73: To ty?

Witajcie.

Ogłaszamy z Anną konkurs.

Nagroda, w naszej ocenie jest ciekawe- zwycięzca będzie miał możliwość podania daty urodzin Peety. A co za tym idzie, wpłynie na rozwój wydarzeń w naszej kontynuacji. A pytanie brzmi:

– Dlaczego Daniel został wysłany właśnie do 13? 

Odpowiedzi prosimy udzielać w komentarzach. A teraz zapraszamy do czytania i komentowania.

A. & A.

P.S: No i miałam rację, ale trochę mi szkoda Jen…

Pani Mellark wymija Peetę i mocno mnie przytula. Nadal trzymam jego dłoń, ale czuję, że po chwili mnie puszcza i ruchem głowy wskazuje, że idzie do domu, zostawiając mnie ze swoją matką.

– Mam nadzieję, że ten idiota padł przed tobą na kolana i błagał o wybaczenie? – bardzo uważnie mi się przygląda. Momentalnie przypominam sobie słowa Peety, że jego matka zawsze wie, kiedy ktoś kłamie. Dlatego odpowiadam jej spokojnie:

– Tak, zrobił to dzisiaj.

– Nareszcie zmądrzał – oddycha z ulgą. – Od samego początku mówiłam mu, że z tym całym… Hawthorne’em jest coś nie tak. Ale on mnie nie słuchał. Ubzdurał sobie, że Ast wie lepiej. I ma za swoje. Szkoda tylko, że tak długo to trwało – widzę w jej oczach, że naprawdę jest jej przykro. Delikatnie głaszcze mnie po głowie, patrząc czule.

– Zmizerniałaś, dziecko. Coś mi się zdaje, że dla ciebie ten czas też nie był łatwy? – jej gest, ton głosu i słowa sprawiają, że łzy napływają mi do oczu. Przełykam je i w odpowiedzi kręcę tylko głową. Obejmuje mnie ponownie.

– Melanio, kogo ty tak ściskasz? – skądś znam ten głos. Nie wiem czemu, ale czuję, że nie wróży on niczego dobrego. Pani Mellark mnie puszcza i spogląda na mówiącą kobietę. Też się odwracam i widzę właścicielkę sklepu z ciuchami…

– Nie przypominam sobie, żebyśmy przechodziły na „ty” – pani Mellark znów zaczyna skrzeczeć jak żaba. Zastanawiam się skąd taka reakcja, myślałam, że tamta sytuacja na zakupach już dawno została zapomniana. Tymczasem kolejne słowa uświadamiają mi kwestię, o której zapomniałam.

– Oj, przestań. Wkrótce będziemy rodziną, chyba powinnyśmy się tak do siebie zwracać?

– A ta znowu swoje… już setki razy ci mówiłam, że nie będziemy rodziną. Nie wiem czemu nadal w to wierzysz.

– Twierdzisz, że moja córka – mocno podkreśla te słowa – kłamie? Peeta jej to obiecał – unosi brodę w geście pewności i dodaje, chyba w reakcji na minę Pani Mellark – a poza tym, całe dzisiejsze przedpołudnie spędzili razem. Musisz się w końcu pogodzić z tym, że twój syn się zakochał. I że ożeni się z Ivon.

Pani Mellark spogląda na mnie zaskoczona, biorę głęboki oddech i odpowiadam:

– Tak, Ivon była dziś u Peety.

– A po co? – widzę, że jego matka jest zaskoczona, ale przy tym tak zła, że aż sama się jej boję.

– Była ciekawa, czemu nie wrócił na wesele. Czy coś takiego – odpowiadam coraz bardziej zakłopotana.

– No właśnie, czemu nie wrócił? – matka Ivon robi się coraz bardziej wścibska.

– Niech pani wybaczy, ale uważam, że mój syn ma obowiązek tłumaczenia się ze swojego zachowania tylko przed jedną kobietą. I nie jest to pani, a tym bardziej pani córka. A teraz – życzymy pani miłego dnia. Nasi goście robią się powoli głodni, a pani zatrzymuje tu gospodynię domu – pan Mellark mówi spokojnym, opanowanym głosem. Dopiero teraz czuję, że stęskniłam się za nim i za tym spokojem, jakim zawsze emanował.

– Zawsze uważałam was – właścicielka sklepu nie daje za wygraną – za miłych i dobrze wychowanych ludzi. Ale Ivon nie zaprosiliście na ten obiadek. Ponoć miała być tylko rodzina, a Everdeen jakoś się tu dostała – w jej głosie słyszę tę samą pogardę, którą podczas wesela słyszałam od Ivon. Już wiem skąd ją przejęła…

– Po pierwsze – odpowiada jej zadziwiająco spokojnie pani Mellark – na obiad zaprosiłam moich synów z żonami lub narzeczonymi. Dlatego nie rozumiem twojego zdziwienia względem Katniss – zawiesza na moment głos – a po drugie, to nie twój interes – po tych słowach obraca się szybko na pięcie i wchodzi do domu. Mnie nie pozostaje nic innego, jak do niej dołączyć. Ale nagle przychodzi mi coś do głowy. Nim zdążę pomyśleć nad konsekwencjami, obracam się w stronę matki Ivon i z lekkim uśmiechem pytam:

– Może pani coś przekazać ode mnie Ivon?

– Słucham? – unosi brwi, nie spodziewała się takiej prośby. 

– Proszę jej powiedzieć, że skoro już musi odwiedzać Peetę, niech robi to w jakiś normalnych godzinach. My rano lubimy trochę… dłużej pospać. A jej wizyty, o tak wczesnej porze jak dziś, są mocno uciążliwe.

 

– Mama wczoraj zastanawiała się, gdzie jesteście – Patrick mówi do Peety ściszonym głosem. Obaj stoją przy drzwiach prowadzących do ogrodu, chyba czekają na mnie. Nie odzywam się, chcę usłyszeć, jak Peeta wyjaśni nasze zniknięcie.

– Co jej powiedziałeś? – Peeta spogląda na Patricka lekko przechylając głowę.

– Że długo się nie widzieliście i pewnie chcecie porozmawiać – gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy są braćmi, to spójność postaw i gestów rozwiałaby je. Podobnie stoją, patrzą na siebie, w podobny sposób reagują na swoje słowa.

– Bo rozmawialiśmy – nie widzę dobrze twarzy Peety, ale słyszę, że się uśmiecha.

– Wyglądasz na tak niewyspanego, że chyba zacznę ci zazdrościć, braciszku – Patrick na moment zawiesza głos. – I co, posłuchałeś mojej rady? – teraz już ledwie go słyszę.

– A tam, niewyspany. Po prostu wasze wesele mnie zmęczyło – odpowiada spokojnie Peeta, popijając sok z wysokiej szklanki.

– Wesele? – Patrick krótko się śmieje. – No dobrze, niech ci będzie, że to wesele. Choć ja myślę, że to raczej wasza rozmowa – mocno akcentuje to słowo – z Katniss, tak cię zmęczyła.

– Jeśli o mnie chodzi, to mogę się tak męczyć co noc – nie wiem czy Peeta mówi do Patricka, czy bardziej do siebie.

– A jednak, wiedziałem – Patrick wydaje się być naprawdę ucieszony. – To co, wracamy do starej gry?

– Braciszku – Peeta przygląda mu się uważnie – skąd w tobie tyle… ciekawości?

– Dobrze wiesz, że zawsze tak się to odbywało. Nigdy mnie to specjalnie nie bawiło, bez sensu opowiadać innym o swoich… przyjemnościach. Ale bratu to co innego – mnie chyba możesz powiedzieć?

– Starsi mają pierwszeństwo – odpowiada mu spokojnie Peeta.

– Mówimy o nocy, czy o poranku?

– Możesz to zsumować, jeśli masz co – Peeta patrzy na niego rozbawiony.

– Nie poznaję cię – Patrick przygląda mu się uważnie.

– Coś cię dziwi? Sam to zacząłeś, ale nie musisz kończyć.

– Kolacja i śniadanie były pyszne – Patrick szeroko się uśmiecha.

– Gratuluję doskonałej kucharki – odpowiada mu pogodnie Peeta.

– A u ciebie, jak z…?

– Posiłkami?

– Przywykliśmy w Kapitolu do kilkudaniowych posiłków – przerywam ich dyskusję. – Musisz kiedyś spróbować.

Obaj patrzą na mnie zaskoczeni, nie sądzili, że ktoś słyszy, o czym rozmawiają. Peeta delikatnie mnie obejmuje. Chcę jeszcze im powiedzieć, co sądzę o takich „grach”, jednak w tym samym momencie ktoś wybiega z domu, mija mnie bawiąc się z Peeterem. Ma luźne, wojskowe spodnie, czarna koszulka opina jego mięśnie, a pęd powietrza rozwiewa włosy, kiedy robi przewrót na ziemi, pokazując chłopcu jak należy to robić. Spogląda na mnie przelotnie.

 

Znów jestem w Dwójce, siedzę w mojej leśnej kryjówce. Przed chwilą skończyłam rozmowę z Haymitchem, z Peetą jest coraz gorzej. Odmawia jedzenia, odmawia wszystkiego, ciągle naprzemiennie krzyczy albo milczy, godzinami wpatrzony w jakiś punkt w przestrzeni. Szaleństwo nie ustępuje ani na krok, mimo wielu prób, mimo walki… Tu nikt mnie nie zobaczy – mojej słabości, smutku, rozpaczy. Nie osłabię morale, bo nikt nie zauważy łez Kosogłosa. Pozwalam im płynąć, to przynosi ulgę, choć jest minimalna. Tak bardzo bym chciała, by był taki jak kiedyś, żeby mnie przytulił, pocałował, powiedział, że mnie kocha. Albo żeby choć znów stał się sobą, żeby przestały prześladować go koszmary tortur i realistycznych złudzeń…

– Wszystko w porządku Katniss? – jestem zaskoczona jego widokiem, nie spodziewałam się tu nikogo. Czasami widuję go w wiosce, ale bardzo rzadko. Nie mam nawet siły zastanowić się jak on mnie tu znalazł. Nie wiem czemu, ale decyduję się na prawdziwą odpowiedź:

– Nic nie jest w porządku. Nic! – wybucham płaczem. Opowiadam temu obcemu mężczyźnie jak bardzo się boję, jak bardzo jestem nieszczęśliwa. On długo nic nie mówi, tylko delikatnie mnie obejmuje, gładzi po włosach. W końcu słyszę:

– Znam go, znam Peetę. Kocha się w tobie od zawsze, nigdy nie przestał i nie przestanie. Musi sobie tylko o tym przypomnieć. A wtedy wróci.

– A skąd niby możesz to wiedzieć? – odpowiadam mu wściekła, nie chcę słuchać pustych słów. Uciekam. I już nigdy potem go nie widzę.

 

– To ty?… – tylko tyle udaje mi się powiedzieć.

18 myśli na temat “73: To ty?

  1. Zgadzam się z moimi przedmówczyniami:) Rozdział świetny:) Tylko jak, jak, jak można kończyć w takim momencie!

    Pozdrawiam i życzę weny:)

    Puma

  2. Super rozdział, naprawde genialnie piszecie 🙂

    A co do pytania konkursowego to Daniel został wysłany do 13 Dystryktu, ponieważ jak było w tamtym rozdziale Paul był na tajnej misji, na froncie, wiec może Daniel to był wróg rebelii, może był szpiegiem i Paul rozpoznał go… To tylko moja hipoteza 😀

  3. Cudo, jak zwykle z resztą. Zazwyczaj się tu nie udzielam, bo nie widzę potrzeby: doskonale wiecie że ten blog jest bardzo profesjonalny i niesamowity, ale tym razem chciałam dodać coś co być może poprawi humory:

    http://www.youtube.com/watch?v=APOqNqw2Rko

    Obejrzyjcie wszyscy, koniecznie. Niezła zabawa gwarantowana 😉

    PS Czekam na kolejną notkę ;]

  4. czyżby nowy krewny Peety? 😀 bo przecież na obiedzie miła być tylko rodzina, a Paula Katniss już poznała 🙂 ale dziewczyny nam zagadkę stworzyłyście 😀 Gość Ja. dobry filmik 😀 haha

    a konkurs nie ma co ukrywać jest trudny i jak na razie nie mam pomysłu na odpowiedz 🙁

  5. Jejujejujejujejujeju o.o Jak można tak zakończyć, no jak? Czy Wy serc nie macie? o.o

    Ale wybaczam Wam to, bo wiem, że wynagrodzicie to stukrotnie kolejnym boskim rozdziałem :3

    _

    Napraszam do mnie na nowy rozdział: ignis-vitae.blogspot.com/

  6. Hej 🙂 A ja mam małe pytanko. Skoro matka Peety powiedziała, że zaprosiła tylko swoje dzieci z żonami i narzeczonymi, to znaczy, że Peeta jest nadal zaręczony z Katniss? Bo ona z nim zerwała i teraz nie wiem, czy oświadczyny są nadal ważne, czy nie. Możecie mi odpowiedzieć, aby rozjaśnić moje wątpliwości? Taka tam ciekawość 🙂 A poza tym rozdział jak zwykle GE-NIAL-NY !

  7. O wy chyba nigdy nie dacie się im dłużej sobą nacieszyć 🙁 Nie lubię takich przeskoków czasowych w akcji, ale jestem bardzo ciekawa co będzie dalej z Peetą. Tyle się biedak wycierpiał, i nadal dostaje od życia po tyłku :p

  8. Fiołek – myślę, że pani Mellark nie wpuściłaby najmłodszego syna, jakby przyszedł bez Katniss – już ją nazwała córką i raczej nie przyjmuje do wiadomości, że coś się zmieniło 🙂

    Xyz – „znów jestem w Dwójce” to wspomnienie, nie przeskok czasowy 🙂

  9. Daniel został wysłany do 13, ponieważ brakowało im tam Materiału genetycznego’, a skoro Daniel byl tak skory do podrywania dziewczyn i romansów, w łatwy sposób mógł przyczynić się do zwiększenia liczby ludności. Haha ponosi mnie fantazja. Rozdział jak zawsze niesamowity. Doskonale wiecie jak podsycić emocje 🙂

Komentarze są zamknięte.