91: Dawny przyjaciel

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka we wtorek. Zaś jutro i pojutrze serdecznie zapraszamy na notki, które w naszym konkursie zajęły 2 i 1 miejsce. 

Pozdrawiamy A. & A. 

Płacz Josha niesie się echem po całym mieszkaniu, a gdy wchodzimy do niego, matka Effie artystycznie upada na krzesło, łapiąc się za serce. 
– Córeńko, Joshua mi powiedział – robi przerwę podczas której teatralnie łapie powietrze – że ten mężczyzna – wskazuje palcem na Haymitcha – to jego ojciec.
W salonie zapada cisza, wszyscy w osłupieniu patrzymy na Effie i na jej matkę. Przyszła pani Abernathy kurczy się pod wpływem oskarżycielskiego spojrzenia rodzicielki, a do moich uszu po raz kolejny dochodzi szloch Josha.
– Gdzie jest chłopiec? – w moim głosie gra agresja – bardzo nie lubię tej kobiety, a jej podejście do córki i wnuka jeszcze pogłębia to odczucie. 
– W swoim pokoju – szepcze służąca. Odwracam się na pięcie i prawie biegiem przemierzam długi hol. Za sobą słyszę szybkie kroki Johanny.

Skulony w kłębek, drgający od płaczu, leży na swoim fikuśnym łóżeczku. Podchodzę do niego powoli, siadam na łóżku i spokojnie wyciągam rękę, by go pogłaskać po głowie. 
– Kochanie, powiedz ciociom co się stało – te ciepłe nuty w głosie Johanny od zawsze były zarezerwowane dla Josha.

Malec podnosi się bardzo szybko i mocno się do mnie przytula. Przenoszę go na swoje kolana, a on jeszcze mocniej do mnie przywiera. Kołyszę go lekko, a moje instynktowne zabiegi chyba są skuteczne, bo po paru długich minutach Josh przestaje wreszcie płakać. Tylko ciche czknięcia raz po raz przerywają jego opowieść:
– Jak pojechaliście na zakupy, to babcia zapytała po co tu przyjechaliśmy i jak się mi mieszkało w domu pani Katniss – spoglądam zaskoczona na Johannę, która delikatnie gładzi go po włosach. – To powiedziałem, że mieszkałem z mamą u taty. A babcia powiedziała, że ja nie mam taty – znowu łzy zaczynają mu płynąć po policzkach, a ja zastanawiam się jak duże zamieszanie w głowie chłopca wywołały te słowa. – To jej opowiedziałem wszystko – znów pochlipuje, a po moich plecach przebiega zimny dreszcz. Czuję, że stało się coś bardzo złego.
– Co zrobiła ci babcia? – Johanna szepcze spokojnie, nie chcąc spłoszyć Josha. Widzę tylko, że jest cała spięta, obie mamy podobne przeczucie. 
– Babcia dała mi karę – odpowiada cicho i spuszcza głowę.
– Powiedz mi na ucho co się stało – mówię wprost do jego maleńkiego uszka.
– Dostałem po buzi – odpowiada i kuli się w moich ramionach. Muszę mieć przerażenie wymalowane na twarzy, bo Johanna jak oparzona podrywa się z łóżka i bezgłośnie mnie pyta:
– Uderzyła go? – w odpowiedzi kiwam tylko głową. 
Z całych sił staram się zasłonić mu uszy, nie powinien słyszeć słów krzyczanych w salonie:
– Ty wredna, stara ropucho. Jeszcze raz podniesiesz rękę na to biedne dziecko to skończy się to inaczej – słyszę rozwścieczony głos Johanny, zaraz po tym jak cichy plask rozniósł się po całym mieszkaniu
– Johanno – Haymitch zwraca się do niej stanowczo.
– Spoliczkowała Josha – odkrzykuje mu w odpowiedzi moja przyjaciółka.
Jeżeli pani Trinket chciała, żeby wszyscy w Kapitolu wiedzieli kogo gości, to jej się to udało. Awantura, która wybucha po tych słowach, niesie się pewnie przez wiele ulic. Haymitch na nią wrzeszczy, że nie życzy sobie, żeby dotykała jego syna, a sam dowiaduje się, że to nie jego dziecko i nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. 
– Tata jest na mnie zły? – pyta mnie cichutko mały chłopczyk ukryty w moich ramionach.
– Nie kochanie – odpowiadam mu najspokojniej, jak to możliwe – tata jest zły na twoją babcię.
– Ale to moja wina.
– Josh – odchylam go od siebie delikatnie i patrzę w jego zapuchnięte od płaczu oczy – to nie twoja wina i nigdy tak nie myśl. Dorośli czasami robią bardzo głupie rzeczy i tak jest teraz. Ale zaraz sobie wszystko wyjaśnimy i wracamy do domu.
– Do Dwunastki?
– Oczywiście – uśmiecham się delikatnie.
– Ja też? – pyta mnie jakoś dziwnie.
– Bez ciebie się stąd nie ruszymy – odpowiadam mu pewnie. Przecież nie ma innej możliwości…

Cisza, która nagle zapada po krzykach, przeraża mnie. Mina Peety, który wchodzi do dziecinnego pokoju, tylko to podkręca. Kuca przy mnie, zdejmuje mi Josha z kolan i sadza na łóżku.
– Młody – od pewnego czasu tak do niego mówi – posłuchaj teraz wujka bardzo uważnie. Musimy teraz wyjechać, a ty zostaniesz tutaj z mamą i babcią – na moją minę reaguje tylko nieznacznym ruchem głowy nakazując mi milczenie. – Ale pamiętaj, zawsze możesz do nas przyjechać. Do mnie i do cioci Katniss.
Maleńka broda Josha zaczyna się niebezpiecznie trząść, a oczy znów zachodzą łzami.
– Synku – niezwykle ciepły głos Haymitcha, który słyszę tylko w obecności Josha, sprawia, że Peeta wyciąga mnie z pokoju, pozostawiając ojca i syna samym sobie.

Spoglądam w górę – niebo, jeszcze kilka chwil temu usłane tysiącem gwiazd, coraz bardziej chmurzy się. Pierwsze krople deszczu odbijają się cichutko od wyschniętej czerwcowym słońcem ziemi. Przesycone zapachami Dwunastki powietrze kręci mnie w nosie. Zaczynam się niepokoić o Peetę, który wraz z Paulem poszedł odprowadzić, a raczej zanieść, pijanego w sztok Haymitcha do jego domu.
– Długo ich nie ma – cichy głos wyrywa mnie z zamyślenia.
– O tym samym pomyślałam – przytakuję cicho przyjaciółce. – Co my teraz z nimi zrobimy? – mam nadzieję, że Johanna ma jakiś plan, że zaraz wyciągnie z rękawa jakiś genialny pomysł na połączenie tych dwoje. Albo powie, że to co się wydarzyło, to jakaś jedna wielka pomyłka, którą naprawi nowy dzień.
– Nie mam pojęcia Katniss – odpowiada mi niezwykle poważnie. Chyba dopiero teraz dociera do mnie, że po tym, co się stało, już nigdy nie będzie tak samo.
– Trzeba będzie go pilnować całą noc – głos Paula jak zwykle jest opanowany. 
– Po co? – pytam go zaskoczona, jednocześnie poszukując wzrokiem Peety. Mimo, że Haymitch nie pił od roku, doskonale znamy jego ciągi alkoholowe. Pił, zasypiał, budził się, pił – trzeba było zadbać, by coś zjadł i ogarnąć dom, ale do tego nie potrzeba stałej opieki.
– Chce się zabić – wyjaśnia lekko drżącym głosem. – Peeta z nim został, ja też tam zaraz idę. Trzeba będzie przy nim siedzieć – zawiesza na moment głos – dzień i noc. Znam go, nie żartował.
– Ja pójdę – podejmuję decyzję natychmiast. – Wy się trochę prześpijcie – widzę niezadowolenie na twarzy Paula, więc nim zdąży się przeciwstawić, dodaję – popatrz na to z tej strony – Haymitch, jak sam mówisz, potrzebuje 24-godzinnej opieki. Teraz zostaniemy z nim we dwójkę z Peetą, a wy nas zmienicie, jak będzie taka potrzeba. Musimy być w pełni przytomni i skupieni, Haymitch jest sprytny i dobrze wyszkolony. Jeśli naprawdę chce zrobić to, o czym mówi, to mamy cholernie trudne zadanie.
– Ona ma rację – głos Johanny jest lekko poddenerwowany, na niej też duże wrażenie zrobiła informacja Paula. – Powinniśmy się podzielić na pary i spać na zmianę. Wszyscy znamy Haymitcha nie od dziś – nawet w kiepskiej formie potrafił realizować swoje cele… 
– A więc ustalone – mówię szybko, nim Paul znajdzie jakiś inny argument. Chcę porozmawiać z Peetą, poznać jego zdanie o wszystkich zajściach. I rozszyfrować ten wzrok, którym popatrzył na Effie, nim opuściliśmy mieszkanie jej matki.

Haymitch śpi na kanapie, w ręku nadal ściska butelkę, a odór alkoholu roznosi się po całym domu. Kładę delikatnie dłoń na ramieniu Peety, siedzącego w fotelu naprzeciw niego. On podnosi ją i całuje jej wnętrze.
– Co tutaj robisz? – pyta cicho.
– Będziemy go pilnować parami.
– Może to dobry pomysł – ma zrezygnowany głos.
– Co tam się stało?
– Wiesz – patrzy gdzieś przed siebie, w dal, z dziwnym wyrazem twarzy – czasami się zastanawiam, czy wszyscy ludzie to tacy idioci, czy tylko my – Zwycięzcy. Nam udało się niemal zniszczyć to, co nas łączyło, a Effie i tak niczego to nie nauczyło.
– Co masz na myśli? – siadam na podłokietniku fotela i przyglądam mu się uważnie, a on płynnym ruchem zsuwa mnie na swoje kolana.
– Matka Effie powiedziała, że ślub odbędzie się po jej trupie – mruży oczy. – Na to Haymitch stwierdził, że jakoś będą musieli z tym żyć. Odpowiedzią był atak serca – kiepsko odegrany. Tyle, że widzieliśmy to wszyscy, prócz Effie, która najpierw wezwała lekarza, a potem… – Peeta zawiesza głos.
– Co potem? – pytam, choć czuję, że nie chcę usłyszeć odpowiedzi.
– Potem powiedziała Haymitchowi, że wszyscy mamy się wynosić… 
– Peeta? – doskonale wiem, że to nie mógł być koniec. I mam świadomość, że słowa wypowiadane w złości z reguły ranią i niszczą. Zastanawiam się jak bardzo źle było tym razem.
– Potem dodała, że ślubu nie będzie i że Haymitch już nigdy nie zobaczy Josha – mówi na jednym oddechu, jakby sam nie chciał tego nawet powtarzać. Po tych słowach sama mam ochotę się napić…

Noc mija w miarę spokojnie. Czuwamy oboje, ale nie rozmawiamy ze sobą za wiele. Sytuacja nas przerosła – nie sądziłam, że Effie jest tak bardzo związana z matką, nie mamy pomysłu jak ich pogodzić, ani jak możemy pomóc. Kiedy Johanna i Paul przychodzą nas zmienić, wymieniamy tylko zdawkowe uwagi. Już prawie jesteśmy przy drzwiach, kiedy Johanna przedstawia nam pewien pomysł. 
– Haymitch ma przyjaciela.
– Co? – wypowiadamy jednocześnie oboje z Peetą. Dotąd znałam tylko jednego człowieka, którego nasz mentor nazywał przyjacielem, ale on zginął na arenie…
– Jest taki jeden, były Zwycięzca. My nie zrobimy nic poza pilnowaniem go, ale Anthonyma szansę pomóc mu się pozbierać.
– Gdzie mamy go szukać? – rzeczowo pyta Peeta.
– Tu właśnie jest problem, bo nie wiadomo gdzie aktualnie się znajduje. 
– Ale żyje? – upewniam się.
– Na pewno. To taki typ, który zawsze spada na cztery łapy.
– Chodź Katniss – Peeta bierze mnie za rękę – musimy porozmawiać z Paylor.
– Raczej z Gale’em – doskonale wiem, że tylko on będzie równocześnie chciał i mógł nam pomóc.

– Masz rację – Peeta wypuszcza powoli powietrze. Wiem, że wolałby uniknąć proszenia Gale’a o cokolwiek, ale nie mamy wyjścia… 

16 myśli na temat “91: Dawny przyjaciel

  1. jak zwykle notka na poziomie autorek oryginału. Pozdrawiam anię i annę i ze zniecierpliwieniem czekam na wtorek 🙂

  2. Szok 😮 Effi ty głupotko mała! Złe boginie 😀 choć przyznam, że coś w tym guście podejrzewałam 😛 i będzie nowy Zwycięzca! 😀 ciekawa jestem jak ich pogodzicie :3 strasznie smutny jest ten rozdział 🙁 ale i takie są mi do satysfakcji potrzebne 😉 więc dodaję ją do grona kochanych i uwielbianych przeze mnie rozdziałów 🙂 jest świetny, mam nadzieję, że ta wena nigdy was nie opuści 😉 🙂

  3. Jak wyobrażę sobie to nieudolne udawanie zawału przez tą dziwną matkę Effie mam zły w oczach ze śmiechu xD ta wredna jędza rządzi 😀

  4. Na prawdę nie wiem jak wy to robicie i skąd bierzecie te wszystkie pomysły ,ale robicie to genialnie . Po prostu :kocham ,kocham,kocham !! I czekam na kolejne rozdziały !!

  5. Jak wszyscy się wściekają na Effie 😉 Ale ja też, Boże, gdyby ktoś spoliczkował mojego… hm, siostrzeńca choćby (nie mam dzieci ani młodszego rodzeństwa :D) to jakby mi adrenalina skoczyła, to przemieniłabym się w jakiegoś Jackie Chana. A co Haymitch winny? Dziewczyny, jak wy mi potraficie ciśnienie podnieść… xD

  6. Ale swietny obrot sprawy. Szkoda mi biednego Haymitcha :C. Z niecierpliwoscia czekam do wtorku, na wyjasnienie dalszej sprawy.//
    mellarkeverdeen.blox.pl

  7. Notka jak zawsze super! Chociaż żal mi Haimitcha i Josha!! Mam nadzieje że wszystko się ułoży i Effie przestanie słuchać matki!! Pozdrawiam:)

  8. hmm druga notka z matka Effi i dalej mam wrazenie czy Wy gdzies nie poznalyscie mojej, zachowanie identyczne 🙂
    Pierwszy raz w zyciu powiem, ze widze inny „profil” Haymitcha, choc ciezko mi sie jest przedstawic z pijaka robiacego rozne dziwne i czesto zabawne rzeczy, jak naprzyklad spadanie ze sceny na Dozynkach 🙂

Komentarze są zamknięte.