77: Rozmowa z Prim

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka- jutro

Pozdrawiamy A.& A.

 

Słyszę cichy trzask zamykanych drzwi. Nie mam siły się podnieść, ruszyć do domu. Haymitch ma rację, Peeta jest wspaniałym człowiekiem, całkiem odmiennym ode mnie. Chyba rzeczywiście nie zasługuję na niego, a Haymitch powiedział na głos tylko to, co w mojej głowie siedzi już od dawna. Ja też nie wiem co Peeta we mnie widzi. Nigdy mi tego nie powiedział… Chociaż nie, był taki jeden raz, gdy powiedział kilka uwag na mój temat…

Przymykam oczy, pozwalając, by majowe słońce delikatnie rozgrzewało moją twarz, a myśli same płyną. Ciepłe promienie, przebijające się przez moje zamknięte powieki, tworzą identyczne światło, jakie było na tamtym korytarzu, gdy zmęczona tańcem, zaskoczona tortem, nagle, po raz pierwszy od wielu długich tygodni usłyszałam „chciałby się z tobą zobaczyć”. I poczułam, jakbym się znalazłam na lukrowanej żaglówce z weselnego ciasta – realistycznej, jak wszystko, co wychodzi spod jego ręki… „Ani specjalnie wysoka, ani szczególnie ładna, ani trochę uprzejma” – tak dokładnie wtedy powiedział. Zna moje wady, wie też, że nie mam zalet. Nie mam pojęcia dlaczego zdecydował się być ze mną. Dlaczego wtedy – na arenie i po niej – tak o mnie dbał? Dlaczego, w domu Johanny, starał się mnie odzyskać? Najprościej byłoby go o to zapytać, ale co mi to da? Przecież w życiu nie powie prawdy… Wymyśli coś bardzo szybko, by uspokoić moje obawy.

– Dlaczego ty wybrałaś właśnie jego? – wydaje mi się, że słyszę jej głos tak wyraźnie, jakby stała tuż obok mnie, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe. Prim tu nie ma, ale jest ukryta głęboko w moim sercu. I chyba po raz kolejny podpowiada mi rozwiązanie – może, aby zrozumieć, dlaczego Peeta i ja jesteśmy razem, powinnam najpierw siebie o to zapytać?

– Za co kochasz Peetę? – pytanie zadane jej głosem słyszę niezwykle wyraźnie.

– Nie wiem, nie mam pojęcia za co go kocham – chyba po raz pierwszy sobie to uświadamiam.

– Dobrze, zapytam inaczej – wciąż ten sam, kochany głos mojej siostry przepytuje mnie z moich najgłębszych uczuć, a mnie jakimś cudem wcale to nie przeszkadza.

– Kiedy pierwszy raz zauważyłaś, że jest ktoś taki, jak Peeta Mellark?

– Chyba w dniu, w którym chciałam umrzeć… Byłam bardzo głodna, zmarznięta i załamana tym, że nie jestem w stanie o ciebie zadbać.

– I co on wtedy zrobił?

– Nakarmił mnie… nakarmił nas. Zapłacił za to drogo, ale nam pomógł – pomimo tego, że wiedział, jaka spotka go za to kara, a ja nawet nie wiedziałam jak się nazywa. Wtedy uratował nam życie.

Przez moment wydaje mi się, że jej głos w mojej głowie cicho się śmieje. Ale nie tak kpiąco, raczej tak jakby potwierdzała oczywistość mojej wypowiedzi, jakby chciała mi pokazać, że się ze mną zgadza. A po chwili, zadaje kolejne celne pytanie:

– Czy potem, choć przez chwilę, przestałaś się nim interesować?

– Nie, nie mogłam. Po tym co dla nas zrobił, zawsze wiedziałam co się z nim dzieje. Zawsze.

– Co czułaś, kiedy widziałaś te wszystkie, wpatrzone w niego, dziewczyny?

– Nic – wzruszam lekko ramionami.

– Nie okłamiesz mnie. Jestem w twojej głowie, znam wszystkie twoje myśli – mówi tym samym tonem, jak wtedy, gdy przyłapała mnie w nocy na całowaniu perły.

– Dobrze, byłam zła. Zła i zazdrosna. On był moich chłopcem od chleba, nie tych napuszonych dziewczyn z miasteczka.

– Pierwsza myśl po wylosowaniu jego nazwiska?

– Tylko nie on…

– Dlaczego?

– Bo nie byłabym w stanie go zabić! Nie po tym co zrobił…

– Nie po tym co zrobił, czy nie po tym jak stał ci się bliski?

– Siedzisz w mojej głowie, znasz odpowiedź…

– Ja tak, ale czy ty ją znasz? – jest zaskakująco pewna siebie. To Prim, jaką pamiętam sprzed drugich Igrzysk i z Trzynastki. Prim, która w ciągu kilku miesięcy przeszła metamorfozę z przestraszonej małej dziewczynki do młodej, świadomej swojego celu, kobiety.

– Dobrze – nie po tym jak stał mi się bliski, nie po tym ile o nim wiedziałam, nie po tym jak zmieniał się na moich oczach! – nie spodziewałam się, że w myślach też można wybuchnąć.

– Widzisz, to nie takie trudne – znów wydaje mi się, że się uśmiecha. – Co pomyślałaś, gdy wyznał, że cię kocha?

– Byłam na niego wściekła. Nie zachowywał się jak zakochany, więc byłam pewna, że kłamie, że to jakaś dziwna gra. A ja nie rozumiem gier.

– A może byłaś wściekła, że powiedział to Caesarowi, a nie tobie?

– Nie pamiętam…

– Pamiętasz, ale nie będę już drążyć…. Potem, na arenie, dołączył do zawodowców. O to nie pytam, bo wiem jak zła byłaś. Ale zastanawia mnie inna rzecz.

– Jaka? – nie wiem czy chcę usłyszeć to pytanie.

– Moment, gdy wykrzyczałaś jego imię na pół areny – na moment zawiesza głos. – Chyba bardzo się wtedy ucieszyłaś, że możecie razem wrócić do domu?

– Wykrzyczałam i co z tego? Razem mieliśmy większe szanse.

– Nie kłam. Doskonale wiedziałaś, że jego umiejętności przeżycia nie są zbyt… imponujące. Ale to teraz nieważne. Wyobrażałaś sobie, jak to będzie wrócić do domu bez niego?

– Tak. I wiedziałam, że będzie to trudne.

– Dlaczego?

– Bo ludzie nie darowaliby mi tego, że go nie uratowałam.

– Naprawdę? Od wielu lat wiedzieli, jak wyglądają Igrzyska, że to ciągła walka o przeżycie. Nie sądzę, by cię obwiniali o cokolwiek. A może było coś jeszcze?

– Przyzwyczaiłam się do tego, że jest…

– Aha – znów ten chichot. – Dobrze, przenieśmy się trochę w czasie. Dlaczego wpuszczałaś go do swojego wagonu, a nawet do łóżka w czasie tournee i po nim?

– Do niczego nie doszło – zastrzegam się od razu.

– Wiem, ale nie o to pytam.

– Bo czułam się bezpieczna. To były jedyne momenty, gdy zasypiałam, gdy miałam minuty, godziny bez kolejnych koszmarów. Jakby świadomość tego, że jest, chroniła mnie.

– Przejdźmy teraz do innych rzeczy – co cię w nim pociąga?

– To już moja sprawa!

– Dobrze, niech będzie. Ale pamiętasz, że siedzę w twojej głowie i wiem o czym teraz myślisz?

– Jest przystojny, męski, silny, delikatny, czuły, opiekuńczy, a równocześnie potrafi być stanowczy. Zawsze myśli o innych… Długo mogłabym wymieniać.

– Za co go kochasz Katniss?

– Nie wiem, nie mam pojęcia. Kocham go bo…bo… jest.

Ta przejmująca cisza w mojej głowie napawa mnie przerażeniem. Głos Prim, schowany gdzieś głęboko we mnie, milczy. A ja nie wiem dlaczego tak nagle zamilkła. Po chwili, kiedy łzy powoli spływają mi po policzkach, rozumiem dlaczego. Pozwoliła, by w mojej głowie, zamiast jej głosu, pojawiły się wspomnienia. A dokładnie jedno – podsłuchana rozmowa po śmierci taty. Wtedy przyszła do nas pewna stara kobieta, przyjaciółka mojej babki. Chciała pocieszyć mamę. Nie rozumiałam wtedy jej słów, ale teraz…

– Emmo, ja wiem, kochałaś go najprawdziwszą miłością. Kochałaś go za to, że był. Taka miłość rzadko się zdarza, na ogół ludzie kochają za coś. Ale ty kochałaś Jana dlatego, że był. To czysta i nieskalana miłość. Wiem, że jest ci bardzo ciężko. Jednak teraz musisz pomyśleć o kimś innym. O tych dwóch istotach, które dostaliście w prezencie od losu, o Prim i Katniss. Postaraj się żyć dla nich. Jan by tego chciał…

 

Jego usta bardzo delikatnie muskają moje ramię. Otwieram oczy i przyglądam mu się uważnie.

– Płaczesz? – jest wyraźnie zaskoczony. Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego, w którym momencie pojawiły się łzy. Dawno nie wspominałam taty, zapomniałam już jak na mnie to działa.

– Nie, to przez słońce – chcę zbagatelizować całą sprawę. Peeta delikatnie mnie obejmuje.

– Miałaś mówić prawdę – spogląda mi głęboko w oczy. Jak on to robi, jak udaje mu się zawsze odgadnąć moje myśli? – Nie umiesz kłamać – dopowiada, jakby po raz kolejny czytał ze mnie jak z otwartej księgi. Uśmiecham się do niego delikatnie, a on zakłada mi kosmyk włosów za ucho.

– Zepsułem ci fryzurę – mówi bardzo cicho, jakby nadal się wstydził tego, co się stało. A ja cieszę się, że nie drąży dalej tematu moich łez.

– Tylko trochę. Ale pewnie dlatego mama była taka zła – spoglądam na niego z ukosa. Widzę jak na krótką chwilę pojawia się mu silny rumieniec. Kiedy po chwili figlarnie się uśmiecha, już wiem, że się opanował i wraca mu poczucie humoru.

– Katniss, obawiam się, że twoja mama nie zwróciła uwagi na twoją fryzurę. Za bardzo była zajęta tym, gdzie były moje ręce.

– Twoje ręce były w odpowiednim, jak na tamtą chwile, miejscu.

Uśmiecha się tajemniczo, jakby – podobnie do mnie – przypomniał sobie to, co wtedy czuł. To drżenie ciała, tę nieopisaną ochotę na więcej – więcej pocałunków, więcej dotyków… Pochyla się i całuje mnie bardzo delikatnie, ale ja chcę innych pocałunków. Zarzucam mu ręce na szyję, chcę go do siebie przyciągnąć, ale czuję opór z jego strony. Dopiero po chwili orientuję się o co chodzi. Ja nadal siedzę, oparta o balustradę schodów, podczas gdy on przyklęknął przy mnie w niebyt wygodnej pozycji. Gdy go puszczam, szybko się podnosi, wystawia dłoń w moim kierunku i jednym mocnym pociągnięciem pomaga mi wstać, a potem przyciąga do siebie. Mamy nadal splecione dłonie, a drugą, wolną, rękę zarzucam mu na szyję i tym razem ja pierwsza zaczynam go całować. Przez ten cały czas naszej rozłąki, ponownego wracania do siebie i tego wszystkiego co wydarzyło się z powodu naszej głupoty- bardzo tęskniłam za ciepłem jego ust. Nie przestając mnie całować, Peeta opiera się plecami o metalową rurkę, przytwierdzającą balustradę schodów do ściany i mocno mnie do siebie przyciąga. Stoi pewnie, na szeroko rozstawionych nogach, ze mną między nimi. Jego ręka nie zsuwa się nawet na milimetr z mojej tali, a ja próbuję uwolnić drugą dłoń z jego uścisku. Chcę zanurzyć dłoń w jego włosach, mocniej go do siebie przytulić. Nie pozwala mi na to, a jego usta przesuwają się z moich ust na policzek i bardzo powoli suną w kierunku ucha.

– Proszę, nie odchodź – szepcze cicho.

– Nie chcę odejść, chcę się do ciebie mocniej przytulić – odpowiadam mu takim samym głosem.

– To chyba nie jest dobry pomysł – jego wargi delikatnie muskają moje ucho, przywołując tym bardzo przyjemne dreszcze.

– Ale dlaczego? – powtarzam jego pieszczotę.

Peeta nie odpowiada, przyciska swoje czoło do mojego przyglądając mi się uważnie. Po chwili pyta:

– Jak on mógł cię tam wysłać? Jak on mógł cię tam zostawić?

– O czym ty mówisz? – nie rozumiem jego zachowania i przeskoku tematycznego.

– O Haymitchu. Zastanawiam się dlaczego wysłał cię do Dwójki.

– Bo sama o to poprosiłam – odsuwam się lekko, by widzieć jego twarz i odpowiadam mu marszcząc czoło.

– A jednak – ma dziwny wyraz twarzy – tak też mówił. Ale nie był w stanie mi powiedzieć dlaczego cię nie wycofał po pierwszym raporcie Paula.

– Peeta – nagle dochodzi do mnie prawda, ale chcę to usłyszeć od niego – dlaczego jesteś wściekły na Haymitcha?

– A ty?

– Nie potrzebowałam ochrony – wzruszam ramionami, jakby pytał o oczywistość.

– Potrzebowałaś, wszyscy jej potrzebowaliśmy. I jestem przekonany, że miał rację uznając, że nie powinniśmy o tym wiedzieć. Ale nie rozumiem dlaczego potem cię jej pozbawił, dlaczego zostawił cię w tym niebezpiecznym miejscu. Gdyby zrobił to, co było jego obowiązkiem, nie zostałabyś ranna.

– Tobie o to chodziło?

– A o co innego? Byłem zły, że ktoś wybrał Zwycięzców, którzy przeżyją i tych, którzy mogą zginąć. Ale temu nie jest winny Haymitch. Że poświęcono grupę świetnych ludzi, by z kolei chronić tych „wybranych”. Ale każdy z cieni sam podjął decyzję, że chce wziąć w tym udział. A ty, kochanie, jesteś wszystkim co mam. Nie przeżyłbym gdyby coś ci się stało, a jego zadaniem było zadbać o twoje bezpieczeństwo. Ale nie, on wolał mieć proposy z tobą w walce. To było dla niego ważniejsze. Nie to mi obiecywał!

– Peeta – zaczynam, ale on mi przerywa.

– Katniss, on miał cię chronić, zadbać o to, by nic ci się nie stało. I nie zrobił tego! – jest zdenerwowany, jakby to działo się teraz.

– Peeta, nic mi nie jest – chcę go uspokoić.

– Ale było i to jego wina. Gdyby w porę cię wycofał, nic by ci się nie stało.

– Nie mógł tego zrobić – pamiętam tamten czas, wiem, że moje pozostanie tam miało sens.

– Mógł i powinien.

– I o to się tak wściekasz? – przytakuje tylko głową.

– Kocham cię jak nikogo na świecie.

– Ja ciebie też – odpowiada mi z uśmiechem.

– Za co? – chcę to usłyszeć teraz, natychmiast.

Przez moment milczy, po czym patrzy na mnie uważnie:

– Czemu o to pytasz? – nim zdążam mu odpowiedzieć, sam się domyśla. – No tak, miałaś dłuższą rozmowę z Haymitchem, znów ci namieszał w głowie… – dotyka delikatnie mojego policzka, a potem całuje dłoń, którą wciąż trzyma. – Haymitch zna Katniss, jaką sama stworzyłaś. Chłodną, wycofaną, skupioną na własnym celu… Prawdziwą widział tylko czasem… Na Dożynkach, gdy zgłosiłaś się za Prim. Na arenie, gdy chroniłaś i płakałaś po Rue. Gdy osłoniłaś Gale’a, by go nie zakatowali chłostą… Wiem, że sama mówisz, że przy mnie stajesz się dobra. Ale w żadnym z tych momentów mnie nie było przy tobie. Natomiast Haymitch nie zna dziewczyny, która uśmiechała się na widok motyla, albo kwitnących kwiatów. Która robiła wszystko, by jej siostra nie trafiła do przytułku, by nie głodowała. Nie zna kobiety, dla której nie ma nic ważniejszego niż spłata długu. Nawet za cenę własnego życia – nie wiedziałam, że ma tego świadomość. I chyba mam to wypisane na twarzy, bo dodaje – tak, to też wiem, Katniss.

Chcę coś powiedzieć, ale nie wiem co. A Peeta po chwili kontynuuje:

– Katniss, ja wiem, że przez lata kochałem moje marzenie o tobie. Wydawało mi się, że cię znam, choć tak naprawdę niewiele o tobie wiedziałem – że świetnie strzelasz, że masz piękny głos, że opiekujesz się siostrą, że jesteś dobra. I śliczna – uśmiecha się lekko. – Ale 6-letniemu chłopcu wystarcza uroda i głos koleżanki, a 12-latkowi imponowała twoja siła i samodzielność. I nieodmienna uroda – znów zawiesza głos, jakby nad czymś się zastanawiał. – Wiem jak to zabrzmi, ale wbrew wszelkim pozorom – Snow dał mi coś bardzo cennego. Odebrał mi marzenie o tobie, zniszczył je do spodu. Ale tym samym zmusił mnie do poznania prawdziwej Katniss. I ta prawda okazała się być znacznie lepsza niż moje marzenie. Bardziej realna, odarta czasem z ideału, ale dziś wiem, że kocham ciebie, a nie tylko wizję ciebie…

Patrzy mi w oczy, a ja czuję, że moje znów wilgotnieją.

– Myślę, że dlatego tak bardzo tęskniłem za tobą – marzenie przestało mi wystarczać. Najpierw pragnąłem cię znów zobaczyć. Potem, jak byliśmy u Johanny, chciałem choć dotknąć twojej dłoni. Później – całować cię. Udało się wreszcie wczoraj , ale dzisiejsza noc była dla mnie dużym zaskoczeniem, pewnie dlatego nie przewidziałem konsekwencji.

– Jakich konsekwencji?

– Rozbudziłaś we mnie pragnienia, które były głęboko ukryte przez te wszystkie miesiące, a teraz muszę się nauczyć nad nimi panować. A to niełatwe zadanie – całuje mnie delikatnie w usta, a  jego dłoń, z mojej tali, przesuwa się w dół.

 

– Hej, już wystarczy – jej głos jest bardzo stanowczy, lekko zdenerwowany. Odrywamy się od siebie pąsowiejąc i mówiąc zgodnie cicho – przepraszam.

18 myśli na temat “77: Rozmowa z Prim

  1. To było genialne. !! :))) z rozdziału na rozdział się staje coraz bardziej ciekawie zupełnie jak w książce. 😀 weny życzę i czekam na kolejny. *-*

  2. Ach ten Peeta,tez takiego chce 🙂 Rozdzial bardzo mi się podoba i przyjemnie zaczynac dzien od przeczytania tak dobrego tekstu.Teraz już nic nie jest w stanie popsuc mi humoru,dziekuje!.Pozdrawiam

  3. No i humor na caly dzien-jest. Moj ulubiony dzien dzisiaj. Chyba nigdy nie lubilam poniedzialkow. Ale ten jest wyjatkowy. I nareszcie peeta i katniss . Tzn. Jest miedzy nimi tak super. Jak tylko rano sie obudzilam od razu wlaczylam bloga z mysla ze jest notka. I byla nie pomylilam sie. Jestescue swietne co tu duzo mowic. Nie czytalam lepszego bloga, ksiazki niczego tak jak robicie to wy. 🙂

  4. Kurde.. Genialne jesteście. Uwielbiam waszego bloga. Nie mogę się doczekać zakończenia całej tej historii. Będą dzieci? A może któreś z nich umrze… Jest tyyyyle możliwości ;)?

  5. Bardzo fajny bloog tylko jedno ale.w ksiazce katniss i peeta nie okazywali za bardzo uczuc i toprzy wszystkich a tu na kazdym kroku sie caluja a no ipeeta powinien miec o wiele wiele wiecej tych atakow bo nigdy sie z tego nie wyleczyl i bardzo w tych opowiadaniach slodzisz oni byli bardziej skryci i wgl mam nadzieje ze wezmiesz to pod uwage z gory dzieki

  6. Papka, moim zdaniem to opowiadanie jest właśnie po to, by opisać to czego zabrakło w książce. Według mnie to super, że autorki opisują uczucia bohaterów, nie zapominając przy tym o trzymającej nas w napięciu akcji. Suzanne Collins miała swoją wizję bohaterów i całej reszty, a właścicielki bloga mają nieco inną. I chwała im za to. Dzięki temu ich dzieło jest tak wyjątkowe. Bo przecież takie idealne odwzorowanie treści książki byłoby nieco bez sensu. Ich pomysły nieustannie mnie zaskakują i za każdym razem jest to mega pozytywne zaskoczenie. Oby tak dalej :))

  7. Kiciak – ja jeszcze nie.

    Nathie 🙂

    Papko, poza tym, co napisała Nathie, jest jeszcze jedna kwestia – zmieniło się całe otoczenie względem książki. Już nie ma kolejnych aren, nie ma wojny (co oczywiście nie oznacza, że jest spokój, ale to inna rzeczywistość), a z kolei oni oboje wiedzą, że się wzajemnie kochają 🙂 W książkach właściwie niemal nie ma chwili, by oboje mieli tego świadomość (najpierw Peeta kocha Katniss, potem on o tym zapomina, a z kolei ona orientuje się co do niego czuje). Jest chyba tylko jeden krótki moment, gdy wiedzą to oboje – to jest plaża na arenie w „W pierścieniu ognia”. I tam okazują sobie uczucia 🙂 Po prostu pani Collins nie dała im więcej tej szansy 😉

  8. Uuu genialnie!!! <3 czyżby mama Katniss? 😀 taaak romantycznie <3 chciało mi się płakać jak czytałam o Prim, brakuje mi jej 🙁 więc dziękuję za jej „powrót” 🙂 a tak serio to ataki Peety mogłyby być bardzo ciekawe 🙂

  9. Ja musze sobie obejrzeć z dwóch powodów.
    Pierwszy – Lubie takie filmy choć mnie przerażają. No ale wystarczy kocyk żeby się schować l, popcorn i oczywiście przyjaciółka! ! :*

    Drugi – główną bohaterką jest najlepsza, najbardziej uzdolniona, najzabawniejsza i niepowtarzalna aktorka na całym świecie. ^^ (myślę że wiecie o kim mowie.) 😀

  10. Kiciak, ja miałam teraz fazę na filmy z Joshem – wczoraj dotarłam do Mostu do Terabithii (cudny jest) :):)

    I bardzo się cieszę, że się Wam podoba ten rozdział. Jak dostałam od Ani maila z rozmową Kat i Prim, to miałam łzy w oczach – uwielbiam 🙂 A potem jeszcze dodałyśmy rozmowę z Peetą – to taki moment, który z kolei we mnie tkwił od momentu, gdy skończyłam Kosogłosa. Gdy pomyślałam, że to nie jest tylko „zżyliśmy się ponownie ze sobą”, ale „musieliśmy się od nowa poznać i pokochać” 🙂

  11. Anna też mam tą fazę 😀 obejrzałam już większość filmów z Joshem i uważam, że jest genialnym aktorem i na dodatek bardzo przystojnym, a jako dziecko słodkim jak np. w małym Manhattanie 🙂 ^^

Komentarze są zamknięte.