83: Już do Ciebie idę

Witajcie. 

Zapraszamy do czytania i komentowania. 

Kolejna notka w piątek rano ( nie wcześniej niż 6:30). 

Pozdrawiamy A.& A.

Słyszę wszystkie słowa, widzę gesty, ale nie mam ochoty, ani siły na nie reagować. Jedyne, co jestem w stanie robić, to patrzeć tępo w ścianę naprzeciw mnie i rozpamiętywać. Kiedy zamykam oczy, mam przed sobą jej uśmiechniętą twarz, tę z mojego dzisiejszego snu. Dłonie mam już prawie fioletowe, coraz mocniejsze zaciskanie paska na nadgarstkach regularnie odcina dopływ krwi, ale to jedyne, co utrzymuje mnie w rzeczywistości.

Nie zostawiają mnie nawet na chwilę samego – siedzą tu ze mną wszyscy przy kuchennym stole. Drażni mnie ciągłe łkanie Johanny – nie spodziewałem się po niej takiej reakcji. Już nawet Effie nie płacze… Obie siedzą i trzymają się za ręce. Nareszcie są cicho, w końcu przestali gadać, skończyły się też krzyki. To dziwne jak ludzie reagują w takich sytuacjach…

Pierwszym zaskoczeniem była przeklinająca Effie. Wraz z Caesarem i operatorem dobiegła do nas, gdy Haymitch i Paul mnie zatrzymali. Była tak wściekła, że operator uciekł pierwszy. Caesar próbował jeszcze protestować, chciał „rozmawiać”. Wtedy wkroczył Paul. Nawet nie wiedziałem, że nosi przy sobie broń. Jednym ruchem wycelował ją w Caesara, informując go, że ma dokładnie pięć sekund na opuszczenie Wioski, po czym zaczął odliczać. Okazało się, że mimo wieku, Caesar naprawdę szybko biega. W następnej chwili brama do Wioski została szczelnie zamknięta. Przed nią stanęło kilku chłopaków z miasteczka pilnując dostępu. Nawet rodziców nie chcieli wpuścić.

Krótko później pojawili się ci mężczyźni. Obaj dobrze zbudowani, postawni, jednego z nich rozpoznaję. To on odwiedzał mnie w szpitalu po walkach w Kapitolu. Opowiadał o swoim synu, który zginął w trakcie rewolucji. Kolejna rzecz, na którą się nabrałem. Teraz już wiem, kim był… Nie widzieli mnie, stałem w drzwiach do kuchni, kiedy Paul poszedł wpuścić ich do domu. Usłyszałem krótkie, żołnierskie przywitanie, opis sytuacji i rozkaz Paula:
– Brońcie dostępu do Wioski. Nikt bez wyraźnej mojej lub Dowódcy zgody nie ma prawa tu wejść. Jeśli zobaczycie jakiekolwiek kamery – strzelajcie prosto w obiektyw. Zrozumiano? – przez krótką chwilę zastanawiam się, czemu Paul wydaje im rozkazy, ale w następnej sekundzie czuję, że znów się zapadam, więc zaciskam dłonie, próbując zachować świadomość. Gdy otwieram oczy, widzę, że mój „cień adaptacyjny” na moment zatrzymuje się, spogląda uważnie na Paula i pyta:
– Jak on się trzyma?
– Nie trzyma się – głos Paula przez moment się łamie. By to pokryć, lekko kaszle i po chwili dodaje normalnym tonem – ale sam go o to zapytasz, jak to wszystko się uspokoi.

Kiedy się odwraca, nasze spojrzenia się krzyżują. Paul chce coś powiedzieć, ale kręcę głową. Nie chcę żadnych pustych słów. Jej już nie ma, nie wróci. W pierwszym odruchu pałałem chęcią zemsty, chciałem zabić tego gnoja odpowiedzialnego za jej śmierć. Ale to bezsensowne. Jej nie wróci to życia, mnie nie przyniesie żadnej ulgi. Na chwilę kryję twarz w dłoniach, a gdy się podnoszę, wszyscy na mnie patrzą. Moja matka jest przerażona, tylko nie wiem czy tym, co się stało, czy raczej martwi się o mnie. Choć nie podejrzewam jej o to ostatnie.

Powoli przesuwam wzrokiem po twarzach. Peeter i Josh, najwyraźniej nie do końca świadomi tego, co się dzieje, siedzą cicho. Amanda i Patrick są chyba bardziej przerażeni niż załamani. To zrozumiałe – znali Katniss krótko. A mnie w takim stanie dotąd nie widzieli. Moi rodzice, Johanna, Effie, Beetee – znów mają łzy o oczach. Brakuje tylko Annie. 
– Dzwonił ktoś do Annie?- sam jestem zaskoczony tonem mojego głosu, jakby obietnica Haymitcha mnie uspokoiła. Decyzja została podjęta… W tym samym momencie uświadamiam sobie, że już kiedyś nie wywiązał się z danego mi słowa. Dochodzi do mnie oczywista rzecz – Haymitch mi nie pomoże. Nie odmówi, ale będzie odwlekał to w nieskończoność. Nie przyłoży mi broni do skroni, a tym bardziej nie pociągnie za spust. Wtedy w głowie pojawia mi się obraz – wiem gdzie Haymitch trzyma broń. Mały pistolet ukryty jest pod stertą papierów w szufladzie komody w holu jego domu. Szukam wymówki, bym mógł tam iść – bez niej nie wypuszczą mnie z tej kuchni. A ja nie chcę już dłużej czekać – jeśli Katniss przyszła dziś w nocy do mnie, to może nie chciała się tylko ze mną pożegnać, może – tak jak w tej piosence, którą śpiewała – chce, bym z nią był. A nawet jeśli nie miała tego na myśli, to ja tak. Moje życie bez niej nie ma sensu. Nie chcę codziennie budzić się w pustym domu, w pustym łóżku, z rozrywającym serce bólem. Nie chcę powoli staczać się w szpony szaleństwa, a jest to nieuniknione, gdy mój najgorszy koszmar się ziścił. Rozwiązanie jest proste – muszę tylko szybko je wykorzystać, nim bezpowrotnie stanę się zmiechem.
– Skoro nikt jej jeszcze nie powiadomił, to chyba najwyższa pora to zrobić – wciągam mocno powietrze, by powstrzymać łzy, które powoli zaczynają piec mnie w oczy. Nie mogę sobie na to pozwolić, nie w tej chwili.
– Ona już pewnie wie, ta informacja podawana jest od rana, nieprzerwanie. Dziś, po raz pierwszy od dawna, telewizory znów same się włączały. 
– Annie nie ma telewizora, tato – dla mnie to oczywiste, tak samo jak dla wszystkich, którzy choć raz ją odwiedziliśmy. Ale rodzice o tym nie wiedzą. – Johanno, zadzwoń do niej proszę, ja nie dam rady. Haymitch… Twoje zapasy są schowane tam, gdzie zawsze? – przyglądam mu się uważnie. Przez moment wydaje się być zaskoczony. Ale chyba uspokaja go moja reakcja – zwykły, ludzki odruch. Chęć upicia się do nieprzytomności. By choć na chwilę zapomnieć.
– Tak, tam gdzie zawsze. Iść z tobą?
– Nie – mówię chyba ciut za ostro, bo wszyscy od razu na mnie spoglądają, a Haymitch świdruje mnie wzrokiem, jak zawsze, gdy ma przeczucie, że coś ukrywam, gdy chce mnie rozgryźć. – Chcę być sam, choć przez chwilę. Muszę… chcę się pożegnać – samo wypowiedzenie tych słów sprawia, że znów napływają łzy. Nikt już nic nie mówi. Może rozumieją, albo chociaż próbują. 

Wychodzę powoli, kieruję się prosto do jego domu. Po wejściu przekręcam klucz i zostawiam go  w zamku. Jeśli za mną szedł, nie wejdzie, a ja nie chcę, by mi przeszkodził. Kiedy biorę do ręki pistolet, jego chłód na chwilę znów rozjaśnia mi myśli. Nie powinienem tego robić tutaj. Jeszcze gotowi mnie odratować a tego na pewno nie chcę. Jest jedno miejsce, w którym naprawdę będę mógł się z nią pożegnać. Miejsce, w którym będę mógł poczuć jej zapach. Po raz ostatni. 

Dzień jest zaskakująco zimny, nie przywykłem do takiej temperatury w czerwcu. Nie wziąłem kurtki, ale przenikliwy chłód pomaga mi pozostać przytomnym. Stawiam nogi bardzo ostrożnie, tak jak mnie tego nauczyła, choć sam nie wiem po co. Nie idę na łowy, więc płoszenie zwierzyny jest nieistotne, ale chcę to zrobić dla niej…

Cały czas w głowie kołaczą mi się słowa wypowiedziane przy bramie, pewnie moje ostatnie. Czy nie potraktowałem go zbyt ostro, znów zraniłem kogoś, kto był dla mnie dobry? Możliwe. Ale to był jedyny sposób, by wiedzieć. 
– Nikt nie może opuszczać Wioski, panie Mellark – Shen, mężczyzna dobrze znany mi ze szpitala, zastawia mi drogę. Patrzy na mnie zbolałym wzrokiem. Zimny metal, schowany za paskiem spodni dotyka pleców i nie daje o sobie zapomnieć. 
– O ile dobrze słyszałem, nikt nie może wchodzić do Wioski. A ja muszę się przejść i nie powstrzymasz mnie – mój ton momentalnie zmienia się w wojskowy, perfekcyjnie wyuczony w Trzynastce. Pewnie dlatego jego towarzysz delikatnie go ode mnie odsuwa i uchyla bramę pozwalając mi wyjść. Uchodzę dobre kilkanaście kroków, gdy orientuję się, że cały czas jestem bacznie obserwowany. Nie przez Cienie, ale przez ludzi zebranych pod bramą. Jest ich masa, zastanawiam się, czy ktokolwiek został w dystrykcie. I gdzieś, pomiędzy myślami o moim własnym bólu, dochodzi do mnie coś zaskakującego. Oni wszyscy są naprawdę załamani. Większość z nich płacze, nieudawana rozpacz maluje się na wszystkich twarzach. Nikt nie patrzy mi w oczy, nikt nic nie mówi, kiedy mijam ich bez słowa. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak wiele osób kochało Katniss, jak wiele osób zawdzięcza jej życie.

Zatrzymuję się na chwilę, czuję, że jest jeszcze jedna rzecz, która w tym wszystkim nie daje mi spokoju. Odwracam się na pięcie, podbiegam do niego. Mam ochotę krzyczeć, jestem wściekły, że mnie nabrał. Już rozumiem złość Katniss, kiedy dowiedziała się o cieniach. Czuła się oszukana, tak jak ja teraz. 
– Shen – wciągam mocno powietrze – naprawdę miałeś syna, czy może to była tylko zwykła sztuczka, żeby przyciągnąć moją uwagę?
– Trif zginął w walkach. Chciał mi udowodnić, że może być taki jak ja. Chciał, abym był z niego dumny. I nigdy sobie tego nie wybaczę, że przeze mnie poszedł na barykadę – na jego twarzy maluje się dokładnie ta sama rozpacz, jak wtedy gdy pierwszy raz o tym opowiadał.
– Przykro mi – mówię szybko.

Katniss byłaby wściekła, że tak głupio nastąpiłem na tę gałązkę. Cichy trzask roznosi się ze zdwojoną siłą po lesie. Powoli wyjmuję pistolet, zdążył się już rozgrzać od mojego ciała. Nie sądziłem, że będzie to takie proste. Wystarczy odbezpieczyć i przyłożyć do skroni. Zamykam oczy, kładę palec na spuście. Znów słyszę jej krzyk… Tak, to na pewno jej głos, choć nie woła mojego imienia, raczej brzmi jak wtedy gdy wszedłem na pole siłowe, jakby mnie chciała powstrzymać.
Odpowiadam jej bezwiednie. W uszach wciąż brzmi mi to przeraźliwe „NIE”, wykrzyczane jej głosem. Ale ona nie żyje, to tylko kolejna mara… 

– Już do ciebie idę, kochanie – mówię pociągając za spust.

34 myśli na temat “83: Już do Ciebie idę

  1. Wspaniała notka 🙂 Cudownie,że ją dziś wstawiłyście 🙂 Tylko,że ja już się pogubiłam 🙁 Katniss żyje czy nie?

  2. Ale jaja! Proszę, niech to będzie tylko sen, bo be nich to opowiadanie nie ma sensu!!! Czekam z utęsknieniem na piątek 😉

  3. O ranyy… Mam nadzieje ze Peecie nic nie jest… A wiec dlatego Katniss krzyczała 🙂 rozdzial genialny, kiedy następny?

  4. To sie dzialo w tym samym czasie co Katniss gadała niby z ojcem ale oczami Peety. A ten krzyk niee jest tym samym co w zakończeniu tamtej notki 🙂

  5. Haymitch mimo wszystko jest odpowiedzialnym facetem. Gdyby wiedział, że ma w domu nabity pistolet albo z ostrą amunicją to nigdy nie puścił Peety samego! Mimo wszystko wiem, że na nim też mu zależy…. Mam nadzieje że wszystko się ułoży i niedługo doczekamy się nowej notki na drugim blogu:):) Dziękuję za przyśpieszenie notki:) piękny prezent na urodziny :p :*

  6. Jak zawsze genialna notka, mocno mnie zaintrygowala 🙂 Hmm zginąć nie zginie, moze sie postrzeli ale jakims cudem przezyje z jakas amnezja czy czyms w sumie calkiem ciekawy bylby watek, biore tez pod uwage ze pistolet nie jest nabity badz Katniss wybije mu go z reki, skoro krzyczala to gdzies tam musi byc, sugeruje mi to tez poprzedni wpis, a moze przy okazji postrzeli ja, tez interesujacy motyw … a moze jest w ciazy (ktoras pisala taka spekulacje przy poprzedniej notce) i przez postrzal poroni.. hahah jakis mam dzis taki dzien ‚chceci zastanawiania sie nad roznymi rzeczami’ wiec podrzucam pare motywow, moze ktorys z nich przypadnie Autorkom do gustu 😉

    //co Wy ze mna robicie, ja sie nigdy nie udzielalam nigdzie a tu coraz dluzsze komentarze na blogu i FB 😛

  7. Teraz jeszcze bardziej nic nie rozumiem 😀 nic a nic 🙂 skąd Katniss się tam wzięła??? Żywa czy martwa? I co z Peeta? Matko chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak zagubiona 😀 notka rewelacja i znów oczami Peety <3 świetnie wam to wychodzi 😉 kocham kiedy coś się kończy w taki sposób, powoduje że chcę jeszcze bardziej czytać dalej, ale teraz umieram 🙁 czemu? Bo żeby przeczytać to co będzie dalej i może rozjaśni sytuację muszę czekać aż do piątku 🙁 i teraz przez genialność waszej notki mogę umrzeć moje drogie autorki 🙁 powinniście mieć wyrzuty sumienia 😀

  8. Wcale nie mamy wyrzutów sumienia, bo wiemy, że wszystkie doczekacie do piątku 😉
    I napiszę tylko tyle – zaręczam, że warto 🙂

  9. Ooo już rozumiem… Ale mam nadzieję, że w pistolecie nie będzie naboi ;c Świetny rozdział <3 Pozdrawiam i czekam na piątek ;3

  10. Rany..wytrzymać tylko do piątku 🙂

    A mam pytanie dalsze wpisy będą oczami Peete czy Katniss czy może na przemian? 🙂 🙂 🙂

  11. O jejku Katniss zdąży prawda? Zdąży go powstrzymać, nie może tak być proszę was !!Pięknie napisane jak zawsze ale proszę najpierw Katniss teraz Peeta nie no musi go uratować!! Super! Czekam z niecierpliwością na piątek 😉

  12. Mam nadzieję ,że wszyscy będą żyli 🙂 Ps. Kupcie mi chusteczki na piątek ,bo czuję ,że będzie płacz xD

  13. pewnie nie będzie nabity ;p Haymitch chyba nie jest taki głupi…Choć nigdy nic nie wiadomo 🙂

    dziękuję za wcześniejszą notkę i czekam na kolejny genialny rozdział :*

  14. NO A NIE MÓWIŁAM? WIEDZIAŁAM, ŻE ONA GO ZOBACZY! Ale nadal nic tego nie rozumiem. Znowu do piątku tyle trza czekać…. ~ Fiołek

  15. Jeżeli pistolet był nabity to myślę, że Peeta trafi do szpitala, Katniss się o wszystkim dowie i przyjedzie do niego, ale to tylko takie moje przemyślenia 🙂 co do notki to jest super, super, super … Jesteście niesamowite, pozdrawiam i życzę weny
    Kotna19

  16. Hmmm… I jak zwykle mam problem, co by tu napisać, poza tym, że jest świetnie, wspaniale i przegenialnie. (Poza tym, moje przypuszczenia, co do zakończenia notki się sprawdziły :D) Może napiszę tylko tyle + dzięki za idealny prezent urodzinowy 🙂

  17. Jak tak dalej pojdzie to albo wrzodow zoladka się nabawie,bądź osiwieje,istnieje tez mozliwosc ze sama je sobie powyrywam przez te rozdzialy 🙂 Niby jestem dorosla kobieta,niby wiem ze to tylko opowiadanie,ze nie dzieje się to naprawdę a i tak kazdy rozdzial przezywam bardzo emocjonalnie bo inaczej się zwyczajnie nie da.Powiem moze brzydko no ale musze wybaczcie „To jest kurewsko dobry kawal roboty”.Rozdzial oskarowy!.

  18. hahaha Mona pisalam pare dni temu do jednej z Ań ze stara baba jestem a wpadłam po uszy przez tą trylogie, zgadzam się z Tobą w 100% – tego nie da się nie przeżywać, zżyłam się z tymi postaciami i dla mnie ich historia mogłaby trwać bez końca nawet jeśli w którymś momencie miała być nudna i o bzdurach 🙂

  19. Nareszcie wszystko rozumiem. Ale swietna notka. Czytalam jadac autobusem do szkoly i musialam przygryzc warge zeby sie nie rozplakac

  20. Świetny…na prawdę…aż brak słów…wydaje mi się że Katniss na prawdę krzyczała do Peety „nie” .Mam nadzieję że w porę uratuje Peetę…jeśli pistolet był nabity…wolę nie myśleć nawet o tym xd Do następnego 😉

  21. Czemu dopiero w poniedziałek? Do tego czasu zdechnę z tęsknoty za Katnis i Peetą 🙁

Komentarze są zamknięte.