94: Uciekinier

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Kolejna notka we wtorek.

Pozdrawiamy serdecznie A. & A. 

Effie jest nieślubną córką Anthona, porzuconą przez niego, zanim jeszcze przyszła na świat. Jej matka zdecydowała się wydać ją na świat, ale zgotowała jej koszmar dzieciństwa pełnego łez i bólu… Sądzę, że to właśnie Haymitch miał na myśli, mówiąc o wyładowywaniu frustracji i odreagowywaniu emocji na dziecku. Mija kilkanaście lat i ta biedna dziewczyna sama zachodzi w nieplanowaną ciążę z kolejnym Zwycięzcą i zostaje potraktowana  zupełnie jak jej matka. Rodzi nieślubne dziecko, które też sama wychowuje. A babcia nadal przelewa całą złość i frustrację na najsłabszą osobę w rodzinie – tylko, że tym razem jest to Josh. Złość się we mnie gotuje, jak tylko o tym pomyślę. Próbuję też tłumaczyć Haymitcha – jak sam mówił zapomniał tamtą noc z Effie, potem, gdy zataiła przed nim istnienie syna, myślał, że usunęła ciążę. Choć nie zmienia to faktu, że nigdy jej o to nie zapytał…
– Gdybym nie wiedział, że to wydarzyło się na prawdę, w życiu bym w to nie uwierzył – Peeta mówi zamyślony, jednocześnie osuszając włosy ręcznikiem. Rzeczywiście – to wręcz nieprawdopodobna historia…

Długo rozmawialiśmy z Haymitchem, opowiedział nam wiele o tym, jak walczył z Effie o inny sposób traktowania Josha. Zapewnił nas, że ona nigdy nie uderzyła syna, ale na porządku dziennym było notoryczne zwracanie mu uwagi, poprawianie, zakazy i nakazy, co Haymitcha bardzo denerwowało. Ponoć kiedyś jej powiedział: „Daj mu się wyszaleć, wybiegać, wyszumieć. Ten dom to nie muzeum, tutaj może dotykać wszystkiego. Jeśli coś stłucze lub zepsuje – trudno, posprzątamy, naprawimy lub kupimy nowe. Dzieciństwo ma swoje prawa.” I w końcu Effie go posłuchała – stąd ta zmiana w niej i w Joshu. Odetchnęli od Kapitolu, od pseudowłaściwych manier i zachowań i stali się sobą. Stąd też ta zmiana, która z kolei nas zaskoczyła, w Joshu gdy odwiedziliśmy jego babkę. Wiedział, że beztroskie szczęśliwe chwile zostawił za sobą w Dwunastce. Niewątpliwie stąd też wzięło się jego pytanie czy wróci z nami. I moja złamana obietnica…

– Wiesz – zaczynam mówić, leżąc wygodnie na łóżku i mając świadomość, że nie ma sensu już kłaść się spać – obiecałam Joshowi, że wróci z nami do Dwunastki – staram się mówić spokojnie, ale gdy tylko wypowiadam te słowa na głos, od razu łzy napływają mi do oczu. Złamałam obietnicę i bardzo boli mnie to, że ten mały człowiek ufał mi bezgranicznie, a ja go zawiodłam.
– Hej, Katniss – Peeta momentalnie siada przy mnie, obejmując mnie ramieniem – kochanie, ale ty nie mogłaś wiedzieć, że sprawy tak się potoczą – przechyla głowę i patrzy mi w oczy. Ma takie pewne spojrzenie, jakby był przekonany do słuszności swoich słów. 
– Ale… – nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć – cały stres tamtej sytuacji, odsuwany jakoś przez picie i pilnowanie Haymitcha, dochodzi do mnie teraz ze zdwojoną siłą. Zaczynam niekontrolowanie szlochać, przed oczami mam smutną buzię Josha i te jego oczy, pełne przerażenia, kiedy dowiedział się, że musi zostać z babcią. 
– Już cicho, cicho – Peeta obejmuje mnie mocno, tuli do siebie i szepcze mi do ucha uspokajające słowa. 
– Tak bardzo się o niego martwię – staram się mówić normalnie, ale wychodzi mi z tego raczej bełkot.
Peeta przez moment milczy, a ja, wtulona w jego ramiona, nagle słyszę jak serce mu przyspiesza. Podnoszę wzrok do góry i widzę, że jest bardzo skupiony, myśli o czymś intensywnie. Chcę zapytać co mu chodzi po głowie, ale rezygnuję z tego zamiaru, kiedy mruży oczy. Znam tę minę, wiem, że obmyśla jakiś plan, analizując jego poszczególne elementy i nie chcę mu przerywać
– Wstawaj – odsuwa mnie od siebie, siadając pewnie na łóżku. Znam ten wyraz jego oczu, choć rzadko go widzę. Wiem, że coś wymyślił i choć nie będzie łatwo – nic go nie powstrzyma.
– Co robimy?
– Jedziemy do Kapitolu – odpowiada spokojnie, wstaje z łóżka, podchodzi do komody i zaczyna wyrzucać z niej różne rzeczy. – Pakuj się kochanie – ponagla mnie lekko – pora odwiedzić naszą dobrą znajomą, panią Trinket i wytłumaczyć jej, czym my różnimy się od znanych jej Zwycięzców.
Doskonale wiem co ma na myśli, też to wyczułam. Matka Effie traktuje nas jak wrogów, ma nieprzyjemne doświadczenia ze Zwycięzcami i pewnie dlatego także nas wpisała w tę samą kategorię – osób, do których czuje nienawiść. 
– Co chcesz zrobić? – błysk, który widzę w jego oczach nie wróży niczego dobrego dla babki Josha.
– Odwiedzimy ich. I… lepiej, żebym nie zauważył żadnego śladu po uderzeniu na ciele Josha, bo nie ręczę za siebie. A potem zabieramy Małego na wakacje do nas i tyle. 
– A jak Effie lub jej matka się nie zgodzą? – plan jest pozornie prosty i świetny ale ma pewne luki. 
– Mam to gdzieś, chłopiec ma prawo widywać się z ojcem i Effie doskonale o tym wie. Jeżeli będzie stwarzać problemy, to postraszę ją Paylor. Myślę, że wtedy się ugnie, ale gdyby nie – to ty się na niej wyżyjesz, a ja ucieknę z Joshem – mówi z uśmiechem, bo doskonale wiemy, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.
Pakuję szybko najpotrzebniejsze rzeczy. Najchętniej od razu pobiegłabym  na dworzec, ale najpierw musimy powiadomić Haymitcha o naszych planach, a także powiedzieć o wszystkim Johannie. Zastanawiam się nawet czy jej wsparcie nie byłoby pożądane. Ubierając się ustalamy pozostałe szczegóły i z walizką wychodzimy sypialni. Stojąc u szczytu schodów widzę Johannę wchodzącą do naszego domu. Jedno spojrzenie na jej twarz sprawia, że ciarki przechodzą mnie po plecach – jest blada jak ściana, a ręce trzęsą się jej tak, że z trudem zamyka drzwi. Kątem oka widzę, że Paul tłumaczy coś Haymitchowi, który wydaje z siebie przeraźliwy ryk i ciska o podłogę kubkiem, rozbijając go z głośnym trzaskiem. 
– Co się stało? – słyszę zduszony głos Peety, wiem, że te słowa ledwie przeszły przez jego zaciśnięte gardło. Oboje zdajemy sobie sprawę, że musiało się stać coś złego, skoro wszyscy reagują w taki sposób.
– Effie tu jedzie – Johanna powoli nabiera powietrza. – Joshua zniknął, poszukiwania w Kapitolu nic nie dały. Nie ma go już od dwóch dni. Nikt nie wiem co się z nim stało. 
– Myślisz, że Josh też tu jedzie? – pytam z niedowierzaniem, łapiąc się balustrady schodów.
– Na pewno nie – Paul na moment zawiesza głos – każdy kto wsiada lub wysiada z pociągu w Kapitolu jest dokładnie sprawdzany, na pewno nie wpuszczą do środka samego dziecka, bez żadnej opieki… – milknie, jakby zrezygnował z powiedzenia mi czegoś i spogląda na Johannę. Urwaną wypowiedź uzupełnia cicho Peeta:

– Ostatnio coraz częściej krążyła plotka, że w Kapitolu dzieci błąkające się samotnie po ulicach są porywane i sprzedawane… – wiem co ma na myśli i w moim sercu rodzi się strach tak przytłaczający, że nie ma w nim już miejsca na nic innego…

26 myśli na temat “94: Uciekinier

  1. Powtorze sie „nie wytrzymam do wtorku” koncowka i mysl ze mogliby porwac Josha – przerazajaca 🙁

  2. Teraz to i ja nie wytrzymam do tego wtorku ;-;

    Zapraszam do mnie, dopiero zaczynam– dontwantoforget.blox.pl

  3. ej ale znajdą go, muszą, w końcu był w waszym finałowym rozdziale. Choć to nie zmienia faktu, że coś może mu się stać 😮 boję się o niego 🙁 nie wytrzymam do wtorku! 😀 dziewczyny tak się nie kończy rozdziałów, jeśli nie chcecie by czytelniczki od rozmysłów wam padły 😀 rozdział genialny 😉

  4. Nie no mnie zatkało… będę zapewne cały czas myślec o waszym blogu, a mam ważny sprawdzian w poniedziałek. Dziewczyny będę się powtarzać, ale co tam Kocham waszego bloga!!! ;*

  5. Kurde..to się narobiło ;/Biedny Josh 🙁 Ahh ta Effie i jej mama..Oby Joshua szybko się odnalazł…A wg to ja do wtorku nie wytrzymam 🙁 Taki komentarz bez ładu i składu,ale to przez wasz rozdział 🙂 No to …pozdrawiam was ;P

  6. Płaczę ;< jak można sprzedawać dzieci, to jest chore! Nienawidzę kapitolu. Ogólne zaje**sta notka, można spokojnie powiedzieć, że tworzycie sztukę: Wątki romantyczne, elementy złości, płaczu i zaskoczenia, potem radość lub pustka.. wszystko ze sobą współdziała. Jesteście normalnie mistrzyniami. Czekam do wtorku. 😉 A nie sory, chciałam powiedzieć do poniedziałku, bo we wtorek to już oszaleję ;D

    Evaen

  7. Hej ! Blog jest po prostu super :* nigdy takiego nie czytałam ! 😀 Przeczytałam wszystkie rozdziały, ale sorki, że dopiero teraz pisze kom. Poprostu cały czas czytałam i leciałam do kolejnego rozdziału. No i w końcu doszłam do końca tzn. ” do tego momentu w którym jesteś ty z pisaniem” trochę skomplikowane ale mam nadzieje że rozumiesz 😉

    Jeszcze jedno pytanie :

    o której godzinie dodajesz wpis?

  8. Jeśli coś to jestem nowa 🙂

    Życzę weny i czasu, mam nadzieję ze wpisy będą szybciej

  9. Takie to ciekawe ze cały czas o tym myślę

    …. o doszłam do wniosku że. .. ……………… oni odnajdą Joshua bo przecież w tym prima aprilisowym wpisie było ze on studiuje i wgl czyli że……. go odnajdą! !!! ;D

  10. <Agata> jesteś Ganialna ;D Zupełnie o tym zapomniałam. Jjuż z samego początku wiedziałam, że go znajdą, ale nie miałam jakiś konkretnych dowodów. ;d

  11. Notatka jak zwykle świetna, a przede wszystkim trzyma w napięciu 😉 Biedny Josh… 🙁 Mam nadzieję, że we wtorek się odnajdzie 😉

Komentarze są zamknięte.