86: Późne odwiedziny

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka w czwartek. Pozdrawiamy A. & A.

 

Siedzimy przy stole w kuchni, spokojnie kończąc kolację przygotowaną przez nasze matki. Nikt już o nic nie pyta – trudna seria skończyła się przed chwilą, choć wiem, że czeka mnie jeszcze jedna, pewnie najgorsza ze wszystkich. Johanna milczy odkąd wróciliśmy, choć jej oczy nie są już tak czerwone jak w lesie, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy. I mimo, że boję się tej rozmowy, to równocześnie czekam na nią niemal z utęsknieniem. Krótkie zdanie Haymitcha, nakazujące mi przyjrzeć się nadgarstkom Peety, zrodziło we mnie wiele pytań. Jednak nikt nie chce mi nic mówić, a on stara się chować dłonie w rękawy bluzy za każdym razem, kiedy jest w zasięgu mojego wzroku. Prosi też, bym nie pytała, twierdząc, że to było, minęło i nie wróci. Johanna pewnie będzie jedyną osobą, która w końcu powie mi całą prawdę, ze wszystkimi szczegółami.

Ciche pyknięcie telewizora jest tak niespodziewane, że aż podskakuję. Od wielu miesięcy nie słyszałam tego dźwięku, a i wcześniej  nie zwiastował nigdy nic dobrego. Na ekranie pojawia się godło Kapitolu, a za nim Paylor wyrażająca radość z tego, że nic mi nie jest. Nikt z nas nie raczył nawet opuścić kuchni, choć od czasu do czasu spoglądamy na ekran w salonie. Paylor właściwie powtarza to, co mówiła nam już dziś przez telefon. Początkowo Haymitch blokował ją, ale ostatecznie Peeta zdecydował się z nią porozmawiać. Wysłuchał jej słów, podziękował grzecznie za zainteresowanie, a później spokojnie poprosił, by nas już nie niepokojono. Mieliśmy za sobą wiele ciężkich godzin, potrzebujemy odpoczynku. Po czym po prostu zakończył połączenie. Spojrzałam na niego zaskoczona.
– Nie widzę potrzeby dłuższej rozmowy. Skoro wcześniej Paylor nie miała na nią czasu, to teraz… – nie skończył wyjaśnienia, tylko machnął ręką, przytulił mnie i delikatnie mnie pocałował. Przez cały dzisiejszy dzień, od naszego powrotu, nie opuścił mnie nawet na moment. 

Na ekranie ponownie pojawia się godło Kapitolu, już chcemy wyłączyć telewizor, kiedy dochodzi nas głos Caesara. Informuje Panem, że odwiedził dziś Dystrykt 12 i był świadkiem dobrych i złych wydarzeń oraz przywiózł nagranie, na które zaprasza wszystkich obywateli. Momentalnie wszyscy przeszliśmy do salonu. Z przerażeniem patrzę na zaskoczenie i ból na twarzy Peety, na to jak po chwili rzuca kubkiem w kamerę i zaczyna biec. Widzę jak Caesar zostaje za bramą Wioski, wokół której gromadzą się ludzie. Niektórzy płaczą, inni wspominają mnie i moją mamę. Cięcie materiału, zmiana muzyki i na ekranie pojawia się Peeta, szybkim krokiem zbliżający się do bramy. Słyszę jego wojskowy ton, którym zwraca się do jednego z pełniących straż, a potem kamera odprowadza go najazdem w kierunku lasu. W kolejnej scenie pokazani są Haymitch i Johanna, którzy z wykrzywionymi przerażeniem twarzami biegną jego śladem. Paul podąża za nimi, ale zatrzymuje się na moment i mówi coś cicho do strażników. Choć to twardzi żołnierze, widać ich poruszenie. Następne minuty wypełnia tyrada Caesara dotycząca złego wychowania ludzi w odległych dystryktach, spowodowana pewnie tym, że uniemożliwiono mu wycieczkę do lasu. Wreszcie znów pokazują Paula i Johannę dobiegających ponownie do bramy. Kamera zagląda przez uchylone wrota i widać, jak moja przyjaciółka rozmawia cicho z Effie, która w odpowiedzi zaczyna się radośnie śmiać, (a w oddali słychać komentarz Caesara, informujący, że chyba kompletnie zbzikowała). W tym samym czasie Paul prosi wszystkich o zrobienie przejścia i szuka lekarza. Widzę, że jeden z mężczyzn podniósł wówczas rękę – rozpoznaję w nim tego samego człowieka, który leczył Peetera. W kolejnym ujęciu ekran wypełnia Peeta ze mną na rękach, słychać wiwaty w tłumie, a potem słowa Caesara, poparte ślicznie wykadrowaną sceną z moją mamą:
– Jak widać, Matka Dziewczyny igrającej z ogniem, najwyraźniej w końcu zaakceptowała rychły ślub naszej pary Zwycięzców. 
Ekran zostaje przedzielony na dwie części ukazując powitanie na dworcu po pierwszych Igrzyskach i to dzisiejsze.

Peeta, zapatrzony w ekran, oparł łokcie na kolanach, a na dłoniach położył brodę. Rękawy bluzy luźno zsunęły się poniżej przegubów. Grube, sinofioletowe pręgi znaczą oba jego nadgarstki, powodując u mnie dreszcze. Nie jestem w stanie oderwać oczu od tego widoku, to musi przeraźliwie boleć. A równocześnie dociera do mnie, że chyba zrobił to sobie sam. 
Moja mina i wzrok musiały przyciągnąć uwagę mamy, która wydaje przerażony jęk, jednocześnie biegnąc do kuchni po apteczkę. Z tyłu słyszę ciche kaszlnięcie, poparte delikatnym ruchem głowy – Johanna w ten sposób daje mi do zrozumienia, żebym poszła za nią. Niestety, nie tylko ja to zauważyłam, ale także Peeta:
– Johanno, proszę…
– Zamknij się – nie daje mu nawet dokończyć. – Ona musi wiedzieć.

Nie spodziewałam się łatwej rozmowy i taką nie była. Johanna nie szczędzi mi uszczypliwości i wyzwisk, ale przede wszystkim opowieści o tych jedenastu dniach. Łzy same płyną, kiedy słucham o codziennych atakach Peety, o tym jak rozrzucał wszystko wokół, by po chwili wpaść w jakiś dziwny rodzaj apatii. Jak potrafił godzinami wpatrywać się w moje zdjęcie, jak na całe dnie zamykał się na klucz w sypialni lub pracowni, a gdy wychodził – jego słowa nierzadko raniły. O tym, że bywał sobą tylko czasem – prawdopodobnie najczęściej wtedy, gdy bólem fizycznym dał radę przywrócić sobie świadomość. Jak trzy dni temu zorientowali się, że nie zjadł żadnego posiłku i Paul postanowił z nim porozmawiać. Peeta długo nie odpowiadał, ale okazało się, że drzwi nie były zamknięte na klucz. Wtedy zobaczył zaciskany na nadgarstku pasek i przytomniejący wzrok kuzyna. I dzięki temu dowiedział się jak można – w chwili kryzysu – spróbować przywrócić go do rzeczywistości.

Peeta zmienił się przez mój wyjazd i przez to, że nie miałam nawet czasu z nim porozmawiać. 
– Czemu do mnie nie zadzwoniłaś, czemu nic mi nie powiedziałaś?! – zaczynam krzyczeć na Johannę przez łzy. Chcę choć trochę przenieść winę za to, co się stało, na kogoś innego – a ona była tu, na miejscu, widziała co się dzieje i nie dała mi znać.
– Bo nie odbierałaś telefonu – równie głośno i agresywnie mi odpowiada. – Zdradzisz mi co cię zatrzymało? – nie wiem czemu kpi, ale może tak samo jak niegdyś Peeta, pomyślała, że spotkałam się tam z Gale’em.
– Mama była bardzo chora. Znowu – odpowiadam cicho. – To, co się z nią działo, sprawiło, że nie mogłam jej zostawić samej. Nie tym razem. Mam dziwne poczucie, że to przez nas, przez to zdjęcie, które podarowaliśmy jej z Peetą. To z tatą i Prim. Wszystko, co złe, wróciło – tłumaczę krótko. Moja matka znów nie wychodziła z łóżka, odmawiała jedzenia. Wraz z Enobarią robiłyśmy wszystko, by wyciągnąć ją z tego stanu. Powoli, małymi kroczkami, choć wciąż nie jest do końca dobrze. Dlatego postanowiłam zmienić jej otoczenie, zabrać ją do Annie. Wierzyłam, że to jej pomoże.

I to Annie namówiła mnie do wcześniejszego powrotu. Nie do końca rozumiałam jej słowa, kiedy przyszła do mnie na plażę:
– Wracaj do niego, on szaleje z tęsknoty – powiedziała cicho, kiedy z kubkiem kakao siedziałam na plaży i wpatrywałam się w morze. 
– To nie takie łatwe…
– Wręcz przeciwnie, wystarczy, że wsiądziesz w poduszkowiec. Za dwie godziny będziesz na miejscu.
– Annie, nie mam poduszkowca. I nie mogę zostawić mamy.
– To pierwsze da się da załatwić – mówi tajemniczo – a mamą się zaopiekujemy. Nic jej nie będzie. 
Wszystko zorganizowała w ciągu godziny. A po kolejnych dwóch całowałam jego usta. 


Ciemność rozświetlają ciepło tylko trzy świece, ułożone równo na komodzie, tuż przy umywalce. Ich światło dodatkowo odbija się w dużym lustrze, a w całej łazience unosi się delikatna woń wanilii. Woda jest przyjemnie gorąca, z delikatną kołderką piany. Całość tworzy cudowny klimat… Odchylam głowę, opierając ją o brzeg wanny, zamykam oczy. Dopiero teraz naprawdę mam czas przeanalizować to, co widzieliśmy w telewizji. Wcześniej byłam zbyt zaskoczona tym, jak szybko powstał reportaż, jak zgrabnie go zmontowali. I ten komentarz Caesara. Miał rację…

– Wiesz, cały czas o tym myślę – Peeta przerywa ciszę, która nastąpiła po naszej rozmowie. Delikatnie oblewa moje udo wodą, a ja z lekką ulgą patrzę na efekt zabiegu mojej mamy – jego nadgarstki wyglądają już o wiele lepiej. Nadal są spuchnięte i fioletowe, ale widać poprawę. – Możesz mieć rację z Gale’em. Sam nie wiem, jak bym reagował, gdybyś wybrała jego, a nie mnie.
– Cieszę się, że tak na to patrzysz – odpowiadam szczerze. Opowiedziałam mu wszystko, czego doświadczyłam na tamtej skale, a on mnie nie oceniał. Słuchał uważnie i próbował zrozumieć, a teraz myślę, że chyba mu się udało. 
– Dobrze, ale teraz – obraca się w wannie w taki sposób, że jego twarz jest zwrócona w moją stronę – już o tym nie mówmy. Teraz mam ochotę porozmawiać z tobą na trochę inny temat – jego dłoń sunie powoli po moim nagim ciele, a usta momentalnie odnajdują moje.
– Tak, to dobry temat – odpowiadam mu, gdy na moment przestaje mnie całować – ale może przeniesiemy się do sypialni?
Nie trzeba mu tego dwa razy powtarzać, już po chwili leżymy w łóżku. Nasze pocałunki są coraz głębsze, dotyk coraz bardziej zachłanny. A mnie nadal po głowie chodzi jedna rzecz, o którą chcę go zapytać:
– Często miewasz takie sny? – wiem, że muszę zapytać o to teraz, bo za moment świat przestanie istnieć.
– Właściwie nigdy, ten był pierwszy – odpowiada lekko zakłopotany.
– Mhm – odpowiadam mu tylko i przyciągam mocniej do siebie – pośnisz ze mną trochę?
– Jak ja cię kocham – odpowiada mi tylko, rozpoczynając nasz wspólny taniec. 

Budzi nas głośne walenie do drzwi. Peeta zakłada szybko szlafrok i wybiega, by je otworzyć. Jestem zbyt zaniepokojona, by czekać na niego, więc tak szybko, jak pozwala mi na to zraniona kostka, ubieram się i podążam za nim. Widzę, że Johanna i Paul także stoją w drzwiach swojej sypialni. Głos dobiegający z dołu wprawia mnie niemal w szok:
– Dobry wieczór, przepraszam, że nachodzę o takiej porze. Ale muszę wiedzieć, co z nią, jak ona się czuje. Wiem, że Kapitol nie od dziś manipuluje wiadomościami, dlatego musiałem tu przyjść, zapytać cię…

– Nic jej nie jest – opowiada Peeta bardzo spokojnie. – Ale myślę, że najlepiej będzie, jak sam ją o to zapytasz i upewnisz się, że mówię prawdę – po tych słowach otwiera szerzej drzwi. 

25 myśli na temat “86: Późne odwiedziny

  1. Notka jak zwykle na najwyższym poziomie 😉 podejrzewam że przyjechał Gale. 😀

  2. Swietny rozdzial!.Teraz mogę isc dalej spac,a nuz przysni mi się cos milego 🙂 Ten blog to taki moj narkotyk,uzaleznienie gdy przez wiecej niz dwa dni nie ma nowego wpisu wariuje,jestem rozdrazniona nie mogę się skupic a gdy zaaplikuje sobie kolejna porcje waszej swietnej roboty od razu czuje blogo…. 🙂

  3. Swietny rozdzial!.Teraz mogę isc dalej spac,a nuz przysni mi się cos milego 🙂 Ten blog to taki moj narkotyk,uzaleznienie gdy przez wiecej niz dwa dni nie ma nowego wpisu wariuje,jestem rozdrazniona nie mogę się skupic a gdy zaaplikuje sobie kolejna porcje waszej swietnej roboty od razu czuje się blogo…. 🙂

  4. Wiesz co Mona mam podobnie też szaleje jak nie dostane nowego rozdziału ……(czuje że przyszedł Gale) 😀

  5. Ehh ani chwili spokoju, jak zawsze im przeszkadzają x_X Jakoś mi ta wypowiedź nie pasuje do Gale’a , ale mimo wszystko myśle, że to on 🙂

    Jak ja lubie wstać rano, włączyć Waszego bloga jako pierwsze co zrobię i widzę świeżutką notkę, no czysta przyjemność 😀 Świetna!

  6. Notka jest piękna!Ale czy zawsze wszyscy muszą im przeszkadzać? 😉 Myślę że to Gale przyszedł zobaczyć co z Katniss bo któż by inny 😉 Czekam do czwartku z niecierpliwością 🙂

  7. Notka jak zwykle świetna 🙂

    Wszyscy stawiają na Gale ale to może być każdy choćby ten kolega jej ojca, co nazwał syna jego imieniem. 🙂

  8. Po pierwsze rozdział jak zwykle cudowny *-* jak wy to robicie kochane? 🙂 jest w tym coś takiego… nawet nie wiem jak to nazwać… chyba przyciągającego ( tak to ujmę ), że całymi dniami tylko myślę, co będzie dalej, zamiast uczyć się do testu gimnazjalnych xd notki są wciągające i takie cudowne *-* kocham wasz blog ;***

    A po drugie… chcę was bardzo przeprosić, że tak rzadko komentuję, ale jestem zawalona obowiązkami ( szkoła, dom, chór, zajęcia dodatkowe -,- ). Dostęp do komputera mam tylko w niedziele i czasem w sobotę :/ wasze notki czytam w telefonie, ale przez telefon jest tak niewygodnie dodawać komentarz ( przynajmniej w moim :/), że z tego rezygnuję :'( bardzo was za to przepraszam :***
    Teraz tylko czekać na rozdział 😀 do czwartku tak daleko… 🙁

  9. Notka świetna Ja też obstawiam Gale’a, ale pewnie nasze Anie nas zaskoczą, jak zawsze 😉

  10. rozdzial naprawde swietny 🙂 uwielbiam wasz blog. w szkole na religii tak sie nudzilam ze wyszlam „do lazienki” ale tak naprawde czytalam wasz nowy rozdzial 😀 wasz blog uzaleznia!

  11. Internet od rana nie chciał mi się połączyć i dopiero postanowił się zlitować, jakby nie potrafił zrozumieć, że ja z niecierpliwieniem czekałam na tą notkę! 🙁 ale już przeczytałam i nie zawiodłam się jak zwykłe 🙂 jak zwykle szczyt perfekcji 🙂 płakać mi się chciało jak czytałam co się działo Peetcie podczas nieobecności Katniss 🙁 ale to chyba dobrze, bo tak powinnam zareagować 🙂 chyba nie muszę pisać kto wg mnie się zjawił 😉 ehhh tylko, żeby jeszcze nie trzeba było czekać do czw na wyjaśnienie tej sprawy 🙁

  12. Natusia, komentarze w niedzielę też chętnie czytamy 🙂

    I nieodmiennie cieszę się czytając wszystkie Wasze komentarze 🙂

  13. sa 2 osoby, ktore mogly pukac: gale lub patrick. a co do tych sytuacji katniss i peety to wszyscy ich przylapywali w tym johanna. moze dla odmiany to katniss by przylapala johanne i paula? 😀 haha jestem zboczona

Komentarze są zamknięte.