźa. Po pierwsze to zbyt szybko, a po drugie zrobiloby się monotonnie. Oni są bardzo młodzi, mają jeszcze sporo czasu na dzieci 😉 Sama autorka podawala, że byli kolo 30stki decydując się na dzieci. Osobiście wolałabym jak narazie czytać tylko o ich relacjach, które są ciekawe – bez wpadek :p

Komentarze są zamknięte.