85: Powrót

Witajcie.

Kolejna notka jutro, zapraszamy do czytania i komentowania.

Pozdrawiamy A. & A

—.

Bezpieczeństwo, miłość, szczęście, ulga – nie sądziłam, że aż tyle emocji można czuć jednocześnie – wszystkie się we mnie mieszają ale odczuwam też każdą z nich osobno. Wtulam głowę w ramiona Peety, zakładam mu ręce na szyję i pozwalam się nieść do domu. On nic nie mówi, o nic nie pyta, czuję tylko jego ciepło i ruch mięśni pod policzkiem. Jest mi tak dobrze, tak błogo, że chciałabym, by ta droga trwała jeszcze długo. Co prawda kostka boli mnie coraz bardziej, czuję, że stopa powoli przestaje mieścić się w bucie. Ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że udało mi się na czas odepchnąć jego dłoń, że kula z lufy utkwiła w jakiejś starej gałęzi, a nie… Nawet nie chcę myśleć o tym jak niewiele zabrakło…

Haymitch idzie przodem, cały czas rozmawia o czymś z Paulem i Johanną. Kiedy mijamy linię lasu, wchodzimy na kwiecistą łąkę – tę samą, która w czasie mojej pierwszej wizyty w zbombardowanej Dwunastce, wzbudziła we mnie odrazę. Tę, która uświadomiła mi ogrom tragedii. Nagle widzę, że Paul i Johanna zaczynają szybko biec, tracę ich z oczu po krótkiej chwili. Natomiast Haymitch, idący nadal przed nami, zwalnia, odwraca się i zerka tak, że aż się go boję. Wiem, że teraz nam już nie odpuści. Nie, teraz już mnie nie odpuści.

– Tak się zastanawiam – cedzi słowa bardzo powoli – czy ty kiedykolwiek zmądrzejesz i zaczniesz myśleć?! – patrzy na mnie oskarżycielsko. – Czy w końcu do tej twojej małej główki dotarło co się mogło stać przez twoją lekkomyślność? Gdybyśmy nie zadzwonili do Annie, gdyby nam nie powiedziała, że wróciłaś? Przecież ten idiota ukradł mi broń i miał zamiar strzelić sobie w łeb! – wrzeszczy już na całe gardło.

Kulę się odruchowo w ramionach Peety. Normalnie odpowiedziałabym w ten sam sposób, ale wiem, że ma rację…

– Haymitch, nie krzycz na nią. Nie mogła wiedzieć, że był wybuch. Ani tego… – Peeta próbuje mnie bronić, tuląc równocześnie mocniej do siebie.

– Cisza! Z tobą porozmawiam sobie za chwilę – patrzę osłupiała na mentora. Na mnie krzyczał często, ale na Peetę? – Nawet pomijając ten cholerny zbieg okoliczności, jak byś wróciła teraz do domu ze zwichniętą kostką? Nikt nie wiedział, gdzie jesteś, ani kiedy tam poszłaś! A przy okazji – popatrz na jego nadgarstki. I zastanów się, choć przez chwilę, co się działo, tylko przez te parę godzin!

– Haymitch!

– A tobie też było mało?! – Haymitch nie zwraca uwagi na to, że Peeta usiłuje mu przerwać. Przeniósł tylko na niego wzrok. Widzę, że chce dodać coś jeszcze, podczas gdy w oczach Peety pojawiło się błaganie, jakby bał się, że padnie o jedno zdanie za dużo. W końcu Haymitch wypuszcza powietrze i kończy krótko:

– Następnym razem bądź może mniej wyrywny, bo chyba wyczerpaliście wasz limit szczęścia na całe życie.

– Nie będzie następnego razu – warczę na niego, nie chcę, by atakował Peetę – to nie jego wina, tylko moja.

– Mam nadzieję – kwituje. – Albo jesteście niesamowitymi szczęściarzami, albo ktoś nad wami czuwa – Haymitch powoli się uspokaja, choć zastanawiam się co rozegrało się między nim, a Peetą.

– Mój tata – mówię bardzo cicho, te słowa są skierowane tylko do jednej osoby, nikt poza nim nie pozna tej historii.

Momentalnie odwraca głowę w moją stronę, widzę zaskoczenie w jego oczach.

– Później ci opowiem – to, co się stało na tamtej skale było bardzo intymne, tak nie rozmawiałam z ojcem nigdy. Chcę, żeby Peeta i tylko on poznał szczegóły tej rozmowy, żeby wiedział do jakich przemyśleń doszłam. Musi wiedzieć, nigdy więcej niedomówień. Mam tylko nadzieję, że zrozumie…

Haymitch otwiera usta, ale rezygnuje już z dalszej tyrady. Macha ręką, jakby uznał, że nie ma sensu ciągnąć wykładu, albo, że to, co się stało było wystarczającą nauczką dla nas.

– Ona wie co się tam dzieje? – Haymitch wskazuje głową Wioskę.

– Nie.

– Dobrze, posłuchajcie mnie uważnie. Jakoś musimy wybrnąć z tego całego zamieszania, więc wszystko musi być spójne – po tych słowach Haymitch przygląda nam się uważnie, szukając aprobaty. Zaczyna prostą, ale wiarygodną opowieść. Tylko nie mam pojęcia po co ją wymyślił…

Zbliżamy się powoli do Wioski. Z wysokości ramion Peety już niemal widzę jej bramę. Pod palcami dłoni, założonej na jego kark, wyczuwam jakieś zgrubienie. Ostrożnie wsuwam palce pod kołnierz bluzy  – zapomniałam, że Peeta wciąż nosi na szyi łańcuszek z moim pierścionkiem zaręczynowym.

– Chciałem zawsze go mieć przy sobie, gdyby był potrzebny. Poza tym dawał mi nadzieję, że może kiedyś… – mówi cicho, odpowiadając na niezadane jeszcze pytanie. – Nadal liczę na to, że kiedyś zechcesz go odzyskać – uśmiecha się blado, jakby niepewnie, jakby znów nie miał pewności co do moich uczuć. Zatrzymuje się, patrzy mi głęboko w oczy. Czeka spokojnie na moją reakcję, choć widzę drganie mięśnia na policzku. To jedna z niewielu oznak tego, że bardzo się denerwuje.

Przesuwam delikatnie palcami po zapięciu, a Peeta siada na jakimś dużym kamieniu. Nie chce mnie wypuścić z ramion nawet na moment, nie odrywa ode mnie oczu. Powoli odpinam zameczek, a on odchyla głowę, kiedy zdejmuję mu go z szyi. Choć we wspomnieniach wciąż widziałam ten pierścionek i wydawało mi się, że doskonale go pamiętam, to już prawie zapomniałam jak jest delikatny i dopracowany. Zamykam go na chwilę w dłoni, a potem wsuwam na palec, patrząc w oczy Peety.

– Spędzisz ze mną resztę życia? – pyta cicho.

– Jeśli pozwolisz mi wrócić – dostosowuję ton do jego, pod powiekami czuję łzy.

– Jeśli pozwolę? Katniss, ja o niczym innym nie marzę – delikatnie całuje mnie w usta, obejmuje ciepłym ramieniem.

– Kocham cię – wypowiadamy jednocześnie. Długo o tym myślałam, często wyobrażałam sobie tę sytuację, ale nie spodziewałam się, że to będzie takie łatwe. Proste, naturalne. Takie nasze…

– To ona?

– Ona żyje!

– Katniss? To naprawdę ty?

Pod bramą Wioski jest mnóstwo ludzi, pokazują mnie sobie palcem. Nie wiem, co się dzieje, ale chyba o tym mówił Haymitch. Nie miałam pojęcia, że tyle osób zareagowało na informację o mojej śmierci. Że tu przyszli… Kiedy Peeta wnosi mnie przez bramę, wyrasta przed nami Caesar. Jego widok wywołuje we mnie jeszcze większe zaskoczenie.

– Katniss, Peeta co się dzieje? – uśmiecha się promiennie, tak jak zawsze. Ale jego oczy – zazwyczaj bez uśmiechu goszczącego na twarzy, niemal bez emocji, tym razem są pełne ulgi i radości. Jednak nim mam czas się odezwać, pomiędzy nami staje Paul. Spogląda na Caesara z uniesionymi brwiami, kładąc dłoń na prawym boku. Ten blednie, odsuwa się natychmiast, ale buńczucznie mówi:

– Mamy prawo wiedzieć!

Peeta mija ich obu, jakby ta scena nie była niczym niezwykłym, a na moje nieme pytanie, całuje mnie tylko lekko w czoło i powoli kieruje się do domu.

Sadza mnie wygodnie na kanapie w salonie, a wszyscy członkowie rodziny i nasi przyjaciele mają okazję mnie uściskać. Kątem oka widzę, że Peeta wychodzi, a kilka sekund później pojawia się na ekranie włączającego się telewizora. Transmisja na żywo mnie zaskakuje, podobnie jak jego spokojne słowa.

– Chciałem wszystkim tu obecnym, bardzo serdecznie podziękować za to, że byliście z nami w tych trudnych chwilach. Na szczęście, jak sami widzicie, Katniss nic nie jest. Nie jestem nawet w stanie wyrazić swojej radości – przerywa na krótką chwilę, po czym uśmiecha się do wszystkich i lekko pochyla głowę. – Dziękuję za waszą obecność.

Po tych słowach chce odejść, jednak jakiś mężczyzna stojący pod bramą zadaje mu pytanie. Dopiero po chwili rozpoznaję w nim Thoma.

– Peeta, co właściwie się stało?

– Katniss wróciła od mamy dziś bardzo wczesnym rankiem. Wszyscy spaliśmy, więc nie chciała nas budzić. Poszła na polowanie, tam poślizgnęła się i skręciła kostkę.

– Ale skąd wiedziałeś gdzie jej szukać? – pytanie zadaje ktoś zupełnie mi obcy.

– Nie wiem – wzrusza lekko ramionami – nie jestem w stanie tego wyjaśnić. Po prostu czułem, że tam powinienem pójść – odpowiada bez mrugnięcia okiem.

Reakcja tłumu jest zaskakująca – ludzie zaczynają bić brawo, słychać okrzyki radości. I wtedy, w tym całym zgiełku i zamieszaniu, widzę je. Mama i Annie z Nathanielem na rękach, próbują się przebić przez rozradowany tłum. Peeta też je zauważa, wchodzi pomiędzy ludzi, pomaga im przejść. Bierze Nathaniela na ręce i wtedy widzę coś, co sprawia, że łzy znów szklą mi się w oczach. Moja mama, przed całym Dystryktem, na oczach całego Panem, przyciąga do siebie Peetę i mocno ściska:

– Witaj syneczku – mówi delikatnie głaszcząc go po twarzy.

– Dzień dobry, Mamo – opowiada Peeta z lekkim uśmiechem, całując ją w rękę.

23 myśli na temat “85: Powrót

  1. Przepiękne! Dobrze, że już jutro następny wpis, bo bym nie wytrzymała. Trochę mi żal Caseara, w końcu nie chciał źle. Uff.. ale emocje ;D. A te wyznania na koniec, to poprostu mistrzostwo! Nie no, zakochałam się w waszym blogu. ;3

    Evaen

  2. Ostatnio pisałam, że już poprzedni rozdział jest moim ulubionym. Zmieniam zdanie. Niesamowity.. Dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Te wyznania ahh po prostu cudowne. Zdałam sobie sprawę tylko z jednej, smutnej rzeczy – jak bardzo będzie mi brakować tego typu scen w Kosoglosie. <3

  3. Wzruszyłam się, ta notka jest tak przepełniona miłością… dopracowana w każdym calu i idealnie spójna 🙂 już ją kocham i będę do niej wracać 🙂 a ponowne zaręczynowy chyba poruszyły mnie najbardziej. Mistrzostwo 🙂

  4. Jak to dobrze że leżąc w łóżku i umierajac przez grypę można pocieszyć się takimi wspaniałymi emocjami. Kocham Was <3

  5. Kasiu – zdrowiej :):)

    Nathie – to prawda… Ale właśnie dlatego myślę, że rozbudują troszkę epilog. Mam tylko nadzieję, że nie przesłodzą go…

  6. notka jak zwykle wspaniała nie wiem jak wy to robicie ale kocham jak piszecie i te wasze pomysły które zaskakują już nie moge się doczekać jutra i następnej notki 😉 oby tak samo dobrej i zaskakującej jak poprzednie 🙂 😀

  7. O jejku jak Pięknie:) I te słowa mamy Kataniss super!!! Dziewczynki poproszę w piątek jakąś piękną notkę na moje urodzinki 😉 Pozdrawiam :*

  8. Widze tytuł „Powrót” i nie wiedziałam czy mam się bać… Ale na szczęście był to dobry powrót:) Mam nadzieje, że dacie odpocząć naszym bohaterom od kłopotów i zagości u nich choć przez chwilę błogi spokój:) Super rozdział jak zwykle:) Piękne rozpoczęcie tygodnia:) aż nie mogę doczekać się końca :*

  9. I jest <3 Czekałam na ten rozdział caluśki weekend : ) Piękny, cudny i nie do opisania 😀
    Pozdrawiam :3

  10. Obledny!!!.Na 6:00 mialam do pracy,przeczytalam wpis i … caly dzien nie moglam się na niczym skupic w pracy 🙂 rewelka

  11. Cudny , aż do szkoły nie poszłam bo się rozchorowałam i do tego internet mama wyłączyła i nareszcie sie dostałam ;]] do jutro muszę wytrzymać !

  12. Ten blog jest najlepszy. Podtrzymuję decyzję że powinnyście napisać scenariusz do jakiegoś serialu o waszym blogu, bo jest po prostu najlepszy z tych które czytam, a uwierzcie że jest ich wiele 🙂 Pozdrawiam i czekam na jutro 🙂

  13. No i znowu nie wiem, co powiedzieć. Bosko po prostu! Nie mogę doczekać się jutra. Ostatnio żyję waszym blogiem, prawie tylko Nim 🙂

    Pozdrówka

    MD

Komentarze są zamknięte.