71: Nowa zastawa

Witajcie.

Padła propozycja, abyśmy urządziły konkurs- może da się coś z tym zrobić, ale w związku z tym ma ktoś jakiś pomysł na nagrody? 

Smacznych pączków Wam życzymy…

Zapraszamy do czytania i komentowania. 

A.& A.

 

Jego usta bardzo delikatnie przesuwają się po moim karku. Mrowienie rozprowadza ciepło po całym moim ciele, aż po same opuszki palców. On doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że uwielbiam tę pieszczotę. Rozchylam delikatnie powieki, w lustrze toaletki widzę jego oczy wpatrzone we mnie. Nasze spojrzenia się krzyżują, a Peeta bezgłośnie mówi do mnie. Mimo, że ledwie porusza ustami, bezbłędnie odczytuję z nich to jedno słowo, to samo, które powtarza mi od rana. Na każdym kroku, w każdym momencie. Głośno, cicho, bezgłośnie…

– Przepraszam.

– Już mnie przepraszałeś. Kilkanaście razy… – odpowiadam mu cichym szeptem. Skoro jakimś cudem, nikt z mieszkańców Wioski Zwycięzców nie słyszał naszej porannej awantury, chcę by została między nami. Nikt nie musi o niej wiedzieć, to nasza sprawa.

 

Ledwie przekroczyliśmy próg mojego domu, idąc na śniadanie, mama wybiegła z kuchni. Była taka rozpromieniona, przytuliła mocno nas oboje.

– Bardzo się cieszę, że wszystko się wyjaśniło – jej oczy aż jaśniały. – Jak długo jeszcze byliście na weselu?

– Eee – odpowiadamy jednocześnie, nie mając pojęcia jak oględnie nazwać naszą wspólną noc nie wtajemniczając jej w szczegóły. W efekcie mama cofa się o krok, uważnie się nam przyglądając.

– Emmo, nie zadawaj pytań, na które nie chcesz usłyszeć odpowiedzi – Haymitch staje w progu kuchni z parującym kubkiem w dłoni. – Kawy, gołąbeczki?

– Tak – odpowiadamy jednocześnie, a wszyscy wybuchają śmiechem. Tylko Haymitch lustruje nas wzrokiem, delikatnie mrużąc oczy.

 

Kiedy siadamy do stołu, osobiście stawia przed nami kubki, z aromatycznie pachnącym czarnym napojem.

– Nie pytam co jest grane, ale wyobraźcie sobie, że jesteście przed kamerami. Chyba, że chcecie wszystkim tłumaczyć co się stało – mówi bardzo cicho i szybko. Obydwoje zwracamy głowy w jego stronę, a na mojej twarzy musi malować się zdziwienie. Tymczasem Haymitch podnosi lekko wskazujący palec i rysuje nim w powietrzu. Nagle zauważam wpatrzone w nas siedem par oczu. Reakcja Peety jest natychmiastowa – obejmuje mnie ramieniem, a ja niemal odruchowo wtulam się w niego. Uśmiech ulgi wypływa na pięć twarzy, a Josh, któremu chyba udzielił się nastrój, zaczyna wcinać naleśnika z czekoladą. Tylko Johanna nadal przygląda nam się bardzo uważnie. W końcu  przechyla delikatnie głowę wpatrując się w nas, ale uprzedzam jej pytania:

– Johanno, może później – ostatnie słowo mocno akcentuję – poszłabyś ze mną na spacer?

– To chyba oczywiste, Katniss – odpowiada mi pewnym głosem. Zrozumiała, że nie to nie czas, ani miejsce na drążenie tematu.

– Później – wtrąca się Annie, nie przerywając smarowania bułki masłem – obie pójdziecie na spacer ze mną – kończy wypowiedź ciepłym uśmiechem.

 

To wtedy Peeta rozpoczął serię przeprosin. Odwrócił głowę i wyszeptał mi do ucha to jedno słowo, które powtarzał potem jeszcze wiele razy. A później, jakby nigdy nic, włączył się w naszą wymianę zdań:

– Na spacer to raczej pójdziecie dużo później, bo my – spogląda na mnie uważnie, ale jakoś niepewnie – jesteśmy dziś umówieni.

– Z kim? – zaskakuje mnie jego ton i ten wzrok.

– Z moimi rodzicami. Mama wymyśliła sobie obiad, w gronie najbliższej rodziny. Wszystkie dzieci mają się dziś zameldować o 14. Bez wyjątku – nie spuszcza ze mnie wzroku. Unoszę brwi, bo mówiąc to przy wszystkich zebranych, nie dał mi za dużego wyboru. Właściwie – pozbawił mnie możliwości odmowy.

– Dzieci powiadasz? – staram się mówić rozbawionym tonem, ale nie bardzo mi to wychodzi. Peeta blednie lekko, otwiera usta i właśnie wtedy moja mama mu przerywa:

– To się świetnie składa – jak już tam będziesz, to zaproś rodziców Peety na kolację do nas – mówi patrząc na mnie i szeroko się uśmiecha.

– Na kolację? – nie wiem czemu, ale czuję, że mama coś kombinuje. I nie jestem pewna, czy mi się to podoba.

– Tak Katniss, na kolację. Masz dziś urodziny, a ja w końcu mam pieniądze na to, by urządzić je tak, jak zawsze chciałam – nadal uśmiecha się, ale w jej oczach widzę smutek. Rozumiem o co jej chodzi, przez te wszystkie lata, od śmierci taty, moje urodziny nie były obchodzone zbyt hucznie. Powinnam właściwie powiedzieć, że nie były obchodzone w ogóle. Pewnie stąd mój stosunek do nich – nie mam najmniejszej ochoty na uczestniczenie w tym wszystkim, ale nie chcę robić mamie przykrości. Uśmiecham się, kiedy jej odpowiadam:

– Musimy jeszcze zaprosić Patricka i Amandę. I oczywiście…

– Paula – wypowiadam jednocześnie z Peetą, po czym obydwoje spoglądamy na Johannę. Przez moment mam wrażenie, że się zarumieniła, ale bardzo szybko wraca do siebie.

– To dobry pomysł, powinniśmy go lepiej poznać – wszyscy wybuchamy śmiechem.

 

A teraz siedzę w moim domu, w pokoju, w którym chyba spędziłam najwięcej czasu ze wszystkich miejsc, przed toaletką (tu akurat rzadko siadałam) i szykuję się na ten obiad. Nie miałam pojęcia w co się ubrać – większość moich rzeczy jest dość wyszukanych, a pozostałe, które mogłyby być odpowiednie – zostały u Johanny. Mama wyszukała mi swoją sukienkę, mówiąc, że powinnam dziś ślicznie wyglądać. Biała sukienka, z dużymi, ręcznie malowanymi niebieskimi kwiatami jest prosta, ale pasuje do mnie, podkreślając ciemne włosy i szczupłą sylwetkę. Dobrze się w niej czuję.

 

Peeta wchodzi do pokoju z moją torbą, kiedy mama upina mi włosy. Nie wiem co zobaczyła na naszych twarzach, ale szybko przebąkuje coś o kolacji i zamyka za sobą drzwi. Zostajemy sami.

 

– Już mnie przepraszałeś. Kilkanaście razy…

– I będę to robił do skutku, aż mi wybaczysz – klęka przede mną, bierze moją rękę i delikatnie ją całuje.

– Byłoby lepiej, gdybyś mi to wytłumaczył – przyglądam mu się uważnie, a on dotyka czołem mojej dłoni.

– To nie takie proste… – zawiesza na moment głos.

– Ale to jedyny sposób. Tym razem musisz mi wszystko wyjaśnić – wiem, że chciałby znów odsunąć to w czasie, zmienić temat, ale nie mogę mu na to pozwolić.  Nie tym razem.

– Dobrze, chodźmy. Opowiem ci po drodze – podnosi się powoli.

– Nie. Opowiesz mi teraz – pomimo, że mówię bardzo cicho, mój głos brzmi stanowczo. Po drodze możemy kogoś spotkać, coś zobaczyć – teraz jesteśmy sami i to najlepszy moment. Peeta też o tym wie, wzdycha ciężko i siada na łóżku, patrząc w podłogę. Przesuwam krzesło, by usiąść naprzeciw niego. I czekam. Nie chcę go poganiać, mam wrażenie, że bije się z myślami.

– Od czego mam zacząć? – nadal na mnie nie patrzy.

– Skąd przyszedł ci do głowy ten idiotyczny pomysł?

– Nie przypuszczałem, przez myśl mi nie przeszło, że może do tego dojść. Nie mówię, że nie marzyłem o tym, bo marzyłem, każdej nocy. Ale nie spodziewałem się – mówi chaotycznie. Nie wiem, czy dlatego, że sam ma gonitwę myśli, czy trudno mu wyrazić co czuje. Rzadko mu się to zdarza. Przerywa na moment, by podjąć wolniej. – Powiem tak – jak organizowałem tę niespodziankę, chciałem stworzyć okazję, do tego, by powiedzieć ci, jak bardzo cię kocham. Liczyłem na to, że uda mi się w końcu cię pocałować. Ale ta namiętność między nami… Nigdy się tak nie czułem, nigdy. Rozpaliłaś mnie jednym pocałunkiem. Zrozumiałem, że tak naprawdę, od samego początku, liczyłem na coś więcej, ale nie miałem pojęcia, czy ty również tego chcesz. To była wspaniała noc, byłem taki szczęśliwy. Ale kiedy nie odpowiedziałaś na moje pytanie, kiedy powiedziałaś, że o tym nie myślałaś… To bolało Katniss, bardzo bolało. Ja myślałem o tym cały czas… Pomyślałem, że ta noc nic dla ciebie nie znaczyła, że była igraszką. Przypomniałem sobie opowieść Finnicka i jakoś tak poszło. Nie panowałem nad tym – opuszcza głowę, a jego oddech przyśpiesza. Biorę go szybko za rękę, nie chcę, by znów odpłynął.

– Spokojnie – patrzy na mnie, delikatnie się uśmiechając. Wie co pomyślałam. – Jest mi po prostu wstyd.

– Szkoda, że nie przypomniały ci się inne słowa Finnicka.

Peeta spogląda zaskoczony.

– „Powinieneś pytać, Peeta. Tak robi Annie” – mówię cicho i czuję ukłucie żalu. Przed oczami widzę tamtą nocną scenę i słyszę Finnicka mówiącego do Peety. Bardzo mi go brakuje, nawet nie chcę myśleć o tym, jak mocno musi tęsknić za nim Annie.

– Byłoby prościej, gdybym mógł nad tym panować. To znaczy – staram się, pracuję nad tym, ale nie zawsze mi się to udaje. Czasem jest bardzo trudno, szczególnie wtedy, kiedy się boję. A wtedy się bałem… – urywa.

– Czego?

– Że znowu odejdziesz, że zostawisz mnie samego. Katniss, czas w domu Johanny pokazał mi jedno – nie umiem bez ciebie żyć. Nie chcę bez ciebie żyć. Jesteś moim powietrzem – kącik jego ust unosi się delikatnie w górę.

Doskonale wiem co ma na myśli, do czego nawiązuje, ale wolę się nie rozpraszać. Chcę najpierw wszystko wyjaśnić, a to znaczy, że muszę poznać odpowiedź na jeszcze jedno pytanie:

– O czym mówiła Ivon?

– O niczym istotnym – widzę, że weszłam na niebezpieczny teren, że się denerwuje. Ale nie zamierzam znów zostawić niedopowiedzeń.

– Powiesz mi, czy mam zapytać Haymitcha?

– Nic ci nie powie – w jego oczach widzę, że jakimś cudem zobowiązał Haymitcha do milczenia. Nie wiem co mu obiecał, albo czym zagroził, ale wiem, że nie warto próbować.

– To zapytam Ivon – sięgam po argument, którego chyba nie będzie mógł mi wytrącić.

– Zrobiłabyś to? – miałam rację, tego nie przewidział.

– Tak.

– Dlaczego?

– Najpierw odpowiedz na moje pytanie.

– Dlaczego Katniss?

– Powiedz co się stało, a potem ja odpowiem tobie – obiecuję.

Przez moment uważnie mi się przygląda. I ze zmarszczonym czołem odpowiada:

– Jak wiesz, szukałem cię wszędzie, aż w końcu poszedłem do niego, do Hawthorne’a. Powiedział mi, że jesteś z nim, że dlatego odeszłaś – bo wybrałaś jego. Wróciłem do domu. Byłem… cholernie wściekły, rozżalony, ale chyba przede wszystkim niemal pijany rozpaczą i bólem. Nie panowałem nad sobą i… no cóż, mam nową zastawę stołową.

– Pomogło? – wiem, że ostatnie zdanie miało zbagatelizować całość, rozbawić mnie. Uśmiecham się lekko, choć wszystko we mnie krzyczy.

– Nie – kiwa głową.

– Co tam robili Ivon i Haymitch?

– Haymitch przyszedł pierwszy, chyba widział mnie jak biegłem przez Wioskę Zwycięzców. Przynajmniej tak mi powiedział. Siedział i patrzył jak pozbywam się wyposażenia kuchni. Co do Ivon – nie wiem kiedy przyszła, ale na pewno widziała pobojowisko i słyszała co wykrzykiwałem. Nie pytaj dalej, proszę – powstrzymuje mnie ruchem ręki – nie jestem z tego dumny.

– Było dużo gorzej niż w Jedenastce?

– Bez porównania. Tam była drobnostka, jedna lampa. Teraz ty – dlaczego? – odpowiedział na moje pytania, oczekuje tego samego ode mnie. Wyjaśnił mi wszystko, więc nie mam wyjścia. Chciałabym zapytać go jeszcze jak często dopadają go koszmary, te błyszczące pamiątki po Snowie, ale odkładam to na później… Nadal patrzy na mnie wyczekująco. Nie ma pojęcia dlaczego byłabym zdolna odłożyć na bok uprzedzenia i dumę i iść do niej. A odpowiedź jest tylko jedna. Dla mnie oczywista, ale najwyraźniej nie dla niego. Dlatego muszę mu to wyjaśnić. Bardzo dokładnie.

– Bo żeby zrozumieć twojego zachowanie, byłabym gotowa zrobić wszystko. Rozmowa z nią, to drobiazg Peeta. Dałeś mi do zrozumienia, że to jedyna osoba, która mogłaby mi udzielić odpowiedzi na moje pytania. Gdybym musiała – zjednałabym się z nią. Albo wymusiła na niej całą opowieść.

– Zrobiłabyś to?

– Tak.

– Dlaczego? – uśmiecha się lekko. Tym razem ja biorę głęboki oddech.

– Bo jesteś moim powietrzem.

19 myśli na temat “71: Nowa zastawa

  1. ten rozdzial to wisienka na torcie,swietnie wam wyszedl choc „swietnie” to stanowczo za malo by go okreslic…. Jak mi brakowalo takich Katnis i Peety…. Takie powinny byc ksiazki,powinny porywac i sprawiac ze czlowiek nie moze sie oderwac dopoki nie dotrze do konca,ze czytajac wraca do poszczegolnych słow,zdan i je analizuje raz jeszcze i jeszcze….Czekam na ciag dalszy,mam wielka nadzieje jutro 🙂 pozdrawiam

  2. To jest najlepszy blog jaki czytałam,a jest ich dużo.Proszę Was napiszcie dzisiaj wieczorem jeszcze jeden rozdział bo chyba umrę z ciekawości co będzie dalej… CUDOWNY *o*

  3. i chociaż mówiłam to już wiele razy, to powiem jeszcze raz, (za pewne nie ostatni) To był najlepszy (a raczej jeden z najlepszych) rozdziałów. Po prostu nie wiem jak ty to robisz, że jak zacznie się czytać to nie da się oderwać

    ~zaczytana

  4. Hmm, że rozdział świetny to wiesz, a nagrody… zależy czy chcesz (możesz) wydać pieniądze, czy nie. Jeśli tak, to już sama zdecydujesz – wtedy najprościej. Jeśli nie, to np. zwycięzca może dodać jakiś wątek na bloga, drugie miejsce ma prawo zażyczyć sobie rozdziału na wybrany przez siebie temat, a trzecie miejsce zdecydować o losie jednego z bohaterów. I moim zdaniem ta opcja byłaby lepsza. Bo z kupowaniem pomysłów więcej, ale tak to by było fajniej, bo by się mogło samemu coś stworzyć, a nie jakieś rzeczy w nagrodę dostawać 😉

  5. uwielbiam! evenessy świetny pomysł na nagrody dodałabym tylko, że te życzenia zwycięzców mogłyby być tylko w tedy wcielone w życie jeśli nie kolidowałoby to z pomysłami naszych dziewczyn, bo przecież nie chcemy by nasz wspaniały blog stracił swój charakter 😉

  6. Co do konkursu. Skonsultuję to z Anną, obie o tym pomyślimy i wtedy damy Wam znać 🙂 Notka jutro o stałej porze.

  7. Całkowicie uzależniłam się od Waszego opowiadania. Takie zwroty akcji są jak najbardziej potrzebne, jednak tęsknię za czułymi scenkami. Jesteście genialne w tym co robicie i nigdy nie przestawajcie. Ps. Moglby mi ktos powiedziec, w którym rozdziale było wyznanie Katniss odnośnie powietrza? 🙂

  8. rozdzial cudowny, a co do nagrod propozycja evenesy jest bardzo dobra. tylko oczywiscie zyczenia czytelnikow musza sie zgadzac z wola autorek 🙂 czekam na kolejny wpis :*

Komentarze są zamknięte.