80: Gra w karty

Witajcie.

Przepraszam za opóźnienie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Do poniedziałku.

Pozdrawiamy serdecznie A. & A. 

 

Zapach konwalii delikatnie otula sypialnię. Nigdy wcześniej nie zauważyłam jak pięknie pachną. Tak naprawdę dopiero wczoraj, niemal odruchowo, powąchałam ten mały, biały bukiecik od Amandy i Patricka. Wydawali się być zakłopotani tym, że tak mało od nich dostałam, choć nie oczekiwałam żadnego prezentu. Nie omieszkałam im też powiedzieć, że samo przełożenie ślubu stało się już wystarczającym darem…

 

Podnoszę się powoli, mam wrażenie, że łóżko bez niego jest zimne i puste. Na poduszce widzę jeszcze wgłębienie w miejscu, w którym leżała jego głowa – Peeta musiał wstać niedawno. Naciągam na siebie sweter i wychodzę z sypialni. Jednak, nim zdążę wejść na schody, powstrzymuje mnie mina Johanny, stojącej po drugiej stronie balustrady. Powoli podnosi rękę i dotyka wskazującym palcem ust, nakazując mi ciszę. Równocześnie widzę na schodach Paula, już w pełni ubranego. I wtedy, nagle, słyszę jej głos – od razu go rozpoznaję…

– Dzień dobry – w kolejnej sekundzie dochodzi do mnie pogodny głos Paula.

– Dzień dobry – w głosie Peety słychać, że jest bardzo zdenerwowany.

– Nie do ciebie mówiłem – Paul nie zmienia tonu. – Kim jest ta pani?

– Jestem dziewczyną Peety – na sam dźwięk jej piskliwego głosu, krew się we mnie gotuje. Mam ochotę zejść na dół i w końcu dobitnie jej wytłumaczyć, kto ma prawo nazywać siebie dziewczyną Peety, ale Johanna mocno łapie mnie za ramię.

– Chyba najwyższa pora wytłumaczyć parę rzeczy „pannie świadek rezerwowy” – mówi szeptem.

– Peeta próbował wczoraj i widzisz co z tego wyszło – odpowiadam jej równie cicho, słuchając równocześnie dalszego ciągu rozmowy prowadzonej na parterze.

– Och, to twoja dziewczyna? – Paul zawiesza głos i krótko śmieje się. – Kto by pomyślał… Nie zaprosisz jej do środka? Nie wypada, by dama stała tak w drzwiach, musisz się jeszcze sporo nauczyć, kuzynie – słyszę w jego głosie jakieś dziwne nuty. To nie ironia, ale domyślam się, że coś kombinuje. Peeta najwyraźniej też, bo odpowiada:

– Masz rację. Proszę, wejdź Ivon, zapraszam na kawę. Może do…

– Kuchni – kontynuuje Paul.

– Tak, kuchnia to dobry pomysł – mówi Peeta, a w tle słyszę dochodzące z holu kroki.

– Tym razem będzie mieć lekcję poglądową – mówi do mnie cicho Johanna. – Robimy tak – bardzo szybko i cicho przekazuje mi plan, który przygotowali z Paulem. Nie wiem jakim cudem udało im się ją usłyszeć, czy też może zauważyć, nim przyszła, ale nie wnikam w to teraz. Tak samo jak nie pytam o to, co Johanna robi w domu Peety w piżamie.

 

Zgodnie z umową zostaję w holu, schowana za ścianą i czekam na umówiony znak.

 

– Johanna? – Peeta też jest zaskoczony jej widokiem.

– Peeta – muszę przyznać, że całkiem nieźle udaje zaspany głos – dzień dobry. – Słyszę jak odsuwa krzesło i pewnie na nim siada.

– Co tu robisz? – Peeta drąży temat.

– Och, przecież wiesz, jak niewygodne są łóżka w domu Katniss, więc przeniosłam się do ciebie. Chyba się nie gniewasz?

– Nie, w żadnym razie – odpowiada jej rozbawiony. – A wyspałaś się?

– Jakoś nie bardzo…

– Czyżby i u mnie było niewygodne łóżko?

– Nie, jakoś tak wyszło po prostu – wyobrażam sobie jej minę. – A ty? Spałeś dziś trochę?

– Krótko – odpowiada jej i chyba tłumi ziewnięcie.

– No właśnie… Mam pytanie – czemu nie dajesz nam się wyspać? – Johanna unosi głos zwracając się do Ivon.

– Przyszłam odwiedzić mojego chłopaka – odpowiada jej zaczepnie.

– Mhm – znam ten ton, nie wróży niczego dobrego. – A nie możesz go odwiedzać trochę później? W jakiś normalnych godzinach? Peeta nie mieszka tu sam.

– Właśnie, że mieszka – Ivon zaczyna krzyczeć.

– Możecie być ciszej?  Niektórzy jeszcze śpią – Peeta próbuje je obie uspokoić.

– Niby kto? – głos Ivon robi się coraz bardziej piskliwy, a ja nie czekam już na sygnał Johanny.

– Już nie śpią – mówię wchodząc do kuchni. – Dzień dobry wszystkim. Albo prawie wszystkim – ja także staram się, by mój głos brzmiał jakbym dopiero wstała.

– Dzień dobry – Peeta uśmiecha się do mnie ciepło, podczas gdy Ivon wsuwa rękę pod jego ramię wsparte łokciem o stół. Gdy jej to nie wychodzi, próbuje wziąć go za rękę. Przyglądam im się uważnie, coraz bardziej mam ochotę jej jakoś dopiec. W końcu siadam naprzeciw nich i podwijam nogi w taki sposób, że kładę brodę na kolanach. Mam na sobie koszulę, którą kupiłam sobie w zamian za tamtą zniszczoną przez Gale’a. Pozwalam, by długi i szeroki sweter zsunął się z mojego ramienia, odsłaniając jego nagość. Ivon rozpaczliwie próbuje złapać dłoń Peety, ale jemu jakoś udaje się uciec. Niemniej to wyraz jej twarzy sprawia mi największą przyjemność – wściekłość to mało powiedziane, ogarnia ją jakaś dziwna furia.

– Co ty tu robisz? – zwraca się do mnie dopiero po dobrych dwóch minutach.

– Widzisz, mam strasznie niewygodne łóżko w moim domu, dlatego przeniosłam się do Peety.

– Co z tą kawą? – Paul najwyraźniej chce skierować rozmowę na jakiś konkretny temat. A może raczej chce zmienić ten, który niebezpiecznie dryfuje?

– Ja zrobię – Ivon podnosi się momentalnie, podchodzi do szafek kuchennych i zaczyna je powoli otwierać.

– Kubki po prawej, kawa na dole po lewej, cukier w cukiernicy na blacie. A ja poproszę z mlekiem – mówię spokojnie. W jej oczach widzę, że każde moje słowo wzmaga jej złość. Jednak nie wybucha, nawet nie komentuje tej sytuacji, tylko metodycznie przygotowuje aromatyczny napój. W tym czasie Peeta siada cicho na krześle obok mnie, kładzie moje nogi na swoich kolanach i delikatnie przesuwa dłonią po mojej łydce.

 

Bum! Cukiernica ląduje na podłodze z głośnym brzdękiem. Wzdycham, najbardziej teatralnie jak potrafię, podnoszę się z krzesła i zwracam się do Ivon:

– Ja to zrobię, usiądź sobie – uśmiecham się do niej, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że to zdenerwuje ją jeszcze bardziej. Mimo to spełnia moją prośbę i ku mojej oraz Johanny uciesze, próbuje powtórzyć moją pozycję, układając nogi na kolanach Peety. Jednak on szybko jej to uniemożliwia, wsuwając się z krzesłem pod stół.

 

Gdyby tylko wzrok mógł zabijać, padłabym trupem… Ivon, z mordem w oczach, podąża wzrokiem za każdym moim ruchem, kiedy podaję kawę Johannie, Paulowi, wreszcie jej samej. Zapowietrza się dopiero, kiedy delikatnie ocieram się o udo Peety, stawiając przed nim parującą kawę, a on delikatnie obejmuje mnie w pasie.

– Mówiłem „dzień dobry” – mówi cicho, ale oboje wiemy, że jest doskonale słyszany przez wszystkich.

– Ja również – odpowiadam uśmiechając się do niego figlarnie.

Daje mi lekko znak, bym się do niego zbliżyła. Nachylam się bez zastanowienia i pytam z uśmiechem:

– Czego pan sobie życzy, panie Mellark?

– Buziaka na dzień dobry, czekoladko – ostatnie słowo mówi już tylko do mnie, niemal bezgłośnie.

Momentalnie robię naburmuszoną minę, nie chcę, by się tak do mnie zwracał. Ale pozwalam mu się pocałować – niby przelotnie, delikatnie, ale skutecznie. I nieszczęśliwie – dla kubka.

– Ivon, jak tak dalej pójdzie, wytłuczesz mi pół kuchni.

– Co to było? – jest tak zaskoczona, że na moment zapomina o wyuczonym kapitolskim akcencie.

– O czym mówisz? – Paul dołącza momentalnie udając, że nie rozumie do czego się odniosła. Głos ma poważny, choć jego oczy się śmieją.

– Dlaczego… Dlaczego ona go pocałowała? – Ivon znów piszczy, dodatkowo wskazując mnie palcem.

– A kogo ma całować? – Paul nie daje za wygraną.

– Nie wiem kogo, nie obchodzi mnie to! Ale na pewno nie Peetę!

– Dlaczego? – Peeta włącza się do rozmowy. Równocześnie cały czas trzyma dłoń na moim biodrze.

– Bo nie! – córka sklepikarzy, podnosi się z krzesła i splata ręce na piersiach. Jest w tym momencie niezwykle podobna do swojej matki.

– Tak, to mocny argument – Johanna też wstaje, opiera zaciśnięte w pięści dłonie o blat stołu. – Posłuchaj mnie teraz uważnie – jak sądzisz, dlaczego Katniss tu dziś spała?

– Przecież sama powiedziała, że ma niewygodne łóżko – Ivon ściszyła głos, jakby trochę bała się Johanny.

– I ty w to uwierzyłaś?

– Ty też tak mówiłaś – mówi jakby z triumfem, że znalazła dodatkowy argument.

– Dobrze – zaczyna powoli Johanna – widzę, że trzeba ci wszystko dokładnie wyjaśniać. Katniss ma w domu wygodne łóżka – zresztą takie same jak Peeta. A ja spędziłam dzisiejszą noc w łóżku Paula. Czy rozumiesz o czym mówię?

– Spałaś z nim? – jest wyraźnie zaskoczona.

– Nie – ironia aż kipi – graliśmy w karty.

– Ach, też lubię grać w karty – Ivon odpowiada zupełnie poważnie, a ja zastanawiam się ile ta dziewczyna ma lat.

– Taaaak, a Katniss i Peeta niezwykle lubią grać w karty… – wyraz twarzy Johanny jest przerażony, najwyraźniej zdała sobie sprawę jak ciężko jest dotrzeć do Ivon.

 

Peeta delikatnie sadza mnie na swoich kolanach, obejmuje ciepłymi ramionami. Słyszę jak Ivon opowiada o swoich ulubionych grach, jak jest w nich dobra, jak zawsze wygrywa. Tymczasem jego dłoń zatapia się w moich włosach, kiedy mocno przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje.

– Mówiłem ci już dzisiaj, że cię kocham? – Peeta mówi głośno i wyraźnie, a ja momentalnie czuję na sobie jej wzrok.

– Dziś jeszcze nie – odpowiadam spokojnie, choć gdzieś w głębi duszy robi mi się żal tej dziewczyny.

– Kocham cię.

– Ja ciebie też – Peeta nie przerywa pocałunku nawet w chwili, gdy słyszymy mocne trzaśnięcie drzwi.

19 myśli na temat “80: Gra w karty

  1. No to się Ivon zdenerwowała 😀 hahaha 🙂 gdyby nie była tak tępa i upatra to byłoby mi nawet jej żal… Nie mogę się doczekać poniedziałku!

  2. jak zwykle spaniały zoździał, nie mogę się doczekać następnego prosze o więcej i to nejlepiej jeszcze dziś 🙂 😀

  3. Świetny! Cały autobus dziwnie gapi. Ciekawe dlaczego?… Może to przez Twój rozdział i moje rżenie…

    Pum

  4. Genialne !!! Co rozdzial to lepszy. Ostatnio czytalam wasz blog przez caly dzien. Mam nadzieje ze bedzie jakis bonusik na weekend . Pozdrawiam.

    Jamajka14

  5. Ha może w końcu zrozumie 😀 no ale przyznam, że choć jej nie lubię to mi tak jak i Katniss trochę jej żal 😛 mam nadzieję, że nasze autorki znajdą jej szczęście gdzie indziej 😀 rozdział cudowny <3 jak zwykle pełen dynamiki i akcji za co go kocham <3 czyta się go jednym tchem i nie można się oderwać 🙂 najgorsze jest tylko to, że teraz trzeba czekać aż do poniedziałku 🙁 ale w imię dobrego rozdziału zniosę te męki 😀

  6. Choć właściwie to tak jak mówi Wariatka spodziewałabym się po Katniss trochę gwałtowniejszej reakcji bo przecież ona zawsze robi, a potem dopiero myśli 😀 ale i tak było cudownie <3 Takie rozwiązanie też bardzo fajnie 😉

  7. A myślicie, że czemu Johanna złapała Kat za ramię i nie dała jej od razu wkroczyć? 😉 Inaczej pewnie za chwilę mieliby w domu Strażników za uszkodzenie ciała 😉

Komentarze są zamknięte.