95: Nowy przyjaciel

Witajcie. 

Zapraszamy do czytania i komentowania. Nowa notka w czwartek. Pozdrawiamy 

A. & A. 

– Jak mogłaś do tego dopuścić? – Haymitch nie wrzeszczy, on ryczy na całe gardło. Zaczął, gdy tylko zapłakana Effie usiadła przy kuchennym stole w moim domu.
– Nie było mnie w domu – odpowiada mu Effie i wybucha płaczem, który szybko przeradza się w niekontrolowany atak histerii. Jej szloch sprawia, że mama i Annie biegną ją przytulić, podając równocześnie jakiś napar z ziół. Effie coś szepcze do mojej mamy, która zastanawia się przez moment i delikatnie kiwa głową. 
– A gdzie polazłaś? – Haymitch ani na moment nie zniża tonu. – Jak mogłaś zostawić go z tą wariatką? – wiem, że on się boi, a ten krzyk z jednej strony wyraża wściekłość, ale z drugiej maskuje to, co jest pod nią. Wszyscy wiemy, że zniknięcie Josha spowodowane jest czymś więcej, niż tylko kaprysem dziecka. 
– Do lekarza – wykrzykuje Effie pomiędzy spazmami, a Haymitch momentalnie łagodnieje.
– Wszystko w porządku? – pyta ją cicho, a ona podnosi się i wtula w jego ramiona. Widzę, że on obejmuje ją czule, delikatnie całując w czoło, a w jego oczach pojawiają się łzy. Płaczą oboje – ze strachu o życie i zdrowie dziecka, z niepokoju o to, gdzie się znajduje, czy nie dzieje mu się krzywda. Jeżeli Josh swoim wybrykiem chciał ich połączyć, to mu się to udało.
 
Dzwonek telefonu wyrywa mnie z zamyślenia. Przyzwyczaiłam się, że to Peeta odbiera, więc i tym razem nie wstaję, tylko czekam aż on podejdzie do aparatu i podniesie słuchawkę. W kuchni ustały już krzyki, więc bez problemu wychwytuję jego słowa:
– O, witaj.
– Nie, nie teraz…
– Mamy tutaj poważny problem i…
– Jesteś pewien?
– Zaraz będziemy.
Spoglądam zaskoczona na Peetę, który przytyka palec wskazujący do ust i ręką daje mi znak, bym za nim poszła. Wykonuję jego polecenie bez zastanowienia. 

Nie mam nawet czasu zapytać o co chodzi – tak szybko biegnącego Peety dawno nie wiedziałam. Z trudem dotrzymuję mu kroku – chyba tylko na arenie poruszał się tak, gdy uciekaliśmy przed kolejnymi zmiechami. Wbiegamy do miasteczka, Peeta sprawnie kluczy uliczkami, ale dom, przed którym się zatrzymuje, jest dla mnie olbrzymim zaskoczeniem. Puka delikatnie, jakby nie chciał nikogo spłoszyć i czekamy krótką chwilę. 
Drzwi otwiera nam Gale, a ja za nim, przy kuchennym stole, widzę Posy, która chyba coś rysuje. Ale wiem już, że to nie o nią chodzi, tylko o blond czuprynę obok, której widok przynosi mi niesamowitą ulgę. Spoglądam zaskoczona na Gale’a, a on nieznacznie kiwa głową. Bardzo cicho podchodzę do Josha i kładę mu dłoń na ramieniu. Podskakuje do góry przestraszony i odwraca twarz w moją stronę.
W gardle rośnie mi olbrzymia gula, ledwie przełykam ślinę i czekam na jego reakcję. Po krótkiej chwili jego małe rączki zaplatają się na mojej szyi.
– Ciocia – mówi cicho i zaczyna płakać. Podnoszę go szybko do góry, przytulam do siebie najmocniej jak potrafię. Przerażenie wymalowane na twarzy mojego narzeczonego wcale mi nie pomaga. Ten obraz sinej, ciągnącej się od skroni przez cały policzek pręgi, nigdy nie zniknie z mojej pamięci. Czym ta stara czarownica go uderzyła? 
– Jestem tu, jestem… Przepraszam, że cię zostawiłam – szepczę mu do ucha. Peeta obejmuje nas oboje mocno, ale i tak czuję jak jego ręce drżą. Obydwoje nie posiadamy się ze szczęścia, że Josh jest tutaj, cały i zdrowy. Prawie… Patrzę w oczy Peety i widzę w nich tę samą chęć mordu na jego babce, którą sama odczuwam. 

Gale ruchem głowy daje nam do zrozumienia, że chce z nami porozmawiać. Peeta łagodnie tłumaczy Joshowi, że ciocia i wujek porozmawiają teraz z tym panem i zaraz do niego wrócą. Josh przyjmuje to spokojnie, ale raz po raz jego główka wychyla się zza kuchennych drzwi, jakby sprawdzał czy tym razem na pewno go nie zostawimy. 
– Co mu się stało? – warczy na nas Gale. On, tak samo jak my, przejął się stanem Josha.
– To pewnie jego babka – odpowiada głucho Peeta.
– Jakbym dorwał tę babę w swoje ręce – nienawiść w głosie mojego przyjaciela jest aż namacalna. Ma identyczne podejście do bicia dzieci jak ja. Po prostu nie wolno tego robić.
– Jak ja dorwę ją w swoje, to ty będziesz tam ze mną – twardo stwierdza mój narzeczony.
– Trzymam cię za słowo – kwituje trochę spokojniej Gale.
– Jak on się tu znalazł? – patrzę na niego.
– Jechałem pociągiem do domu, gdy nagle na korytarzu zrobiło się straszne zamieszanie – ludzie coś krzyczeli, słychać było też płacz dziecka. Wyszedłem sprawdzić co się dzieje. Nie rozpoznałem chłopca, ale on mnie tak. Trzymany w mocnym uścisku przez obsługę pociągu zawołał do mnie, żebym – jako twój przyjaciel – zabrał go do ciebie – patrzy na mnie przez chwilę. W końcu wzrusza ramionami – co miałem zrobić? Nakarmiłem go, napoiłem, nawet się trochę przespał. Powiedział mi, że zmylił konduktora wsiadając za jakąś rodziną z trójką dzieci, a potem schował się w luku bagażowym. Ale chyba dostał kataru, bo kichał co chwilę i to zaalarmowało obsługę. Wymusiłem na nich zachowanie tajemnicy – dodaje na koniec i uważnie nam się przygląda.
– Dziękuję – odpowiada mu pewnie Peeta, wyciągając jednocześnie dłoń w jego stronę. Gale przyjmuje uścisk i na moment przytrzymuje mówiąc:
– Nie dopuście więcej do takiej sytuacji. Następnym razem może mnie tam nie być.
– Możesz mieć pewność – reaguję od razu z przekonaniem.

Wychodzimy przed dom. Josh, schowany bezpiecznie w moich ramionach, tuli się jak nigdy dotąd. 
Z zaskoczeniem widzę, że na ulicy, wokół domu Gale’a zebrała się – niby przypadkowo – spora część mieszkańców dystryktu. Zerkam na moich towarzyszy, zastanawiając się czego ci ludzie oczekują.
– Wywołaliśmy zamieszanie – mówi bardzo cicho Peeta. 
– Właśnie widzę – odpowiada mu spokojnie Gale. – Chyba czekają na jakąś awanturę – no tak, przecież nikt nie wie o naszym pojednaniu, za to wszyscy pamiętają widowiskową bójkę… 
– Jeszcze raz dziękujemy – Peeta mówi tak, by zebrani na ulicy ludzie dobrze go usłyszeli.  – Zapraszamy na kolację jutro wieczorem. Musimy ci jakoś podziękować za znalezienie naszej zguby.
– Nie ma za co – Gale odpowiada w ten sam sposób. – A z zaproszenia z chęcią skorzystam.
Powoli odchodzimy, kiedy Gale, pewnie chcąc wykorzystać moment, woła:
– Kotna, zostaję u mamy tydzień, może pójdziemy na jakieś polowanie?
Zerkam na Peetę, on delikatnie się uśmiecha. Najwyraźniej rozpracował zamiar Gale’a, który pamięta ustalenia czynione przy nalewce.
– Tylko grzecznie – odpowiada za mnie. – A ty moja droga – wskazuje mnie palcem – obudzisz mnie, jak będziesz wychodzić. Drugi raz nie będę cię szukał po lesie – ma wesoły ton, który utwierdza mnie w tym, że jego deklaracja o zgodzie na wspólne polowania była jak najbardziej szczera.
– To na pewno – odpowiada poważnie Gale. – Nadal pamiętam siłę twoich ciosów.
– Gdybyś nie latał po dystrykcie i nie opowiadał głupot, nie musiałbyś jej poznać – jedno zdanie wywołało między nimi napięcie. Przez chwilę przemyka mi przez myśl, że wypracowane porozumienie pójdzie w zapomnienie. 
– Tak, a potem podstępnie mnie upiłeś, Mellark – Gale przybiera groźny ton, ale nie ma w nim agresji, ani złości.
– No wiesz – Peeta zawiesza na moment głos- wolałem noc z Katniss niż z tobą.
– Co racja to racja – odpowiada już z uśmiechem Gale. 
– Hawthorne – Peeta zaczyna się irytować – żadne z nas nie wie dokąd zmierza ta rozmowa.
– Mellark – Gale nadal niczego nie wyjaśnia.
– Panowie – przerywam im w końcu – myślałam, że już sobie to wyjaśniliśmy.
– Jeszcze kiedyś cię upiję – Gale patrzy na Peetę wyzywająco.
– Proponuję na moim wieczorze kawalerskim. Chyba, że twój będzie pierwszy – Peeta nie daje się zbić z tropu.
– To zależy, jak bardzo ci się spieszy – nagle ich ton zupełnie się zmienił, rozmawiają jak starzy przyjaciele, wprawiając w osłupienie pół miasteczka, a także mnie.
– Rozumiem, że dobrze się wam rozmawia, ale ja wciąż tu jestem i chyba czas ruszyć do domu – Josh trochę mi już ciąży, więc postanawiam interweniować nim ich plany zbytnio się rozwiną.
W reakcji na moje słowa, obaj wybuchają śmiechem, podają sobie ręce i ustalają godzinę kolacji.
 
Początkowo nie zauważamy jego obecności, ale kiedy odzywa się z nieukrywaną pretensją w głosie, po raz kolejny przekonuję się, że życie jest pełne niespodzianek.
– Widzę, że szybko zastąpiłeś mnie kimś innym – Ast z rękami w kieszeni zwraca się do Peety. Spodziewam się kolejnej dłuższej rozmowy, ale nagle Gale staje pomiędzy nami, a Astem:
– Idźcie już – rzuca do nas, po czym odwraca się do Asta. – A ty czego się spodziewałeś? Przecież to przez ciebie się rozstali, a teraz myślisz, że Peeta tak łatwo ci wybaczy? 

Peeta bierze ode mnie Josha, jednocześnie wolną rękę łączy z moją i odchodzimy w ciszy zakłócanej tylko przez odgłos naszych kroków. Staram się nie myśleć o tych wszystkich odprowadzających nas spojrzeniach…

29 myśli na temat “95: Nowy przyjaciel

  1. Wariatka Effi w ciąży? też tak myślę 😉 ma miejscu Peety bym się nie cackała tylko przyłożyła Astowi 😀 jak ja lubię takie rozdziały! 😉 mam nadzieję, że polowanie też opiszecie 😀 i jaka ulga, że Josh się znalazł 🙂 choć mam nadzieję, że stara jędza pożałuje wszystkie co zrobiła. rozdział miód, malina :3 było w nim wszystko!

  2. Josh ! Ty żyjesz ! Boże jak ja się cieszę < pan od wf-u pyta mnie czemu się mnie czemu tak się śmieję ^^ > Coś czuje , że Ast coś knuje …

  3. No, jak Effi i Haymich zobaczą Josha z tym śladem na twarzy ,o chce to przeczytać, i swoją drogą matka Effi zadarła z niewłaściwymi zwycięzcami, aż nawet mnie chce się żeby stało się jej coś złego,no jak można bić biednego Josha !! No nie ważne rozdział jak zawsze świetny,ciesze się że Josh się odnalazł 😉

  4. I właśnie takiego Gale’a znałam ;D Rozdział świetny, dopracowany ze wszystkimi szczzegółami, zazdroszczę talentu. Nie spod534ziewałm się tej rany na twarzy Josha. I wcale nie żal mi Asta. Notka naprawdę cudowna, można by było spokojnie uznać, że to pisze Collins.

    Czy tylko ja mam ochotę zamordować matkę Effie? Xd

  5. Jestem bardzo ciekawa dlaczego Effie była u lekarza…. czyżby drugie dzieciątko się u nich pojawiło? ;)A rozmowa Peety z Gaelem była super dobrze że zaczęli ze sobą rozmawiać jak przyjaciele fajnie się czyta te ich docinki 😉 Super!! Czekam do czwartku!! Pozdrawiam!!

  6. Jak zawsze super notka ;* I czekam z utęsknieniem do czwartku. Mam tylko jedno pytanie:

    O co chodzilo z tym ze Peeta mial byc zly na Asta? Moze mi ktos wyjasnic? 🙂

  7. Rozdział świetny jak zawsze :). Może w następnym trochę więcej momentów Peeta-Katniss? Akcja napędza całe opowiadanie, ale miło by było poczytać coś romantycznego dla odmiany. Nie wiem dlaczego, ale ta cała „przemiana” Gale’a, nagła przemiana o 180 stopni jakoś mnie nie przekonuje. Pamiętam co wywijał w pierwszych rozdziałach i dalej gdzieś po głowie plącze mi się jego zarys w Kosogłosie. Na miejscu Peety uważałabym, bo Gale może jeszcze coś namieszać

  8. Superr!! <333 Już myślałam,żę Peeta pokłóci się z Galem,ale jednak nie(no i dobrze :)) Już jutro nowy rozdział,strasznie się ciesze :DD Pozdrawiam ;P

Komentarze są zamknięte.