84: Wisielcze drzewo

Witajcie. 

Następna notka w poniedziałek.

Pozdrawiamy A. & A. 

 

Dlaczego on nie reaguje na mój krzyk, nie patrzy w moją stronę, tylko przykłada broń do skroni, kładzie palec na spuście i zamyka oczy? Czy to możliwe, że mnie nie słyszy? Bez sekundy zastanowienia zeskakuję ze skały, upadam na poniższe kamienie i stopa niefortunnie wygina mi się pod dziwnym kątem. Ale nie mam czasu zwracać na to uwagi – z całych sił, najszybciej jak zdołam, biegnę w jego kierunku. Jestem już na tyle blisko, by usłyszeć jego słowa:
– Już do ciebie idę, kochanie.
Huk wystrzału niesie się po całym lesie…

Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się?
Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. 
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało, 
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. 

Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało, 
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz 
Pod drzewem skryć się? 
Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. 
Dziwnie już tutaj bywało, 
Nie dziwniej więc by się stało, 
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz Pod drzewem skryć się też? 
W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, 
Nie dziwniej więc by się stało, 
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.

W uszach słyszę cichy śpiew ojca. 
I coś jeszcze. Jego bezwładne ciało z głuchym łoskotem pada na ziemię. Dopiero teraz dociera do mnie co się stało. Padam przerażona na kolana, a z gardła wydobywa mi się szloch. Nie jestem w stanie złapać powietrza, przed oczami zaczynają migotać mi drobne świetliste punkty, jak małe gwiazdeczki. Odpływam w ciemność, gdzie królują tylko ból i samotność. Gdzieś, z oddali, słyszę rozpaczliwe nawoływania Haymitcha i Johanny. Oni już wiedzą, że stało się coś strasznego, pewnie odgłos wystrzału zaraz ich tu sprowadzi. A ja nie mam odwagi otworzyć oczu… Nie zdążyłam… Nie zdążyłam… Nie zdążyłam… 

Czuję ciepło rozchodzące się powoli po moim ciele. Wokół mnie zamykają się czyjeś ramiona, dając mi poczucie bezpieczeństwa i spokoju. To nie Haymitch, jest jeszcze zbyt daleko. I tylko jedna osoba może obejmować mnie tak delikatnie i czule. Równocześnie czuję, że, tak samo jak mną, targa nim szloch.
Nic mu nie jest, nic!
Podnoszę głowę do góry, nadal boję się, że to mi się tylko wydaje, że to złuda. Spoglądam w idealny błękit nieba – w jego oczy. I wtedy nagle, po chwili niesamowitej radości, dopada mnie furia – zaczynam bić pięściami na oślep, nie zwracam na nic uwagi. Jak on mógł mi to zrobić, jak mógł targnąć się na swoje życie? Jak? Dlaczego? Tymczasem Peeta bardzo spokojnie przyjmuje ciosy, nie zasłania się ani na moment, tylko mnie obejmuje. Cały czas coś szepcze, ale nie jestem w stanie zrozumieć jego słów. Wreszcie zatrzymuję się na chwilę i wtedy słyszę jak powtarza:
– Żyjesz, żyjesz, naprawdę żyjesz – wypowiada to jak mantrę, przez łzy. Kompletnie nie rozumiem o co chodzi i patrzę zdumiona:
– Peeta, widzieliśmy się kilka godzin temu, zaraz po moim przyjeździe. Nie pamiętasz? – w jego oczach widzę przerażenie pomieszane z miłością, radością i bólem, które powoli zmieniają się w zrozumienie.
– Myślałem, że to sen – odpowiada bardzo cicho, prawie bezgłośnie. – Myślałem, że to mi się tylko śniło. Jak się obudziłem, nie było po tobie nawet śladu – mówi z jakimś wyrzutem, pretensją. I muszę przyznać, że rozumiem jego tok myślenia. Nikt nie wiedział, że wracam. Zakradłam się do jego domu bardzo cicho, niezauważona. Dźwięki dochodzące z sypialni Paula i Johanny upewniły mnie, że nie zwrócili na mnie uwagi. Peeta spał, obudziłam go bardzo delikatnie. Myślałam, że się ucieszy, ale mało mówił, nie odpowiadał na moje wyznania. Byłam przekonana, że jest obrażony, że się gniewa za ten niespodziewanie wydłużony wyjazd. Zwaliłam to też na karb zaskoczenia. A tymczasem on myślał, że to sen. 
– Nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam pójść na polowanie – odpowiadam po prostu. Nawet jeśli był przekonany, że tylko mu się śniłam, to zupełnie nie tłumaczy dlaczego myślał, że umarłam. – Peeta, dlaczego sądziłeś, że nie żyję?  
– Katniss, strasznie mi przykro – zaczyna mocniej mnie obejmując – ktoś podłożył bombę pod dom twojej mamy, od rana tylko o tym mówią. Całe Panem myśli, że tam byłyście. Ty i twoja mama.

Już wszystko rozumiem – myślał, że zginęłam, więc chciał sam pozbawić się życia. To oznaczały jego słowa, które słyszałam. Chciał być ze mną już na zawsze, jak w tej piosence, którą przed chwilą przypomniał mi tata…
– Mama i Enobaria pojechały do Annie. Osobiście je tam odwiozłam – w oczach szklą mi się łzy. Nie mam pojęcia jak zachował przytomność umysłu, gdy jego największy koszmar stał się rzeczywistością. Jak dał radę to udźwignąć. 

Peeta bierze moją twarz w swoje dłonie, jakby chciał mieć stuprocentową pewność, że to naprawdę ja i że nic mi nie jest. Kiedy zaczyna mnie całować, tak samo namiętnie i mocno jak dzisiejszej nocy, uświadamiam sobie, że uwaga taty miała podwójne dno. Powiedział, że nabroiłam. I choć ja zrozumiałam, że chodziło mu o Gale’a, to miał na myśli także to, na co naraziłam Peetę. Na koszmary, szaleństwo, na śmierć. Nikt nie wiedział co robię, jakie mam plany, gdzie tak naprawdę jestem…
– Przepraszam, bardzo cię przepraszam – łzy ciekną nieprzerwanym strumieniem, jest mi strasznie wstyd i bardzo przykro.
– Nigdy więcej mi tego nie rób – mówi bardzo poważnie, pomagając mi wstać. 
– Oboje macie nigdy więcej nam tego nie robić – warczenie Haymitcha przywołuje mnie do rzeczywistości. Johanna, blada jak ściana, oddycha z wyraźną ulgą. Jeszcze się nie odzywa, jeszcze mnie nie wyzywa, ale po jej minie wiem, że ona jeszcze ze mną nie skończyła. 
Czekam na tyradę mentora, na to, by powiedział co o mnie myśli. Zamiast tego zamyka nas oboje w ojcowskim uścisku. W tym samym momencie moja kostka przypomina o sobie, syczę cicho z bólu. Peeta bierze mnie w ramiona i unosi jak piórko do góry. Odrzuca pomoc Paula, a ja kątem oka widzę jak Haymitch ruchem głowy daje do zrozumienia, że Peeta nikomu mnie dziś nie odda. Kiedy wracamy powoli przez las w stronę Wioski, unoszę głowę ku niebu i spoglądam na powoli przesuwające się chmury. 

– Dziękuję tato – mówię w myślach. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tylko dzięki jego ostrzeżeniu udało mi się odepchnąć dłoń Peety. Sekundę później nie miałabym już dla kogo żyć.

44 myśli na temat “84: Wisielcze drzewo

  1. Zatkalo mnie!!!!.To chyba najlepszy rozdzial jaki mialam przyjemnosc czytac.Nie wiem co napisac wiecej,bo zwyczajnie mnie zamurowalo….

  2. wiedziała że Katniss uratuje Peetę dziękuje że tak to zakańczyliści :* notka wspaniała trzymająca w napięciu i z super zakończeniem oby tak dalej oby do poniedziałku już nie moge się doczekać 🙂

  3. Wiele razy już to pisałam, ale dzis zdałam sobie sprawę, że sformułowanie ‚Jesteście genialne ‚ to zdecydowanie za mało. Piękny rozdział, idealnie to połączyłyście, po raz kolejny Nas zaskakując. Moment z ‚ widzieliśmy się kilka godzin wcześniej’ – brak słów.. Ogromne buziaki za happy end 🙂

  4. Przepiękne, naprawdę, zrobiło mi się lżej na sercu ;3. Piszecie genialnie, potraficie rozbudzić w człowieku wszystkie uczucia: gniew, radość, smutek… Jedyne co mogę zrobić, to podziękować za to, że piszecie. Niewiem, co bym zrobiła bez tego bloga, dokończacie piękną książkę, która choć tak świetna, dawała niedosyt. Jesteście niesamowite, w niecerpliwością czekam do poniedziałku. 😉

    Evaen

  5. No to tak jak pisałam dzisiaj w szkole o niczym innym nie będę myśleć, ale trudno ;D Dobrze że jest happy end, bałam się że Peeta umrze, albo coś mu się stanie. Nie wytrzymam do poniedziałku ;((

  6. wow no nie spodziewałam się tego w ogóle 😉 zagadka skąd wzięła się tam Katniss rozwiązana i chyba zaskoczyłyście nas wszystkie 😉 ja po prostu wyczerpałam juz cały zasób komplementów jakimi mogłabym opisać tą notkę i wasz talent 🙂 jeśli powiem, że jestem w niebo wzięta to mam nadzieję, że odda to wszystko co teraz czuję 🙂 cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło <3 trochę dziwne tylko, że Haymitch i Joanna nie byli bardziej zszokowani widokiem Katniss, choć właściwie pojawili się dopiero na końcu, więc jeszcze wszystko możliwe 😉 notka CUDO <3 i zgadzam się z Evaen 🙂 potraficie wzbudzić w człowieku wszystkie emocje 😉

  7. Poprzedni komentarz miał oznaczać, że nie mam pojęcia, co napisać! Idealnie, borsko, cudownie, genialnie! Nie wiem. Czekam teraz tylko na wpis na drugim blogu. Mam nadzieję, że skoro wszystko tak się skończyło, to teraz właśnie tam powinnyśmy czekać na kolejną notkę 🙂

    Pozdrówka

    MD

  8. Wiedziałam że będą żyć oboje hehe 😉 Super jak zawsze dziewczyny!! Czekam z niecierpliwością na następną notkę! Kiedy teraz będzie?Oby jak najszybciej bo nie mogę się już doczekać 😉

  9. Jezuu piekna. Poprostu za taka swietna notke to mistrzynie. Oskary tylko dawac haha 😀 poprostu cos niesamowitego z niecierpliwoscia czekam do poniedzialku :))))

  10. To była najpiękniejsza notka jaką wstawiłyście <3 Jestem taka szczęśliwa, że to wszystko dobrze się skończyło :-*

  11. adusia13248 – tak zastanawiam się nad tym co napisałaś odnośnie zaskoczenia Haymitcha i Joanny. Może Joanna zadzwoniła do Annie w czasie nieobecności Peety i dzięki temu dowiedzieli się, że Kat jednak żyje i wróciła do 12? 😀

  12. Rozryczalam sie jak bóbr 🙂 Jestescie genialne! W życiu nie spodziewalabym sie takiego obrotu spraw 🙂

  13. Najlepszy rozdział jaki czytałam !Jejj już się bałam że Katniss nie zdąży…co za emocje :'( Ciesze się że jednak oboje żyją 😉 i macie mi więcej tego nie robić ! ;> Czekam na nn ;**

  14. Dostałam dziś okres i od rana tak mnie napierdziela brzuch, że nie mogę wytrzymać mimo tabletek. Wracam ze szkoły z zamiarem pójścia spać i leżąc w łóżku przypominam sobie, że miał być dziś nowy rozdział. Lecę więc do laptopa i teraz ryczę jak głupia zamiast spać…

    Kocham Was Jesteście cudowne :*

  15. Piękne!!! Po prostu brak mi słów. To było wspaniałe, aż się popłakałam 😉 Mam nadzieję, że następny będzie równie wspaniały 😉

  16. Coż ja dodam jeszcze ,że genialna fabuła,dialogi i ten element zaskoczenia. Można czytać bez końca. Podziwiam autorki ,że podjeły się założeniu bloga o takiej tematyce ,gdyż w dzisiejszych czasach trudno dogodzić takiemu czytelnikowi. Przynajmniej mi . A wasz blog spełnia wszystkie moje wymagania. Pozostaje mi tylko życzyć wam weny … Czekam również na poniedziałek…

  17. Tez w sumie jestem ciekawa czy w najblizszej przyszlosci pojawi sie jakis wpis na drugim blogu? 🙂

  18. Zgadzam się z Fakaaa i Alex co do rozdzialu na tym drugim blogu 🙂 Przydaloby się na odreagowanie tych wszystkich emocji Katniss,Peety i oczywiscie a moze przede wszystkim naszych 🙂 pozdrawiam

  19. Na początku gdy zobaczyłam nowy rozdział-„Tak,tak,tak, nareszcie”, kiedy zobaczyłam jaki jest tytuł-„o matko kochana”, gdy zaczęłam czytać-„nie, nie, nie”, kiedy przeczytałam, że Peeta żyje-„Tak! Tak! Tak! xD

    :* Genialny ten rozdział! Ale kolejny dopiero w poniedziałek?! :c

    Pozdrawiam :3

  20. Nathie już wiem, że tak było, ale dzięki za podpowiedź bo mój mózg 5-tego dnia mordęgi tuż przed weekendem już nie rejestruje faktów 😀 a szczególnie z samego rana 😉 no, ale skoro notka jest już z samego rana to nie mogę po prostu jej nie przeczytać, nawet jeśli nic nie skumam 🙂 😉

  21. Uwielbiam waszego bloga :3 Ten rozdział mnie zamurował xd seryjnie <3 Kiedy będzie kolejny ? *.*

  22. Czytanie waszego bloga to tak jak dawkowanie sobie czytania książki co 2-3 dni można przeczytać 2-3 stroni i przez to człowiek tak się wciąga, że masakra:) ale uwielbiam was za to co robicie, podziwiam i szanuje! A rozdział jak zawsze bomba:) czekam na cd:)

  23. no właśnie… Przydała by się jakaś romantyczna notka 😉 a co ze ślubem Haymitha i Effie?

Komentarze są zamknięte.