88: Poranek pełen niespodzianek

Witajcie.

Ogłaszamy, że za sprawą naszych dwóch wspaniałych czytelniczek w dniu dzisiejszym o godzinie 15 na naszej grupie na FB rozegra się konkurs, ze znajomości książki i bloga. Mam nadzieję, że Ada i Iza nie będą mieć nam za złe szerszego rozpropagowania tej informacji. I zaproszenia do udziału wszystkich chętnych. 

A teraz zapraszamy do czytania i komentowania. Następna notka we wtorek o stałej porze. 

Pozdrawiamy

A. & A. 

Ma taką spokojną twarz… Śpi i chyba śni mu się coś miłego, bo delikatnie się uśmiecha. Lubię na niego patrzeć, ale nie umiem długo leżeć w bezruchu, a równocześnie nie chcę go obudzić. Po tym, co ostatnio przeszedł, po tych wszystkich bezsennych nocach, potrzebuje odpoczynku. Powoli, cicho i delikatnie wychodzę z łóżka. Zarzucam na siebie szlafrok i nieśpiesznie schodzę na dół. Noga boli coraz mniej, mogę się na niej nawet oprzeć – mama to prawdziwa czarodziejka w swoich zabiegach. 
– W waszym salonie ktoś śpi – konspiracyjny i lekko rozbawiony głos Johanny wyrywa mnie z zamyślenia, kiedy tylko przekraczam próg kuchni.
– A nie wiesz przypadkiem kto? – staram się mówić równie cicho, dostosowując ton. 
– Jakiś obcy – Johanna puszcza do mnie oko i podaje mi kubek parującej kawy. Widzę, że świetnie się bawi.
– Obcy, nie obcy – cicho włącza się do naszej rozmowy Paul – ale na pewno pijany. Odór w salonie jest nie do zniesienia. Co wyście robili?
– Rozmawialiśmy – odpowiadam spokojnie. Obydwoje wiedzą doskonale kto chrapie na kanapie w pokoju obok. Nawet gdyby Johanna nie rozpoznała wczoraj jego głosu, to na pewno zdążyła się już upewnić.
– Przy nalewkach cioci Melanii? – widzę, że w przeciwieństwie do mojej przyjaciółki, Paula ta sytuacja nie śmieszy. Patrzy na mnie z uniesionymi brwiami i dziwnym wyrazem twarzy.
– Ja nie, tylko oni – odpowiadam poważnie, kiedy Paul wstaje od stołu, podchodzi do mnie i bardzo cicho pyta:
– Wszystko w porządku? Co się dzieje Katniss?
– Tak, wszystko dobrze. Miałam parę spraw do wyjaśnienia z Gale’em i Peeta się dołączył – czuję, że czyjaś drobna dłoń obejmuje mnie w pasie – oczywiście Johanna nie mogła sobie darować podsłuchiwania naszych szeptów. – Ale nie musimy się go już obawiać, wszystko zostało wyjaśnione. A więcej ci nie powiem, to sprawa między nami. 
– Co cię tak bawi? – Paul warczy na Johannę, która zaczęła chichotać. Jednak nie ma w tym nic agresywnego, to raczej jakaś próba przywołania jej do porządku, utrzymania poważnej rozmowy, by uzyskać ode mnie wszystkie odpowiedzi. 
– Nie rozumiesz? Gdy Gale tu przyszedł, byłam pewna, że dostanie po mordzie i będzie wesoło. Tymczasem Peeta oczywiście zachował się jak dżentelmen – pozwolił mu zobaczyć się z Katniss, a potem sam z nim rozmawiał. Coraz bardziej podoba mi się ten chłopak, zresztą jak każdy Mellark – kontynuuje z delikatnym uśmiechem. Paul jednak nie reaguje na uwagę Johanny o swojej rodzinie, tylko nadal świdruje mnie wzrokiem. Wzdycham ciężko i opadam na krzesło. 
– Co chcesz wiedzieć? – pytam go spokojnie.
– Po co on tu przylazł? – zastanawiam się skąd zdenerwowanie w głosie Paula.
– Chciał się upewnić, że nic mi nie jest.
– A nie mógł sobie pójść, jak już to zrobił? 
– To twój kuzyn zaproponował mu nalewkę.
– Razem pili?
– Tak – odpowiadam pewnie, po czym dochodzi do mnie, że to nie do końca prawda – Peeta nie pił. Nim mam czas powiedzieć to na głos, Paul kontynuuje.
– Będą z nim problemy? – wskazuje głową na salon.
– Nie sądzę, pogodził się z przegraną – odpowiadam i momentalnie wraca do mnie ten moment sprzed kilku godzin, gdy poczułam się jak jakieś trofeum. Nadal nie mieści mi się to w głowie…
– Ależ ty jesteś rozchwytywana: Peeta, Gale, Ast. Koleżanko, zaczynam się ciebie bać – Johanna udaje, że mówi groźnie, ale widzę w jej oczach, że stara się zmienić temat. Nie wiem tylko do końca czemu – dla mnie, czy może obawia się czegoś, co za chwilę powie Paul? 
– Gale spotyka się z Paylor – stwierdzam spokojnie.
– A Ast z Ivon – uzupełnia Paul, siadając na krześle z dziwnym uśmiechem.
– Co? – wykrzykujemy równocześnie z Johanną. Widzę, że błękitne oczy Paula jarzą się tymi samymi ognikami, które grają w oczach Peety, gdy jest uradowany. I w duchu cieszę się, że chyba skończył to dziwne przesłuchanie i sam zmienił temat.
– Byłem przedwczoraj w miasteczku i Patrick mi powiedział. Podobno zapałali do siebie wielką miłością – Paul mówi całkiem poważnie, ale jego broda podejrzanie się trzęsie – usilnie stara się powtrzymać śmiech.
Nie wiem co na to odpowiedzieć, nie spodziewałam się czegoś takiego. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że tych dwoje może być razem, ale moje rozważania przerywa Johanna, doprowadzając mnie do napadu śmiechu.
– Ona kocha się w Peecie, on w Katniss. Nie ma się co dziwić – przecież to para idealna – to rzeczywiście kwintesencja tego, co sama pomyślałam o tej sytuacji. Kątem oka widzę, że nawet Paul dołączył do naszego śmiechu, uznając siłę argumentu Johanny. 

Drzwi wejściowe otwierają się z głośnym trzaśnięciem. Do domu, jak burza, wpada Josh. Paul momentalnie zrywa się z krzesła i zasuwa drzwi do salonu. Ruszone powietrze niesie w moją stronę zapach, o którym mówił. Miał rację – z salonu czuć okropny, przytłaczający smród przetrawionego alkoholu, potu i… chyba nie chcę wiedzieć, czego jeszcze. 

– Ciociu, ciociu – Josh cały aż podskakuje z radości – za tydzień jadę do babci. 
Spoglądam zaskoczona na Johannę, szukając wyjaśnienia, ale widzę, że i ona nie ma pojęcia o czym mały mówi.
– Josh – Johanna mówi spokojnie, ale stanowczo – powiedz cioci dokładnie o co chodzi.
Chłopczyk wzdycha delikatnie, jakbyśmy pytały o oczywistość, potem wciąga mocno powietrze i mówi bardzo szybko, na jednym oddechu:
– Ja, mama, tata, ciocia Katniss, wujek Peeta, ciocia Annie i ty ciociu, z tym panem – wskazuje palcem na Paula – jedziemy za tydzień do babci. To znaczy jak tylko ciocia Katniss wyleczy nogę.  Bo mama mówi, że nie chce być gruba w dniu ślubu i musimy jak najszybciej wracać. Cieszycie się, prawda?
– Tak – wypowiadamy jednocześnie, bez zastanowienia. Jednak zaskoczenie maluje się na wszystkich twarzach, nawet u Paula, którego trudno czymś zadziwić. 
– Potrzebuję waszej pomocy – w tym głosie słyszę wyraźną obawę, chyba nawet strach. Nigdy go takim nie słyszałam…
– Co się dzieje, Haymitch? – Johanna momentalnie poważnieje, chyba nikt z nas nie słyszał z jego ust takiego tonu.
– Sami zobaczycie. Z jej matką lekko nie będzie – stoi oparty o drzwi do kuchni, ręce ma schowane w kieszeniach spodni. To dziwne, ale wygląda jakby się naprawdę bał. 

W pierwszym momencie nie wiem jak mam zareagować. Widok strachu na twarzy Haymitcha to coś nowego – on nie bał się idąc na Dożynki, ani podczas rewolucji. Chyba tylko w jednym momencie w jego oczach widziałam przerażenie – gdy oboje zrozumieliśmy, że możemy już nigdy nie zobaczyć Peety żywego. Przez głowę przelatują mi dziesiątki myśli i żadna z nich mi się nie podoba. Na szczęście Johanna wykazuje większą przytomność umysłu i prosi Josha, żeby poszedł zawołać matkę i pozostałych na śniadanie. Kiedy tylko drzwi zamykają się za nim, Haymitch zaczyna mówić:
– Ta kobieta mnie nienawidzi – chyba po naszych minach zorientował się, że niewiele wyjaśnił, bo kontynuuje – matka Effie. Nie tylko nie chce mnie znać, ale zrobi wszystko, by i Effie nie chciała. Potrzebuję waszej pomocy. Zakochałem się, chcę się żenić, ale jednocześnie wiem, że Effie jest bardzo związana z matką i boję się, że przez jej postępowanie ślub trzeba będzie odwołać. Na zawsze – dodaje zrezygnowanym tonem. 
– Po moim trupie – odpowiada mu stanowczo Johanna. Chce jeszcze coś dodać, ale w tym samym momencie do domu wchodzą Effie, Annie i moja mama. Haymitch daje nam znak głową, żebyśmy nie ciągnęli tematu, więc milkniemy.

Uwielbiam takie poranki – każdy w piżamie, nikt nie przejmuje się swoim porannym wyglądem. Wszyscy jemy, pijemy kawę, śmiejemy się i rozmawiamy. Effie, cała zaaferowana, opowiada ile rzeczy mamy do załatwienia, jak ma wyglądać jej ślubna suknia, jak będzie mieć upięte włosy, że musi zrezygnować z welonu. Jest taka szczęśliwa, że nawet nie komentujemy jej kolejnych pomysłów, jak choćby „kolor przewodni wesela”…

Na chwilę wyłączam się z jej radosnego szczebiotu, obserwując Johannę uśmiechającą się ciepło do Paula. Dociera do mnie że Peeta ma olbrzymie niedobory snu – normalnie już dawno byłby na dole. Zaczynam się zastanawiać czy jednak go nie obudzić, ale w tym samym momencie czuję delikatne muśnięcie na karku. Jego ciepłe usta doskonale wiedzą gdzie i jak całować żeby sprawić mi jak najwięcej przyjemności. Odchylam głowę do tyłu, nasze usta już się prawie spotykają, kiedy mama nagle zadaje pytanie, które nas od siebie odrywa:
– Czemu drzwi do salonu są zamknięte?
Spoglądamy na nią zmieszani. Zapomniałam, że nikt, poza osobami nocującymi w naszym domu, nie wie o odwiedzinach Gale’a. 
– Chodźmy to sprawdzić – mówi do mnie Peeta, delikatnie ciągnąc za sobą. Oboje nie wiemy jak mama zareaguje na widok Hawthorne’a w naszym domu… 
Wchodzimy cicho do pokoju, widzę, że Gale nadal śpi. Peeta zasuwa za nami drzwi i szeroko otwiera wszystkie okna. Po kolejnym spojrzeniu na równo oddychającego gościa, przyciąga mnie mocno do siebie, równocześnie obejmując w pasie.
– Jak noga?
– Coraz lepiej.
– Nie lubię budzić się w pustym łóżku – w jego tonie słyszę te nuty, które lubię najbardziej – tę chrypkę, przepełnioną pożądaniem.
– Tak? – pytam cicho, widząc ogień w jego oczach. Wiem już, że tamten pocałunek w kark rozbudził nie tylko moje zmysły.
– Tak. Bo nie ma mi kto dać buziaka na dzień dobry – stwierdza delikatnie przechylając głowę. Nasze usta momentalnie łączą się w długim, namiętnym pocałunku. Jego dłoń delikatnie sunie po moim udzie, a ciepło podniecenia rozchodzi się po ciele. Odchylam głowę do tyłu, Peeta zaczyna całować moją szyję mrucząc jednocześnie:
– Kocham cię.
– Ja ciebie też – odpowiadam i wiem doskonale, że on też słyszy podniecenie w moim głosie.
– Pragnę cię…
– Ja ciebie…

– Możecie przestać, proszę – cichy, ale stanowczy głos Gale’a odrywa nas od siebie. Głupio wyszło… 
– Wybacz, myśleliśmy, że śpisz – Peeta jest równie zakłopotany jak ja… Poniosło nas.
– Już nie. Co tam się dzieje? – wskazuje głową na kuchnię, skąd słychać gwar i śmiechy.
– Śniadanie w naszym stylu. 
– Co masz na myśli, Kotna? – słyszę w jego głosie śmiech, a po minie orientuję się, jak dwuznaczne jest to pytanie. Muszę przyznać, że całkiem dobrze odnalazł się w tej sytuacji, a jeśli tylko udaje, to jest niezłym aktorem.
– Wspólne posiłki zawsze u nas tak wyglądają. Jest głośno, wesoło i… – raptowne otwarcie drzwi pozbawia Peetę szans na dokończenie zdania. Widzę moją matkę, która wchodzi z uśmiechem na twarzy, chce nam chyba coś powiedzieć. W tym momencie jej wzrok pada na kanapę, gdzie widzi naszego gościa i momentalnie blednie. Zapowietrza się, opierając rękę o drzwi, najprawdopodobniej po to, by nie upaść.

– Co on tu robi? – pyta groźnie po dłuższej chwili przepełnionej ciężką ciszą. Domyślam się, że w tym czasie Johanna poinformowała już pozostałych, kto spędził u nas noc.
Otwieram usta, chcę jej wyjaśnić całą sytuację. Jednak mama, na co dzień poruszająca się raczej flegmatycznie, szybko podbiega do Gale’a i wymierza mu siarczysty policzek. Widzę, że zaraz po tym ponownie podnosi rękę, jakby chciała to powtórzyć, ale Haymitch płynnie ją powstrzymuje. 
– Emmo, wystarczy.
– Ale…
– Emmo, najwyraźniej młodzież się w końcu pogodziła, więc zostawmy tak, jak jest. I dobrze, może w końcu będziemy mieli spokój od wtargnięć do domu, bójek i bomb – Haymitch patrzy wymownie na Gale’a.
W odpowiedzi Gale wstaje i podnosi głowę.
– Przepraszam za tamto – za najście, za mierzenie do was z broni. I za te wszystkie kłamstwa. Głupi byłem i tyle, choć to żadne tłumaczenie. Nie potrafiłem pogodzić się z tym, że Katniss wybrała innego.
– I dlatego podłożyłeś bombę pod mój dom? – głos mamy szybko wznosi się do krzyku.
– Ja? – Gale jest zaskoczony podejrzeniem. Przesuwam wzrokiem po twarzach i widzę, że wszyscy, poza mną, przypuszczali, że był winny zamachu.
– A kto? – Paul stanął koło mamy, mierząc Gale’a nieprzyjaznym wzrokiem.
– To jeszcze niepotwierdzone – Gale patrzy na wszystkich z niedowierzaniem, jakby nie mógł uwierzyć w oskarżenie – ale eksperci powiedzieli, że wybuchła butla z gazem zainstalowana w pani kuchni, pani Everdeen.
– Mówi prawdę, przyszło oficjalne potwierdzenie – w całym zamieszaniu nawet nie zauważyłam, kiedy w kuchni pojawił się Shen.


Siedzimy długo razem, a Gale tłumaczy motywy swojego postępowania. Widzę, że do niektórych trafia jego tłumaczenie, inni nadal patrzą na niego nieprzekonani. Niemniej każdy zostaje przeproszony, a gdy zegar w holu wybija południe, czujemy zdziwienie, że tyle czasu już minęło. Gale zbiera się do wyjścia, żegnając się z wszystkimi, ale mama decyduje, że chce mu towarzyszyć:
– Odprowadzę cię, a przy okazji porozmawiam z twoją matką.
– Jak pani sobie życzy – po jego minie widzę, że wie co go czeka, ale nie ma możliwości odmowy w żaden grzeczny sposób.

Stoję na werandzie i patrzę jak odchodzą. Mama mocno gestykuluje, a Gale coraz bardziej kurczy się w sobie. Jednak ja mam w głowie całkiem inny obraz.
– Widziałaś jak Shen patrzy na twoją matkę? – Peeta znów wypowiedział na głos moje myśli.
– Tak. Ale nie sądzę, by mama to zauważyła.
– Od śmierci twojego taty minęło sporo czasu…
– Mhm…
– Przeszkadzałoby ci, gdyby z kimś się związała?
– Jeszcze nie wiem – odpowiadam mu poważnie. – Ale myślę, że na razie nie ma się nad czym zastanawiać.

– Pewnie masz rację – mówi całując mnie delikatnie w tył głowy, a później zamyka w ramionach. Po chwili ciszy dodaje – Shen to dobry człowiek…

24 myśli na temat “88: Poranek pełen niespodzianek

  1. Fajnie, że dodajecie wpisy tak często. Inni autorzy dodają jakoś po miesiącu lub dwóch. Fajnie. Życzę weny 🙂

  2. Uuuu widze kroi sie romansik 😀 Świetna notka, troszke koledzy na uczelni nie dawali mi sie skupic ale po 5 razie udalo mi sie doczytac 😀

  3. Dubi dubi duba dubi dubi duba agent PE! Ja nie musze już pisać że jest ti najlepszy blog na świecie, a autorki sa wspaniałe, ponieważ już to wiecie <3 świetna robota jak zawsze <3

  4. Chcę już wtorek! Jesteście genialne, boskie, wspaniałe, cudowne… I wiele, wiele innych, ale to już wiecie. 🙂 KOCHAM TEN BLOG!

    Pozdrówka

    MD

  5. Aniu bardzo się cieszymy, że pomagacie nam 🙂 im więcej chętnych tym lepsza zabawa 😉 i przepraszam dziewczyny, ale Paul i Emma mnie wkurzali w tym rozdziale 😀 a może taki mam dziś dzień :p Ast i Ivon haha no tego to i ja bym nie przypuszczała, ale dobrali się idealnie 😀 a jak Gale przyłapał Kat i Peete prawie padłam ze śmiechu 😀 i cieszę się z ogólnego pojednania 😉 całość razem wzięta jak zwykle mistrzostwo!
    A tak wg. Anie już minęło tyle czasu od powrotu Katniss, a co z co miesięcznymi spotkaniami zwycięzców z Playor? 😉

  6. Aduś, wiem, że Emma i Paul mogli być tu wkurzający, ale w sumie – zobaczyli gościa, który groził im śmiercią (ich bliskim), który napsuł krwi wszystkim, a tu nagle jakby nigdy nic śpi w salonie 😉 My wszyscy znamy ich rozmowę, ale oni nie 😉 a co do spotkań… Jak pamiętacie, Paylor kazała im zrobić porządek na swoim podwórku… No i chyba udało się im to wreszcie 😉

  7. Super notka. A własnie, w końcu Katniss z Peeta się zabezpieczali? Bo tak wspomniałyście o tym i przerwałyście. Wiadomo przecież skąd są dzieci, a skoro oni to cały czas robią to jak?

  8. Autorki bloga oficjalnie informują: kwestii antykoncepcji nie będziemy szczegółowo opisywać jednak obiecujemy nawiązać do tej nurtującej Was sprawy w następnej notce.

  9. Jak zwykle cudo 😉 nie wiem co powiedzieć, po prostu to jest wspaniałe *-* Gale… zawsze wybiera odpowiedni moment xd a ja się Emmie nie dziwię, ja bym też mu nawtykała xd czekam do wtorku 😀

  10. AGDW85 – nas jest dwie, a ja znam Twój blog i chyba nawet na samym początku coś komentowałam 🙂 (na Polskich Igrzyskomaniakach :))

Komentarze są zamknięte.