76: Brakujące nazwiska

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania.

Widzimy się w poniedziałek

A.& A.

 

Nim mam czas zapytać o jakich obietnicach mówi i zdecydować co robić dalej, kątem oka widzę jak Peeta, niesiony jakąś siłą, zostaje przyciśnięty do drzwi wejściowych. Johanna dociska go mocno przedramieniem, przyduszając przy tym trochę, a przez zaciśnięte zęby zadaje mu pytanie:

– Gdzie są te akta?

– U mnie w domu – widzę, że Peeta odpowiada jej z trudem. Jednak znam Johannę na tyle, by wiedzieć, że moja interwencja nic nie da – wścieknie się tylko jeszcze bardziej. A Peeta… Znam jego siłę, jeśli sam nie reaguje, to jest to dla mnie sygnał, bym to zostawiła.

– Idziemy – Johanna silnym ruchem odrywa Peetę od drzwi, otwiera je i popycha go mocno.

Szybko ruszam za nimi, a Haymitch i Paul podejmują tę samą decyzję. Peeta potyka się co kilka kroków – Johanna chyba zapomniała, że chodzi na protezie i niezależnie od wszystkiego – nie jest tak sprawny, jak ona sama. Chcę ich wyprzedzić, ale ktoś ma inne plany względem mnie.

– Pilnuj jej, żeby go nie zabiła – słyszę jak Haymitch zwraca się do Paula, po czym łapie mnie za rękę. – A my, skarbie, porozmawiamy sobie.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że Haymitch ma tyle siły – wciąż mam w głowie silny obraz z czasu, w którym go poznałam. Gdy Peeta i Johanna wchodzą na ganek, ja z głośnym klapnięciem jestem sadzana na schodach.

– Wyjaśnimy sobie parę rzeczy – znam ten wzrok, dokładnie w ten sam sposób patrzył na mnie w Trzynastce, gdy nawzajem obwinialiśmy się o to, co przytrafiło się  Peecie, o uwięzienie w Kapitolu. 

– Prosiłaś, błagałaś wręcz, bym za wszelką cenę utrzymał go przy życiu. Zrobiłem wszystko, co tylko było możliwe i teraz za to obrywam?! – syczy do mnie. Widzę jak żyła na jego czole zaczyna pulsować.

– Owszem, prosiłam cię o to, ale później. Ty organizowałeś tę grupę już w czasie naszego tournée – odpowiadam mu w ten sam sposób, też jestem na niego wściekła. A najgorsze jest to, że właśnie dochodzi do mnie dlaczego. I, niestety, nie chodzi mi bynajmniej o to, że zapewnił nam ochronę…

Haymitch otwiera usta, wciąga mocno powietrze, widzę, że chce coś powiedzieć. Nagle jednak porzuca ten zamiar, śmieje się krótko i siada obok. Jego twarz łagodnieje, a ja patrzę na niego w zdumieniu. Opiera plecy o balustradę schodów odchylając się lekko, a ja jakoś automatycznie robię zupełnie to samo. Patrzymy sobie teraz głęboko w oczy.

– Pytaj – zachowuje się tak, jakby nagle zrozumiał, że coś wiem i postanowił pomóc mi zrozumieć resztę.

– Od kiedy wiedziałeś, że tak to będzie wyglądać? Że wracamy na arenę?

– Plutarch powiedział mi to… – przez moment milczy i patrzy gdzieś nad moim ramieniem, a ja już wiem, że nie chcę usłyszeć odpowiedzi – w czasie waszej koronacji. Pewnie domyśliłaś się, że te całe koperty, to była jedna wielka mistyfikacja. Kiedy wróciliśmy do domu, skontaktowali się ze mną ludzie z Trzynastki. Zgodziłem się na współpracę, ale postawiłem jeden warunek. Mieliście przeżyć – oboje. Zgodzili się… – znów zawiesza głos, ale nim mam czas zadać kolejne pytanie, słyszę – na ciebie.

– Tylko mi nie mów, że odpuściłeś Peetę? – mówię prawie szeptem. Wiem doskonale, że już raz dokonał takiego wyboru.

– Nie tym razem, skarbie. Było ciężko, ale w końcu przyjęli moje warunki. Choć muszę przyznać, że udało mi się ich przekonać dopiero po jego wystąpieniu w Jedenastce. Wtedy zrozumieli, że nie jest tylko zakochanym w tobie chłopcem, że ma talent, którego nie da się przecenić. Ty miałaś być twarzą tej rewolucji, on – jej głosem.

– Dlaczego tylko dziesięć cieni? – chcę poznać odpowiedź na to pytanie.

– Ze mną trzynaście – tyle, ile dystryktów. Dla każdego po jednym – odpowiada z delikatnym uśmiechem satysfakcji. – Po zwycięstwie każde z nas miało zamieszkać w jednym i tam wpierać nową panią prezydent w jej działaniach, najlepiej bez większych sprzeciwów – dalej jakoś dziwnie się uśmiecha, teraz trochę przy tym krzywiąc się, jakby nie do końca pasowała mu taka rola.

– Widziałam tylko dziesięć nazwisk – w tym samym momencie dochodzi do mnie sens słów Haymitcha. – Czyje zostało usunięte?

– Pomyśl – odpowiada spokojnie.

– Paylor? – nie odpowiada, tylko kiwa głową. – Dlaczego nie została cieniem?

– Pokonał ją Paul. Chociaż nie, pokonał to złe słowo. On po prostu był lepszy. Najlepszy. A Paylor nie zniosła porażki, załamała się. Nie potrzebowałem takich oferm – patrzę na niego zaskoczona. Paylor jest teraz prezydentem, widziałam ją w akcji, widziałam jako dowódcę. To niemożliwe, by tak łatwo się załamała.

– Paylor chciała być najlepsza – Haymitch kontynuuje – a nie była. Zamiast się z tym pogodzić i walczyć o lepsze wyniki, za wszelką cenę chciała zdyskredytować Paula. Tego nie mogłem tolerować, nie w moim oddziale. Musiała odejść i zrobiła to. Ale wydaje mi się, że nigdy nie wybaczyła Paulowi. Pewnie dlatego z taką łatwością przekazała wam akta tajnej jednostki.

– Dobrze, to dwanaście osób. Kto był trzynasty? – chcę wiedzieć wszystko, poznać całość układanki.

– Wybrałem dwie kobiety – odpowiada bardzo spokojnie.

– Dlaczego ta druga nie dotrwała do końca szkolenia?

– Druga, cóż…  – Haymitch ciężko wzdycha. – Musiała się stawić na Dożynkach, a potem z wami na arenie. Skutkiem tego zostali mi tylko mężczyźni.

– O kim mówisz, która z dziewczyn była cieniem? – do głowy przychodzi mi jedynie Enobaria. Tylko ona podołałaby takiej roli.

– Salus.

– Salus? Nie znam jej chyba…

– Znasz. Mówiliście na nią Morfalinistka – mówi o niej jakoś ciepło, całkiem inaczej niż o Paylor.

– Chyba żartujesz? – na samą myśl, że uzależniona od morfaliny kobieta miała brać odpowiedzialność za czyjeś życie – za życie Peety, albo Johanny – przechodzą mnie dreszcze. – Oddałbyś życie jakiegoś człowieka w ręce kobiety, która doby nie wytrzyma bez prochów?

– I kto to mówi, skarbie? – przygląda mi się bardzo uważnie. Unoszę pytająco brwi.

– Powiedz mi – na moment zawiesza głos – kto zbierał rozkruszone tabletki z morfaliną z dywanu? Ja, czy może ty?

I znów, jak bumerang, wracają do mnie wspomnienia. Ten dziwny, nieopisany głód, który odczuwało moje ciało. Na samą myśl o tym znów czuję jak skręca mi się żołądek. To był straszny czas, dlatego tym bardziej nie rozumiem decyzji Haymitcha.

– Ja – odpowiadam mu cicho – i właśnie dlatego wiem, że taka osoba się nie nadaje do żadnych misji. I ty też wiesz jak to jest, ty też – przy ostatnich słowach patrzę twardo na niego. Obydwoje byliśmy uzależnieni, obydwoje znamy ten moment, gdy poza używką nie istnieje niż ważniejszego.

– Ja też – Haymitch przytakuje spokojnie. – I dlatego postawiłem jej warunek. Myślałem, że go nie spełni, ale udało się jej.

– Jaki?

– Musiała z tego wyjść. Całkowicie. To dzięki niej stworzono program, przez który potem przechodziłyście obie z Johanną.

– O jakim programie mówisz?

– Katniss, nie oszukuj siebie i mnie. Zarówno ty, jak i Johanna byłyście uzależnione od morfaliny. Jeśli myślicie, że nikt nie wiedział o tym, że podkrada ci kroplówki, to jesteście w dużym błędzie – bardzo uważnie mi się przygląda.

Nic mu na to nie odpowiadam. Nigdy tak na to nie patrzyłam… Pamiętam tylko, że wtedy chciałam umrzeć – zasnąć i już więcej nie wstać. Potem nagle zaczęło być lepiej, z dnia na dzień.

– Jej też pomogli w Trzynastce? – nie wiem czy mówię bardziej do niego, czy do siebie.

– Pomogli, to mało powiedziane – Haymitch mówi spokojnym, opanowanym głosem. – Oni zrobili cuda – postawili ją na nogi w miesiąc. Była czysta, nie brała przez wiele kolejnych miesięcy, a sprawdziłem dokładnie – włącznie z wystawianiem jej na różne próby. Zaczęła szkolenie, szło jej fenomenalnie. I wtedy nagle okazało się, że musi wrócić. Załamała się w ciągu dosłownie kilku godzin i wróciła do nałogu…

– Skoro wiedziałeś jaką formę będą mieć 75 igrzyska, czemu się zgodziłeś na jej udział w tym projekcie?

– Liczyłem, że jej nie wylosują. Tak samo mocno, jak wierzyłem w to, że wylosują Peetę – odpowiada smutno. – Chcesz wiedzieć coś jeszcze, skarbie?

– Dlaczego przydzieliłeś mi Paula? Zrobiłeś to specjalnie?

– Dostał ciebie pod opiekę, bo był najlepszy. We wszystkim, od walki wręcz, po kamuflaż. Żeby było jasne – zgłosił się pod panieńskim nazwiskiem matki. Nie wiedziałem o jego powiązaniach rodzinnych, nie rozpoznałem w nim podobieństwa. A może nie chciałem go widzieć… Nie wiem – znów wzdycha ciężko. – Prawda wyszła na jaw, jak Gale zobaczył, że się do ciebie, jak to ujął, „dobierał”.

Patrzę na niego zaskoczona, pewnie dlatego kontynuuje.

– Gale was razem widział, wtedy w lesie. Chyba akurat przyjechał. Zdał szczegółowy raport, więc musiałem Paula wycofać. Dokładnie pamiętam całą naszą rozmowę – patrzy na moją reakcję, a ja czekam, nie chcę mu przerywać.

– Zapytałem go czy się w tobie zakochał. Odpowiedział mi, że jesteś piękna i równie nietykalna. Tłumaczył mi, że chciał ci pomóc, pocieszyć. I że zrobił to dla Peety. Oczywiście mu nie uwierzyłem. I wtedy usłyszałem, że w rodzinie robi się takie rzeczy. W końcu wydusił z siebie, że Peeta to jego kuzyn. A ja przypomniałem sobie, że faktycznie ojciec Peety miał brata, który wyjechał wiele lat temu z Dwunastki. Zrozumiałem jego upór co do wyboru pseudonimu, motywy, dla których nie chciał brać udziału w misji odbicia Peety, wiele innych kwestii, które w międzyczasie przyciągały moją uwagę. I dlatego podarowałem mu karę za oszustwo, choć tę decyzję podjąłem dopiero po tym, jak poznałem powody, dla których się zaciągnął. I nie, nie powiem ci o co chodzi – sama musisz go zapytać – ubiega moją ciekawość. – A teraz powiedz mi, o co tak naprawdę jesteś zła?

– Czy Gale wiedział o cieniach?

– Wiedział. Nawet zgłosił się, chciał być jednym z nich. Na szczęście w tej kwestii to ja miałem ostateczne zdanie i nie zgodziłem się. Ryzyko było zbyt duże.

– Ryzyko? – Gale w tamtym czasie był idealnym kandydatem. Wysportowany, inteligentny, oddany sprawie…

– Katniss, wyobraź sobie, że dostałby pod ochronę Peetę. Myślisz, że Gale zapewniłby mu bezpieczeństwo za wszelką cenę? Albo ciebie – jak miałby pozostać niezauważony?

Odpowiedzi na te pytania są jasne. Ale to drugie przypomina mi dlaczego nadal jestem zła na Haymitcha.

– Mnie ochrona nie była mi potrzebna – tak naprawdę zdenerwowało mnie to, że mi nie ufał, że nie wierzył, że sama sobie poradzę.

– Była ci potrzebna Katniss, nawet nie wiesz jak bardzo – odpowiada mi spokojnie. – I nie tylko tobie. Peeta nie przeżyłby, gdyby coś ci się stało. I nie wybaczyłby mi tego. A ja choć raz chciałem coś zrobić dla niego.

– Peeta mnie wtedy nienawidził! – podnoszę głos, a Haymitch w odpowiedzi śmieje się.

– Nie masz pojęcia o czym mówisz. Wiesz czemu on się tak wściekł? Ja wiem. Każde z was miało inny powód do wtargnięcia do mnie. Ciebie poniosło, bo myślałaś, że jesteś sama. Byłaś pewna, że pozwoliłem ci na samodzielność, że ufałem ci tak, by wierzyć, że umiesz o siebie zadbać. I to, że się pomyliłaś, wyzwoliło w tobie taką reakcję. Tymczasem zachowanie Peety nie ma nic wspólnego z nim samym. Ale tak zawsze było, prawda skarbie? – patrzy na mnie przez chwilę, po czym wstaje i wchodzi do domu Peety. Przy drzwiach zatrzymuje się na chwilę i odwraca w moją stronę:

– Czasami nadal się zastanawiam co on w tobie widzi…

25 myśli na temat “76: Brakujące nazwiska

  1. Lal!!!…..coz mogę wiecej powiedzic,zatkalo mnie.Swietna robota i wez tu teraz czlowieku czekaj do poniedzialku 🙂 pozdrawiam

  2. Yey. <3 mnie też zatkało…. ej weźcie cały czas się nie mogę przestawić na to ze rozdziały nie są już codziennie i jak się zrywam z łóżka to pierwsze co robię to chwytam telefon i patrze czy juz jest notka, a tu BUM! no tak za kilka dni… ^-^ ^,^ haha piszcie tak dalej. 😀

  3. Zajefajne jak zawsze . Będę czekać z niecierpliwością na następny rozdział.

    Pozdrawiam.

    Jamajka14

  4. Ej mój mózg działa dziś na wolniejszych obrotach (pewnie przez ten weekend :p ) i nie mogę dociec co konkretnie zdenerwowało Peete, więc mam nadzieję że wyjaśnicie dokładnie to 😛 z góry dziękuję! A ten rozdział był niesamowity! Każde słowo przeczytałam chyba z 10x 😀 genialny <3 i jak was tu nie uwielbiać ^^

  5. Dziękuję i wzajemnie! :* kiciak_001 dołączam się do mockingjay12, spełnia marzeń! :* pochwalisz się które to? 😉

  6. Adusia – wyjaśnimy 🙂

    kiciak – wszystkiego najlepszego 🙂 I mam nadzieję, że choć wieczór będzie lepszy. A specjalnie dla Ciebie – kolejny filmik z mojej playlisty – http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=f6RgITTzJU4 (żałuję, że dźwięk nie jest bardziej stabilny, ale są tam chyba niemal wszystkie moje ulubione sceny z obu filmów – jaskinia, pociąg, plaża, Jedenastka)

    mockingjay 🙂

    Na koniec – panda – jeśli tu zajrzysz, to piszę, że chciałam skomentować Twój jeden rozdział. Ale masz zablokowane komentowanie przez osoby bez konta na bloxie, a na razie nie wymyśliłam loginu, który byłby wolny. Jak odblokujesz, to z przyjemnością napiszę. Albo jak zechcesz podać maila – to Ci podeślę, to co napisałam 🙂

  7. Dzięki Ania. 🙂 Zajebisty filmik. xD Ogólnie urodziny nie są złe bardziej chodziło mi o to ze miałam się jutro ze znajomymi spotkać w pizzeri no ale jeden musi braci pilnować kolejna jedzie do sanatorium do siostry i nie wie czy się wyrobi a inna nie może więc z 9 osób zrobiło się 4…. haha ale najlepsze i tak było to jak rodzice na torcie świeczki ustawili w 41 zamiast 14. :p

    A właśnie idziecie ze mną na pizze jak inni nie mogą.? ;))

  8. wasz blog jest naprawde swietny, dla mnie najlepszy i polecam go moim kolezankom 🙂
    mam pytanie, czy moglabym waszego bloga polecic na mojej stronie o igrzyskach smierci na facebooku? jesli sie zgodzicie to wrzuce link do niej 🙂 bardzo bym chciala zeby inni tez mogli docenic wasz genialny blog

Komentarze są zamknięte.