87: Nie powinienem cię lekceważyć

Witajcie. 

Zapraszamy do czytania i komentowania. Następna notka w niedziele. Od razu prosimy o cierpliwość jeszcze nad nią pracujemy (więcej szczegółów na grupie). 

Pozdrawiamy A. & A. 

Bardzo powoli schodzę po schodach, praktycznie zeskakuję. Mimo, że lekarz obejrzał uszkodzoną kostkę, a mama zrobiła wszystko, co było możliwe, nadal jest bardzo spuchnięta i mocno boli. Bardzo niefortunnie upadłam, a na dodatek później powiększyłam uraz chodząc, a właściwie biegając. Lekarz zorientował się od razu i natychmiast zapytał o powód mojej lekkomyślności, mama także. Obojgu odpowiedziałam to, co – jak mi się wydawało, chcieli usłyszeć – że próbowałam wrócić do domu. Nie mogłam powiedzieć im prawdy…

Peeta pomaga mi dokuśtykać do kuchni, wcześniej upominając cicho, że nie powinnam się męczyć, że zniósłby mnie z tych schodów, gdybym moment poczekała. Usadza mnie na krześle, stopę kładzie na drugim, na miękkiej poduszce przyniesionej z salonu.

– Idę się ubrać, jakbyś czegoś potrzebowała, po prostu zawołaj – całuje mnie lekko w czoło i wychodzi z kuchni.

Gale dziwnie prycha i przygląda mi się uważnie. Na jego twarzy widzę radość, ale i niepokój, a nawet chyba złość. Siada naprzeciw mnie i chwilę mi się przygląda.

– Wszystko w porządku, Kotna? – jego głos jest zaskakująco cichy i delikatny. Dawno go takim nie słyszałam, tak mówił tylko w lesie, wiele miesięcy temu, w innej rzeczywistości…

– Tak. Upadłam tylko i skręciłam kostkę. Poza tym nic mi nie jest.

– Upadłaś? – unosi brwi, patrzy na mnie z niedowierzaniem.

– Tak, upadłam. Nie wiem, czemu w to wątpisz – widzę, że mi nie wierzy, ale zupełnie tego nie rozumiem.

– Kotna, ile my się znamy? Nie okłamiesz mnie tak łatwo – słyszę mocne, ostre tony, szybko zniknęła łagodność… – Ty przewróciłaś się w lesie? Ty, która znasz tam każdy zakątek? Powiedz prawdę, co się stało?

– Nic – odpowiadam mu ostro. Gale jest ostatnią osobą, której opowiedziałabym o dzisiejszych wydarzeniach.

– Mellark coś ci zrobił, a ty go kryjesz, prawda? – jego głos jest pełen agresji, tyle, że wymierzonej nie we mnie, a w Peetę.

– Nie – odpowiadam bardzo zaskoczona. Nie sądziłam, że może pomyśleć, że Peeta mógł mnie skrzywdzić.

– Jesteś tego pewna? – świdruje mnie wzrokiem i nagle poważnieje. – O jego szaleństwie legendy krążą od dawna. Tyle, że oboje doskonale wiemy, że to nie tylko legendy. Kotna, ja nie zapomniałem tego, co robił w Trzynastce i w Kapitolu.

– Gale, zaręczam ci, że to nie wina Peety – odpowiadam bardzo stanowczo. Nie pomyślałam wcześniej o tym, że Gale widywał Peetę w jego najgorszych momentach. I choć to niesprawiedliwe, ma prawo oceniać go przez tamten pryzmat. – Poza tym i o tobie ludzie różnie mówią…

Patrzy na mnie chwilę i wreszcie słyszę coś, co już kiedyś od niego słyszałam, tylko wtedy nie dotyczyło jego samego. I z jakiegoś powodu daje mi to nadzieję:

– Rozpacz sprawia, że ludzie robią szalone rzeczy… – na chwilę zapada cisza, każde z nas pogrążone jest w swoich rozmyślaniach. 

– Dlaczego on? – nagle przerywa moje zamyślenie, aż podskakuję lekko przestraszona. W oczach ma żal, nienawiść, niedowierzanie.

– Ale co on? – nie jestem pewna czego się tyczy jego pytanie. Chyba było efektem jakiejś myśli, której nie wypowiedział na głos.

– Dlaczego wybrałaś tego… mięczaka? – patrzę na Gale’a zaskoczona.

– Peeta nie jest mięczakiem – cedzę słowa bardzo powoli, jednocześnie szukam w jego twarzy wskazówek co do emocji i dalszej dyskusji.

– Nie rozumiem twojego wyboru, Katniss – jego ton znów łagodnieje. – Nie rozumiem dlaczego on, co takiego w sobie ma, że wybrałaś jego, a nie mnie? Doskonale wiesz, jak ważna dla mnie byłaś i jesteś, myślę, że wiele razy pokazałem, że cię kocham. Bylibyśmy idealną parą, jesteśmy zgrani i tacy… podobni. Byłoby nam razem naprawdę dobrze.

Tak, jesteśmy bardzo podobni – nawet ten sam moment wybraliśmy na rozmowę o tym, co się między nami wydarzyło. I tak jak ja szukałam motywów, które nim powodowały, tak Gale chce wyjaśnień, które pomogą mu zrozumieć moje wybory. Odpowiedź na jego pytanie przychodzi sama, wypowiadam ją z taką łatwością, jakbym miała ją w głowie od dawna. Choć była tam głęboko ukryta, nawet przede mną samą.

– Masz rację, jesteśmy tacy sami. I właśnie dlatego nie bylibyśmy razem szczęśliwi… Myślę, że sam dobrze o tym wiesz – nasze wspólne życie byłoby ciągłą walką, ciągłym pasmem kłótni i nieporozumień. Ja, żeby przetrwać – zawieszam na moment głos i patrzę na niego przez przymrużone oczy. Bardzo szybko widzę, że rozumie co mam na myśli – potrzebuję spokoju i poczucia bezpieczeństwa, a to daje mi Peeta. On jest moim ratunkiem, moją ostoją, tą częścią mnie, która pozwala mi na uśmiech i beztroskę. Kocham go od dawna i nie wyobrażam sobie życia bez niego.

– Od dawna? Kotna, dwa lata to bardzo mało, w porównaniu z tym, jak długo my się znamy. Nawet jeśli przyjmiemy, że w tym odgrywanym romansie coś było, to nadal tylko trzy lata…

Uśmiecham się delikatnie, pora na wyjaśnienia. Pora powiedzieć mu wszystko to, co ja sama zrozumiałam bardzo późno.

– Ja nie kocham Peety od dwóch, ani nawet trzech lat, Gale. Kocham go od bardzo dawna, tylko sama wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Albo raczej byłam przekonana, że nie mogę sobie pozwolić na miłość. Tobie zresztą też to mówiłam. Miałam Prim, Mamę – musiałam zapewnić im jakieś utrzymanie, by nie głodowały. Nie miałam czasu zastanawiać się nad moimi uczuciami do kogokolwiek, nawet do ciebie, choć byłeś obok, a tym bardziej do chłopaka z miasteczka. Ale on był od dawna był w moim życiu, tylko ja nigdy tak tego nie postrzegałam. Uświadomienie sobie tego zajęło mi sporo czasu. I jedyne, czego dziś żałuję, to danie tobie nadziei. Wstyd mi za to, że w momencie kiedy nie byłam pewna uczuć Peety, pozwoliłam sobie na kojenie bólu w twoich ramionach. To było głupie i nieuczciwe wobec ciebie. I bardzo, bardzo cię za to przepraszam. Byłam porywcza i naiwna, potrzebowałam oparcia, więc sięgnęłam po najbliższą mi osobę, ale nigdy nie chciałam byś ty za to płacił – postanawiam powiedzieć całą prawdę, którą pomógł mi zrozumieć tata. – Wiem, że moje czyny, moje wybory i niedopowiedzenia doprowadziły do serii fatalnych w skutkach zdarzeń. Tego nie wybaczę sobie nigdy.

Gale przez moment milczy, jakby dokładnie analizował moje słowa. Chowa twarz w dłonie, ciężko oddycha. Kiedy podnosi głowę, w jego oczach widzę coś na kształt zrozumienia, ale widać musi wiedzieć wszystko.

– Co on takiego w sobie ma Katniss, za co ty go właściwie tak kochasz? Za tamten chleb sprzed lat? Nie można kogoś kochać za coś takiego, tak się długów nie spłaca.

– To nie o to chodzi, Gale – odpowiadam spokojnie, krzyki nic tu nie pomogą. – To nie w tym rzecz…

– To o co chodzi? Powiedz mi, ze względu na naszą dawną przyjaźń – za co ty kochasz tego… – powoli wypuszcza powietrze – Mellarka?

– Nie wiem. Kocham go i już.

Gale mocno uderza pięściami w stół, jakby moje słowa tylko potęgowały jego złość. A ja czuję ciepłą dłoń na ramieniu.

– Katniss chodzi o to – Peeta mówi bardzo spokojnie – że czasami ludzie kochają się bez jakiegoś poważnego powodu, czy pretekstu. Wspaniale jest gdy można kochać drugą osobę za to, że jest. Za każdy jej gest, uśmiech, słowo – tak po prostu. Wtedy, bez względu na to co się dzieje, chcesz nadal być z tą osobą, chcesz dla niej poświęcić życie i jesteś pewien, że zrobisz to bez mrugnięcia okiem.

– Ja też byłem gotowy dla niej zginąć, nie jesteś jedyny – Gale natychmiast kwituje słowa Peety, a ja postanawiam się nie wtrącać. Oni też muszą sobie wiele wyjaśnić.

– Wiem, nikt nie ujmuje ci twoich zasług. Co więcej – ja tak naprawdę nigdy nie podziękowałem ci za to, że pojechałeś po mnie do Kapitolu. Dziękuję – Peeta delikatnie pochyla  głowę. – To było bardzo odważne z twojej strony. I nawet nie ze względu na to, że mogłeś zginąć – wtedy wszyscy byliśmy żołnierzami i na co dzień ryzykowaliśmy życie. Ale poszedłeś odbić rywala, a może nawet wroga, bo tak mnie postrzegasz, prawda? Przeciw Snowowi, czy Kapitolowi staliśmy obok siebie, ale o serce Katniss wytoczyliśmy sobie dawno własną wojnę – Peeta zaciska delikatnie dłoń na moim ramieniu. – Zaczęliśmy ją w dniu Dożynek i obaj dobrze wiemy, że każdy z nas wyciągał najsilniejsze działa… – Peeta na moment zawiesza głos, a Gale delikatnie się uśmiecha – ale teraz już chyba pora zakończyć walkę?

– Kochasz go? – Gale przenosi wzrok na mnie. Usłyszał to już wcześniej, ale chce jeszcze raz.

– Bardzo – odpowiadam krótko, nie trzeba tu już więcej słów.

– Dobrze – wdycha ciężko. Wygrałeś – patrzy przez chwilę na Peetę.

– Wygrałem i jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi – odpowiada Peeta z uśmiechem. Mam ochotę na niego krzyknąć, nie chcę być traktowana jak jakieś trofeum. Ale kolejne słowa Gale’a sprawiają, że zmieniam zdanie.

– Ale uważaj, będę cię obserwował. Jeden włos spadnie jej z głowy, a cię zabije – mówi pewnie i stanowczo.

– Jeden włos spadnie jej z głowy, a sam się zabiję – odpowiada mu podobnym tonem Peeta. Wiem, że Gale nie ma pojęcia, jak poważna jest ta deklaracja…

– Nie zdążysz, będę pierwszy.

– Nie wątpię – odpowiada mu Peeta, wyciągając dłoń w jego stronę. Gale przyjmuje uścisk, a później znów zwraca się do mnie:

– Życzę ci… wam szczęścia, ale wiedz, że nigdy nie przestanę cię kochać.

– Ja też cię kocham – czuję jak dłoń Peety nagle zaczyna drżeć na moim ramieniu. Nie widzę go, ale spodziewam, się, że mięsień na policzku też wibruje – nie spodziewał się takiego wyznania. – Kocham cię jak brata, jak opiekuna. Przez wiele lat byłeś bardzo ważną częścią mojego życia i niezależnie od wydarzeń ostatnich miesięcy, chciałabym, byś w nim pozostał. Jeśli pogodzisz się z moim wyborem i jeśli sam tego chcesz – Gale patrzy na mnie chwilę. On też nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. I widzę, że nie wie co odpowiedzieć.

– Nie wiem, Kotna. Chyba chcę, ale to nie takie proste – wstaje i zbiera się do wyjścia. A ja zastanawiam się dlaczego tak łatwo poszło. Gale chyba od dawna wiedział, że wybrałam Peetę i możliwe, że nawet się już z tym pogodził. Po prostu musiał tylko wiedzieć dlaczego.

Powoli mija nas, a ja widzę w oczach Peety jakieś wahanie.

– Gale – zaczyna w końcu – masz ochotę na nalewkę mojej matki?

To chyba jakiś wieczór zaskoczeń. Ale na twarzy Gale’a widzę też jakiś dziwny uśmiech, kiedy odpowiada:

– Nie będziemy przyjaciółmi, wiesz o tym, prawda?

– Nawet na to nie liczę, ale chyba powinniśmy się tolerować. Dla niej – Peeta wskazuje mnie lekkim ruchem głowy.

– Powinniśmy. Co to za nalewka?

– Malinowa – odpowiada Peeta i idzie w stronę salonu.

 

Od ponad dwóch godzin opróżniają butelki. Chyba nawet nie chcę wiedzieć ile tego wypili. Słyszę, że ich głosy stają się coraz bardziej bełkotliwe, a mnie zaczyna to denerwować. Choć muszę przyznać, że cała ta sytuacja ma też pewne plusy – rozmawiają ze sobą. Ustalili, że raz na jakiś czas – co bardzo podkreślał Peeta – jeśli będę mieć ochotę, będę chodzić na polowanie z Gale’em. Mój narzeczony sam przyznał, że się do tego nie nadaje. Okazało się też, że Gale spotyka się z Paylor. Wiedziałam, że kiedyś tak było, ale nie sądziłam, że trwa nadal. A teraz, gdy obaj już prawie zasypiają przy stole, uświadamiam sobie, że resztę nocy spędzę sama w dużym, zimnym łóżku. Nigdy dotąd nie widziałam Peety pijanego, ale ta ostatnia szklaneczka nalewki, po którą poszedł do salonu, prawie się wylała, tak chwiejny ma chód.

– Wiesz, że uświadomiłeś mi, że Katniss podoba się także chłopcom w szkole? I to nie tylko tym ze Złożyska? Wiedziałem wcześniej, że Darius wodzi za nią wzrokiem, że młodzi na Ćwieku tylko czekają, by się pojawiła, ale jakoś nigdy w szkole – ledwie rozumiem Gale’a, z większości rozmowy już się wyłączyłam, ale to wyznanie momentalnie mnie rozbudza.

– Taaaak? – pyta go równie pijanym tonem Peeta.

– Pamiętasz rozmowę z Astem po zawodach zapaśniczych? Tych, w których brat cię pokonał? Powiedziałeś wtedy „ona będzie kiedyś moją żoną” – mimo swojego stanu, Gale próbuje naśladować ton Peety.

– A ty mnie wyśmiałeś – odpowiada rozbawiony Peeta. – Wcześniej nawet nie wiedziałem, że stałeś obok. Patrzyłem jak Katniss i Prim wracają do domu i uświadomiłem sobie, że kocham ją jak nikogo na świecie. Ast był moim przyjacielem, musiałem mu to powiedzieć.

– Był? – mimo upojenia, słyszę, że Gale jest naprawdę zaskoczony.

– Był. Wiele się zmieniło.

– Wtedy – Gale momentalnie wraca do poprzedniego tematu – popatrzyłem na nią inaczej. Zobaczyłem w niej dziewczynę, kobietę, a nie tylko kompana w polowaniu. I nie powinienem był cię wtedy lekceważyć – po tych słowach słyszę, że zaczyna głośno chrapać.

– Nie powinieneś – odpowiada zupełnie trzeźwym tonem Peeta. Podnosi się pewnie, przerzuca sobie Gale’a przez ramie i niesie na kanapę w salonie. Nawet przykrywa go kocem. Nie wierzę własnym oczom.

– Idziemy spać, kochanie? – zwraca się do mnie, a ja nadal patrzę zaskoczona. Przed momentem wydawał się być kompletnie pijany, a teraz stoi przede mną zupełnie trzeźwy. Jakby w ogóle nic nie pił.

– Nie patrz tak na mnie – mówi serdecznie się śmiejąc – wątpię, byś wpuściła mnie pijanego do sypialni. A ja wolę spędzić noc w łóżku z tobą, a nie z nim – po tych słowach bierze mnie na ręce i powoli wnosi na górę.

– Nie wiedziałam, że masz taką mocną głowę – zauważam, kiedy drzwi pokoju zamykają się za nami.

– Bo nie mam – wzrusza ramionami. – Za to w barku mam też pyszny sok malinowy, powinnaś kiedyś spróbować – po tych słowach puszcza do mnie oko, przyciąga mnie do siebie i zaczyna całować..

21 myśli na temat “87: Nie powinienem cię lekceważyć

  1. Jaki Peeta, no nie mogę xD Zdziwiła mnie ta rozmowa z Gale’em o_o ale i tak cały czas byłam zadowolona w mimo że go nienawidzę 🙂

  2. Dziewczyny moje kochane, moje aniolki! Padam do stóp i wielbie was niesamowicie. Super notka! W sumie fajnie ze może pojawi się nić przyjaźni w ich „trójkącie” ale niech Gale uważam! Patelnia wciąż czeka w gotowości! 😀

  3. Nie no ta rozmowa mnie rozwaliła hehe. Ja myslałam że razem się upili a tu Peeta cwaniak hehe 😉 Super dziewczyny:) Ja myślałam że notka będzie jutro i będę miała piękny prezent na urodziny a tu dopiero w niedziele 🙁 Szkoda ale no cóż jakoś trzeba wytrzymać 🙂

  4. Moje kochane kobiety:) to będzie dłłługi weekend… ale wiem co macie na głowie, u mnie w pracy koniec miesiąca to też jest sodoma i gomora:) Pozdrawiam gorąco:) i do niedzieli :*

  5. Fajnie, że nie zrobiłyście z Gale’a chorego umysłowo! 🙂 Świetny ten rozdział, wiele wyjaśnia 🙂 Pozdrawiam

  6. Notka dopiero w niedzielę? 😮 ale mam nadzieję, że tak długie czekanie wynagrodzicie nam wyjątkowym rozdziałem 😉 w końcu tak długo wyczekiwana przeze mnie notka! Świetna było, czuję się niesamowicie usatysfakcjonowana 😀 rozmowa z Galem perfecto! 😀 tak się cieszę, że w końcu wszystko sobie wyjaśnili 🙂 😉 a później tak się śmiałam czytając jak się „upijają” haha 😀 r e w e l a c j a !

  7. Notki są coraz lepsze. Przy tej smialam się jak głupia a ludzie w autobusie patrzyli na mnie jak na idiotke 😀 a przy okazji podacie jeszcze raz ten link do grupy?

  8. notka jak zwykle super nie moge doczekać się niedzieli 🙂 Peeta to dopiero mnie zaskoczył ma łeb na karku haha 🙂 😀

  9. Kocham was. Znalazłam was z miesiąc temu, ale nie miałam czasu przeczytać tych wszystkich rozdziałów, a teraz byłam chora i czytałam non stop. Nie przestawajcie 😉

Komentarze są zamknięte.