75: Spełniona obietnica

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Następny rozdział, zgodnie z umową w piątek. 

A. & A.

 

W pierwszej sekundzie jestem zaskoczona tym, co zastaję w domu Haymitcha. Drzwi są otwarte na oścież, a Peeta jest przygwożdżony do ściany, przytrzymywany w mocnym uścisku przez Paula i Johannę. Furia maluje się na jego twarzy, kiedy próbuje się wyrwać z ich wspólnego uchwytu. Effie stoi przerażona na ostatnim stopniu schodów, skrywając za sobą Josha. A Haymitch… Haymitch ma rozciętą wargę, z której obficie leje się krew, a wokół zaczyna się tworzyć zasinienie. Spodziewałam się, że jest w znacznie gorszym stanie, ale najwyraźniej Peeta nie zdążył go bardziej poturbować przed interwencją.

– Dobrze, że jesteś, skarbie – Haymitch zwraca się do mnie, ocierając mankietem koszuli płynącą po brodzie krew. – Może tobie uda się uspokoić tego… – macha drugą ręką w powietrzu – narwańca.

– Effie, zabierz Josha do mojej matki i zostań tam z nim – patrzę na niego przez przymrużone oczy. Ledwie nad sobą panuję, ale nie zrobię mu krzywdy przy dziecku.

– Katniss, co tutaj się dzieje? – Effie jest naprawdę przerażona.

– Jeszcze nic, ale jeśli zostaniesz tutaj minutę dłużej, to Josh będzie świadkiem tego, co się dopiero stanie.

– Czego? – jej głos jest coraz bliższy płaczu, ale nadal się nie rusza.

– Weź Josha i wyjdź stąd natychmiast! – już na nią krzyczę, nie mam ochoty na dyskusję, ani tłumaczenia. Kątem oka widzę, że Johanna się porusza. Na pewno nie wie co się dzieje i teraz bije się z myślami, po czyjej stronie stanąć.

– Wyjdź stąd kochanie, nic mi nie będzie – Haymitch zwraca się czule do Effie. – Widać Katniss daje mi szansę na rewanż – mówi lekko rozbawiony.

Śmieje się krótko, kiedy Effie, trzymając Josha za rękę, mija mnie i zamyka za sobą drzwi.

 

Dlaczego nikt mnie nie ostrzegł, że to tak cholernie boli? Czuję promieniujący ból, rozchodzi się od kostek i palców mojej dłoni już sekundę po tym, jak zwinięte w pięść, zderzają się ze szczęką mojego mentora. Haymitch zatacza się przez moment – nie wiem, czy ze względu na zaskoczenie, które teraz maluje się na jego twarzy, czy może przez siłę mojego uderzenia.

– Przestańcie! Co tu się, do cholery, dzieje? – Johanna puszcza Peetę, który przestał się szarpać. Widzę, że ma dość tej sytuacji, w którą jakimś cudem się wplątała.

– Rozpoznała mnie – mówi bardzo cicho Paul.

– I dopiero teraz mi to mówisz? – widziałam już różnego Haymitcha, ale chyba takiego nie. Z jednej strony wrzasnął na Paula, a z drugiej to całkiem inny ton, niż ten, którym nie raz i nie dwa mnie przywoływał do porządku.

– Nie było wcześniej okazji – odpowiada Paul. Kątem oka widzę, że zwalnia uścisk, którym więził Peetę. Za moment staje na baczność.

– Od samego początku są z tobą same problemy – Haymitch świdruje Paula wzrokiem.

– Dowódca wybaczy, ale nie zrobiłem tego specjalnie – odpowiada mu zdecydowanie, acz nadal wyraźnie słyszę nutę szacunku, jaką często słyszałam w Trzynastce, w głosach żołnierzy rozmawiających z przełożonymi.

– Zamknij się, idioto – warczy na niego Haymitch.

– Odpuść sobie – Peeta robi kilka kroków w moją stronę. – I tak już wszystko wiemy.

– Ciekawe skąd? – cedzi przez zaciśnięte zęby Haymitch.

– Ściągnięcie moich akt zajęło im trzy godziny – Paul nadal stoi wyprężony. Dociera do mnie, że pewnie tak pozostanie, dopóki Haymitch nie zwolni go z tego.

– Nie tylko twoich – odparowuję natychmiast.

– To długo, jak na warunki Kapitolu – głos naszego mentora aż kipi od ironii. – Od kogo je macie?

– Domyśl się – Peeta odpowiada mu w ten sam sposób.

Haymitch śmieje się krótko, po czym dodaje:

– No tak, teraz już rozumiem. Musiała mieć czas na usunięcie swojego nazwiska.

– O czym ty mówisz? – wypowiadamy jednocześnie.

– Jak rozumiem, dostaliście akta tego tu – głową wskazuje na Paula – i całej akcji? Rozumiem, że znacie nazwiska Cieni? Ciekawe tylko czy dostaliście pełną listę? – głos Haymitcha nie zmienia się, patrzy tylko na nas jakby z góry, niemal jak wtedy w pociągu, przed pierwszymi Igrzyskami, gdy jeszcze sądził, że nic z nas nie będzie… Jakby chciał nam dać do zrozumienia, że tylko nam się wydaje, że wszystko wiemy. I że jeszcze mniej rozumiemy…

Nim mam czas zareagować, otrząsnąć się z zaskoczenia, słyszę Johannę:

– Super, że fajnie się bawicie. Gadacie o jakiś cieniach, dowódcach, idiotach. I przepraszam, że wam przeszkadzam, ale może mi ktoś wreszcie powie o co chodzi?! – siada na schodach naprzeciw nas, krzyżuje ręce na piersi i patrzy na nas wyczekująco. Ot, cała Johanna, nawet w najgorszej sytuacji zawsze potrafi zwrócić na siebie uwagę, rozbawiając mnie jednocześnie.

– Pozwól, że ci wyjaśnię – zwraca się do niej Peeta. – Ten tu – wskazuje palcem na Haymitcha, naśladując go równocześnie – wybrał i wyszkolił dziesięciu ludzi, którzy mieli wtopić się w tło i chronić nas w czasie walki ze Snowem.

– I o to jest to całe zamieszanie? – Johanna wzrusza ramionami, wydaje się być zawiedziona. – Widząc tu was oboje, obrywającego Haymitcha i twoją wściekłość, liczyłam na coś więcej.

– Coś więcej? – Peeta dziwnie na nią spogląda. – A powiedz mi, ale szczerze, mojego kuzyna poznałaś wczoraj?

Johanna mu nie odpowiada. Spuszcza głowę studiując czubki swoich butów – jak zawsze, gdy ktoś ją na czymś przyłapie. Peeta jednak nic sobie z tego nie robi – kontynuuje, tym samym, kpiącym, tonem:

– Bo wiesz, Paul, a może raczej PM2, miał dwa, jak to ładnie nazwano, „obiekty”. Katniss w Dwójce i ciebie, moja droga, w Siódemce. Każdy z nas miał pewnie takiego „Cienia Adaptacyjnego”, który miał nas powstrzymać przed strzeleniem sobie w łeb, kiedy to wszystko się już skończyło. I co nadal uważasz, że potrzebujesz czegoś… więcej? – Peeta bardzo mocno podkreśla ostatnie słowo.

 

Przez jeden krótki moment widzę zmianę w twarzy Johanny. Znam ten wyraz, ten sam, który widziałam w noc naszej ucieczki. I w tej samej sekundzie zastanawiam się dlaczego Peeta nie ugryzł się w język. Przecież zawsze wiedział co powiedzieć, a czego nie mówić, jak dobierać słowa. Dlaczego ten jeden raz postąpił wbrew wszystkiemu?… Czekam na ruch ze strony Johanny, na wściekłość, atak, albo kolejne załamanie. Wreszcie widzę jak szybkim gestem podnosi rękę i trzy z jej pięciu długich, krwistoczerwonych paznokci wbija się w policzek Paula. Przesuwa je tworząc głęboką bruzdę przez całą jego długość, a ja oddycham z ulgą…

 

Sądziłam, że Paul złapie ją za rękę, jakoś zareaguje – jednak on nawet nie drgnął. Patrzy na nią przepraszająco, a do mnie tak naprawdę dopiero teraz dochodzi sens jego wczorajszych słów. Dziś rano nie rozumiałam, że mają podwójne dno, pewnie dlatego nie dopytałam o to Johanny. Co prawda trochę mnie zaskoczyła jej reakcja – pozwoliła się pocałować komuś, kto wyznał jej, że kocha się w niej od paru godzin. Z drugiej  strony sprawy z Danielem też potoczyły się szybko. Jednak teraz wiem już, o co chodziło, gdy mówił „Wiesz, tylko się nie śmiej, ale zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. A raczej w momencie, kiedy ujrzałem prawdziwą ciebie, nie tę kreowaną przez oko kamery”.

 

– Ty gnoju – Johanna cedzi słowa przepełnione nienawiścią, ale i żalem.

– Czytałeś moje akta? – Paul nienawistnie patrzy na Peetę.

– Tak – odpowiada zaskoczony. Zaczynam czuć, że coś zgubiliśmy, że Peeta coś przeoczył.

– Całe? Czy może jednak ominąłeś ten fragment, gdzie złożyłem podanie o przejście w stan spoczynku ze względu na sprawy prywatne?

– Tego nie widziałem… – widzę, jak ramiona Peety opadają, a głos lekko gaśnie – zrozumiał, że zrobił coś bardzo głupiego. A równocześnie mam poczucie, że chyba nadal nie wie jakie konsekwencje mogły nieść te trzy nieprzemyślane zdania. Jeśli naprawdę w tamtej szarej teczce jest wspomniany przez Paula wniosek, to może oznaczać, że on rzeczywiście zakochał się w Johannie. I wtedy jego wczorajsze wyznanie było prawdziwe. Spoglądam na Haymitcha – w tej chwili tylko on jest w stanie zweryfikować prawdziwość słów Paula.

– Johanno, uspokój się – Haymitch mówi opanowanym tonem. – Ten tu, to rasowy Mellark – zakochuje się tylko w Zwyciężczyniach. Złożył ten wniosek, znajdziesz go w jego aktach. Osobiście go podpisałem. A co do was – spogląda na nas uważnie – każde z was mnie prosiło o to, co zrobiłem. Nawet błagało. Ja spełniłem tylko daną wam obojgu obietnicę, a wy tak mi się za to odpłacacie?

23 myśli na temat “75: Spełniona obietnica

  1. Mam jedno pytanie . Czy będziecie złe jak polecę wasz blog na zapytaju ? Jest na prawdę świetny i moim zdaniem ludzie powinni się dowiedzieć jak świetnie piszecie 🙂 .
    Pozdrawiam .

    Jamajka14

  2. Jamajka, oczywiście, że możesz polecać (bardzo dziękujemy i cieszymy się, że Ci się podoba :)). Będziemy wdzięczne jak wrzucisz potem linka do miejsca, gdzie poleciłaś 🙂

  3. Wpis jak zawsze swietny.Aczkolwiek czegos mi brak,jeszcze nie potrafie zidentyfikowac czego ale czuje jakis nie dosyt….Ale czyta się swietnie,akcja się rozkreca i czekam z niecierpliwoscia do piatku.Pozdrawiam 🙂

  4. Mi chyba brak trochę tej czułości na lini Katniss – Peeta 😀 Akcja rozkręca się znakomicie, a czyta się jeszcze lepiej. Jednakże trochę brakuje ich czułych momentów

  5. Taaak… Mnie też brakuje troszkę tej czułości ale notka jak zawsze suuuuuper 😉 w piątek prosze o długą notkę 😀

  6. Super jak zawsze dziewczyny 🙂 Bardzo mi się podobało i czekam do piątku z niecierpliwością :)Pozdrawiam :*

  7. Od wczoraj czytam blog. Natknelam sie na niego przez przypadek. To co robucue jest niesanowite. Wprost ZAJEBISTE. Tyle lez ile w ciagu tych dwoch dni poszlo przez cale 75 rozdzialow to ja chyba przez calezycie nie plakalam… niesamowite. Jak wy to robicie ze przez caly dzien nie myslalam o bozym swiecie. Tylko o blogu. O tym wszystkim. Ta mna zyje… jedne co boli mnie najbardziej. Strasznie. To to ze katniss i peeta nie okazuja sobie uczuc i ze sie caly czas kloca. Nie powinno chyba tak byc. 🙁 fajnie bylo jak bylo tak cukierkowo i tak slodko *.* . Niech sie juz nie kloca :(( jeszcze raz mowie tylko ze jestescie mistrzyniami. To lepsze od wszystkich ksiazek na swiecie. Cos niesamowitegoooooo!!!

  8. Od 5 rozdziałów się już nie kłócą :):) i chyba postaramy się ich trochę jeszcze utrzymać w tym stanie 🙂

  9. Ej dziewczyny wiedzą co robią 🙁 mi się strasznie podoba to co robią i to, że Katniss i Peeta wracają do siebie powoli bo przecież nawet w książce miewali złe chwile a cukierkowo bywało rzadko więc dziewczyny nie poddawajcie się i trzymajcie się własnej wizji ^^

  10. Adusia :):)

    Ciepło i słodko również będzie jeszcze. Acz chyba nie na stałe (w sensie w 100%), bo i w życiu tak nie ma… Ale damy im jeszcze sporo wspólnych chwil 🙂

  11. To super ze jeszcze porobice ich wspolnych chwil bo to chyba najbardziej sprawialo przyjemnos i dawalo usmiech na twarzy.:)

  12. Anno , głównie na zapytaj.pl bo szukałam jeszcze czegoś , ale oprócz waszego nic mnie nie wciągnęło . Będę się starać polecać na innych stronach . I jeszcze jedno . Kiedy będzie mały Mellark ?

  13. To jak łączycie Wasze opowiadanie z książką jest niesamowite. Gratulacje z nie zwyklej notki i rzecze weny. I oczywiscie dwie ostatnie notki genialne.. A czułości jest sporooo trochę akcji tez potrzeba a to jest w tej i tamtej notce

  14. Jeeezus już chciałybyście narobić im dzieci 😉 Moim zdaniem zdecydowanie za szybko – niech cieszą się sobą 🙂

Komentarze są zamknięte.