99: Niespodziewani goście

Witajcie. 

Zapraszamy do czytania i komentowania. Następna notka we wtorek. 

Pozdrawiamy A. & A. 

 

– Tutaj! – odpowiada głośno Peeta, rozbawiony zachowaniem Haymitcha.
– Spokojnie, chłopie, przecież to tylko ślub – dodaje po chwili. Zastanawiam się, czy za bardzo nie ryzykuje, śmiejąc się z niego niemal otwarcie…
– Ślub, ślub. Mój ślub, nasz ślub – odpowiada przez zaciśnięte zęby Haymitch – i ma być idealny. Albo Effie mnie zabije. A tak w ogóle, to czemu wy jeszcze jesteście w piżamach? – patrzy na nas z wysoko uniesionymi brwiami.
– Zaczyna się – odpowiadam tylko i wchodzę do kuchni zrobić sobie kawę, ale w progu wita mnie jej mocny zapach. Pełen dzbanek aromatycznego i ciemnego jak smoła napoju stoi już na stole. „Choć na tyle się przydał” myślę zgryźliwie, patrząc na Asta, który najwyraźniej nie bardzo wie co ze sobą zrobić i wciska się w kąt, jakby chciał pozostać niezauważony. Lekkim ruchem głowy pytam go o co chodzi. Tymczasem on blednie jeszcze bardziej i patrzy przerażony na drzwi. Stojący w nich Haymitch też ma bardzo dziwny wyraz twarzy. 
– Co ty tutaj robisz? – rzuca patrząc spode łba na naszego gościa. Ast głośno przełyka ślinę, nim wreszcie odpowiada:
– Ja… ja… chciałem tylko… bo… ja… – czemu on się nagle tak jąka?
– Chyba w czasie naszej ostatniej rozmowy wyraziłem się jasno? – Haymitch mówi cicho, ale brzmi bardzo groźnie. – Miałeś się do nich nie zbliżać. Pod żadnym pozorem.
– Zaprosiłem go tutaj – odpowiada spokojnie Peeta, choć widzę, że lekko zmrużył oczy. Podejrzewam, że ochronna postawa Haymitcha trochę go drażni. – Ast miał do mnie sprawę, a że wczoraj paskudnie lało, to został u nas na noc. Masz z tym jakiś problem? – kończy zaczepnie.
– Jasne, nie mój interes – Haymitch wzrusza ramionami – ale nie przychodź potem do mnie, jak ten idiota znów poprzekręca fakty, albo coś nazmyśla. Nie będę drugi raz odkręcał jego głupot.
– Nie będzie Pan musiał – wtrąca się cicho Ast – już nigdy nie zrobię niczego takiego. Peeta mi wybaczył, Katniss również, nie chcę tego znów stracić.
– Nie zagalopowuj się tak – Peeta powoli wypuszcza powietrze. – Ja ci wybaczyłem to, co zrobiłeś, ale na to samo ze strony Katniss nie liczyłbym na twoim miejscu – czuję na sobie wzrok Asta, który odprowadza mnie do wyjścia, ale nie oglądam się.

Na zewnątrz mocno zaciągam się rześkim powietrzem. Chodnik między naszymi domami usłany jest dużymi taflami przejrzystej wody. Przeskakuję między nimi i uśmiecham się w duchu. Słońce leniwie budzi świat ze snu, krople deszczu mienią się piękną tęczą. Jeszcze jest chłodno, ale już bardzo przyjemnie – wszystko zapowiada piękny dzień. 
– Cześć ciociu – Josh ma buzię umorusaną dżemem. Podejrzewam jego ulubiony, truskawkowy. – Dobrze, że już jesteś, bo ciocia Johanna zaczyna krzyczeć na mamę – mówi mi to szeptem, jakby dzielił się sekretem, ale nie wygląda na specjalnie przejętego zamieszaniem.
– Czemu na nią krzyczy? – pytam go rozbawiona.
– Bo wszystko ma być idealne – odpowiada kąśliwie Johanna wyłaniająca się z jednego z pokoi, przedrzeźniając Effie.
– Czemu szepczesz? – pytam dostosowując ton do niej i Josha.
– Sama zaraz się przekonasz – odpowiada mi, a jej mina nie wskazuje niczego dobrego.
– Katniss – piskliwy kapitoliński ton, jakiego dawno u niej nie słyszałam, powrócił – nareszcie jesteś!
Effie ma na głowie gąbkowe wałki, a w zwiewnym szlafroku delikatnie opinającym jej brzuszek wygląda bardzo niewinnie. Gdyby nie jej oczy… Tylko one zdradzają co nas czeka.

Przez kolejne cztery godziny jesteśmy poganiane, poprawiane, przestawiane, sztorcowane. Obrywa się nawet niczemu niewinnej fryzjerce, która upina włosy panny młodej. Effie nagle zmienia zdanie co do fryzury, oświadczając oczywiście, że została źle zrozumiana i obrażając się na wszystkich, którzy usiłują zasugerować coś innego. Przechodzi samą siebie, a ja zaciskam coraz mocniej zęby, ale obiecałam sobie, że nie będę jej dziś dokuczać, pyskować, ani nie zostawię jej samej. To jej ważny dzień, a poza nami nie ma przy niej matki, ojca, czy kogoś bliskiego. Dlatego staramy się zrobić wszystko, żeby zapamiętała ten dzień jako naprawdę wspaniały. Tylko… dlaczego sama tak to utrudnia?

– Wracajcie najszybciej jak się da, musicie pomóc mi ubrać się! – krzyczy za nami, siedząc wygodnie na kanapie z wysoko uniesionymi nogami. Pije herbatę owocową, przygotowaną specjalnie na tę okoliczność przez moją mamę. A my z Johanną idziemy się przygotować do uroczystości. Effie nie była z tego zadowolona, aż musiałam ją zapytać, czy chce, byśmy wystąpiły w dżinsach i swetrach…
– Obiecuję ci – oświadcza Johanna, kiedy kierujemy się w stronę naszych domów – że jutro się jej za to wszystko odpłacę.
– Będę obok – odpowiadam z uśmiechem, kiedy każda z nas przekracza próg własnego domu.

Dekoracja sali głównej w Pałacu Sprawiedliwości to dzieło naszych matek. Proste bukiety wrzosów stojące na stole, za którym zwykł siadać urzędnik, uzupełniane są przez ciemnozielone girlandy nad oknami i przed krzesłami Młodych. Malutkie wrzosy tkwią także w butonierkach zebranych mężczyzn, a całość idealnie współgra z delikatnym zapachem lasu, wdzierającym się przez otwarte na oścież drzwi. Stoimy obok okrytych białym materiałem krzeseł. Peeta jest ubrany w dopasowany garnitur w kolorze orzecha, który podkreśla kolor jego oczu. Obok niego widzę Haymitcha ubranego w stalowy garnitur i ciemnopopielatą koszulę; jest lekko spięty, choć stara się nie dać tego po sobie poznać – jedynym objawem jest nerwowe przestępowanie  z nogi na nogę i skupiony wzrok skierowany w jedną stronę. Uśmiecham się na samą myśl o tym, że jeszcze trzy lata temu nie przeszłoby mi przez myśl, że zobaczę go kiedyś w takiej roli.

Wreszcie rozbrzmiewają pierwsze takty marsza weselnego i wszyscy obracamy się w kierunku otwartych drzwi. Effie, prowadzona przez jednego z najważniejszych w jej życiu mężczyzn, powoli sunie do drugiego z nich. Jej suknia uszyta jest z delikatnej tafty z dodatkiem jedwabiu, której dół pokrywają malutkie kryształki. Szerokie ramiączka zsunięte są na ramiona, materiał stanika zdobi specjalnie ułożona organdyna, która delikatnie rozkloszowuje się pod biustem, ukrywając powiększającą się sylwetkę. Materiał w kolorze szampana mieni się w promieniach słońca wpadających do sali przez duże okna, a rozbijające światło kryształki tworzą poświatę wokół niej. Effie wygląda bajecznie. 
– Szanowni goście, przyjaciele. Zebraliśmy się tutaj w tym wyjątkowym dla Effie i Haymitcha dniu… – zaczyna powoli swoje przemówienie burmistrz. Patrzę na Peetę i zdaje mi się, że tonę w błękicie jego oczu. On też patrzy na mnie delikatnie uśmiechając się, mam wrażenie, że nawet nie mruga. Jakby z oddali słyszę najpierw Haymitcha składającego przysięgę, później Effie mówiącą swoją…
– Kiedy zostaniesz moją żoną? – atmosfera tego miejsca, dzisiejsze przygotowania, cała otoczka sprawiają, że odpowiadam niemal automatycznie na jego bezgłośne pytanie:
– Choćby jutro – jego twarz rozpromienia się, oczy jaśnieją.
– Kocham cię.
– Ja ciebie też – odpowiadam i w tym momencie przerywa mi burza oklasków, spoglądamy na siebie lekko zaskoczeni. Jakimś cudem przegapiliśmy wszystko – przysięgę, wymianę obrączek, pierwszy pocałunek. Ale to teraz nieważne – właśnie przed chwilą uświadomiłam sobie, że przyjmując oświadczyny Peety, zdecydowałam, że zamykam za sobą przeszłość, a moja przyszłość to Katniss Mellark. Chyba już pora zacząć przygotowania do naszego ślubu…

Effie i Haymitch toną w uściskach, pocałunkach i życzeniach – miłości, szczęścia, pomyślnego rozwiązania. To wszystko mam okazję słyszeć pomagając Młodej Parze w przyjmowaniu prezentów i kwiatów. Mimo, że ślub miał być skromny, przyszło naprawdę dużo ludzi. Z pomocą Peety układam kolejne pudełka w piramidę, która wciąż nie chce być stabilna, gdy dochodzi mnie głos, na dźwięk którego od razu się wzdrygam:
– Nie rozumiem – ten lekceważący ton poznam wszędzie – jak mogłaś zdecydować się poślubić tego mężczyznę, skoro wiesz, że ja nie popieram tego związku. Nie wyraziłam na niego zgody i powinnaś wiedzieć jak, w takiej sytuacji, powinna postąpić dobra córka. Pomagałam ci przez te wszystkie lata, wspierałam cię w wychowaniu Josha, a teraz on – wskazuje Haymitcha palcem, na którym miga masa złotych pierścionków – robi ze mnie potwora! 
Widzę jak mięśnie Peety niebezpiecznie się napinają, mnie także ogarnia wściekłość. Obracamy się gwałtownie i – oprócz sceny, którą słyszeliśmy, widzimy jej uzupełnienie. Paul mocno trzyma w objęciach Johannę, prawdopodobnie próbuje ją powstrzymać przed zrobieniem krzywdy pani Trinket.
– Zamknij się – Haymitch, purpurowy na twarzy, cedzi przez zaciśnięte zęby. A Effie, ze łzami w oczach, patrzy przerażona na matkę, mówiąc bardzo cichym, choć zaskakująco pewnym głosem:
– Mamo, nie mów tak, nie masz prawa… – kobieta jednak powstrzymuje ją ruchem dłoni i wtedy moja matka,
która wszystkie emocje związane z Joshem i tą sytuacją ma wymalowane na twarzy, szturcha w ramię niemiłego gościa.
– Tak? – matka Effie obraca się powoli, z twarzą wykrzywioną złością.
– Porozmawiajmy na zewnątrz – głos mojej matki jest ostry jak brzytwa, a mina Shena stojącego za nią nie pozostawia wątpliwości, że to nie jest kurtuazyjne zaproszenie. 
– Ale ja jeszcze – nim zdąża dokończyć, szczupła dłoń mamy zaciska się na jej ramieniu, mocno popychając do przodu. Biegiem udajemy się za nimi, by móc dokładnie usłyszeć co moja matka zamierza jej powiedzieć.
– Jak pani w ogóle miała czelność się tutaj pojawić?  – podejrzewam, że gdyby nie ślub, mama byłaby doskonale słyszana na całym placu. Ale pewno nie chce w tym dniu robić sceny, ani przykrości Effie, więc choć jest bardzo wzburzona, a jej głos jest zimny, nie pozwala sobie na krzyk. – Nie jest pani tutaj mile widzianym gościem, a pani słowa do córki, w takim dniu, były w wysokim stopniu nie na miejscu. Effie wyszła za ojca swoich dzieci i będzie z nim szczęśliwa. A pani jest – mama mocno wciąga powietrze – starą, zrzędliwą, sadystyczną jędzą, która ze wszystkich sił stara się zepsuć w tych wspaniałych ludziach to, co w nich najlepsze.
Matka Effie zapowietrza się, chyba chce coś odpowiedzieć, ale tym razem to ona jest powstrzymywana:
– Najwyższa pora, by pani stąd poszła, w przeciwnym razie poproszę Paula, by puścił Johannę i pozwolimy jej spełnić obietnicę, którą pani złożyła. Podejrzewam też, że moja córka i jej narzeczony również nie będą się biernie temu przyglądać.
Pani Trinket wyrywa się z uścisku, ponownie otwiera usta, ale bardzo szybko je zamyka, kiedy Peeta do niej podchodzi.
– Mama pozwoli, że ja to załatwię? – pyta spokojnie.
– Tak dziecko, ja z tą kobietą już skończyłam.
Peeta uśmiecha się delikatnie do mojej matki, odwraca się w stronę Kapitolinki i lodowatym tonem mówi, uśmiechając się przy tym złowieszczo:
– Paul, puść Johannę. Najwyższa pora pokazać tej kobiecie jak bardzo boli rana, jaką zadała Joshowi.
Uśmiecham się pod nosem na widok uciekającej na grubych nóżkach kobiety. 

– Gratuluję chłopcze – odwracam się zaskoczona. Nie znam tego głosu, ale w oczach Peety widzę, że zna rudego mężczyznę, który pojawił się przed Pałacem Sprawiedliwości. 

25 myśli na temat “99: Niespodziewani goście

  1. O jak super!! Nareszcie ktoś jej powiedziała co wszyscy o niej myslą!! Śliczny ślub!! Czekamy na slub Katniss i Peety!!! 🙂

  2. Uhuhu. Mam nadzieję , że Johanna dogoni matkę Effie . Należy jej się . Dziwię się , że Peeta nic jej nie zrobił. Ja to bym przywaliła jej i już . Ale no wiem , Peeta nie bije kobiet .A teraz czekać do wtorku . Dobra , czekam . Chyba będzie ciekawie bo 100 notatka ^^

  3. Hahaha to było dobre. A najlepsza końcówka. 🙂 ciekawe co dla nas szykujecie na wtorek… w końcu to będzie 100 rozdział. ;*

  4. Hahahah xDD Johanna pewnie dogoni matkę Effie xD Przynajmniej mam taką nadzieję…Szkoda,że trzeba czekać aż do wtorku..no ale to będzie 100 rozdział 😀 Pozdrawiam

  5. właśnie coś sobie uświadomiłam, wiecie co? 🙂 ze pominąłyście urodziny Peety 🙁 tak ważne wydarzenie, które można było tak świetnie pokazać 🙁 nawet nie wiem czy Kat o nich nie zapomniała 🙁 a co do Asta niektórzy ludzie się nie zmieniają i mam nadzieję, że tak samo będzie z nim i znów coś wywinie 😀 ale się cieszę, że tej okropnej jędzy się dostało! ojciec Effi na weselu? się Haymitch wkurzy 😀 świetnie, genialnie, rewelacyjne! <3 ślub piękny 🙂 a Effi jak to już Effi 😀

  6. Rozdział ŚWIETNY i genialnie napisany. Macie ogromny talent. I ja tylko czekam na Waszą książkę 😉

  7. Piękna notka 😀 świetny zwrot akcji, jestem ciekawa kto jest tym ,,rudym” xd. To najlepiej napisany blog o igrzyskach jaki przeczytałam. I od razu przepraszam, że ostatnio nie komentowałam notek, nie miałam czasu. Ale wszystkie były bardzo ciekawe 😉

  8. Świetna notka. Zaczęłam czytać jakieś dwa tygodnie temu, i nikt ani nic nie mogło mnie oderwać, czekam z niecierpliwością na setną notkę 😉

  9. Rodzice Effie na weselu , tego się nie spodziewałem . Matka Effie naprawdę jest okropna . Najpierw bicie wnuka teraz przeszkadzanie podczas ślubu , ciekawe czy pani Trinket jeszcze będzie miała okazję pomieszać w życiu córki .

    poigrzyskachokiempeety.blox.pl/ zapraszam do mnie w przerwie między pisaniem tego wspaniałego bloga Aniu . Mam nadzieję , że znajdziesz czas i dasz mi kilka wskazówek ;P

  10. Te ostatnie 3 wpisy cuda!! Przepraszam ze przestałam komentować tak często ale musze się troche w szkole poprawić i nie mam dużo czasu na czytanie.. Dni wolne mam zawalone korkami

Komentarze są zamknięte.