8: Puk, puk,puk

Zapraszam do czytania i komentowania. Od razu też przepraszam za opóźnienie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Siedzę przy stole, z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach, i patrzę na ludzi zebranych wokół niego. Pan Mellark gra w szachy z Haymitchem. Pani Mellark rozmawia z Peetą, Amandą i Patrckiem. Nie chcę im przeszkadzać. A w szachy grać nie umiem. Peeter śpi w salonie. Jest pod działaniem silnych leków nasennych. Według lekarzy- a przynajmniej tak zrozumiałam- sen jest mu potrzebny. Gorączka nie będzie dla niego tak uciążliwa. I co chyba najważniejsze nie będzie czuł bólu. Bo to co Peeta nazwał umyciem nogi tak naprawdę okazało się zabiegiem, mającym na celu dokładne usunięcie tego wszystkiego co się do niej przykleiło podczas pobytu w chacie. Używali do tego czyszczenia jakiś dziwnych środków i narzędzi. A to podobno musiało boleć. Bardzo boleć. I boli nadal. Niech śpi. Dostaje dwa razy dziennie antybiotyk w formie zastrzyku a dodatkowo maści na nogę.

– Będę tu przychodził dwa razy dziennie- przy okazji będę mógł na bieżąco monitorować jego stan- mówi wychodząc młodszy z lekarzy. Do zobaczenia wieczorem.

To był naprawdę długi i ciężki dzień. Powoli przypominam sobie każdy jego fragment.

– Ten chleb jest chyba najlepszy jaki kiedykolwiek upiekłeś

– Wiem, widzę że Ci smakuje- odpowiada mi Peeta

– Niby skąd

– Bo zjadłaś już  chyba pół bochenka- odpowiada mi z uśmiechem

Może tak być. To jest naprawdę możliwe. Całonocny i poranny stres, mogły faktycznie sprawić, że zjadłam aż tyle. Ale jest naprawdę pyszny. Rozmyślania nad zawartością mojego żołądka i tego ile jest jeszcze w stanie ewentualnie pomieścić przerywa Peeta

– Zarządzam kąpiel. Dla wszystkich. Ale już. Nie da się z Wami wytrzymać w jednym pomieszczeniu.

– Ja też?

– Nie Katniss, Ty nie. Jedź sobie jedź, nie przeszkadzaj sobie- odpowiada całując mnie w czoło.

Pan Mellark po kąpieli poszedł uciąć sobie krótką drzemkę. Łazienkę zajął Patrick. Pani Mellark zaś czeka na swoją kolej z nami. Nagle przychodzi mi do głowy- moim zdaniem- świetny pomysł. Podnoszę się wiec z krzesła. Po ilości chleba (naprawdę pysznego) jaką zjadłam wcale nie jest to łatwe. Patrzę na Peetę i skinieniem głowy daję mu do zrozumienia, żeby poszedł za mną. Ciągnę go na górę do sypialni. Patrzy na mnie z figlarnym uśmiechem

– No wiesz kochanie tego się po Tobie nie spodziewałem- ale bardzo mi się to podoba- i podchodzi aby mnie objąć i najprawdopodobniej pocałować

– Och nie o to mi chodziło

– A już się ucieszyłem- robi minę, która najprawdopodobniej miała oznaczać zawód

– Tak sobie pomyślałam, że może zrobił byś mamie przyjemność i przygotował jej taką samą kąpiel jak mnie- z tymi wszystkimi fantastycznymi dodatkami?

– Z wszystkimi?

– A czemu by nie- i w jego oczach odgaduję co ma na myśli. Natychmiast więc się poprawiam- z prawie wszystkimi- dodatek Ciebie niech pozostanie nadal tylko dla mnie- uśmiecham się i próbuję go ominąć. Nie udaje mi się to. Peeta mnie obejmuje i namiętnie całuje. Kiedy już schodzę na dół śmieję się sama do siebie, że tak naprawdę nie uciekałam zbyt skutecznie. Brakuje mi jego dotyku. Uświadamiam sobie, że coraz trudniej mi bez jego pocałunków. Moje rozmyślania przerywa głos dobiegający z łazienki

– Peeta

– Jest na górze, może ja mogę Ci jakoś pomóc?

– Raczej nie Katniss, poczekam na niego

Wchodzę do kuchni.

– Pani Mellark, Peeta ma dla Pani na górze niespodziankę, zapraszam do łazienki przy naszej sypialni- mówię to zanim mam czas ugryźć się w język- Pani Mellark nie odpowiada, tylko patrzy na mnie ciepłym wzrokiem i z uśmiechem idzie na górę. Kiedy w końcu Peeta schodzi na dół po raz pierwszy ale nie ostatni niestety uświadamiamy sobie, że nie o wszystkim pomyśleliśmy tej nocy. Owszem sypialnie i śniadanie były gotowe i czekały na przybycie naszych gości, ale zapomnieliśmy, że mają oni inne także inne potrzeby. Takie choćby jak czyste ciuchy. Niestety Patrick nie może pożyczyć niczego od Peety. Chociaż w sumie może, ale zważywszy na fakt iż jest on wyższy i szczuplejszy niż Peeta, w jego ciuchach mógłby czuć się i wyglądać co najmniej śmiesznie. Zastanawiam się bardzo intensywnie, co zrobić aż nagle dochodzi do mnie oczywista prawda

– Haymitch- prawie krzyczę

– Co Haymitch- pyta mnie Peeta

– Jest tej samej postury i wzrostu co Patrick- idę do niego

Tak więc jestem pod domem Haymitcha i czekam aż otworzy mi drzwi.

– No nareszcie. Słyszałam, że masz za dużo ciuchów, postanowiłam więc pomóc Ci pozbyć się kilku z nich- mówię mijając go w drzwiach i wchodząc do jego domu- łapie mnie za łokieć

– Co Ty właściwie robisz Katniss

– Już Ci mówiłam idę

– Katniss- warczy na mnie – słyszałem co mówiłaś i pytam co robisz

– Musimy w coś ubrać Patricka- odpowiadam mu z rezygnacją

– Dobrze, rozumiem, zaraz czegoś poszukam. A Ty powinnaś się raczej zastanowić o czym jeszcze zapomniałaś. A raczej o kim

– O niczym nie zapomniałam

– Dobrze więc, zaraz przyniosę ciuchy dla Patricka. Już nie mogę się doczekać widoku Pani Mellark w koszuli Peety.- mówiąc to zamyka mi drzwi przed nosem

Wściekam się. Czy on zawsze musi mieć rację. Nie ważne zresztą. W co my Ją przebierzemy. Może i Pani Mellark jest mojego wzrostu. Ale jest też pulchniejsza. Moje ubrania na pewno nie będą na nią pasować.

Uwielbiam mój mózg. Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi o czymś zapisanym gdzieś głęboko w mojej pamięci. Zupełnie tak jak teraz. Przeprowadzka do Doliny Zwycięzców. Moja matka wnosząca do domu zwykłe kartonowe pudełko. Ale jak ona je wnosi. Z największą delikatnością. Bez słowa ja i Prim wyrywamy je jej, ciekawość nas zżera. Cóż takiego moja matka może aż tak celebrować. Widok zawartości pudełka mnie zaskakuje. Sukienki, spódnice i swetry w nim zgromadzone są o wiele za duże na moją matkę.

– Mamo co to- pyta Prim

– Moje pamiątki

– Byłaś kiedyś taka gruba?- pytam i sama nie wierze, że to mówię- moja matka od kiedy pamiętam zawsze była drobna i szczupła

– Tak Katniss, nawet dwa razy- nosiłam te ciuchy będąc z Wami w ciąży- to moje pamiątki po tym wspaniałym okresie- może kiedyś któraś z Was też je założy

– Na mnie nie licz- nigdy nie będę mieć dzieci- po tych słowach mama tylko się uśmiechnęła i wkłada karton na samo dno szafy w swoim pokoju

Tam też go znajduję. Szczelnie zamknięty. Przez to chyba tylko ubrania nadal są czyste i pachnące. Biorę karton pod pachę i już chcę wychodzić, kiedy mój wzrok pada na telefon. Może powinnam ją zapytać czy mogę. Ale nie teraz. Teraz pewnie jest w pracy. Zadzwonię wieczorem. Nie powinna być aż tak bardzo zła. Zawsze lubiła pomagać innym. I tej myśli się trzymając rozkładam ciuchy na łóżku. Pukam do drzwi łazienki

– Pani Mellark na łóżku położyłam Pani czyste ubrania do przebrania. Od razu uprzedzam, że to ciuchy mojej mamy. Ale ona na pewno nie ma nic na przeciw by je Pani na parę dni pożyczyła. W poniedziałek, pójdziemy do miasteczka i kupimy Pani coś nowego. Dobrze?

– Dziękuje Ci Katniss- coś mi się zdaje, że ona znowu płacze

Już schodząc ze schodów słyszę ściszone głosy Peety i Patricka. Mimo, że prawie szepczą ton ich głosu wskazuje na to, że się kłócą.

– Wątpię by matka była z tego zadowolona

– To już zostaw mnie, po prostu powiesz jej jak by się pytała, że nie wiesz gdzie jestem

– Panowie co tu się dzieje, o co chodzi- pytam wchodząc do kuchni

– O nic

– Chodzi o to- odpowiada mi Peeta, że mojemu bratu zachciewa się spacerów do miasteczka. Mam go kryć, a raczej mamy go kryć, a wiedza po co tam idzie jest jak to ujął zbędna

Doskonale wiem, po co Patrick chce iść do miasteczka. I postanawiam się z nim chwilę podroczyć( kiedy wchodziłam do kuchni zobaczyła, że zegar w holu wskazuje 9:55)

– No powiedz po co chcesz tam iść- pytam

– Muszę tam iść. Nie wasz interes po co. Mogę liczyć na to, że nie powiecie matce gdzie jestem?

– Wiesz co Peeta, niech idzie. W sumie co nas to obchodzi gdzie i po co tam się wybiera. Parzę herbatę, za chwilę będzie tu Amanda też masz ochotę kochanie?- patrze na niego i w mig widzę, że już wie kim jest Amanda.

– Masz racje. Niech idzie. No już Cię nie ma. Amanda będzie tu o 10?

– Tak powinna być za parę minut

 Patrzymy na jego twarz. Jego mina to mieszanina zdziwienia, radości i chyba też trochę niedowierzania. Pewnie zastanawia się skąd wiemy. Dzwonek do drzwi.

– No idź jej otwórz- mówi do niego Peeta, ona nie przyszła tu do nas

Wchodzą razem do kuchni. Widać, że nie mogą się na siebie napatrzeć

– Dziękuje Katniss za zaproszenie

– Och nie ma za co masz ochotę na herbatę czy może chcecie się przejść

– Albo skorzystać z domu po drugiej stronie jest wolny a ja znam kogoś kto ma klucze- dodaje Peeta z uśmiechem

– Ja mam ochotę na herbatę jeśli można- te słowa wypowiada Pani Mellar

W kuchni zapada grobowa cisza. Pani Mellark pewnie słyszała też resztę wypowiadanych w tej kuchni słów, przysiada na krześle, patrzy na Amandę i mówi

– Patrick, może byś tak przedstawił matce swoją dziewczynę, narzeczoną, żonę? Bo ja z Wami moje dzieci to już nie wiem, kto się z kim zaręczył, kto z kim ożenił- o niczym mi nie mówicie

Biorę Peete za rękę i próbuję wyciągnąć z kuchni. Podejrzewam, że ta rozmowa nie dotyczy nas. Jednak się mylę.

– A wy gdzie się wybieracie?

– Nie chcemy przeszkadzać

– Jak na razie nie ma w czym Katniss, mój pierworodny syn najwyraźniej zapomniał języka w gębie- i uśmiecha się ciepło

– Mamo to jest Amanda. Moja dziewczyna. Amando poznaj moja matka, Peetę i Katniss już znasz

– Dzień dobry Pani Mellark, bardzo mi miło widzieć Panią w dobrym zdrowiu

– Katniss czy Amanda może zjeść z nami obiad jak już ona i Patrick oddadzą te klucze z domu na przeciw właścicielom. Chciałabym lepiej ją poznać.

– Oczywiście Pani Mellark- odpowiadam, a moje myśli są już zupełnie w innym miejscu. Zupełnie jak myśli Peety- ZAPOMNIELIŚMY O OBIEDZIE

Wychodzimy razem z Patrickiem i Amandą przed dom. Wolą jednak iść na spacer niż do mojego starego domu.

– Jak mogliśmy zapomnieć o obiedzie. Co my teraz zrobimy, z czego Ty się śmiejesz- już prawie na niego krzyczę

– Katniss, to śmiech przez łzy- prawie się kładzie na werandzie.

Jestem na niego zła. Bardzo zła. Ale za nim mam czas zareagować do domu zbliża się Śliska Sae z grupą jakiś dzieci.

– Doszły mnie słuchy, że maci gości więc postanowiłam Wam to przynieść- postawcie tutaj – zwraca się Sae po części do nas po części do dzieci

– A co to takiego – pyta Peeta

– Obiad- ugotowałam dla Was gulasz jeśli macie ochotę

Rzucam się jej na szyję.

– Dziękuje Ci bardzo. Nawet nie wiesz jak bardzo nam pomagasz. Dziękuje.

– Jak możemy się Ci odwdzięczyć- pyta Peeta

– Pozwólcie, że przedstawię Wam moich małych przyjaciół. Bardzo chcieli Was poznać, tak bardzo, że aż na ochotnika zgłosili się do niesienia tego ciężkiego garnka

Peeta bierze mnie za rękę. Podchodzi do grupki wpatrzonych w nas jak w obraz chłopców. Jest ich czterech.

– Cześć jestem Peeta a to jest Katniss a wy jak macie na imię

Cisza

– Może jednak zdradzicie nam swoje imiona- ciągnę

Cisza

Patrzymy na Śliską Sae.

– Chłopcy, może byście tak jednak odpowiedzieli

Zza pleców milczącej czwórki wyłania się dziewczynka.

– Dzień dobry. Mam na imię Eva. A oni nic nie mówią, bo się w Pani kochają

– A niby kto ma pod poduszką zdjęcie Pana Peety?- odpowiada jej najniższy chłopiec, o dziwnie znajomych oczach, lecz nim mamy czas im coś na to odpowiedzieć słyszę coś, co sprawia, że świat wiruje. A ból mnie przytłacza. Ściskam mocniej dłoń Peety. On przytrzymuje mnie przed upadkiem. Bo świat wiruje i boję się, że zaraz się przewrócę.

– Jan, Jan- krzyczy jakaś kobieta wchodząca bardzo szybkim krokiem do wioski zwycięzców- podchodzi do chłopca o znajomych oczach odwraca go za bark w swoją stronę

– Jan pytam co tu robisz, zabroniłam Ci przeszkadzać Katniss, do domu i to natychmiast niech no tylko ojciec się dowie,że

Przerywam jej

– Pani jest żoną Thomasa a to jest jego syn

– Tak. Witaj Katniss, przepraszam za mojego syna. Pięknie wyrosłaś. Jak Cię ostatni raz widziałam byłaś śliczną, małą dziewczynką z warkoczykami

– Nadal jest śliczna- odpowiada jej Jan

– Jest też już zajęta- mówi mu ze śmiechem Peeta

– No właśnie synu, chyba nie chcesz mieć na pieńku z Panem Mellark? powiedziałam do domu, biegiem

– My też już pójdziemy- mówi Sae, pamiętajcie żeby kiedyś przynieść mi garnek

– Jeszcze raz dziękujemy- Peeta uśmiecha się do Sae i chłopców

Odchodzą. Kiedy są wystarczająco daleko żeby nas nie usłyszeć Peeta przytula mnie i pyta

– Katniss, jak miał na imię Twój ojciec.

Nie jestem w stanie mu odpowiedzieć. To za bardzo boli. Peeta widać jak zawsze mnie rozumie. Przytula mnie mocno. On już wie. Wie, że Thomas dał swojemu synowi na imię Jan. Zupełnie tak jak na imię miał mój ojciec. I teraz już rozumiem matkę. Wiem czemu nas nie odwiedzał. To co on zrobił z przyjaźni i szacunku do mojego ojca, w nas na pewno wywołało by ból. Tak jak we mnie teraz.

Gulasz okazał się przepyszny. Było go też na tyle dużo, że starczyło nam go i na obiad i na kolację.

– Co byście powiedzieli, żeby jutro na obiad zjeść pieczoną gęś- pyta Haymitch

Wszyscy reagują na to bardzo entuzjastycznie. A ja dziwię się, że Haymitch tak sam od siebie chce poświęcić jedną z swoich ulubienic. Pani Mellark planuje, jak ją przyrządzi, a my tylko do się do siebie przytulamy. Śmiejąc się przy tym do rozpuku. Haymitch nas zaskoczył.

Czuję, że ktoś wyjmuje mi kubek z dłoni. Patrzę zaskoczona na Peetę

– Co robisz?

– Chodź, idziemy spać

– No przestań nie jestem śpiąca

– Tak wiem Katniss i pewnie dla tego śpisz na siedząco? pyta mnie z uśmiechem

– Peeta ma rację, idziemy spać- mówi Pani Mellark, już bardzo późno

Haymitch żegna się i wychodzi. Patrick idzie odprowadzić Amandę do domu. Kiedy zamykamy za sobą drzwi sypialni Peeta zwraca się do mnie

– To co kąpiel?

– Nie dzisiaj, jest szansa, że zasnę w wannie

– Rozumiem- mówi zawiedzionym tonem- idę umyję się pierwszy zaraz wracam

Zamyka za sobą drzwi łazienki. Opadam na łóżko. I nagle dochodzi do mnie, że właśnie straciłam szansę na miłe chwilę. Chociaż może nie. Wchodzę cicho do łazienki. Rozbieram się i wchodzę pod prysznic. Udaje mi się go zaskoczyć

– Przyszłam umyć Ci plecy- mówię do niego z uśmiechem

– A. W takim razie proszę- podaje mi myjkę i odwraca się do mnie plecami. Trochę jestem zawiedziona. Bo nie odwraca się nawet wtedy jak kończę myć mu plecy. Nie odwraca się nawet wtedy, gdy ja jestem już umyta.

– Może byś się zrewanżował?- pytam mocno poirytowana

– Oczywiście- bierze ode mnie myjkę- myje mnie bardzo delikatnie.

Całuje mój kark. Tak delikatnie. Obejmuje mnie w tali. Odwracam się twarzą do niego. Całuję go w usta. Przez moje ciało przechodzi dreszcz. Uwielbiam to jak mnie dotyka. Jak mnie całuje. Nasze pocałunki stają się coraz bardziej namiętne. Nagle Peeta przyciska mnie do ściany kabiny. Delikatnie unosi. Oplatam nogi wokół jego bioder. Czuję. Czuję jego całego. Już wiem, że chcę oddać mu się cała. Wiem, że jestem już na to gotowa. Wiem, że dłużej nie chcę czekać. Wiem też, że on nie zrobi niczego bez mojego pozwolenia. Bez mojej wyraźnej prośby.

– Chodźmy do łóżka- mówię

Odrywa usta od mojej szyi

– Jesteś tego pewna

– Jak niczego na świecie

Wynosi mnie na rękach. A raczej niesie mnie oplecioną wokół jego bioder. Klęka na łóżku. I delikatnie mnie na nim kładzie. Sam chce położyć się obok. Nie pozwalam mu na to. Nasze pocałunki jeszcze nigdy nie były tak namiętne. Moje ciało ogarnia fala gorąca. Tak bardzo pragnę go poczuć. Jak zawsze odczytuje moje myśli

– Katniss, to ostatnia szansa na to żeby to zakończyć, jeszcze chwila i nie będę w stanie się  powstrzymać

– Tak bardzo Cię pragnę- odpowiadam tylko

Moje słowa podziałały na niego tak jak się spodziewałam. Przywiera do mnie jeszcze mocniej.

– Kocham Cię Katniss, jesteś taka piękna, tak bardzo chcę się z Tobą… połączyć

– To zrób to i nie karz mi dłużej czekać

Czuję jak delikatnie wsuwa się we mnie. Bardzo delikatnie. Bardzo powoli. Centymetr. Jęk, który wydobywa się z mojego gardła sprawia, że odskakuje ode mnie.

– Przepraszam Katniss

– Czemu przestałeś

– Bo Cię bolało

– To nie było z bólu, nie przestawaj proszę tak bardzo Cię kocham

Odpowiada mi pocałunkiem. Znów zaczynam go czuć, z mojego gardła znów wydobywa się jęk. Ale tłumi go pocałunkiem. Powoli wsuwa się we mnie na centymetr, półtora

Puk, puk, puk….