97: Będziesz dobrym ojcem

Witajcie.

Zapraszamy do czytania i komentowania. Następna notka w piątek.

Pozdrawiamy A. & A. 

 

Effie przeprowadziła się na stałe do Dwunastki, nie chciała nawet rozmawiać z matką, a wszystkie należące do niej i Josha rzeczy zostały przywiezione pociągiem. Johanna i Paul, za wstawiennictwem Haymitcha w Kapitolu, zamieszkali w domu naprzeciw naszego. Mama zaś mieszka w moim domu i wynajmuje pokój Shenowi. Effie i Haymitch przełożyli ślub. Początkowo sądziłam nawet, że odłożą go do czasu, gdy Effie urodzi. Wokół działo się wiele, ale największym zmartwieniem był Josh, który stał się bardzo zamknięty w sobie, mało mówił, najchętniej przebywał sam. Najprawdopodobniej ciągle przeżywał to, co przydarzyło mu się w domu babki. To właśnie dlatego Haymitch ściągnął nas z Czwórki, pomoc przy organizacji ślubu szybko okazała się być tylko pretekstem, użytym, by nie niepokoić nas zbytnio przez telefon. Jednak nasze próby niewiele pomagały – dopiero Shenowi udało się do niego trafić. Z jakiegoś powodu to właśnie on umiał z nim tak rozmawiać, że po kilku tygodniach Josh znów był sobą, ku uciesze nas wszystkich. Wrzesień nadszedł i minął bardzo szybko – Josh poszedł do szkoły. Trudno było nie zauważyć dumy Effie i Haymitcha tamtego pierwszego dnia. I szczęścia Josha, otoczonego nie tylko rodzicami, ale też nami wszystkimi – „ciociami i wujkami”. To chyba sprawiło, że łatwo przyciągał do siebie inne dzieci. Ale choć nie brak mu kolegów, ma tylko jednego najlepszego przyjaciela – Peetera, z którym łączy go bardzo silna więź. Uwielbiam patrzeć, jak się razem bawią, czytają, czy uczą. Są prawie nierozłączni.

 

 

Deszcz głucho bębni o szyby, gałęzie drzew targane silnym wiatrem kołyszą się gwałtownie, duże krople spływają po oknie. Zawinięta szczelnie w ciepły sweter przyglądam się temu, co dzieje się za oknem – na dworze musi być bardzo nieprzyjemnie… Tymczasem tutaj ogień w kominku delikatnie ogrzewa powietrze, rozjaśniając przy tym pokój. Delikatne muśnięcie karku rozprowadza ciepło po całym moim ciele.

 – Masz ochotę na gorącą herbatę? – szepcze wprost do mojego ucha. Uwielbiam jak to robi.

 – Tak – odpowiadam mu tylko i mocno się w niego wtulam. Uwielbiam takie wieczory, gdy jesteśmy sami, w pogrążonym w półmroku domu. Potrafimy godzinami siedzieć na kanapie, albo na dywanie, rozmawiając o wszystkim. Nie sądziłam, że kiedykolwiek docenię taką przyjemność i polubię ciepłe światło ognia. 

 – Mam nadzieję, że jutro nie będzie tak lać – Peeta wypowiada na głos moje obawy.

 – Ja też – choć Effie nie przeżywa już tak swojego ślubu jak miało to miejsce kilka miesięcy temu, to jednak odrobina słońca nie zaszkodziłaby na pewno.

 – Co z tą herbatą?- pytam go z uśmiechem i odwracam się w jego stronę, zarzucając mu ręce na szyję.

 – Naprawdę masz ochotę na herbatę? – pyta delikatnie zachrypniętym głosem.

 – Nie wiem, ale może…?

W ciszy naszego domu, przerywanej tylko trzaskami drew z kominka, pozornie delikatne pukanie rozchodzi się bardzo wyraziście. Spoglądamy na siebie zaskoczeni – nie spodziewaliśmy się nikogo o tej porze, szczególnie,  że i pogoda nie zachęca do spaceru. Peeta wypuszcza mnie z objęć i rusza w kierunku drzwi, ale zatrzymuję go delikatnie.

 – Zrób tę herbatę, to pewnie Effie wpadła w przedślubną panikę. I może od razu poszukaj parasola – mówię do niego z uśmiechem.

 – Nie – mówi stanowczo. – Nie ma szans, nie idę do Haymitcha, nie w taką pogodę. Dlaczego to zawsze muszę być ja… – mówi w końcu wyraźnie zrezygnowany.

 

Nie spodziewałam się go na progu naszego domu. Ani dziś, ani w żaden inny dzień. Jest całkowicie przemoczony– kaptur, który miał niewątpliwie chronić włosy i twarz, nie spełnił swojego zadania, a z rękawów kurtki woda cieknie ciurkiem.

 – Peeta – nie mam wątpliwości, że to nie mój gość, a olbrzymie zaskoczenie rozbrzmiewa w moim głosie. Słyszę jego kroki, spoglądam na niego i widzę jak uśmiech znika mu z twarzy na widok osoby, która stoi w drzwiach.

 – Witajcie – głos Asta drży, nie wiem czy z zimna, czy ze strachu przed tym, co czeka go w naszym domu.

 – Zamknij drzwi, kochanie – głos Peety jest twardy i zimny. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się innej reakcji z jego strony.

 – Wysłuchaj mnie, proszę – Ast nie daje za wygraną, a w jego głosie słyszę to samo, co dostrzegam w oczach – błaganie. Peeta nie odpowiada, ale opiera się ramieniem o futrynę i z rękami założonymi na piersi przygląda mu się groźnie.

 – Masz prawo być na mnie wściekły. A ja… Nie wiem dlaczego to zrobiłem, nie mam pojęcia. Choć może wiem… Zazdrościłem ci – miałeś wszystko – pieniądze, dom, sławę. I ją. Nie, tak naprawdę to chyba tylko Katniss ci zazdrościłem. Przy niej reszta nie miała znaczenia. Kiedyś przyszło mi do głowy, że jeśli jakoś udałoby się ją przekonać, że jej nie kochasz, że ją zdradziłeś, to pozwoli mi się sobą zaopiekować. A jak będę ją pocieszał, troszczył się o nią, to… To może, po jakimś czasie, ona pozwoli mi na coś więcej. Nie miałem pojęcia, że ona wyjedzie, ani że ty się załamiesz. Peeta – patrzy na byłego przyjaciela, podejrzewam, że szuka jakiejś zmiany w twarzy, w oczach. Ale ten jest niewzruszony. – Peeta, bardzo cię przepraszam. Przepraszam was oboje. Wiem co się stało przez moją głupotę i nie mam złudzeń. Ale – czy możecie mi kiedyś wybaczyć? Jego pytanie zawisa w powietrzu. Widzę jak obaj mierzą się wzrokiem, w końcu, po kilkunastu sekundach Ast opuszcza głowę i robi taki ruch, jakby chciał odejść.

 – Gdybyś ją znał – Peeta mówi stanowczo, wkładając ręce do kieszeni – wiedziałbyś, że Katniss właśnie tak zareaguje. Ale rzeczywiście, nie miałeś możliwości poznania jej. Jednak mnie znałeś bardzo dobrze, a ja ci ufałem, jak nikomu innemu. W zamian wykorzystałeś to całkowicie. Jak mogłeś mnie tak perfidnie podpuścić? Doskonale zdawałeś sobie sprawę, że boję się tego, że Gale kiedyś mi ją odbierze. A potem jeszcze te twoje namowy – zostań u mnie na noc, wywołaj w niej zazdrość – Peeta coraz mocniej podnosi głos, a Ast, pod wpływem jego tonu, coraz bardziej kurczy się w sobie. – A później byłeś świadkiem tego, jak prawie oszalałem przez tamte miesiące i nic z tym nie zrobiłeś, nic – końcówka jest wypowiedziana zaskakująco ciszej, ale mocny wyrzut, w którym gra zawód i żal, boli chyba bardziej, niż gdyby Peeta wrzasnął na całe gardło. 

 – Nie wiedziałem co mogę zrobić – odpowiada mu cicho Ast. – Ale chciałem coś zrobić, naprawdę – podnosi głowę do góry. – To ja cię namówiłem, byś pojechał na urodziny Johanny, choć początkowo wcale nie miałeś takiego zamiaru. Namawiałem cię też, żebyś porozmawiał z Annie. A po twoim powrocie… Szedłem do ciebie, chciałem się wtedy do wszystkiego przyznać, ale zobaczyłem twoją rozmowę z Hawthorne’em i… – Ast bierze głęboki wdech – i się ciebie  wystraszyłem… Uciekłem…

 – Jestem taki straszny? – aż mnie przechodzą dreszcze na dźwięk jego tonu. Peeta robi kilka kroków do przodu. Ast początkowo się cofa, ale po chwili staje pewnie na nogach i podnosi głowę.

 – Rób co uważasz za stosowne – mówi drżącym głosem i zamyka oczy. Patrzę osłupiała na Peetę, ale on tylko zagryza zęby, odwraca się i idzie do kuchni.

 – Czyś ty oszalał?! – patrzę na Asta i zastanawiam się czy ma świadomość jak wiele zaryzykował. – Gdyby cię posłuchał, w tym stanie, mógłby cię nawet zabić. Ast otwiera oczy, przygląda mi się uważnie.

 – Czy on mi kiedyś wybaczy?

 – Nie wiem – wzruszam ramionami, choć znając mojego narzeczonego – podejrzewam, że tak. To raczej mnie będzie dużo trudniej. – Gale’owi wybaczył, może i dla ciebie jest szansa.

 – Słyszałem o tym – mówi smutno.

 – My z kolei słyszeliśmy, że jesteś szczęśliwy w związku.

 – Taaaak – mówi przeciągle. – Teraz nawet będę musiał być szczęśliwy – w jego głosie słyszę rezygnację. 

 – Co masz na myśli? – ta cała sytuacja jest bardzo dziwna. Ast na progu naszego domu, podkreślenie, że musi być szczęśliwy – to wszystko nie układa się w żadną logiczną całość.

 – Ivon, ona… Żenię się. Przyszedłem prosić Peetę, by został moim świadkiem.

– Nie zrobiłeś tego – Peeta stoi oparty o futrynę drzwi do kuchni, wyraz jego twarzy i głos sugeruje, że wie, o czym mówi Ast.

Widząc, że zaczynają rozmawiać, ruchem głowy daję Astowi do zrozumienia, by wszedł do środka, Ast powoli przekracza próg naszego domu, nie odrywając oczu od Peety, jakby spodziewał się, że on zabroni mu wejść. Ten nadal przygląda mu niezbyt przyjaźnie, ale nie robi żadnego ruchu.

 – Poprosiłem ją o rękę – Ast mówi zgaszonym tonem. – A ty kiedyś mi obiecałeś, że będziesz moim świadkiem – mówi nadal tym samym tonem, patrząc jednak przez chwilę pewnie w oczy mojego narzeczonego. Opuszcza jednak głowę pod wpływem spojrzenia Peety i dodaje już znacznie ciszej – proszę zostań nim.

 – Jesteś tego pewien?

 – Nie mam innego wyjścia…

 – Domyśliłem się. Odpowiedz mi na jedno pytanie – czujesz coś do niej? – Ast w odpowiedzi kręci tylko przecząco głową.

 – Przykro mi stary – słyszę, że tony w głosie Peety łagodnieją, a on przez moment spogląda na mnie, jakby szukał jakiejś podpowiedzi.

 – Zdejmij te mokre ciuchy – zwracam się do Asta – i chodź do kuchni, napijemy się herbaty. Ast ściąga kurtkę i sweter  i robi parę kroków w przód. Kątem oka widzę rękę Peety wystawioną w jego kierunku, a Ast przyjmuje niepewnie uścisk. 

 – Gratuluję – mówi smutno Peeta- zostanę twoim świadkiem  – wypuszcza powoli powietrze i bardzo cicho mówi, klepiąc Asta po plecach. – Przykro mi, ale wiem, że będziesz dobrym ojcem.

A do mnie dochodzi tragizm sytuacji… 

 

 – Nie gniewasz się na mnie, że pozwoliłem mu tutaj spać? – leżymy w ciepłej pościeli, a Ast śpi na kanapie w salonie.

 – Nie, to twój dawny przyjaciel i potrzebuje teraz wsparcia – nie gniewam się, choć uważam, że Peeta za łatwo mu przebaczył. Ale taki już jest. I takiego go kocham. 

 – Jestem na niego nadal wściekły, ale mi go żal. Zmarnował sobie życie – kładzie się obok mnie i gasi nocną lampkę. – Ale właściwie nie o tym chcę teraz rozmawiać – jego usta delikatnie całują mnie w odsłonięte ramię. – Tak sobie pomyślałem, że skoro tyle dzieci rodzi się wokół, to może my też powinniśmy się postarać o małego Mellarka?

Jeszcze przed momentem miałam nadzieję na cudowną noc w jego ramionach. Jednak jego słowa podziałały na mnie jak zimny prysznic. Bałam się, że kiedyś dojdzie do tej rozmowy, nie sądziłam tylko, że tak szybko. 

 – Ja nie chcę mieć dzieci – mówię kategorycznie. Tę decyzję podjęłam już bardzo dawno temu i nic na nią nie może wpłynąć.

 Przez moment w naszej sypialni panuje cisza.

 – Nie chcesz mieć dzieci, czy nie chcesz ich mieć ze mną? – mam ochotę powiedzieć Peecie, że to bezsensowne pytanie, ale zamiast tego powtarzam:

 – Nie chcę mieć dzieci.

 – Katniss, słyszałem. Ale chcę wiedzieć, czy nie chcesz mieć dzieci w ogóle, czy tylko ze mną – jego głos jest zaskakująco opanowany.

 – Peeta – czuję, że serce mi przyśpiesza, nie potrafię być tak spokojna, jak on – po prostu nie chcę mieć dzieci. Chcę dodać, że z nikim, ale jakoś nie przechodzi mi to przez gardło. Dociera do mnie fakt, że Peeta byłby świetnym ojcem. Ale…

 – Zastanów się jeszcze nad tym, kochanie – mówi, jakby znów czytał w moich myślach.

 

26 myśli na temat “97: Będziesz dobrym ojcem

  1. Wiedziałam że Effie jest w ciąży 😀 ale żeby Ivon o.O? Z jednej strony współczuję Astowi a z drugiej… Należało się bydlakowi ;3

  2. Hahahahahaha leżę i nie wstaje. 😀 Ivon w ciąży ,Effie w ciąży może Joanna tez zaraz będzie. xD i ta rozmowa na końcu. 😉

  3. W sumie nie lubię Asta, ale przyznam, że mi go trochę szkoda. Co do Eff i Hay – male Hayffie będzie na pewno cudowne <3 ciekawe czy stworzycie poród z zaskoczenia? 😀 i zastanawiam się czy Anthon i matka Eff pojawiają się na ślubie (choć wątpię w obecność matki) Ach, Wy moje kochane pandusie, uwielbiam czytać to co tworzycie :3 końcówka – świetna!

  4. Ja tak delikatnie przypominam notkę prima aprilisową. Tam już Katniss była w ciąży, nawet drugiej 😉 I można przeliczyć, ile musiałabyśmy przeskoczyć w czasie, żeby w tej pierwszej była 😉

    Anna

  5. Znowu nam to robicie 🙂 No co tu sie rozwodzić, bardzo dobra notka, mega przyjemnie sie czyta 🙂

    Ivon w ciąży, kto teraz bedzie wzbudzał w Katniss zazdrosc? 🙁

  6. No,no,no robi się coraz ciekawiej ;)Najpierw Effie teraz Ivo no super!! Jeszcze to pytanie Peety słodkie :)Piękna notak dziewczyny jak zawsze 😉 Czekam do piątku z niecierpliwością:)

  7. Świetny rozdział 🙂 Effie i Haymich się pobierają, teraz Ast i Ivon ;D To ja czekam na Katniss i Peetę :* Pozdrawiam.

  8. Nie ma co komentować bo wszyscy już wszystko napisali 😀 WSZĘDZIE CIĄŻE, ŻE WSZĘDZIE !! :*

  9. jak mam być szczera to nie podpasowała mi sytuacja z Astem jak dla mnie należało mu się coś gorszego za to co zrobił. No ale końcówka wszystko wynagrodziła 😉 co do Effi spodziewałam się tego 😉

  10. Hayffie:D Czekam też na małą Johannę:D Mały Mellark-so sweet:D Tak swoją drogą, próbowałam wymyślić połączenie Asta i Ivon. Co mi wyszło-Avon:D

  11. Dwa tygodnie temu zaczęłam czytać bloga od początku, bo jak wiele fanów thg szukałam lekkich opowiadań o tym, co dalej działo się z naszymi bohaterami… Szczerze mówiąc jeszcze wtedy nie było ich za wiele, a kiedy natknęłam się na ten pomyślałam tylko „w końcu jakiś konkret!” Bardzo szybko nadrobiłam zaległości, co jest dla mnie ważne- całość jest spójna, lekka, nie męczy po paru zdaniach i bardzo przyjemnie się czyta. Do tego to napięcie z powodu ślubów, ciąż i wątpliwości, czy może dziecko to nie jest aż taki zły pomysł? Po prostu nie mogę się doczekać kiedy w końcu przeczytam „Jestem w ciąży” wypowiedziane przez Katniss!

    Nie przestawajcie pisać, ponieważ jest to świetny sposób na zaspokojenie literackiego głodu i spędzenie wieczoru + jak widać inspiruje coraz więcej osób do tworzenia 😉

    Btw. co prawda tematem nie są igrzyska śmierci, ale i tak zapraszam do siebie!Dopiero zaczynam, a właściwie zaczynamy przygodę z publikowaniem twórczości własnej.. mamy nadzieję, że paru czytelnikom przypadnie do gustu 😉

    the4ofus.blox.pl

  12. Effie w ciąży??Haha,lool xD czyli Josh będzie miał rodzeństwo? xD a do tego jeszcze Ivon..nie no,przydałaby się do kompletu Katniss xd Rozdział jak zwykle przepięknie napisany 😉 Cieszę się,ze już jutro notka 😀 Pozdrawiam ;3

  13. Bardzo dlugo nie komentowalam ale to nie dla tego ze przestalam czytac.Czytam na biezaco,kopiuje i czytam znowu i znowu.Rozdzialy jak zawsze niesamowite,wciagajace,pelne akcji i uczuc.Uwielbiam i pozdrawiam cieplo.

Komentarze są zamknięte.