74: Cień

Witajcie.

Zacznijmy od pytania do Gościa N. 

– Jak daleko poniesie Cię fantazja w wymyśleniu daty urodzin Peety?

Anna i ja serdecznie gratulujemy prawidłowej odpowiedzi na pytanie. Doskonale. Dokładnie w tym celu został tam wysłany. Raz jeszcze serdeczne gratulacje. I czekamy na podaną przez Ciebie datę 🙂 

Wracając do notki.

Musicie wiedzieć, że nad poniższym tekstem pracowałyśmy bardzo długo. A czy było warto, oceńcie sami. 

My zapraszamy do czytania i komentowania. 

A.& A. 

Czym jest cień?

Jest odbiciem naszego ciała, idealną kopią nas. Jest z nami zawsze i wszędzie, nie opuszcza nas nawet na moment. Zawsze robi dokładnie to, co my – chodzi z nami, biega, tańczy, je i śpi. Czy zwracamy na niego uwagę? Nie. Często nawet zapominamy o jego istnieniu. Czasami widzimy go przed sobą. Właśnie w takich chwilach nasz cień przypomina nam o swoim istnieniu. Wtedy jest dla nas widoczny…

 

Kim jest Cień?

To członek wyspecjalizowanej grupy, przerzucony do Trzynastki w czasie naszego Tournee Zwycięzców. Wybrany na podstawie szczegółowej selekcji, ze względu na predyspozycje fizyczne, poziom inteligencji i zaangażowanie w sprawę. Przez kilkanaście tygodni poddawany bezwzględnemu szkoleniu z zakresu sztuk walki, umiejętności przetrwania, kamuflażu, strzelectwa. Ma tylko jeden cel –za wszelką cenę utrzymać przy życiu Zwycięzcę, pozostając przy tym niezauważonym. 

 

Tym właśnie był Paul…

 

– Wiesz – siedzę na podłodze w salonie Peety, a na moich kolanach leży teczka, ze szczegółowym opisem grupy specjalnej „Cień” – wydaje mi się, że widziałam Paula w Dwójce dwa razy. Brałam go za strasznego awanturnika, o ile dobrze sobie przypominam.

To, czego się dowiedziałam, nadal nie mieści mi się w głowie. Grupa została powołana już w czasie naszego tournee, już wtedy w Trzynastce szykowali się na obalenie Snowa. Już wtedy wiedzieli, że będziemy im potrzebni. My – Zwycięzcy.

– Chyba raczej trzy – odpowiada mi Peeta. Siedzi na kanapie, na kolanach trzyma teczkę zawierającą akta osobowe i pociera ręką czoło. Widzę duży czerwony napis na zwykłym szarym kartonie „Cień – PM2”. Peeta jest równie zaskoczony jak ja, ale widzę też, że jest mu bardzo głupio. Nie uwierzył Paulowi, kiedy ten mu wspomniał o swojej roli w rewolucji. Ale kto by uwierzył, przecież to było… prawie niemożliwe.

– Skąd wiesz? – zaskakuje mnie jego pewność, nie pamiętam trzeciego razu.

– Posłuchaj – bierze do ręki jedną z wielu kartek, opiera plecy o poduszki na kanapie i zaczyna czytać:

„24 października, Dystrykt 2: Marii Beck – obraźliwe komentarze pod adresem Kosogłosa. Brak prób fizycznych. Stan Beck – próba rzucenia kamieniem w Kosogłosa. Użyto przymusu bezpośredniego. Kosogłos bezpieczny, cień zauważony”. Takich notatek jest dokładnie trzy – pokazuje mi kartki maszynopisu.

– Daj, poczytam.

– Nie – kręci głową.

– Peeta – wystawiam w jego kierunku rękę.

– Nie! – podnosi głos. – Po co ci wiedzieć, co ci ludzie chcieli ci zrobić? Po co?

– Bo chcę – czasem bywa równie uparty jak ja. Tylko w tym momencie jeszcze mocniej chcę dowiedzieć się tego, co stara się przede mną ukryć.

– Katniss, było – minęło. Nie wracajmy do tego – nie patrzy na mnie, wkłada kartki na sam spód teczki.

Nie chcę się z nim kłócić, a wiem, że i tak kiedyś to przeczytam. Spoglądam na rozłożone przede mną dokumenty. Lista nazwisk obejmuje dziesięć osób. Nazwisko dowódcy – utajnione.

– Peeta, oni wyszkolili tylko dziesięciu ludzi, a przecież Zwycięzców było więcej – wydaje mi się, że słyszę mój głos gdzieś z oddali. Jakby mówił to ktoś inny, nie ja. – W czasie naszego objazdu dystryktów żyjących Zwycięzców było o wiele więcej. Więc dlaczego tylko dziesięć Cieni?

– Już kiedyś się nad tym zastanawiałem – spogląda na mnie uważnie. – Nie zdziwiło cię to, że Haymitch tak spokojnie zareagował na wieść o tym, że musi wrócić na arenę?

– Nie wiem jak zareagował… Byłam u niego długo po tym, jak ty go odwiedziłeś – spuszczam głowę, pamiętam dobrze tamtą rozmowę z mentorem. Nie zostawił mi wówczas złudzeń jak wypadam na tle Peety.

– Był nad wyraz… spokojny – Peeta mówi powoli, jakby nad czymś się zastanawiał. – Katniss, oni chyba wiedzieli wcześniej, jak to się będzie odbywać. Plutarch wcale nie pokazał ci tego zegarka jako mentorce, a jako…

– Trybutce – uzupełniam. Bolesna prawda dochodzi do mnie bardzo powoli. – Sądzisz, że myśleli, że aż tylu nas przeżyje?

– Raczej dokonali wyboru kto ma przeżyć i dokładnie tylu Cieni przeszkolili.

– Ale na jakiej podstawie? – mam szeroko otwarte oczy, ledwie jestem w stanie oddychać. – Jak oni mogli nas tak potraktować?

– Ja chyba nie chcę wiedzieć – Peeta mówi bardzo cicho.

 

Przeglądam kolejne akta. Jest kilka raportów o śmierci Cieni. Dokładnie siedem. Wszyscy polegli w walce, w czasie ataku na poszczególnych Zwycięzców, lub w czasie starć w Kapitolu.

 

Przez moment wracam myślami do ogrodu państwa Mellark…

– To ty? – patrzę zaskoczona na Paula. Peeta mocno mnie podtrzymuje, bo z wrażenia ugięły się pode mną kolana.

– Witaj Katniss – ma spokojny głos. – Nie sądziłem, że mnie rozpoznasz.

– Wczoraj, w tym garniturze, nawet przez myśl mi nie przeszło, że cię znam. Chociaż wydawałeś się do kogoś podobny, ale sądziłam, że to przez włosy i oczy takie jak u Peety…

– Skłamałbym, gdybym powiedział, że twój wczorajszy wygląd w sukience nie był dla mnie zaskoczeniem – odpowiada z delikatnym uśmiechem. – Przywykłem do tego, że z reguły jesteś w mundurze.

– O czym wy mówicie? – idealną ciszę, jaka zapadła w ogrodzie, przerywa Peeta.

– Paul był ze mną w Dwójce. I naprawdę był żołnierzem – odpowiadam mu, patrząc w jego błękitne oczy. Peeta przenosi zaskoczony wzrok na Paula.

– Co tam robiłeś? – jego głos już po chwili jest pewny.

– Wykonywałem misję.

– Jaką? –  Peeta drąży temat.

– Tajną – odpowiada krótko Paul, wkładając ręce do kieszeni.

– Co to za misja, żołnierzu Mellark? – głos Peety momentalnie zmienia się, najwyraźniej uznał, że wydanie Paulowi rozkazu to jedyny sposób na uzyskanie od niego jakichkolwiek informacji. Nie rozumiem tego, ale mu nie przerywam, choć dziwnie się czuję widząc Peetę ubranego po cywilnemu, w domu jego rodziców i równocześnie wydającego wojskową komendę.

– Odmawiam odpowiedzi. Jako członek Drużyny Gwiazd powinien żołnierz wiedzieć, że z tajemnicy może mnie zwolnić tylko prezydent Panem – oficjalny ton ich wypowiedzi mnie przeraża. Są kuzynami, przyjaciółmi, tyle ich łączy, a teraz momentalnie przechodzą na wojskowy ton. Czuję odrazę do tego sposobu mówienia, najchętniej wymazałabym tamten czas z pamięci.

– W takim razie zapytam o to Paylor, a ty odpowiesz za niesubordynację. Jako żołnierz powinieneś wiedzieć, że rozkaz Kosogłosa jest jednoznaczny z rozkazem prezydenta – patrzą na siebie uważnie, żaden z nich nie spuszcza wzroku.

– Mój dowódca to przewidział i jestem zwolniony z odpowiedzi na rozkazy Kosogłosa – Paul odpowiada mu spokojnie, wydaje mi się, że jest zadowolony z tego, że jego przełożony o tym pomyślał. Ale nie pomyślał o czymś innym – jego dowódca pewnie nie jest zwolniony z tego obowiązku. Dlatego reaguję natychmiast:

– Podaj nazwisko dowódcy – staram się mówić spokojnie, choć jest to naprawdę bardzo trudne, szczególnie w momencie, gdy przed chwilą Peeta zagroził mu sądem wojskowym.

– Z całym szacunkiem, żołnierzu Everdeen, nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Jestem zwolniony z obowiązku wykonywania Pani rozkazów – zauważam, że do mnie zwraca się zupełnie inaczej niż do Peety. Mimo, że sens pozostał niezmieniony, lekkie skinienie głowy podczas odpowiedzi, zwrot „Pani”, a także mniej butny ton, zmieniają całkowicie jego postawę. Możliwe, że długoletnia znajomość z kuzynem ułatwiła mu bunt względem niego.

– To nie ma sensu, kochanie – zwraca się do mnie Peeta. – Chodź, wracamy. Zadzwonimy do Paylor i postaramy się czegoś dowiedzieć – podaje mi rękę i na oczach zaskoczonej rodziny ciągnie za sobą.

 

– Stać – na dźwięk tego głosu zatrzymujemy się momentalnie. Jest stanowczy, opanowany, nawet groźny. W życiu nie słyszałam, by pan Mellark mówił w taki sposób. – Nie interesuje mnie, kto komu i dlaczego może lub nie wydawać rozkazy. Ale w tym domu rządzę ja. I macie natychmiast wszyscy troje siadać do stołu. Mama przygotowała obiad, napracowała się, a wy go teraz grzecznie zjecie. I na waszym miejscu nie mówiłbym jej, że zamierzaliście wyjść.

 

Bardzo szybko wracamy do domu, udaje nam się usiąść do stołu dokładnie w tym samym momencie, w którym pani Mellark wnosi na stół ostatnie danie. Jemy w ciszy, przerywanej rozpaczliwymi próbami nawiązania jakiejkolwiek rozmowy przez Patricka.

– Możecie mi w końcu powiedzieć, co tu się dzieje? – pani Mellark najwyraźniej nie może dłużej znieść panującej przy stole atmosfery.

– Dla naszego najmłodszego dziecka, wykonanie jakiegoś telefonu jest ważniejsze, niż spędzanie czasu z rodziną – odpowiada jej kąśliwie pan Mellark, lustrując wzrokiem Peetę.

– Bo to jest ważne, Tato – ostry ton głosu Peety jakoś do mnie nie przemawia. Widzę jak jego ojciec wciąga powietrze, a jego twarz przybiera kolor purpury, dlatego robię coś, co – mam nadzieję – sprawi, że unikniemy rodzinnej awantury.

– Przepraszam – biorę Peetę za rękę, by dać mu znak, że ma mi nie przerywać – czy moglibyśmy skorzystać z państwa telefonu? Załatwimy coś szybko i już nie będziemy sobie zawracać głowy sprawami z przeszłości.

– Jeżeli to jedyny sposób na spędzenie miłego popołudnia, to proszę – odpowiada pani Mellark. Słyszę jak bardzo jest zirytowana naszym zachowaniem. – I proszę cię Katniss, zrób coś z Peetą, bo jeszcze moment i sama zrobię z nim porządek.

Nic jej nie opowiadam, tylko lekko kiwam głową na znak, że zrozumiałam.

 

Rozmowa z Paylor jest krótka i rzeczowa. Jak zawsze. W pierwszym momencie udaje, że nie wie o co nam chodzi. Potem próbuje nas zbyć, jednak upór Peety nie pozwala jej na to. W końcu informuje nas, że akta (to są jakieś akta?), zostaną dostarczone do domu Peety za trzy godziny. To zaskakujące, że z Kapitolu do Dwunastki coś może dotrzeć w tak krótkim czasie. Ale to nic w porównaniu z szokiem, jaki wywołują jej ostatnie słowa:

– Wszyscy się dziwią, że nie dopuszczam was do poważnych decyzji i problemów. Ale jak mam to zrobić, skoro was przerasta bałagan na waszym własnym podwórku? Miałam was oboje za mądrzejszych. Jak uporacie się już z tym, co przeczytacie, chciałabym z wami porozmawiać. Ale tylko z wami, bo coś mi się zdaje, że możemy mieć niedługo poważny problem. Jednak to nie jest rozmowa na telefon – kończy zdanie i odkłada słuchawkę. Spoglądamy na siebie zaskoczeni – widać spokój nie jest nam dany… Niemniej wracamy do ogrodu spokojniejsi i w dużo lepszych nastrojach.

 

Rozmawiamy o weselu, gościach i mojej niespodziance. Zaproszenie wszystkich na kolację wyszło bardzo naturalnie. Dużo się śmiejemy, to naprawdę bardzo miłe popołudnie. Po dwóch godzinach zaczynamy zbierać się do wyjścia.

– Czyli widzimy się wszyscy o 19, u nas? – Peeta zadaje pytanie, kiedy się żegnamy.

– Z tobą też – spoglądam uważnie na Paula. Bez względu na to, co się wydarzyło, chcę by tam był – dla Johanny.

– Łatwo przełknęliście porażkę – odpowiada mi naprawdę zaskoczony.

– O jakiej porażce mówisz? – głos Peety znów robi się nieznośnie oficjalny.

– O tym, że niczego się nie dowiedzieliście – odpowiada mu w ten sam sposób Paul.

– Ale dowiemy się. Twoje akta będą u nas w domu dokładnie za – spogląda na zegarek na ręce – czterdzieści pięć minut.

Paul patrzy na niego zaskoczony. Bierze głęboki oddech i ciężko opada na krzesło. Milczy. A mnie przez cały ten czas jedna sprawa nie daje spokoju. Może to dobra okazja, by o to zapytać, może tym razem mi odpowie.

– Paul, pomogłeś mi wtedy i zniknąłeś. Dlaczego?

– Jak dostaniesz moje akta, to sama się przekonasz – odpowiada smutno, spuszczając wzrok.

 

– Peeta, poszukaj dlaczego Paul został odesłany z Dwójki.

– Już znalazłem – odpowiada mi z zmarszczonym czołem – posłuchaj:

„Cień PM2 w dniu 4 listopada złamał pierwszą zasadę tajności i dokonał fizycznego kontaktu z obiektem. Wydalony z Dystryktu 2. Zawieszony w czynnościach. Na wniosek dowódcy – nazwisko utajnione.”

Peeta unosi pytająco brwi. Opowiadam mu tamte wydarzenia.

– Nie okłamał cię – odpowiada mi Peeta ściszonym głosem.

– Gdyby wtedy powiedział mi prawdę, może byłoby inaczej – dostosowuję ton do niego.

– Gdyby wtedy powiedział ci prawdę, mogłoby się nie skończyć tylko wydaleniem i zawieszeniem – Peeta przekłada kolejne kartki. Dopiero w tym momencie uświadamiam sobie, że Paul zaryzykował dla mnie nie tylko swoją karierę. Dla mnie, a może dla Peety, który wciąż był mu bliski, mimo braku kontaktów…

 

W tym samym momencie Peeta zaczyna coś czytać bardzo uważnie, coraz szerzej otwiera oczy. Rzuca teczką o ziemię i wybiega z domu, a ja próbuję odnaleźć, co go tak zdenerwowało. Po przeczytaniu notatki już wiem. Peeta właśnie roznosi go na miazgę, a ja, gdy odzyskuję oddech, mam mu zamiar w tym pomóc.

 

„Cień PM2 w stanie spoczynku, prosi dowódcę o zgodę na przyjazd do Dystryktu Dwunastego w celu pomocy w organizacji ślubu i wesela kuzyna Patricka Mellarka oraz uczestnictwo w tej uroczystości. Przewidywany czas pobytu – 1 miesiąc.

 

Wyrażam zgodę.

Dowódca – Cień 1

podpisano – Abernathy Haymitch”

27 myśli na temat “74: Cień

  1. Bardzo dziękuję 🙂 Powiem szczerze, że nie sądziłam, że taka będzie prawidłowa odpowiedź. To była moja pierwsza myśl, lecz muszę przyznać, że nieco zmyliłyście mnie informacją dotycząca tajnej misji itp. 🙂 co do daty – chciałabym by był to 13.08 🙂

  2. Kurczę,genialny rozdział. Ta notatka Haymitcha. Z każdym rozdziałem jest ciekawiej 😉

  3. Zajebiste 😀 po prostu uwielbiam czytać to co piszecie, a kazda następna notka jest o niebo ciekawsza od poprzedniej 🙂

  4. Lola, wariatka, kiciak, puma – mam nadzieję, że to pozytywne zaskoczenie?

    Gabi, tilsam – :):)

    Nathie – oczywiście, że tak 🙂 (mam ochotę na niedyskretne pytanie, czy to Twój dzień urodzin, ale jeśli nie masz ochoty, to nie odpowiadaj po prostu :))

  5. Nie, to nie jest dzień moich urodzin, ani nikogo z moich bliskich 🙂 (urodziny mam w maju.) a data hmm nie jest do końca przypadkowa 🙂 kiedyś był to dla mnie jeden z fajniejszych dni, dlatego pomyślałam wlaśnie o nim 😉 ps. Po raz kolejny gratuluję talentu. Nie wypaliłyście się na samym początku, tylko rozwijacie opowiadanie w taki sposób, że z każdym postem jest ono ciekawsze i bardziej wciągające. To ogromna sztuka. :3

  6. no to teraz Abernathy ma przerombane,zgadzm sie z gabi i tilsamem z każdym rożdziałem jest coraz lepiej i lepjej,po prostu genialne

  7. Jak zawsze swietny rozdzial.Najlepsze jest to jak potraficie zaskakiwac,te zwroty akcji… Hmmm uwielbiam.oj cos mi się wydaje ze mentora czekaja teraz ciezki chwile hehe.Pozdrawiam i czekam na kolejny….

  8. Buj71, nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem 🙂 Też zbierałam jak doszłam do podpisu. A potem… całość jeszcze podkręciłyśmy z Anią 😀

    Mona, skaj – bardzo się cieszę, że się Wam podoba.

  9. Witam.
    Bardzo się cieszę, że rozdział się podoba. Bałam się waszej reakcji.
    I mam też dodatkowe pytanie. Staramy się, by było 4 notki na tydzień, i dlatego macie prawo wyboru. Notka jutro i piątek. Czy czwartek i piątek? Czekam na odpowiedź. Pozdrawiam ciepło. Ania.

  10. OMG Haymiych Cieniem 😮 Super

    rozdział 🙂 Jak czytałam ten wczorajszy, to myślałam że Peecie znowu wróciły te „ataki” xD

    Chce żeby rozdział był jutro i piątek 🙂

    Zef

  11. No to ładnie… ciekawe czy mama Katniss nie wygoni Peety z domu:D dzieje się:D czyli Peeta młodszy od Katniss ^^

Komentarze są zamknięte.