świątecznie

Kochani. Z okazji nieuchronnie zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam aby ten czas upłynął Wam w rodzinnej atmosferze. Abyście spędzili niezapomniane chwile w towarzystwie Waszych bliskich, przyjaciół i rodziny. Najedzcie się do syta, odeśpijcie wszystkie zarwane noce. Cieszcie się zasłużonym odpoczynkiem. A zaraz po świętach zapraszam do czytania i komentowania.

 


I tak w gwoli wyjaśnienia dla niecierpliwych po świętach oznacza w sobotę:) 

11: Lista poległych

Siedzę oparta plecami o Peetę. I delektuję się tym przyjemnym uczuciem w żołądku. Uczuciem sytości po wyśmienitym posiłku. Gęś autorstwa Pani Mellark podana z pieczonymi ziemniakami i zielonym groszkiem, okazała się wyborna. Choć słowo wyborna to stanowczo za mało. Pomimo tego, że bardzo chciałam pomóc w przygotowaniach w obiedzie, Pani Mellark wygoniła mnie z kuchni.

– Lepiej idź, pobądź z moimi synami. Dla każdego z nich znaczysz bardzo wiele.

– Co Pani ma na myśli

– Och Katniss, dla mojego męża jesteś wymarzoną córką, dla Patricka przyjaciółką służącą radą i wspierającą w kłopotach- robię dziwną minę ponieważ w ogóle nie wiem o co jej chodzi, musi to zauważać ponieważ kontynuuje- a co może to ja dałam mu pierścionek? Dla Peetera jesteś starszą siostrą, wiesz wydaje mi się, że Ty chyba naprawdę go rozumiesz. Rozumiesz, że w ciele dorosłego mężczyzny siedzi ukryte dziecko. Bardzo podoba mi się to jak go traktujesz. A jeśli chodzi o Peetę to obie dobrze wiemy jak jesteś dla niego ważna. A teraz idź do nich. No już uciekaj- i macha na mnie ścierką zupełnie jak dziś rano na Patricka.

Moje rozmyślania przerywa Haymitch

– No gołąbeczki, chyba pora omówić szczegóły waszego wyjazdu

– Jakiego wyjazdu- zza gazety wysuwa się głowa Pana Mellark, a Peeter przestaje się bujać na krześle

-Nic Im nie powiedzieliście?

– Jakoś nie było okazji- odpowiada Peeta- za parę dni ja i Katniss musimy wyjechać na parę dni. Mamy parę spraw do załatwienia w Kapitolu, a potem jedziemy odwiedzić Panią Everdeen, a potem- zaskakuje mnie to, że patrzy na Haymitcha

– Macie zgodę, ale do Was należy decyzja czy będzie to wizyta oficjalna czy raczej nie

– A czy mogę się dowiedzieć o czym Wy mówicie- warczę na nich

– Potem Ci powiem- odpowiada Peeta i jego słowa wywołują we mnie gniew. Ostatnio wszystko co kończy zdaniem – opowiem Ci potem- kończy się tak, że nie opowiada mi niczego. Ale nie tym razem

– Żadne potem, teraz- mówię z naciskiem

– To może my wyjdziemy- naszą rozmowę przerywa Pan Mellark

– Nie tato, to my wyjdziemy- chodźmy – zwraca się do nas.

Idziemy do pracowni Peety. Zamykamy za sobą drzwi.

– Co Wy kombinujecie, jakie oficjalne albo nie oficjalne wizyty macie na myśli.

– Ty Jej powiedz- zwraca się Haymitch do Peety- to był Twój pomysł

– Katniss- ton głosu Peety jest bardzo opanowany i już wiem, że ma zamiar powiedzieć mi coś co może mi się nie spodobać- chciałem dotrzymać obietnicy danej w jedenastym dystrykcie i chciałbym tam pojechać

Jak mogłam o tym zapomnieć. Jak mogłam zapomnieć o Rue i Thresh. Oni ocalili mi życie a ja o nich zapomniałam. Peeta nie. Tylko ja

– To będzie nieoficjalna wizyta. Haymitch masz jakiś pomysł na to jak można się skontaktować z ich rodzinami i poprosić o spotkanie?

– Chyba tylko przez ich burmistrza, wątpię by mieli w domu telefony

Peeta bierze mnie za rękę.

– Nie gniewasz się na mnie za to, że

– Ty się mnie pytasz czy ja się gniewam za to, że zorganizowałeś spotkanie z rodzinami ludzi, którzy uratowali mi życie. Pytasz mnie czy mam Ci za złe to, że pamiętasz o tym o czym ja powinnam pamiętać? Peeta porozmawiamy na ten temat później- kończę stanowczym głosem

– Mam się spodziewać kary czy nagrody

– Nagrody- odpowiadam już z uśmiechem

– A, to porozmawiamy później- i też się usmiecha

– GOŁABECZKI

– Już , już jaki jest plan wizyty- zagaduje Peeta z usmiechem

– Nie plan wizyty a harmonogram, spodoba Wam się- i po jego minie już wiem, jeszcze za nim zaczyna czytać, że nam się nie spodoba

– W czwartek ruszamy o 12. Punktualnie. W Kapitolu macie czas na rozpakowanie się i przygotowanie do kolacji. O 18 jecie ja z Paylor, Beetee i oczywiście Johanną.- Uśmiecha się zupełnie jak my. Tęsknie za nią.- Potem wracacie na noc. W piątek o 19 masz wywiad Katniss do tego czasu macie czas wolny- ale oczywiście musicie tam być jakąś godzinę wcześniej, żeby się przygotować. Po wywiadzie wolne. W sobotę w samo południe głosowanie i możecie lecieć do czwórki. Ale proszę Was o jedno. W swoim czasie wolnym uwzględnijcie czas na jedno ważne spotkanie. Moim zdaniem po tym wszystkim co dla Was zrobiła, bez względu na to jaka była należy jej się to

– Effie- mówimy jednoczesnie

– Dokładnie

– To ona nie będzie na nas czekać- pyta zaskoczony Peeta wypowiadając na głos moje wątpliwości

– Nie została o to poproszona, jest jak by to powiedzieć. Jest teraz traktowana jak relikt przeszłości. Ja też powinienem być tak postrzegany, ale dzięki Wam nie jestem.

– Nie rozumiem- mówię patrząc na niego

– Ja też- dodaje Peeta

– Bo ja pozwoliłem sobie na pewne nadużycie, które nowe władze Kapitolu jakoś przełknęły

– Jakie nadużycie- zadaje pytanie Peeta jednocześnie siadając na krześle i ciągnąc mnie na swoje kolana- dopiero teraz orientuję się, że całą rozmowę przeprowadzamy na stojąco

Haymitch siada i kontynuuje swoją wypowiedź

– Powiedziałem w Kapitolu, że po tym ile przeszliście przez ostatnie dwa lata, nie chcecie być niepokojeni, i w związku z tym wszystko co Kapitol chce od Was ma być najpierw przekazywane mnie a jak jeśli uznam to za stosowne przekażę Wam. Podałem się za takiego jak by Waszego rzecznika

– Powinniśmy być na Ciebie źli, wiesz o tym prawda- odpowiada mu Peeta, ale wiesz też, że nie jesteśmy. Jeśli o mnie chodzi to możesz być naszym jak to powiedziałeś rzecznikiem -o ile nie zażyczysz sobie za to zbyt wysokiego wynagrodzenie- dodaje już z uśmiechem

– Przyjmuję zapłatę w obiadach i kolacjach

– W takim razie- mówię podając mu rękę- mamy umowę rzeczniku

– To ile było tych rzeczy niegodnych naszej uwagi- Peeta patrzy na niego

– Peeta, jak sam powiedziałeś to nie było godne Waszej uwagi- odpowiada mu z uśmiechem

– No dobrze. A czy wiadomo coś w jakim stylu ma być prowadzony wywiad- zadaje w końcu to pytanie, które mnie najbardziej męczy

– No właśnie. Tu muszę się pochwalić. Używając tylko mnie znanych znajomości, udało mi się uzyskać zgodę na autoryzację pytań

– Na co- nie rozumiem co do mnie mówi

– Jak już będziemy w poduszkowcu, to przedstawią nam spis pytań, które Caeser będzie chciał Ci zadać, powiesz, na które chcesz odpowiedzieć i on zada tylko te. Będziesz mogła przygotować sobie odpowiedzi.

– To mi się podoba, czyj to pomysł?

– Plutarch- on Cię naprawdę lubi- odpowiada mi Haymitch z uśmiechem

– A co ze mną- widać Peeta chce poznać swoją rolę w całym przedsięwzięciu

– Plutarch zadecydował, że tylko Katniss będzie odpowiadać na pytania

– Rozumiem, gdzie ja w tym czasie będę

– Albo na widowni, albo co od paru dni próbuję załatwić, tuż za sceną. Chcę byśmy obaj byli w pogotowiu. Tak na wszelki wypadek.

– To przestań próbować to załatwić, tylko to zrób. Coś czuję, że

– Wiem co masz na myśli przerywa mu Haymitch, jak też mam takie przeczucie

– O czym Wy znowu mówicie- jestem już naprawdę porządnie wkurzona tym, że rozmawiają tak jak by mnie tutaj nie było

– Skarbie, chodzi o to- odpowiada mi Haymitch, że chcemy byś czuła się bezpiecznie i

– I to, że chcę być jak najbliżej Ciebie jak będziesz mnie potrzebować

Czyli zdają sobie sprawę z tego, że to będzie najtrudniejszy wywiad w moim życiu. I chcą i Peeta chce bym mogła w razie potrzeby schować się przed światem w jego ramionach. Jestem mu tak wdzięczna, że bez zastanowienia go całuję. On go odwzajemnia.

-GOŁĄBECZKI-bo będę zmuszony zmienić zdanie i oddzielić Was od siebie jakimś murem- mówi patrząc na nas tak jak by był bardzo szczęśliwy. Jak by to, że tak bardzo się kochamy sprawiało mu naprawdę wielką frajdę.

– Mówiłeś- zwracam się do niego- że Effie nie została poproszona o udział w tym całym zamieszaniu- macham niedbale ręką- a gdyby została o to poproszona?

– No gdyby została oficjalnie poproszona i by się oficjalnie zgodziła to oficjalnie mogło by tak być. Na wszelki oficjalny wypadek przygotowałem Wam tutaj numer do niej- i z uśmiechem kładzie na stole kartę z numerem telefonu- to mądra decyzja skarbie.

– No to teraz musimy wykonać parę oficjalnych telefonów- mówi Peeta, czy może jednak poczekamy z tym do jutra- pyta patrząc na mnie

– Wiem, że dziś jest niedziela- mówi Haymitch, ale nikt nie będzie miał Wam za złe. Wasze nazwiska wiele znaczą. Nawet nie wiecie jak wiele. Numer do burmistrza jedenastki dostaniecie na pewno od Effie. I proponuje też skontaktować się z Waszymi stylistami. W coś musicie się ubrać- po tych słowach chce wyjść, ale złość jaka we mnie wezbrała, musi znaleźć swoje ujście natychmiast

– Chyba zapomniałeś, że mój stylista nie żyje. Został zakatowany- krzyczę na niego

Zapada kłopotliwa cisza. Peeta obejmuje mnie mocniej.

– A Haymitch powiedz mi czy coś lub ktoś zagraża życiu naszemu i naszych rodzin- Peeta patrzy wyzywająco na Haymitcha

– Nie. Na pewno nie

– To czy w takim razie Kapitol jest gotowy na poznanie prawdziwej Katniss. Rozumiesz. W warkoczu, skórzanej kurtce, spodniach i myśliwskich butach. Czy są gotowi na poznanie mojej Katniss, naszej Katniss

– Nie przekonamy się do czasu kiedy tego nie zrobimy. A pomysł jest niezły. Czyli co zero stylizacji, zero makijażu. Tylko Wy?

– Tak bym to widział.

– Zgoda. Jakoś to załatwię. Ale obawiam się, że na kolację z Plutarch będziecie musieli jednak włożyć coś … odpowiedniego

– Jakoś sobie z tym poradzimy

– W takim razie, zgoda. Do jutra

– Haymitch- tym razem mówię do niego ja. Ponieważ cały czas jeszcze do mnie nie dociera, co właśnie zrobił dla mnie Peeta. Właśnie załatwił mi możliwość bycia sobą. I teraz już wiem, że ten wywiad będzie o choć trochę łatwiejszy. Tylko skąd ja wezmę coś odpowiedniego na tą przeklętą kolację- kolacja o 18. Czekamy na Ciebie

– Będę na pewno- mówiąc to zamyka za sobą drzwi.

Rzucam się Peecie na szyję.

– Dziękuję

– Za co

– Za to, że nie muszę zakładać tych idiotycznych ciuchów

– Zrobiłem to też dla siebie

– Jak to

– Wolę Cię taką. Nie mówię, że w sukniach od Cinna wyglądałaś źle, bo wyglądałaś olśniewająco, ale chodzi mi o to, że wolę jak jesteś sobą, taką jaką Cię kocham.

Do kilku minutowej przerwie, w czasie której starałam się choć troszkę podziękować Peeta za to co dziś robił i mówił pora na pierwszy telefon. Bardzo się stresuję. Ponieważ wiem, że Effie może mieć do nas żal, za to, że ją tak porzuciliśmy.

– Może razem z nią porozmawiamy.

– To Ty Katniss powinnaś z nią porozmawiać, ale możesz dać telefon na głośnik w razie potrzeby będę interweniował.

Wybieram więc numer i czekamy na połączenie.

– Tak, słucham

– Witaj Effie, jak się masz

– Hallo, kto mówi

– Nie poznajesz mnie, to ja Katniss

Po drugiej stronie słuchawki zapada cisza, bardzo długa i przejmująca cisza. Patrzę na Peete z nadzieją, że jakoś mi pomorze. I pomaga

– Effie, jesteś tam. Cześć to ja Peeta, mamy do Ciebie z Katnisss prośbę. Dużą prośbę. Potrzebujemy Twojej pomocy.

– Ja mam Wam w czymś pomóc, ja?

W mig rozumiem plan Peety więc mogę już sama kontynuować

– No a kto jak nie Ty. Effie przylatujemy w czwartek do Kapitolu. Mamy masę obowiązków, bez Ciebie sobie nie poradzimy. Effie ratuj- to ostatnie wypowiadamy jednocześnie.

– No skoro tak prosicie, no cóż będę musiała chyba zmienić moje plany na czwartkowy wieczór, co macie w planie

– Effie, musisz iść z nami na tą kolację. Musisz- mówi Peeta i wiem, że gdyby Effie go teraz widziała obraziła by się na niego śmiertelnie. Prawie dławi się ze śmiechu. Ale obydwoje wiemy, że to jedyny i najlepszy sposób na Effie

– No dobrze, już dobrze pójdę skoro tak prosicie. Gdzie ta kolacja

– W pałacu prezydenckim- odpowiadamy jednocześnie – i próbujemy zdławić śmiech. Bo oczami wyobraźni widzę minę Effie i ledwo powstrzymuję się od wybuchu śmiechu. Peeta również

– Rozumiem, gdzie mam być i o której

I wtedy w głowie rodzi mi się chytry plan, ale w mojej ocenie procentujący w przyszłości

– To ty nie wiesz, Haymitch do Ciebie nie dzwonił. Peeta słyszysz On Jej nie powiedział. No normalnie go zabiję

– A niech ja go dorwę w moje ręce, to sobie popamięta. Żeby Ci nie przekazać, że chcemy żebyś dla nas pracować jako nasza mentorka od dobrych manier i tej całej reszty, no nie wierzę.

I chyba tylko na potrzeby głośnika w telefonie wstaje i otwiera drzwi, po czym głośno je zamyka zostając nadal w pokoju. Teraz klęczy na podłodze krztusząc się ze śmiechu i macha do mnie ręką bym kontynuowała

– No masz Ci los- mówię- i poszedł pewnie go zabije. I dobrze. To niedopuszczalne, żeby nic Ci nie powiedzieć. No niedopuszczalne.

– Och Katniss idź ratuj go, ja mu wybaczam, może zapomniał. Ja z największą przyjemnością zostanę waszą mentorką. Nawet za darmo dla Was wszystko. Co tam u Was

– Effie, jak się spotkamy to sama zobaczysz. Będziesz zaskoczona. A teraz mam prośbę, masz może numer do burmistrza jedenastego dystryktu. Potrzebujemy go

– Mam oczywiście, że mam, poczekaj chwilkę

Po krótkich poszukiwaniach podaje mi numer i się żegnamy. Ona zaś obiecuje zadzwonić do Haymitcha i poznać wszystkie szczegóły naszego pobytu w Kapitolu. Kiedy odkładam słuchawkę pyta już na tyle się uspokoił, że jest w stanie normalnie mówić, choć na policzkach nadal ma ślady po łzach.

– To nam się dostanie od Haymitcha.

– Dostanie się, no cóż jakoś to przeżyjemy. To co dzwonimy?

– Dzwonimy

Ponownie jak poprzednio wybieramy numer i przy włączonym głośniku czekamy na to jak burmistrz odbierze telefon

– Halo

– Dzień dobry, z tej strony Katniss Everdeen czy rozmawiam z burmistrzem

– Tak witam Panią, miło Panią słyszeć, w czym mogę pomóc

– No właśnie może Pan, musimy się skontaktować z rodziną Rue i Thresh, czy mógłby Pan kogoś po nich posłać. Musimy z nimi porozmawiać najlepiej od razu

– No wie Pani, dziś niedziela, nie chcę nikomu przeszkadzać, może umówmy się na inny dzień

– Jak Pan sądzi- wtrąca się Peeta- czy jeżeli ta rozmowa mogła by poczekać to naciskalibyśmy na rozmowę dzisiaj- jego głos jest tak stanowczy i opanowany, że prawię go nie poznaję

– Nie Panie Mellark

– No własnie, więc ile czasu potrzebuje na sprowadzenie do telefonu ojca Rue i babki lub siostry Thresha?

– Powiedzmy godzinę

– Dobrze ma pan trzy kwadranse, za tyle zadzwonimy ponownie. A i jeszcze jedno bardzo proszę, też o przygotowanie nazwisk osób, które zostały zastrzelone na placu w czasie naszej ostatniej wizyty w Pana dystrykcie

-Panie Mellark- to już chyba lekka przesada

– Panie burmistrzu powiem tak- głos Peety jest teraz już nie tylko stanowczy ale także poirytowany i zdaje się,że burmistrz ma tego świadomość- i tak dostaniemy od Pana te nazwiska. Chodzi tylko o różnicę w czasie i ilości telefonów.

– Co ma Pan na myśli- głos burmistrza robi się niepewny

– Na razie proszę ja, chyba nie chce Pan by w moim imieniu prosił o to Kapitol

– Za 45 minut lista będzie gotowa, a reprezentanci rodzin naszych poległych trybutów z 74 igrzysk będą czekać na telefon od Państwa

– W takim razie do usłyszenia – mówi Peeta i odkłada słuchawkę

– I co teraz- pytam go

– Teraz czekamy

10: Krzyki o poranku

Tym razem krótko, wątek poboczny. Jutro obiecuję wstawić jeszcze jedną długą notkę.

—–

Peeta gasi światło i otwiera okno. Idzie w stronę łóżka na, na którym ja zdążyłam się już wygodnie rozłożyć. Zatrzymuje się jednak

– Pójdę jeszcze tylko na chwilę do toalety, poczekaj tu na mnie, nigdzie nie odchodź, mamy rozmowę do dokończenia

– Nie gadaj tyle tylko się pospiesz- odpowiadam mu z uśmiechem

Otwieram oczy i zastanawiam się po co Peeta zapalił światło. I odpowiedź przychodzi sama. To nie światło, to słońce wdziera się przez okna do naszej sypialni. Peeta śpi obok. Musiałam wczoraj zasnąć. Ciekawe czy to ja byłam taka zmęczona czy raczej Peeta tak długo nie wracał. Muszę go o to zapytać. Przybliżam się do jego ust

– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Krzyk dobiega z dołu. Wyskakuję z łóżka. Biegnę najszybciej jak mogę na dół. Coś w tym krzyku było tak przerażającego, że wiem, że nie mogę czekać. Słyszę za sobą równie szybkie kroki Peety. Rozpoznaję, od razu, że to on. Wbiegam do salonu. Peeta przybiega dokładnie dwie sekundy za mną. To zaskakujące jak szybko zajęło mu obudzenie się. To jest chyba jedyna dobra nauka z areny. Potrafimy instynktownie reagować na zagrożenie.

W salonie Peeter siedzi na łóżku. I przeraźliwie wrzeszczy. Nagle nas zauważa. Milknie. Ale tylko na chwilę

– AAAAAAAAA, morderczyni, AAAAAAAAAAA, Ty nie żyjesz, AAAAAAAAAAAA RATUNKU

– Peeter- bardzo spokojnym głosem mówi do Niego Peeta zbliżając się bardzo powoli, Peeter to ja

– NIE, NIE, TY NIE ŻYJESZ, JESTEŚ DUCHEM, ONA CIĘ ZABIŁA, ZOSTAWCIE MNIE, ZOSTAWCIE JA NIE CHCĘ UMIERAĆ

Peeta się cofa. Podchodzi do mnie.

– Masz jakiś pomysł- nim mam czas odpowiedzieć do salonu wchodzi Patrick

– Peeter, zamknij się do cholery

Peeter milknie. Ale jego usta wciąż bezgłośnie powtarzają

– On nie żyje, on nie żyje

Patrick odwraca się w naszą stronę i bardzo cicho mówi

– Jak w domu, tak jak z mrówkami z pod łóżka

– Rozumiem -uśmiecha się Peeta i widząc moją zaskoczoną twarz dodaje- opowiem Ci to całkiem dobra historia

Patrick podchodzi do Peetera i zaczyna mówić

– Peeter ile duchów w życiu widziałeś

– Jego- odpowiada wskazując palcem na Peetę

– A poza nim

– Ją

– Patrick to nie ma sensu – mówi Peeta i jednym szybkim susem doskakuje do Peetera i łapie go za rękę

– Czujesz to?

Peeter kiwa głową.

– A powinieneś?- co pisali w tych Twoich książkach, powinieneś czy nie

– Nie- odpowiada bardzo cichym głosem

– Czyli jestem duchem czy nie jestem

– Jesteś, ona Cię zabiła

Wybucham śmiechem. Komizm tej sytuacji jednak mnie przeraża. Peeta chodzi w kółko po salonie z rękami na głowie powtarzając, mam braci idiotów, no normalnie idiotów. Patrick próbuje zdusić uśmiech.Widać jego też bawi ta sytuacja.

I nagle to do mnie dochodzi. Przecież Peeter przez parę dni był nieprzytomny. I nagle budzi się w obcym domu, w obcym łóżku. I kiedy wzywa pomocy w jedyny możliwy sposób przy jego chorej nodze, na ratunek przybiega mu zmarły brat i jego morderczyni. Tylko czemu on myśli, że to ja go zabiłam?

– Peeter, przysiadam na łóżku koło niego. Ze strachem wymalowanym na twarzy prawie zapada się w kanapę. Peeter, zraniłeś się w nogę pamiętasz

– Tak- jego głos nadal jest bardzo przerażony

– I straciłeś przytomność, bo wdało się zakażenie i dostałeś wysokiej gorączki.  Wtedy przenieśliśmy Cię tutaj. To dom Peety. A dokładnie jego salon. Są tutaj też Twoi rodzice. A Peeta żyje, nie zabiłam go. Nigdy nie przeszło mi to nawet przez myśl.

– Ale ten strażnik powiedział, że Peeta nie żyje. I, że my też umarliśmy- jego wypowiedz bardzo mi pomaga, i Peeta też to wie, bo siada koło mnie i zaczyna do niego mówić

– Czyli Ty też nie żyjesz?

– Nie, ja żyje, przecież tu siedzę- mówi już pewniejszym, ale nadal bardzo cichym głosem

– Ja też- odpowiada mu z uśmiechem Peeta

To wredne, ale wydaje mi się, że jemu myślenie sprawia ból. Mam nadzieję, że to skutek leków. W końcu odpowiada

– Czyli ty żyjesz?

Peeta spogląda na mnie tak, jak by zupełnie ta sama myśl co mnie chodziła mu po głowie. Zastanawia się co mu odpowiedzieć. Ale na szczęście ktoś robi to za mnie. Ktoś robi to za nas

– Synu. Ty żyjesz. Peeta żyje. Wszyscy żyjemy. Rozumiesz co do Ciebie mówię?- głos matki Peety jest bardzo stanowczy. I poirytowany

– Tak mamo rozumiem.

– Nareszcie- wyrywa się Patrickowi

– Ale nie rozumiem- jęk zawodu wydobywa się z naszych gardeł- dlaczego ona jest tak ubrana?

Wszystkie oczy zwracają się w moja stronę. Tak jestem w tylko w koszuli nocnej. Bardzo kusej  koszuli nocnej. Kupowano ją z myślą o oczach Peety. A nie o oczach całej jego rodziny. Czuję, że moja twarz przybrała kolor purpury. Nie wiem co mam z sobą zrobić. Gdzie się schować. Ale na szczęście mam Peetę. On zawsze potrafi mnie uratować. Nawet z tak krępującej sytuacji. Dlatego też podrywa się z kanapy, łapie mnie za rękę i zasłania własnym ciałem przed oczami swojej rodziny.

– Bo widzisz Peeter, Katniss i mnie i pewnie też resztę naszej rodziny obudził Twój krzyk. Nie wiedzieliśmy co się stało, chcieliśmy Ci pomóc. No i przez zapomnieliśmy się ubrać. Jako jedyni jak widzę ( faktycznie cała rodzina Peety jest w pełni ubrana), ale nie przejmuj się zaraz to naprawimy. Po czym zwraca się do mnie

– Na górę, biegiem- łapie mnie za rękę i śmiejąc się do rozpuku biegniemy do naszej sypialni.

Schodzimy na dół już w pełni ubrani. Ja nawet za bardzo. Bo pogoda na dziś zapowiada się piękna, ale ja na wszelki wypadek założyłam długie spodnie i bluzkę z długim rękawem.

– Oj Katniss, nie będzie Ci za gorąco- pyta na mój widok Pani Mellark. Nie mam czasu na odpowiedz, bo Peeta robi to za mnie

– Dobrze wygląda mamo. Już chyba wystarczająco dużo widzieliście.

Patrick siedzi na krześle w kuchni płacząc ze śmiechu. Pan Mellark też wygląda na dobrze rozbawionego.

– Co jest- zwraca się do Patricka Peeta

Salwa śmiechu zamiast odpowiedzi spotyka się z dezaprobatą Pani Mellark. Za karę chyba Patrick obrywa od matki szmatą po głowie. Dziwne ale ten gest nie była agresywny. Raczej taki delikatny sposób skarcenia. Nawet zabawny. Odpowiada nam Pan Mellark

– Uznaliśmy, że Wy najlepiej odpowiecie Peeterowi na pytanie, które zadał po Waszym wyjściu.

Patrick wyje ze śmiechu. Państwo Mellark też zaczynają się głośno śmiać. Z salonu dochodzi nas głos

– To wcale nie jest śmieszne. Ja chcę wiedzieć.

Peeta bierze mnie za rękę i ciągnie do salonu. Patrick podrywa się z krzesła i staje w jego progu. Na nasze pytające spojrzenia odpowiada tylko

– Nie mogę tego przegapić- mówi ocierając łzy śmiechu z twarzy

– O co chodzi Peeter, co mamy Ci wyjaśnić

– Co Ona tutaj robi. To Twój dom.

– Mój a raczej nasz

– Zabrali Jej jej dom i Ty pozwoliłeś jej tu zamieszkać

Patrick znowu wyje ze śmiechu.

– Nie. Nie zabrali Katniss jej domu. Po prostu mieszkamy razem.

– A czemu?

– A czemu nie?

– Bo to dziwne. I jeszcze ona biega po Twoim domu taka porozbierana. Nie przeszkadza Ci to- ostatnie zdanie wypowiada szeptem

– Nie przeszkadza mi to. I wiesz zdradzę Ci tajemnicę, chcesz?

– Nooooo- jego wyraz twarzy przypomina mi małe dziecko. Takie najwyżej pięcio- sześcio letnie.

– Lubie jak Katniss, wygląda tak jak dziś rano. Dostała tą piżamę ode mnie.

– Ale po co, nie ma swojej piżamy?

Peeta, przez cały czas mówi do Peetera tak jak by sposób jego mówienia i bycia były zupełnie normalne. Przez myśl przechodzi mi, że może on jest taki na co dzień. Patrzę na nich jak rozmawiają, szukam odpowiedzi ale Peeta jest tak zajęty rozmową z bratem, że mnie nie zauważa. Patrzę na Patricka. Nagle poważnieje. I skinieniem głowy daje mi do zrozumienia, że mam rację. A przynajmniej tak mi się wydaje.

– No widzisz Peeter, nie mam swoich piżam.

– No to dobrze, że Peeta Ci ją kupił. Ale jestem głodny.

– No dobrze, już sobie wszytko wyjaśniliście? To do śniadania- woła z kuchni Pani Mellark.

– Ja chcę jeść z Wami- mówi płaczliwym głosem Peeter

– Ale synku, tam nie ma gdzie usiąść. Będzie Ci nie wygodnie.

– Lubisz się huśtać?- pytam go

– Noooooo

– To może przyniosę Ci z Peetą taki specjalny bujany fotel i będziesz mógł jeść z nami. Co Ty na to

– Noooooooooooo

Kiedy jesteśmy w moim starym domu Peeta, od razu zaczyna opowiadać. Taki się urodził. To dorosły facet, ma 21 lat a zachowuje się jak pięciolatek.

– Musiało być Wam bardzo ciężko

– Przyzwyczailiśmy się. Czasami tak jak dziś bywa śmiesznie. Ale czasami jest strasznie.

– Nie słyszałam o tym, że on jest taki

– Matka nie chciała się tym chwalić. Nie chciała wystawiać go na pośmiewisko.

– Jakie pośmiewisko. Przecież to nie jego wina,że jest , że taki jest

– Ja wiem, że to nie jego wina, że jest chory. I cieszę się, że Ty też to rozumiesz

– Wezmę jeszcze pierścionek dla Patricka

Poczekaj. Podchodzi do mnie. Przytula się. I mówi wprost do mojego ucha.

– Byłaś wczoraj bardzo zmęczona. Jak wróciłem tak smacznie spałaś.

– Właśnie rano, zanim Peeter zaczął krzyczeć zastanawiałam się nad tym czy byłam tak bardzo zmęczona, czy Ciebie tak długo nie było

– Dokończymy kiedyś naszą wczorajszą rozmowę

– Na to liczę

Zaczyna mnie całować. Odpływam w jego ramionach.

Od progu wita nas radosne pokrzykiwanie.

– Będę się huśtał, będę się huśtał

– No jasne, że będziesz, zobacz co dla Ciebie mamy-mówię do Peetera, kiedy Peeta ustawia bujany fotel przy stole

– Dla Ciebie też coś mam- mówię z uśmiechem do Patricka, kładąc przed nim pudełeczko z pierścionkiem

– Katniss masz coś dla mnie i dla Patricka a co masz dla Peety

– Ona nie musi mi nic dawać Peeter

– Musi- krzyżuje ręce na piersiach- wszyscy musimy coś dostać- tak mówi mama

– No ale ja dla niego nic nie mam

– Ale musisz mu coś dać, bo będzie mu przykro- mówi już płaczliwym głosem

– Peeter, a mogę sam sobie wziąć prezent od Katniss

– Mhm, możesz

Peeta podchodzi do mnie i całuje mnie w usta.

– Mówiłem Ci już dzisiaj, że Cię kocham

– Dzisiaj jeszcze nie

– Kocham Cię – wypowiadamy jednocześni

– Fujjjjjjjjj- mamo oni się całują

– Widzę

– Powiedz im, że nie wolno, tylko dorośli mogą

– Peeter, oni są dorośli. I wiesz co kiedyś będą małżeństwem jak ja i tata. Więc mogą się całować

– A jak będą już tym małżeństwem, to Katniss kim dla mnie będzie- pyta Peeter, którego Peeta przenosi na rękach do stołu

– Siostrą, można powiedzieć, że będę Twoją siostrą- odpowiadam mu

– Aha, mogę naleśnika

I kontynuuje wypowiedź z buzią pełną jedzenia.

– Będziesz tu dzisiaj spała

– Będę

– To ja będę spał z Tobą

– Nie będziesz- mówi Peeta stanowczo- bo Katniss będzie spała ze mną

– Super, zawsze lubiłem spać z Tobą. Będę od dziś spał z Wami, czemu nie jecie mama zrobiła pyszne naleśniki- kończy gryząc kolejny kęs

9: Pierścionek od Snowa

Peeta zrywa się z łóżka. Ubiera szlafrok, a mnie rzuca mój. Kiedy nasze nagie ciała otulają już szlafroki otwiera dzwi.

– No jak dobrze, że jeszcze nie śpicie. Muszę Wam to pierwszym powiedzieć. Bo to Wasza zasługa. Żenię się- wypowiada jednym tchem uśmiechający się od ucha do ucha Patrick.

Peeta łapie go za koszulę i szybkim szarpnięciem wciąga do pokoju.

– Co Ty tutaj robisz?

– No przecież mówię, wróciłem, i zobaczyłem, że pali się tu u Was światło, więc postanowiłem, że od razu Wam o tym powiem. Ale chyba już zasypialiście, bo długo czekałem aż mi otworzycie

– Nie spaliśmy.

– To dobrze. Posłuchajcie. Żenię się i

Nie umiem wytrzymać i wybucham śmiechem. Peeta ma taką minę, jak by chciał zabić Patricka na miejscu. A on wydaje się być w ogóle tego nie świadomy.

– Poczekaj- mówię wciąż się śmiejąc- przyszedłeś nam powiedzieć, że się żenisz, czy może przyszedłeś powiedzieć, że chcesz się żenić i z nami na ten temat porozmawiać. Skup się i odpowiedź zgodnie z prawdą bo to ważne

– E, chyba to drugie

– A czy ta rozmowa nie może poczekać do jutra- pyta z naciskiem Peeta

– Peeta, daj spokój, Twój brat podjął właśnie jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu, porozmawiajmy z nim

– Wolałbym dokończyć rozmowę, którą zacząłem z Tobą- Peeta patrzy na mnie piorunującym wzrokiem

– Ja też, ale rodzina to rodzina- Patrick daj nam 3 minuty ubierzemy się w piżamy i z miłą chęcią Cię wysłuchamy

– Mam nadzieję, że nie przerwałem Wam jakiejś ważnej rozmowy. Zaraz- jak to ubierzecie się w piżamy? Nie jesteście w piżamach?- wyraz totalnego niezrozumienia na jego twarzy po raz kolejny mnie rozśmiesza. Wciąż się śmiejąc, biorę z komody koszulę i idę do łazienki. Nim zamykam drzwi dochodzą do mnie jeszcze słowa Peety

– Wiesz braciszku, do niektórych rozmów, które prowadzę z Katniss piżamy są co najmniej zbędne

Peeta wchodzi za mną do łazienki. Zakłada spodnie od piżamy i odwiesza szlafrok.

– No chyba tak nie wyjdziesz- mówi patrząc na mnie. Mam na sobie tylko koszulkę od niego.

– A co źle wyglądam- odpowiadam mu śmiejąc się i grzecznie zakładam szlafrok.

– Przepraszam Was, ja nie sądziłem, że Wy, że- mówi Patrick, ale Peeta mu przerywa

– No oczywiście, bo to jest nie do pomyślenia. Mieszkamy razem, mamy wspólną sypialnie, no szokujące- warczy na niego

– Przepraszam

– Dobrze, już dobrze. Mam nadzieję, że ta sytuacja zostanie między nami, tak Patricku- pytam go

– Oczywiście Katniss, oczywiście. Ale ze mnie idiota

– Nie zaprzeczę- Peeta nadal warczy

– I co zgodziła się -pytam go

– Na co?- odpowiada

– Ludzie trzymajcie mnie, mam brata idiotę, Patrick czy Amanda zgodziła się zostać Twoją żoną

– Nie pytałem jej o to

Po raz kolejny parskam śmiechem. Coś mi się zdaje, że po głowie Patricka krążą teraz zupełnie inne myśli niż te z którymi tutaj przyszedł.

– Patrick, wyjaśnijmy sobie parę spraw

– Jakich spraw Katniss

– Ja go zaraz zabiję

– Spokojnie Peeta. Patrick czy wiesz, że ja i Peeta mieszkamy razem

– No wiem

– Super, czy wiesz, że ta sypialnia jest naszą wspólną

– No tak

– To może od razu powiesz nam co Cię tak zszokowało w zaistniałej sytuacji, a potem wrócimy do Amandy

Czerwieni się. Spuszcza głowę i odpowiada na moje pytanie

– Bo mnie nawet przez chwilę nie przeszło przez myśl, że Wy możecie tutaj. Kurcze wiedziałem, że macie wspólną sypialnię, że mieszkacie razem ale ja nigdy nie patrzyłem na mojego brata w taki sposób, nigdy. Dla mnie on jest malutkim zasmarkanym chłopcem z wiecznie obdartymi kolanami. Zapomniałem, że dorósł, że związał się z kobietą, że może mieć takie potrzeby

– Ale dotarło to już do Twojej tępej mózgownicy?

– Dotarło braciszku. Bardzo no dobitnie, że tak powiem- uśmiecha się. Podnosi głowę, patrzy na nas.- Fajna z Was para. Naprawdę.

– Dobra. Ale pamiętaj zemsta będzie słodka- grozi mu Peeta- a teraz opowiadaj co z Tą Amandą, zgodziła się wyjść za Ciebie?

– Przecież jeszcze jej nie zapytałem. – wyraz zaskoczenia na naszych twarzach musiał mu dać do myślenia bo kontynuuje, bez dodatkowych pytań- odprowadziłem Ją do domu. Pocałowałem na dobranoc. I jak wracałem to zdałem sobie sprawę, że nie chcę się z Nią nigdy rozstawać, że chcę spędzać z nią każdy moment życia, chcę przy niej być, zasypiać i budzić się razem z nią. Po prostu doszedłem do wniosku, że to kobieta mojego życia- rozumiecie co mam na myśli

– Nawet nie wiesz jak dobrze- odpowiada mu już dużo łagodniejszym tonem Peeta- wiem co czujesz. Nie przejmuj się to zupełnie normalne, mam tak samo.

Patrick się uśmiecha. Cały aż promienieje.

– To jaki masz plan?- pytam go

– Chce ją poprosić o rękę – mam nadzieje, że się zgodzi

– Zgodzi się na pewno- mówię do niego z uśmiechem

– Skąd ta pewność?

– Jak Katniss mówi, że się zgodzi to się zgodzi. Jak chcesz to zrobić?

– Jutro pójdę do niej i ją zapytam. Nie pójdę- to ostatnie mówi zrezygnowany tonem

– Czemu?- pytamy jednocześnie

Nie odpowiada, zamyśla się. My też milczymy bo nie bardzo wiemy o co mu może chodzić. Po dobrych paru minutach odpowiada

– Peeta, Katniss, mam do Was prośbę. Potrzebuję pożyczyć od Was pieniądze. Oddam. Wszystko Wam oddam. Muszę mieć za co kupić jej pierścionek.

– Dobra brat do tego jeszcze wrócimy. Masz jakiś plan na romantyczne zaręczyny?

W mojej głowie rodzi się pomysł. Intensywnie o nim myślę. I już wiem, że muszę zapytać Peetę o zdanie. Bo w sumie to od niego go dostałam. Muszę zapytać czy się na to zgodzi. Muszę mu wyjaśnić, że ten pierścionek, który włożył mi na palec, dla mnie jest bezwartościowy. Zupełnie tak jak tamte zaręczyny. Nawet nie wiem czy sam go wybierał. Czy został za niego wybrany. Haymitch mówił mi, że Peeta i tak chciał się mi oświadczyć, czy w takim razie kupił mi pierścionek. Czy Snow pozwolił by na aż tak daleko idąca samowolę. Przecież nawet na temat mojej sukni ślubnej miał ostatnie zdanie. Z zamyślenia wyrywa mnie głos Patricka

– No Twoich zaręczyn nikt nie przebije

– To nie były moje zaręczyny- odpowiada mu bardzo poważnie Peeta.

– O czym Ty mówisz?

– Teraz to nie jest najważniejsze. Kiedyś na pewno Ci o tym opowiem.

– Peeta, musimy im to opowiedzieć. Obiecałam to także Twojej matce.

– W sumie masz rację. Muszą w końcu poznać prawdę

– Jaką prawdę o czym Wy mówicie.

Nie mamy innego wyjścia. Opowiadamy mu całą historię. Nie pomijamy żadnego jej elementu. Na jaw wychodzą wszystkie moje kłamstwa. Wszystkie kłamstwa Peety. Kiedy Peeta kończy swoją opowieść Patrick milczy. Widać, że musi to sobie wszystko poukładać w głowie, aż w końcu mówi

– Ja byłem pewny, że Ty kochasz ją od zawsze

– Bo to prawda

– Czyli Ty niczego nie udawałeś

– Nic a nic

– Tylko ona udawała?- ostatnie zdanie wypowiada z wielkim wyrzutem – już wiem czemu matka Cię tak nienawidziła- ale co jej zrobiłaś, że teraz tak szczebiota do Ciebie- w jego głosie słychać gniew

– No właśnie Katniss, miałaś mi opowiedzieć co jej powiedziałaś, że aż tak się odmieniła, to chyba dobry moment

– Tak właściwie to nic jej nie powiedziałam. Twoja matka po prostu zobaczyła dzisiaj, że ja naprawdę Cię kocham. Że zawsze stanę w Twojej obronie bez względu na konsekwencje. Patrick ja naprawdę kocham Peetę. Bez względu na to co kiedyś robiłam i mówiłam. Kocham go już od dawna. Uświadomienie sobie tego zajęło mi po prostu sporo czasu. A jeśli kiedykolwiek masz zamiar mieć do nas jakiekolwiek pretensje co do naszego zachowania z areny czy po niej. Nie masz do tego prawa. Nie wiesz co oni nam zrobili. I dobrze, że nie wiesz ale proszę nie oceniaj nas. Nie oceniaj mnie. Ja chciałam nas uratować. Chciałam abyśmy wrócili do naszych rodzin. Chciałam żyć. I Peeta też. I – Peeta nie pozwala mi dokończyć, obejmuje mnie i  mocno przytula

– Już dobrze kochanie, już dobrze

– Katniss, ja nigdy nie będę mieć do Ciebie żadnych pretensji. Po prostu zaskoczyliście mnie. Nie sądziłem, że to się tak odbywało. To wszytko było takie wiarygodne. A przynajmniej takim się wydawało. Powiem Wam jedno. I proszę abyście Wy mnie też nie oceniali. I wysłuchali do końca. Zanim cokolwiek powiecie. Wysłuchajcie mnie- proszę. W domu, pomimo Twojej wyprowadzki Peeta dużo się o Was mówiło. Nikt z nas nie rozumiał po co się mieszacie w bunt. Po co robicie to co robiliście. Po co ta sukienka z kosogłosem. Po co mowa o ciąży. Myśleliśmy, że zawładnął Wami wielki świat Kapitolu. Tylko ojciec był innego zdania. Cały czas uparcie powtarzał, że to co robicie musi mieć jakąś przyczynę. Tylko, że nie jest ona nam znana. Jak dostałem od Amandy wiadomość, o tym, że jak transmisja igrzysk zostanie przerwana mamy natychmiast uciekać śmiałem się z niej. Nikomu o tym nie mówiłem. Nie chciałem, żeby matka była zła. Ale tamtego wieczoru, kiedy oglądaliśmy Was ojciec był jakiś niespokojny. Powiedział- jak odchodziłaś z tym zwojem czy czymś takim- jak Ją pocałowałeś, że mamy natychmiast się pakować. Natychmiast. Matka była przeciw. Ale gdybyście słyszeli ojca. Jak nigdy. Był tak stanowczy, że nawet matka nie odważyła mu się sprzeciwić. Wyszliśmy jak jeszcze trwała transmisja. Poszliśmy w stronę stacji. Ojciec od jakiegoś czasu dawał za darmo chleb jakiemuś strażnikowi. Zastanawiałem się po co to robi. Ale on miał plan. Na stacji podszedł do niego i dał mu pieniądze. Tan wpuścił nas do wagonu. I zapytał czy wszystko spalić. Ojciec tylko kiwnął głową. Tamten się uśmiechnął i powiedział coś czego nie zapomnę do końca życia. Państwo Mellark- właśnie umarliście- zupełnie jak Peeta. Zatrzasnął drzwi. Ojciec dostał histerii. Matka siedziała jak by to do niej nie docierało. Naprawdę myśleliśmy, że nie żyjesz.

– Dokąd pojechaliście- pyta cicho Peeta

– Do dziesiątki. Tam ukryliśmy się. Jak to wszystko się skończyło, matka zarządziła powrót. I tak wróciliśmy jakiś tydzień temu. Nie od razu poszedłem zobaczyć zgliszcza. Byłem tam pierwszy raz dokładnie trzy noce temu. To Amanda powiedziała, mi że żyjesz. Potem na drugi dzień Was widziałem- i oto cała historia. Teraz nie mamy już nic. A ludzie nas nienawidzą

– A właściwie za co?- pytam

– Za układy ze strażnikami pokoju

– Przejdzie im zobaczysz

– Mam w tym temacie inne zdanie

– No to może pora je zmienić. Ci ludzie którzy nam dziś pomogli. Jak myślisz zrobili by to gdyby naprawdę Was tak nienawidzili?

Odpowiada mi cisza. Patrick się zamyśla. A ja postanawiam skorzystać z okazji i rozwiać moje wątpliwości co do zaręczyn

– Peeta

– Tak Katniss?

– Kto wybierał pierścionek

– Który?

– Jak to który, mój pierścionek zaręczynowy

– Ten który dostałaś przed kamerami

– No ten

– Snow

– Peeta

– Tak Katniss

– Jest jeszcze jakiś inny pierścionek

– Jest- uśmiecha się do mnie ciepło- ale o nim na razie cicho sza.

Peeta bardzo mnie zaskakuje. Ale o tym innym pierścionku chcę z nim porozmawiać już bez świadków, mówię, wiec tylko

– Peeta, czy w takim razie mogę oddać pierścionek od Snowa Patrickowi?

– Już myślałem, że o to nie zapytasz- uśmiecha się do mnie

– Patricku, jutro rano dam Ci pierścionek. Nie musisz nam za niego oddawać żadnych pieniędzy. Po prostu zaproś nas na Wasz ślub.

– Jeśli Amanda się zgodzi za mnie wyjść to Wy musicie być na naszym ślubie, bo będziecie na nim równie ważni jak my

– Dlaczego?- zadaje pytanie Peeta

– Bo chciałbym, żebyście byli naszymi świadkami.

– O tym jeszcze porozmawiamy- mówię- ale jeśli mogę się wypowiedzieć w kwestii zaręczyn, to uważam, że powinny być one tradycyjne

– Co masz na myśli- Patrick wydaje się być zbity z pantałyku

– Powinieneś iść do jej rodziców ze swoimi rodzicami i oficjalnie poprosić o rękę. A romantyczna część powinna być zarezerwowana tylko dla Was

– Dobrze wiedzieć- mówi Peeta z szerokim uśmiechem

– Czyli sądzisz- zwraca się do mnie Patrick, że powinienem powiedzieć rodzicom?

– Sądzę, że Twoja matka i ojciec na to zasługują

– Zrobię to z samego rana, a teraz wybaczcie raz jeszcze, że Wam przeszkodziłem. Idę spać. Dziękuję za rady, wsparcie i pierścionek. Dziękuje Wam za wszystko

– Dobranoc odpowiada Peeta zamykając za nim drzwi.

8: Puk, puk,puk

Zapraszam do czytania i komentowania. Od razu też przepraszam za opóźnienie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Siedzę przy stole, z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach, i patrzę na ludzi zebranych wokół niego. Pan Mellark gra w szachy z Haymitchem. Pani Mellark rozmawia z Peetą, Amandą i Patrckiem. Nie chcę im przeszkadzać. A w szachy grać nie umiem. Peeter śpi w salonie. Jest pod działaniem silnych leków nasennych. Według lekarzy- a przynajmniej tak zrozumiałam- sen jest mu potrzebny. Gorączka nie będzie dla niego tak uciążliwa. I co chyba najważniejsze nie będzie czuł bólu. Bo to co Peeta nazwał umyciem nogi tak naprawdę okazało się zabiegiem, mającym na celu dokładne usunięcie tego wszystkiego co się do niej przykleiło podczas pobytu w chacie. Używali do tego czyszczenia jakiś dziwnych środków i narzędzi. A to podobno musiało boleć. Bardzo boleć. I boli nadal. Niech śpi. Dostaje dwa razy dziennie antybiotyk w formie zastrzyku a dodatkowo maści na nogę.

– Będę tu przychodził dwa razy dziennie- przy okazji będę mógł na bieżąco monitorować jego stan- mówi wychodząc młodszy z lekarzy. Do zobaczenia wieczorem.

To był naprawdę długi i ciężki dzień. Powoli przypominam sobie każdy jego fragment.

– Ten chleb jest chyba najlepszy jaki kiedykolwiek upiekłeś

– Wiem, widzę że Ci smakuje- odpowiada mi Peeta

– Niby skąd

– Bo zjadłaś już  chyba pół bochenka- odpowiada mi z uśmiechem

Może tak być. To jest naprawdę możliwe. Całonocny i poranny stres, mogły faktycznie sprawić, że zjadłam aż tyle. Ale jest naprawdę pyszny. Rozmyślania nad zawartością mojego żołądka i tego ile jest jeszcze w stanie ewentualnie pomieścić przerywa Peeta

– Zarządzam kąpiel. Dla wszystkich. Ale już. Nie da się z Wami wytrzymać w jednym pomieszczeniu.

– Ja też?

– Nie Katniss, Ty nie. Jedź sobie jedź, nie przeszkadzaj sobie- odpowiada całując mnie w czoło.

Pan Mellark po kąpieli poszedł uciąć sobie krótką drzemkę. Łazienkę zajął Patrick. Pani Mellark zaś czeka na swoją kolej z nami. Nagle przychodzi mi do głowy- moim zdaniem- świetny pomysł. Podnoszę się wiec z krzesła. Po ilości chleba (naprawdę pysznego) jaką zjadłam wcale nie jest to łatwe. Patrzę na Peetę i skinieniem głowy daję mu do zrozumienia, żeby poszedł za mną. Ciągnę go na górę do sypialni. Patrzy na mnie z figlarnym uśmiechem

– No wiesz kochanie tego się po Tobie nie spodziewałem- ale bardzo mi się to podoba- i podchodzi aby mnie objąć i najprawdopodobniej pocałować

– Och nie o to mi chodziło

– A już się ucieszyłem- robi minę, która najprawdopodobniej miała oznaczać zawód

– Tak sobie pomyślałam, że może zrobił byś mamie przyjemność i przygotował jej taką samą kąpiel jak mnie- z tymi wszystkimi fantastycznymi dodatkami?

– Z wszystkimi?

– A czemu by nie- i w jego oczach odgaduję co ma na myśli. Natychmiast więc się poprawiam- z prawie wszystkimi- dodatek Ciebie niech pozostanie nadal tylko dla mnie- uśmiecham się i próbuję go ominąć. Nie udaje mi się to. Peeta mnie obejmuje i namiętnie całuje. Kiedy już schodzę na dół śmieję się sama do siebie, że tak naprawdę nie uciekałam zbyt skutecznie. Brakuje mi jego dotyku. Uświadamiam sobie, że coraz trudniej mi bez jego pocałunków. Moje rozmyślania przerywa głos dobiegający z łazienki

– Peeta

– Jest na górze, może ja mogę Ci jakoś pomóc?

– Raczej nie Katniss, poczekam na niego

Wchodzę do kuchni.

– Pani Mellark, Peeta ma dla Pani na górze niespodziankę, zapraszam do łazienki przy naszej sypialni- mówię to zanim mam czas ugryźć się w język- Pani Mellark nie odpowiada, tylko patrzy na mnie ciepłym wzrokiem i z uśmiechem idzie na górę. Kiedy w końcu Peeta schodzi na dół po raz pierwszy ale nie ostatni niestety uświadamiamy sobie, że nie o wszystkim pomyśleliśmy tej nocy. Owszem sypialnie i śniadanie były gotowe i czekały na przybycie naszych gości, ale zapomnieliśmy, że mają oni inne także inne potrzeby. Takie choćby jak czyste ciuchy. Niestety Patrick nie może pożyczyć niczego od Peety. Chociaż w sumie może, ale zważywszy na fakt iż jest on wyższy i szczuplejszy niż Peeta, w jego ciuchach mógłby czuć się i wyglądać co najmniej śmiesznie. Zastanawiam się bardzo intensywnie, co zrobić aż nagle dochodzi do mnie oczywista prawda

– Haymitch- prawie krzyczę

– Co Haymitch- pyta mnie Peeta

– Jest tej samej postury i wzrostu co Patrick- idę do niego

Tak więc jestem pod domem Haymitcha i czekam aż otworzy mi drzwi.

– No nareszcie. Słyszałam, że masz za dużo ciuchów, postanowiłam więc pomóc Ci pozbyć się kilku z nich- mówię mijając go w drzwiach i wchodząc do jego domu- łapie mnie za łokieć

– Co Ty właściwie robisz Katniss

– Już Ci mówiłam idę

– Katniss- warczy na mnie – słyszałem co mówiłaś i pytam co robisz

– Musimy w coś ubrać Patricka- odpowiadam mu z rezygnacją

– Dobrze, rozumiem, zaraz czegoś poszukam. A Ty powinnaś się raczej zastanowić o czym jeszcze zapomniałaś. A raczej o kim

– O niczym nie zapomniałam

– Dobrze więc, zaraz przyniosę ciuchy dla Patricka. Już nie mogę się doczekać widoku Pani Mellark w koszuli Peety.- mówiąc to zamyka mi drzwi przed nosem

Wściekam się. Czy on zawsze musi mieć rację. Nie ważne zresztą. W co my Ją przebierzemy. Może i Pani Mellark jest mojego wzrostu. Ale jest też pulchniejsza. Moje ubrania na pewno nie będą na nią pasować.

Uwielbiam mój mózg. Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi o czymś zapisanym gdzieś głęboko w mojej pamięci. Zupełnie tak jak teraz. Przeprowadzka do Doliny Zwycięzców. Moja matka wnosząca do domu zwykłe kartonowe pudełko. Ale jak ona je wnosi. Z największą delikatnością. Bez słowa ja i Prim wyrywamy je jej, ciekawość nas zżera. Cóż takiego moja matka może aż tak celebrować. Widok zawartości pudełka mnie zaskakuje. Sukienki, spódnice i swetry w nim zgromadzone są o wiele za duże na moją matkę.

– Mamo co to- pyta Prim

– Moje pamiątki

– Byłaś kiedyś taka gruba?- pytam i sama nie wierze, że to mówię- moja matka od kiedy pamiętam zawsze była drobna i szczupła

– Tak Katniss, nawet dwa razy- nosiłam te ciuchy będąc z Wami w ciąży- to moje pamiątki po tym wspaniałym okresie- może kiedyś któraś z Was też je założy

– Na mnie nie licz- nigdy nie będę mieć dzieci- po tych słowach mama tylko się uśmiechnęła i wkłada karton na samo dno szafy w swoim pokoju

Tam też go znajduję. Szczelnie zamknięty. Przez to chyba tylko ubrania nadal są czyste i pachnące. Biorę karton pod pachę i już chcę wychodzić, kiedy mój wzrok pada na telefon. Może powinnam ją zapytać czy mogę. Ale nie teraz. Teraz pewnie jest w pracy. Zadzwonię wieczorem. Nie powinna być aż tak bardzo zła. Zawsze lubiła pomagać innym. I tej myśli się trzymając rozkładam ciuchy na łóżku. Pukam do drzwi łazienki

– Pani Mellark na łóżku położyłam Pani czyste ubrania do przebrania. Od razu uprzedzam, że to ciuchy mojej mamy. Ale ona na pewno nie ma nic na przeciw by je Pani na parę dni pożyczyła. W poniedziałek, pójdziemy do miasteczka i kupimy Pani coś nowego. Dobrze?

– Dziękuje Ci Katniss- coś mi się zdaje, że ona znowu płacze

Już schodząc ze schodów słyszę ściszone głosy Peety i Patricka. Mimo, że prawie szepczą ton ich głosu wskazuje na to, że się kłócą.

– Wątpię by matka była z tego zadowolona

– To już zostaw mnie, po prostu powiesz jej jak by się pytała, że nie wiesz gdzie jestem

– Panowie co tu się dzieje, o co chodzi- pytam wchodząc do kuchni

– O nic

– Chodzi o to- odpowiada mi Peeta, że mojemu bratu zachciewa się spacerów do miasteczka. Mam go kryć, a raczej mamy go kryć, a wiedza po co tam idzie jest jak to ujął zbędna

Doskonale wiem, po co Patrick chce iść do miasteczka. I postanawiam się z nim chwilę podroczyć( kiedy wchodziłam do kuchni zobaczyła, że zegar w holu wskazuje 9:55)

– No powiedz po co chcesz tam iść- pytam

– Muszę tam iść. Nie wasz interes po co. Mogę liczyć na to, że nie powiecie matce gdzie jestem?

– Wiesz co Peeta, niech idzie. W sumie co nas to obchodzi gdzie i po co tam się wybiera. Parzę herbatę, za chwilę będzie tu Amanda też masz ochotę kochanie?- patrze na niego i w mig widzę, że już wie kim jest Amanda.

– Masz racje. Niech idzie. No już Cię nie ma. Amanda będzie tu o 10?

– Tak powinna być za parę minut

 Patrzymy na jego twarz. Jego mina to mieszanina zdziwienia, radości i chyba też trochę niedowierzania. Pewnie zastanawia się skąd wiemy. Dzwonek do drzwi.

– No idź jej otwórz- mówi do niego Peeta, ona nie przyszła tu do nas

Wchodzą razem do kuchni. Widać, że nie mogą się na siebie napatrzeć

– Dziękuje Katniss za zaproszenie

– Och nie ma za co masz ochotę na herbatę czy może chcecie się przejść

– Albo skorzystać z domu po drugiej stronie jest wolny a ja znam kogoś kto ma klucze- dodaje Peeta z uśmiechem

– Ja mam ochotę na herbatę jeśli można- te słowa wypowiada Pani Mellar

W kuchni zapada grobowa cisza. Pani Mellark pewnie słyszała też resztę wypowiadanych w tej kuchni słów, przysiada na krześle, patrzy na Amandę i mówi

– Patrick, może byś tak przedstawił matce swoją dziewczynę, narzeczoną, żonę? Bo ja z Wami moje dzieci to już nie wiem, kto się z kim zaręczył, kto z kim ożenił- o niczym mi nie mówicie

Biorę Peete za rękę i próbuję wyciągnąć z kuchni. Podejrzewam, że ta rozmowa nie dotyczy nas. Jednak się mylę.

– A wy gdzie się wybieracie?

– Nie chcemy przeszkadzać

– Jak na razie nie ma w czym Katniss, mój pierworodny syn najwyraźniej zapomniał języka w gębie- i uśmiecha się ciepło

– Mamo to jest Amanda. Moja dziewczyna. Amando poznaj moja matka, Peetę i Katniss już znasz

– Dzień dobry Pani Mellark, bardzo mi miło widzieć Panią w dobrym zdrowiu

– Katniss czy Amanda może zjeść z nami obiad jak już ona i Patrick oddadzą te klucze z domu na przeciw właścicielom. Chciałabym lepiej ją poznać.

– Oczywiście Pani Mellark- odpowiadam, a moje myśli są już zupełnie w innym miejscu. Zupełnie jak myśli Peety- ZAPOMNIELIŚMY O OBIEDZIE

Wychodzimy razem z Patrickiem i Amandą przed dom. Wolą jednak iść na spacer niż do mojego starego domu.

– Jak mogliśmy zapomnieć o obiedzie. Co my teraz zrobimy, z czego Ty się śmiejesz- już prawie na niego krzyczę

– Katniss, to śmiech przez łzy- prawie się kładzie na werandzie.

Jestem na niego zła. Bardzo zła. Ale za nim mam czas zareagować do domu zbliża się Śliska Sae z grupą jakiś dzieci.

– Doszły mnie słuchy, że maci gości więc postanowiłam Wam to przynieść- postawcie tutaj – zwraca się Sae po części do nas po części do dzieci

– A co to takiego – pyta Peeta

– Obiad- ugotowałam dla Was gulasz jeśli macie ochotę

Rzucam się jej na szyję.

– Dziękuje Ci bardzo. Nawet nie wiesz jak bardzo nam pomagasz. Dziękuje.

– Jak możemy się Ci odwdzięczyć- pyta Peeta

– Pozwólcie, że przedstawię Wam moich małych przyjaciół. Bardzo chcieli Was poznać, tak bardzo, że aż na ochotnika zgłosili się do niesienia tego ciężkiego garnka

Peeta bierze mnie za rękę. Podchodzi do grupki wpatrzonych w nas jak w obraz chłopców. Jest ich czterech.

– Cześć jestem Peeta a to jest Katniss a wy jak macie na imię

Cisza

– Może jednak zdradzicie nam swoje imiona- ciągnę

Cisza

Patrzymy na Śliską Sae.

– Chłopcy, może byście tak jednak odpowiedzieli

Zza pleców milczącej czwórki wyłania się dziewczynka.

– Dzień dobry. Mam na imię Eva. A oni nic nie mówią, bo się w Pani kochają

– A niby kto ma pod poduszką zdjęcie Pana Peety?- odpowiada jej najniższy chłopiec, o dziwnie znajomych oczach, lecz nim mamy czas im coś na to odpowiedzieć słyszę coś, co sprawia, że świat wiruje. A ból mnie przytłacza. Ściskam mocniej dłoń Peety. On przytrzymuje mnie przed upadkiem. Bo świat wiruje i boję się, że zaraz się przewrócę.

– Jan, Jan- krzyczy jakaś kobieta wchodząca bardzo szybkim krokiem do wioski zwycięzców- podchodzi do chłopca o znajomych oczach odwraca go za bark w swoją stronę

– Jan pytam co tu robisz, zabroniłam Ci przeszkadzać Katniss, do domu i to natychmiast niech no tylko ojciec się dowie,że

Przerywam jej

– Pani jest żoną Thomasa a to jest jego syn

– Tak. Witaj Katniss, przepraszam za mojego syna. Pięknie wyrosłaś. Jak Cię ostatni raz widziałam byłaś śliczną, małą dziewczynką z warkoczykami

– Nadal jest śliczna- odpowiada jej Jan

– Jest też już zajęta- mówi mu ze śmiechem Peeta

– No właśnie synu, chyba nie chcesz mieć na pieńku z Panem Mellark? powiedziałam do domu, biegiem

– My też już pójdziemy- mówi Sae, pamiętajcie żeby kiedyś przynieść mi garnek

– Jeszcze raz dziękujemy- Peeta uśmiecha się do Sae i chłopców

Odchodzą. Kiedy są wystarczająco daleko żeby nas nie usłyszeć Peeta przytula mnie i pyta

– Katniss, jak miał na imię Twój ojciec.

Nie jestem w stanie mu odpowiedzieć. To za bardzo boli. Peeta widać jak zawsze mnie rozumie. Przytula mnie mocno. On już wie. Wie, że Thomas dał swojemu synowi na imię Jan. Zupełnie tak jak na imię miał mój ojciec. I teraz już rozumiem matkę. Wiem czemu nas nie odwiedzał. To co on zrobił z przyjaźni i szacunku do mojego ojca, w nas na pewno wywołało by ból. Tak jak we mnie teraz.

Gulasz okazał się przepyszny. Było go też na tyle dużo, że starczyło nam go i na obiad i na kolację.

– Co byście powiedzieli, żeby jutro na obiad zjeść pieczoną gęś- pyta Haymitch

Wszyscy reagują na to bardzo entuzjastycznie. A ja dziwię się, że Haymitch tak sam od siebie chce poświęcić jedną z swoich ulubienic. Pani Mellark planuje, jak ją przyrządzi, a my tylko do się do siebie przytulamy. Śmiejąc się przy tym do rozpuku. Haymitch nas zaskoczył.

Czuję, że ktoś wyjmuje mi kubek z dłoni. Patrzę zaskoczona na Peetę

– Co robisz?

– Chodź, idziemy spać

– No przestań nie jestem śpiąca

– Tak wiem Katniss i pewnie dla tego śpisz na siedząco? pyta mnie z uśmiechem

– Peeta ma rację, idziemy spać- mówi Pani Mellark, już bardzo późno

Haymitch żegna się i wychodzi. Patrick idzie odprowadzić Amandę do domu. Kiedy zamykamy za sobą drzwi sypialni Peeta zwraca się do mnie

– To co kąpiel?

– Nie dzisiaj, jest szansa, że zasnę w wannie

– Rozumiem- mówi zawiedzionym tonem- idę umyję się pierwszy zaraz wracam

Zamyka za sobą drzwi łazienki. Opadam na łóżko. I nagle dochodzi do mnie, że właśnie straciłam szansę na miłe chwilę. Chociaż może nie. Wchodzę cicho do łazienki. Rozbieram się i wchodzę pod prysznic. Udaje mi się go zaskoczyć

– Przyszłam umyć Ci plecy- mówię do niego z uśmiechem

– A. W takim razie proszę- podaje mi myjkę i odwraca się do mnie plecami. Trochę jestem zawiedziona. Bo nie odwraca się nawet wtedy jak kończę myć mu plecy. Nie odwraca się nawet wtedy, gdy ja jestem już umyta.

– Może byś się zrewanżował?- pytam mocno poirytowana

– Oczywiście- bierze ode mnie myjkę- myje mnie bardzo delikatnie.

Całuje mój kark. Tak delikatnie. Obejmuje mnie w tali. Odwracam się twarzą do niego. Całuję go w usta. Przez moje ciało przechodzi dreszcz. Uwielbiam to jak mnie dotyka. Jak mnie całuje. Nasze pocałunki stają się coraz bardziej namiętne. Nagle Peeta przyciska mnie do ściany kabiny. Delikatnie unosi. Oplatam nogi wokół jego bioder. Czuję. Czuję jego całego. Już wiem, że chcę oddać mu się cała. Wiem, że jestem już na to gotowa. Wiem, że dłużej nie chcę czekać. Wiem też, że on nie zrobi niczego bez mojego pozwolenia. Bez mojej wyraźnej prośby.

– Chodźmy do łóżka- mówię

Odrywa usta od mojej szyi

– Jesteś tego pewna

– Jak niczego na świecie

Wynosi mnie na rękach. A raczej niesie mnie oplecioną wokół jego bioder. Klęka na łóżku. I delikatnie mnie na nim kładzie. Sam chce położyć się obok. Nie pozwalam mu na to. Nasze pocałunki jeszcze nigdy nie były tak namiętne. Moje ciało ogarnia fala gorąca. Tak bardzo pragnę go poczuć. Jak zawsze odczytuje moje myśli

– Katniss, to ostatnia szansa na to żeby to zakończyć, jeszcze chwila i nie będę w stanie się  powstrzymać

– Tak bardzo Cię pragnę- odpowiadam tylko

Moje słowa podziałały na niego tak jak się spodziewałam. Przywiera do mnie jeszcze mocniej.

– Kocham Cię Katniss, jesteś taka piękna, tak bardzo chcę się z Tobą… połączyć

– To zrób to i nie karz mi dłużej czekać

Czuję jak delikatnie wsuwa się we mnie. Bardzo delikatnie. Bardzo powoli. Centymetr. Jęk, który wydobywa się z mojego gardła sprawia, że odskakuje ode mnie.

– Przepraszam Katniss

– Czemu przestałeś

– Bo Cię bolało

– To nie było z bólu, nie przestawaj proszę tak bardzo Cię kocham

Odpowiada mi pocałunkiem. Znów zaczynam go czuć, z mojego gardła znów wydobywa się jęk. Ale tłumi go pocałunkiem. Powoli wsuwa się we mnie na centymetr, półtora

Puk, puk, puk….

7: Kim jest ta kobieta?

Do ogrodzenia podchodzi mężczyzna, z którym wczoraj rozmawiałam przed piekarnia. Przecina siatkę w taki sposób, że Patrick i Peeta z łatwością przez nią przechodzą, mimo tego, że niosą na noszach Peetera.

– Zanieście go do samochodu- mówi mężczyzna, którego nie znam- za nim ruszymy muszę ocenić jego stan.

Haymitch w tym czasie pomaga mnie i Panu Mellarkowi przedostać się na drugą stronę. Podchodzimy do auta. To duży dostawczy samochód z otwieraną tylną klapą. I chyba tylko dzięki temu udało się łatwo na nim położyć Patricka.

– Od jak dawna jest nieprzytomny- zwraca się do nas nieznajomy

– Odpowiadajcie na jego pytania, to lekarz z fabryki- mówi do na Haymitch

– Haymitch- mówi Peeta- my nie wiemy od kiedy jest nieprzytomny. W takim stanie go znaleźliśmy

– Od wczorajszego wieczoru- głos Pana Mellark się łamie- wieczorem zauważyłem, że gorączka mu wzrosła i stracił przytomność

– To dlaczego czekaliście tak długo!- lekarz podnosi głos

Pan Mellark tylko spuszcza głowę. Nic nie odpowiada

– No dobrze. Musimy go szybko przetransportować w jakieś miejsce, gdzie będę mógł dokładnie mu się przyjrzeć- gdzie możemy go zabrać

– Do nas- odpowiadamy z Peetą jednocześnie

– Do wioski zwycięzców- dodaję

– Dobrze, tak zrobimy, ale już teraz wiem, że nie mam przy sobie odpowiednich lekarstw i narzędzi- Adam- zaczyna krzyczeć- Adam- gdzie jest ten chłopak kiedy jest potrzebny

Z za samochodu wyłania się postać chudego, wysokiego chłopaka. Może mieć na oko jakieś 12-13 lat.

– Tak tato?

– Biegnij natychmiast do domu. Powiedz doktorowi Malcolmowi, że będzie mi potrzebna jego pomoc. Gdyby marudził

– Jak będzie marudził to powiedź mu, że Katniss użyje go jako żywej tarczy- dodaje Haymitch

Chłopak uśmiecha się i zaczyna biec. Jak na takie chucherko jest bardzo szybki.

– Skąd się tu wzięliście- pytam Haymitcha

– Nie czas na pogaduszki, czas nas goni – przerywa mi lekarz. Wsiadajcie do samochodu. Szybko- sam siada za kierownicą. Patrick i Peeta usadawiają się z tyłu przy Peeterze. Haymitch zaś prowadzi Pana Mellark do kabiny.

– Katniss – pospiesza mnie Haymitch

– Ja zostaję- muszę tu na kogoś poczekać

Widzę, że Peeta się porusza. Chce wysiąść.

– Peeta, jedź z ojcem i braćmi, ja postaram się dołączyć najszybciej jak to możliwe

– Zostanę z Tobą na wszelki wypadek

– Ja z nią zostanę- odpowiada mu mój wczorajszy znajomy- Katniss ma rację ojciec i bracia potrzebują Cię teraz bardziej

– Możemy już ruszać- głos lekarza jest coraz bardziej natarczywy

– Tak, niech Pan jedzie- odpowiadam i za nim Peeta zdążył coś powiedzieć samochód rusza.

– Na co właściwie czekasz- pyta mnie i zbliża się do siatki

– Niech Pan jej nie naprawia- czekamy jeszcze na matkę Peety. Tak właściwie, to zachowuje się Pan tak jak by mnie bardzo dobrze znał, a ja nie mam pojęcia kim Pan jest. Czy byłby Pan uprzejmy i

– I mam się przedstawić tak?

– Byłabym wdzięczna

– Naprawdę mnie sobie nie przypominasz?

– A powinnam?

– No przez chwilę miałem nadzieję, że tak. Kiedyś często u Was bywałem. Kiedyś. Zanim Twój ojciec zginął. Przyjaźniliśmy się. Pracowałem w tej samej brygadzie co on. Niestety ja przeżyłem.

– Dlaczego niestety?

– On miał rodzinę. Miał Was. Miał dla kogo żyć.

– To nie Pańska wina.

Przypominam sobie dzień wypadku. Jak czekałyśmy z mamą i Prim pod kopalnią. Do samego końca. Przypominam sobie jak wtedy było nam ciężko i źle. I jedna rzecz mnie zastanawia

– Dlaczego potem nas Pan nie odwiedzał

– Wasza matka sobie tego nie życzyła. Wiesz czasami myślę, że ona również uważa, że to ja powinienem tam zginąć nie Twój ojciec.

– Wątpię. Nigdy mi o tym nie mówiła.

– Nie dziwi mnie to. Twoja matka nigdy za mną nie przepadała.

– Katniss, ja naprawdę nie mogłem Wam wtedy pomóc. Kiedy chodziłyście głodne. Urodziło mi się wtedy dziecko. Ledwo starczało na nasze potrzeby. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak teraz mi jest wstyd. Wtedy tego tak nie odbierałem. Wtedy byłem głupi.

– Nie wracajmy do tego.

Stoimy w milczeniu wpatrując się w las. Czekam kiedy Pani Mellark się pojawi.

– Pytałaś Haymitcha skąd się tu wzieliśmy

– Pytałam

– To przez mojego syna. On Cie ubóstwia. On Was ubóstwia. Wczoraj jak wracaliście, podsłuchał Waszą rozmowę o jakimś polowaniu na grubego zwierza. Przyszedł do mnie i mi to opowiedział. I tak z Haymitchem, połączyliśmy fakty. Amanda dodała coś o stanie w jakim jest Peeter. I tak postanowiliśmy Wam jakoś pomóc. Haymitch czatował tu całą noc. Musicie dla niego wiele znaczyć. Wydaje mi się nawet, że traktuje Was jak dzieci. To on postanowił powiadomić tego lekarza. To dobry człowiek i dobry lekarz. Nie musisz się obawiać. Zrobi wszystko co w swojej mocy, żeby pomóc Peeterowi. A z pomocą Malcolma uda się to na pewno.

– Kim jest Malcolm

– W naszej fabryce zatrudnionych jest dwóch lekarzy. Mają dbać o stan zdrowia pracowników. I dobrze im to wychodzi. Malcolm ma większe doświadczenie niż Roberts. Jest od niego dużo starszy.

– Dlaczego nam pomagacie?

– Katniss, myślałem, że Amanda Ci wszystko wyjaśniła.

– Wyjaśniła mi tylko parę faktów. Naprawdę tak nas postrzegacie

– Powiem tak. Dla mojego syna jesteście superbohaterami. Jesteście jego autorytetem. Zupełnie jak dla wielu innych dzieci z wioski. Ich rodzice was szanują. Sprawiliście, że nie ma dożynek. Każdy rodzic w całym Panem będzie Wam wdzięczny do końca życia.

Coś poruszyło się za drzewem całkiem niedaleko nas.

– O widzę, że na mnie już pora. Jak byś potrzebowała pomocy to krzycz. Będę odchodził powoli.

– Dziękuję. Ale wydaje mi się, że sobie poradzę. Czy możemy się kiedyś jeszcze spotkać. Powspominamy trochę mojego ojca. Tego mi bardzo brakuje. Rozmów o nim

– W tej kwestii zawsze możesz na mnie liczyć, i w każdej innej również. Jak będziesz na to gotowa, powiedz to Haymitchowi on powie Ci jak się ze mną skontaktować. Do zobaczenia Katniss

– Do zobaczenia. A nie powiedział mi Pan w końcu jak ma na imię

– Thomas- po tych słowach odchodzi.

Siadam na trawie. Czekam kiedy Pani Mellark zdecyduje się do mnie podejść. Przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje. Kładę się więc na trawie i patrzę w niebo.

– Gdzie ich zabrali, i co mówił ten człowiek, który tak się przyglądał nodze Peetera?- jej głos wyrywa mnie z zamyślenia

– To był lekarz. Na razie nic nie mówił ale posłał po innego lekarza. Chyba bał się, że sam sobie nie poradzi. A pojechali do wioski zwycięsców

– A czemu Ty z nimi nie pojechałaś- jej głos jest natarczywy

– Czekałam na Panią

– A niby po co- nie jestem w stanie rozszyfrować tego tonu. To coś jakby mieszanina irytacji, złości i ulgi

– Bo pomyślałam, że skoro szła Pani za nami, to jednak zmieniła Pani zdanie i pójdzie Pani ze mną

– Niby dokąd

– Do domu. Do naszego domu

Widzę, że toczy sama ze sobą wewnętrzną walkę. W końcu odpowiada

– Pójdę tylko na chwilę. Zobaczę w jakim są stanie i zaraz wracam

– A więc idziemy

– Idziemy.

Droga mija nam w ciszy. Przerywa ją matka Peety. To u nich chyba rodzinne.

– A więc mieszkasz z moim synem

– Tak

– A co Twoja matka na to, że nie mieszkasz już z nią i siostrą

Uścisk w gardle i ukłucie w sercu. Przeszywa mnie po raz kolejny. Znów widzę przed oczami zmasakrowane ciało Prim. Staram się odgonić tą myśl. Nie czas teraz na to. Nie teraz

– Moja matka mieszka w czwartym dystrykcie. Pomaga otwierać tam szpital. A Prim. Prim nie żyje

– Katniss, nie miałam pojęcia, tak bardzo mi przykro. Bardzo ją kochałaś prawda?- jej głos nie przypomina już skrzeczenia żaby, nabiera nawet ciepłego akcentu

– Tak bardzo ją kochałam. Ale przepraszam nie chcę o tym teraz rozmawiać.

– Rozumiem. Czy jesteś już żoną mojego syna?

– Nie, nie jesteśmy małżeństwem

– Czyli na razie planujecie ślub

– Nie. Niczego już nie planujemy. Po prostu żyjemy z dnia na dzień. Przynajmniej na razie. Chcemy się lepiej poznać. Nauczyć siebie. A potem się zobaczy

– To po co były te oświadczyny w telewizji, publiczne przymierzanie sukni ślubnej.

– To nie była nasza decyzja. A raczej była. Tak była. To było świadome ratowanie życia.

– Czyjego życia

– Państwa, mojej matki, Prim i chyba też trochę naszego

– Nie bardzo rozumiem

– Peeta Państwu nie mówił

– Peeta bardzo mało mówi

– Nasze zachowanie na 74 igrzyskach nie zostało zbyt dobrze odebrane, nie mieliśmy wyboru. Ale długa historia. Nie da się jej opowiedzieć w kilku słowach

– Czyli to dlatego udawałaś miłość do mojego syna?

– Skąd Pani to wie? Jak Pani to robi?

– Umiem patrzeć Katniss. Wiesz od samego początku czułam, że coś jest nie tak. Jak taka dziewczyna jak ja może się zakochać w takim chłopaku ja Peeta

– Co Pani ma namyśli

– Niby dlaczego miałabyś go kochać. Przecież nie jest ani

– Kim Pani jest. Jak Pani może go tak nienawidzić. Nie kochać. Pani jest jakimś

– O czym Ty mówisz dziewczyno. Ja nie kocham Peety. Ja? Przecież od zawsze starałam się go przed Tobą bronić. Zrobiłam wszystko jak wróciliście z tych przeklętych igrzysk, żeby go od Ciebie oddalić

– Wyrzucając go z domu?

– Myślałam, że wybierze rodzinę. Ale się myliłam. No chociaż po tym co mi powiedział na dożynkach powinnam się tego domyśleć

– O czym Pani mówi

– Nie powiedział Ci? Cały Peeta. Kiedy się z nim żegnaliśmy. Powiedział, że to ostatni raz kiedy go widzimy. Że on nie wróci. Patrick powiedział, że ma się postarać, że ma walczyć. Peeta mu odpowiedział, że nie może, że nie zrobi Ci krzywdy. Patrick tylko zapytał- pamiętam to jak dziś- A więc to ona- Peeta odpowiedział Ona. A ja już wiedziałam, że straciłam dziecko. Jak ja Cię nienawidziłam. A potem jeszcze te kłamstwa, udawanie. – patrzę na nią, po jej twarzy płyną łzy

– Ja naprawdę kocham Peetę

– Wiem, od paru godzin wiem. Tylko ktoś, kto kocha naprawdę może tak bronić drugiej osoby. Zachowałaś się jak lwica. Już wiem, że naprwdę go kochasz

– Czy kiedykolwiek ktokolwiek ukrył cokolwiek przed Panią

– Niestety nie. Nawet mój mąż, choć bardzo się starał przez te wszystkie lata nie potrafił ukryć kogo naprawdę kocha.

Nie wiem co na to odpowiedzieć.

– I wbrew temu co sobie myślisz Katniss, ja naprawdę kocham moje dzieci.

– To może pora im to powiedzieć

– Przecież oni to wiedzą

– Nie jestem tego pewna. Wiem jedno. Na pewno się Pani boją

– I bardzo dobrze. Matki należy się bać

– Wydaje mi się, że matkę trzeba szanować

– Katniss, nie wiesz o czym mówisz. Ja musiałam sobie jakoś radzić. Było ich trzech i ja sama. Mój mąż ciągle w piekarni. Musiałam sobie jakoś poradzić

– I wybrała Pani strach zamiast szacunku

– Wtedy to była dobra opcja, przynajmniej mnie słuchali

– I nadal słuchają. A raczej panicznie się Pani boją.

– Chyba trochę przesadzasz

– Nie. Kiedy Peeta stał dziś przed Panią. Był przerażony. Nigdy go takiego nie widziałam. Nawet na arenie.

– To są chłopcy. Oni nie potrzebują czułości tak jak dziewczynki

– Nie zgodzę się z Panią. Matka mojego przyjaciela Gale zawsze przytulała swoich synów i mimo to wyrośli na dzielnych młodych mężczyzn. A w dodatku wiedzą, że na matkę zawsze można liczyć

– Moi synowie też to wiedzą

– Peeta dziś w nocy mówił, że Pani nie przyjdzie do nas. Że musimy iść jak będzie Pani spała, musimy podstępem wyprowadzić jego ojca i braci. Chyba nie do końca tak powinno to być.

Pani Mellark się zamyśla. Dochodzimy już do wioski zwycięzców. Z daleka widzę Peetę i Haymitcha czekających na nas przed domem. Widać Pani Mellark też ich widzi. Zatrzymuje się. Patrzę na nią a ona mówi coś, co jeszcze parę godzin temu pewnie nie przeszło by przez jej usta.

– Zawsze chciałam mieć córkę. Chciałam uczyć ją gotować, szyć. Chciałam mieć kompana w moim życiu z mężczyznami. Nigdy się tego nie doczekałam. Teraz już wiem dlaczego. Katniss nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej córki. Lepszej synowej. Przepraszam, że Cie uderzyłam

– Nie ma mnie Pani za co przepraszać. Zasłużyłam sobie. A co do tej synowej. To jeszcze nie wiadomo czy nią zostanę

– Tylko niech Peeta spróbuje się z Tobą nie ożenić. To będzie miał ze mną do czynienia.

– To bardzo miłe co Pani mówi. W związku z tym mam do Pani pytanie. Czy zanim wezmę ślub z Pani synem mogłabym skorzystać z paru lekcji gotowania?

– Będę zaszczycona, tylko co na to Twoja mama

– Jakoś to przeboleje- uśmiecham się do niej – to niesamowite ale to naprawdę miła kobieta

Podchodzimy do domu. Peeta do mnie podbiega. Obejmuje mnie. I pyta bardzo ciszo

– Wszystko w porządku

– W jak najlepszym – odpowiadam głośno. Co z Peeterem?

– Będzie dobrze. Wiesz ta noga była po prostu brudna. Nawet bardzo. Musieli ją szorować. Ogólnie dobrze. Będzie dobrze. Dostaje antybiotyki. Pozbiera się.

– A ojciec?

– Czeka na Ciebie- widać zawsze marzył mu się córka- po tych słowach wybucham śmiechem

– Peeta- zaczyna Pani Mellark- chcę odejść do domu, ręka Peety mnie powstrzymuje, trzyma mnie mocno

– Słucham?- jego ton jest zimny i taki nieprzyjemny- idealnie naśladuje jej ton z chaty

Pani Mellark podnosi rękę, Peeta zamyka oczy. Najwyraźniej jest gotowy na uderzenie. Nie reaguje. Wiem, że ona nie zrobi mu krzywdy. Jej ręka delikatnie głaszcze jego policzek. Oczy Peety otwierają się bardzo szeroko- ona uśmiecha się do niego

– To co synu- zaprosisz matkę do Waszego domu?

– Tak oczywiście mamo, proszę wejdź.

– Czy znajdziesz potem chwilę czasu na rozmowę ze mną

– Oczywiście, że znajdę

– To trzymam Cię za słowo, gdzie znajdę ojca i Twoi bracia

– W kuchni i salonie

– Wy nie idziecie

– Wiesz potrzebuję chwili z Katniss

– Rozumiem- uśmiecha się ciepło i zamyka za sobą drzwi

– Katniss- pyta Peeta- kim jest ta kobieta

– O co Tobie chodzi?

– Zapytam jeszcze raz kim jest ta kobieta i co zrobiłaś z moją matką.

– Peeta, nie żartuj sobie

– Katniss ja pytam poważnie, coś Ty Jej zrobiła

– Nic

– Możesz mi to wyjaśnić?

– Oczywiście, ale potem teraz jestem strasznie głodna- mówiąc to ciągnę Go w stronę domu

6: Rola mentora

Wchodzę do kuchni. Peeta śpi na krześle z nogami wyciągniętymi na drugie. Nie dziwi mnie to, w końcu jest 3 w nocy. Wróciliśmy do domu po północy. Peeta chciał się od razu położyć, ponieważ na ” polowanie” musimy wyjść o 4. Tak ustaliliśmy. Chcemy ich zaskoczyć. A raczej zaskoczyć matkę Peety. Ja jednak nie chciałam kłaść się spać. Chciałam przygotować dom na przyjęcie gości. Posprzątałam więc i i pościeliłam łóżka w dwóch sypialniach na górze, w podobny sposób przygotowałam salon. To tutaj będzie spał Peeter. Patrick powiedział Peecie, że Peeter jest ranny w nogę. Poślizgnął się i rozciął sobie nogę o kamień. Rana podobno wygląda nie za dobrze. Prawdopodobnie wdało się zakażenie. Salon więc będzie najodpowiedniejszy. Blisko kuchni i łazienki. Bo Peeta ma w domu dwie łazienki. Jedną na piętrze połączoną z jego to znaczy naszą sypialnią i drugą na parterze. I to z niej będzie korzystać rodzina Peety. Chciałam jego rodzicom przygotować naszą sypialnię. Ale on się na to nie zgodził

– Nie wiem czy moja matka zechce ty przyjść. Prawdopodobnie będziemy musieli Peetera i ojca zabrać siłą. Nasza sypialnia niech pozostanie naszą sypialnią.

No cóż. Peeta potwierdził moje najgorsze obawy. Jego matka może sprawiać problemy. Jestem na to przygotowana. A może wcale nie jestem. To się dopiero okaże. Stoję w bladym świetle rzucanym przez piekarnik. Peeta piecze już chyba trzeci rodzaj chleba dla swojej rodziny.

– Musimy ich czymś nakarmić- mówił, a mnie wydaje się, że podobnie do mnie chciał czymś zająć myśli. Bo tak naprawdę nie wiemy co nas dziś czeka. Patrzę na zegar w holu. Dochodzi 3:30. Pora go budzić. Musimy się jeszcze przebrać i powoli wychodzić. Słońce wstaje bardzo wcześnie. A chcemy być nad jeziorem jeszcze przed świtem. Podchodzę do niego. Delikatnie odgarniam mu włosy z czoła. Ale on nadal śpi. Nie wiem czemu przypomina mi się bajka, którą mama czytała mnie i Prim jak byłyśmy bardzo małe. Nachylam się więc i całuję go w usta

– Obudź się, mój śpiący królewiczu

To go obudziło.

– Przepraszam Cię Katniss, chyba zasnołem

– Nie masz mnie za co przepraszać. Ostatnio bardzo mało śpimy. Ale teraz pora już wstać

– Która godzina- zrywa się, zachowuje się zupełnie tak jak by zaspał

– Spokojnie dopiero 3:30- mamy jeszcze czas na herbatę

– Mamy jeszcze czas dla siebie- mówi z figlarnym uśmiechem. Ma racje mamy jeszcze czas dla siebie. To o wiele lepsze niż herbata

Wychodzimy z domu o 4:10- chwila dla siebie troszkę się przedłużyła. Coraz trudniej mi oderwać się od jego ust. Od jego dotyku. Coraz częściej myślę, że jestem już gotowa na to by oddać mu się bezgranicznie. I ta myśl coraz bardziej mi się podoba. Idziemy dość szybko. Nie brałam ze sobą łuku, i teraz nachodzi mnie wątpliwość czy dobrze zrobiłam

– Wiesz, może jednak powinnam wziąć łuk

– Dobrze zrobiłaś, że go nie brałaś. Matka jeszcze gotowa pomyśleć, że chcesz ją zastrzelić

– A teraz może nie uwierzyć, że byliśmy na polowaniu

– I tak będzie wiedzieć, że na nim nie byliśmy. Czasami myślę, ze moja matka ma wykrywacz kłamstw w oczach. Zawsze wie kiedy ktoś kłamie- to też taka rada dla Ciebie

– No wiesz, niby dlaczego miałabym ją okłamywać?

– Katniss, tak tylko Ci mówię, żebyś wiedziała

Dalszą drogę idziemy już w ciszy. Kiedy jesteśmy już przy jeziorze, dopadają mnie złe przeczucia. Patrzę na Peetę. On zaś patrzy jak zahipnotyzowany w chatę.

– Nie ma co odwlekać nieuniknionego- mówię- chodźmy tam

– Jesteś pewna?- może jeszcze poczekajmy

– Czy coś nam da dłuższe czekanie tutaj?

Peeta nie odpowiada. Bierze mnie w ramiona i całuje. Mocno i namiętnie. Odsuwa się ode mnie i pyta

–  Mówiłem Ci już dzisiaj, że Cię kocham?

– Dzisiaj jeszcze nie

– Kocham Cię Katniss i dziękuje za to co dla mnie robisz

– Ty robisz dla mnie to samo

– Co masz na myśli

– A kto wpadł na pomysł odwiedzin u mojej matki?

– Ach to

– Jeszcze Ci za to nie podziękowałam- teraz to ja go całuję. Chcę dodać mu otuchy, przed spotkaniem z jego matką. Chcę dodać otuchy nam obojgu.

Zbliżamy się do chaty. Jest cicho i spokojnie. Najciszej jak potrafię otwieram drzwi. Są tam. Widzę Patricka śpiącego na jakimś starym krześle. Widzę matkę Peety. Ona nie śpi. Stoi przy oknie i patrzy na nas. Jak mogłam jej nie zauważyć.

– Co tutaj się wyprawia?- ton jej głosu jest co najmniej nieprzyjemny

– Dzień dobry mamo- mówi Peeta nienaturalnym głosem. Patrzę na niego. Cały jak by się skurczył. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. Ten człowiek walczył dwukrotnie na arenie. A teraz wygląda tak jak by się bał nawet odezwać. To nie Peeta. To nie mój Peeta.

– Dzień dobry Pani Mellark- mówię ciągle zerkając na Peetę- wiem, że pora jest bardzo wczesna jak na odwiedziny, ale chcieliśmy sprawdzić co u Państwa słychać

– Co to znaczy chcieliśmy- jej głos przypomina teraz skrzeczenie żaby

– Mamo Katniss chciała powiedzieć

– Nie Ciebie pytałam- Peeta milknie, jeszcze bardziej zapada się w sobie.

– Chcieliśmy oznacza tylko tyle, że ja i Peeta dowiedzieliśmy się, że Państwo żyją. Co jest tak wspaniałą wiadomością, że od razu postanowiliśmy tu przyjść

– I ja mam niby uwierzyć w to, że ktoś zapukał do waszych domów w środku nocy a Wy od razu tu przybiegliście?- mówi z kpiną w głosie

Teraz już wiem co Peeta miał na myśli mówiąc o wykrywaczu kłamstw.

– Ma Pani rację. Nikt nie pukał do naszych drzwi w środku nocy. Dowiedzieliśmy się o tym wczoraj w nocy- Pani Mellark patrzy na śpiącego Patricka z dezaprobatą a nawet nienawiścią- ale sporo czasu zajęło nam przygotowanie domu na Państwa przybycie

– Jakie przybycie, czyje przybycie do jakiego domu o czym Ty mówisz głupia dziewczyno- żaba powróciła. Ale zanim mam szansę odpowiedzieć na jej słowa z sąsiedniego pokoju dochodzi wołanie

– Katniss, Katniss to Ty dziecko- głos ojca Peety rozpoznaję od razu. On też. Prawie tam wbiegamy. Leży. Na czymś co chyba miało uchodzić za łózko. Jest brudny. Bardzo brudny, wychudzony i jak by nieobecny. Peeta klęka przy nim. Bierze go za rękę. I z czułością zarezerwowaną do tej pory dla mnie pyta:

– Tato, tatusiu jak się czujesz? – ojciec Peety nie odpowiada. Patrzy pustym wzrokiem w dal. Podchodzę do nich. Klękam obok Peety.

– Dzień dobry Panie Mellark. Jak się Pan czuje?

– Katniss to Ty dziecko?

– Tak, to ja. Jak się Pan czuje Panie Mellark?

– Źle, bardzo źle. To tak boli

– Co Pana boli Panie Mellark?

Patrzy na mnie z mieszaniną złości i smutku.

– Jego już nie ma. Mój mały syneczek nie żyje. On nie żyje. Mój mały syneczek Peeta.- łzy zaczynając płynąć mu po policzkach

Sens wypowiedzianych przez niego słów mnie przeraża. Peeta cofa się o kilka kroków. Jest równie przerażony jak ja. Nagle przypominam sobie jak lekarze z 13 dystryktu kazali mi rozmawiać z Peetą po jego powrocie z Kapitolu. Biorę więc ojca Peety za rękę i cichym spokojnym głosem mówię:

– Panie Mellark proszę mi powiedzieć, czy myśli Pan, że mogłabym dopuścić do tego żeby Peeta się coś stało? Czy raczej zrobiłabym wszystko by go uratować?

– Próbowałaś, próbowałaś go ratować ale Ci się nie udało- krzyczy

Ciągle płacze. Przybliżam się więc do niego i wprost do jego ucha wypowiadam słowa

– Udał mi się Panie Mellark

Odsuwam się i patrzę na jego reakcję. Przestaje płakać. Jego oczy wydają się być coraz bardziej świadome. Instynktownie biorę Peetę za rękę. Przyciągam do ręki ojca.

– Twoja kolej- mówię tak by tylko on mnie usłyszał

– Tato, tatusiu- jestem tu to ja. Nic mi nie jest

Przez moment myślałam, że nic nie wskórałam. Oczy Pana Mellark ponownie zachodzą łzami. Ale gdy po chwili łapie syna w ramiona. Przytula jak małe dziecko na przemian śmiejąc się i płacząc wiem, że ten kryzys mamy zażegnany. Odwracam się by ukryć łzy wzruszenia, które równie obficie płyną z oczu Peety.

Moje wzruszenie szybko przeradza się w przerażenie. Gdy uświadamiam sobie, że to co początkowo wzięłam za jakąś brudną czerwono- fioletową szmatę, tak na prawdę jest nogą Peetera wystającą z barłogu łóżka. Podchodzę do niego. Dotyka jego czoła. Zakażenie to chyba najdelikatniejsze co mu grozi. Moim zdaniem noga jest nie do uratowania

– Peeta

– Tak- reaguje natychmiast najwyraźniej ton mojego głosu go do tego zmusił

– Możesz ty podejść na moment

– Tato, idę na chwilę do Katniss, cały czas tu będę nie ruszaj się stąd.

Podchodzi do mnie i blednie. Ściska mnie mocno za rękę. Jest równie przerażony jak ja.

– Sprawdź, czy poza nogą coś mu dolega. Ja zajmę się resztą.

Wchodzę ponownie do izby w której zostawiłam matkę Peety i śpiącego Patricka. Kątem oka widzę, że już nie śpi. Jak by czekając na rozwój sytuacji.

– Jakim prawem się tu panoszysz- widać nic nie jest wstanie pozbawić Pani Mellark rezonu

Mijam ją bez słowa. Kopię w nogę Patricka

– Wstawaj

Podnosi się zbyt szybko jak na osobę, która przed chwilą jeszcze spała.

– Macie tu coś co można by wykorzystać jako nosze?

– Nie. Chyba, a może koc

– To dobry pomysł. Idź do Peety, przenieście delikatnie Peetera

– Pani Mellark potrzebuję jakiegoś ręcznika i zimnej wody

– Nie będziesz mi tu rozkazywać

– Ja Pani nie rozkazuję. Pytam tylko gdzie mogę znaleźć jakiś ręcznik i zimną wodę

– Nie dam Ci niczego i nie waż się ruszać stąd mojego syna. Zabraniam Ci.

– Rozumiem, że stan w jakim jest to Pani zasługa. Gratuluje to już drugie Pani dziecko, które skazuje Pani na pewną śmierć

Trzask. Dobre parę sekund zajęło mi zorientowanie się, że zostałam spoliczkowana. Ból mnie tylko w tym upewnił

– Mamo przestań- Patrick stojący w progu trzyma w rękach dwa rogi brudnego jak ścierka do podłogi koca. Peeta stoi tuż za nim.

– Co?

– Mamo przestań, nie bij jej

Trzask. Patrick nie reaguje. Spuszcza tylko głowę, z pulsującym czerwienią policzkiem.

– Wychodzimy Patrick mamy mało czasu- mówi Peeta

– Nie Ty będziesz mówił innym co mają robić

Podnosi rękę. Chce uderzyć Peetę. Nie wiem jakim cudem udało mi się tak szybko stanąć między nimi.

– Kochanie, odsuń się nie warto

– Co nie warto?- pytam

– Nie musisz mnie bronić

– Muszę i chcę- uśmiecham się do niego. Nikomu nie pozwolę Cię krzywdzić. NIKOMU

Pani Mellark cofa się. Nie jestem w stanie odczytać niczego z jej dziwnego wyrazu twarzy. Mówię więc szybko

– Idźcie już, ja zajmę się Waszym ojcem

– No proszę Ona zajmie się moim mężem zupełnie jak jej matka, chcesz mi go odebrać jak ona?

– Pani Mellark. Chyba zgodzi się Pani ze mną, że skoro to Panią nazywa się Panią Mellark, to moja matka osiągnęła w tym odbieraniu raczej marny skutek?

Nie czekając na jej reakcję podchodzę do Pana Mellarka. Podaję mu rękę i pomagam wstać. Potem biorę go pod ramię i wyprowadzam na zewnątrz.

– Masz natychmiast zostawić moją rodzinę w spokoju, słyszysz głupia dziwczyno

– Słysze. Już bardzo dobrze słyszę. Naprawili mi słuch w Kapitolu. A teraz proszę niech Pani mnie posłucha. Oni potrzebują pomocy. Zwłaszcza Peeter. Ale Pani i Pani mężowi również przyda się opieka

– Nigdzie się stąd nie ruszam

– To Pani ostateczna decyzja?

– Tak

– W takim razie miłego dnia

– Idziemy- mówię do reszty. Patrick i Peeta wydają się być nie do końca zdecydowani.

– Kochanie- mówię już cieplejszym tonem- proszę wracajmy do domu

– Patrick idziemy- mówi Peeta zdecydowanie

– Wyrzekam się Was wszystkich- krzyczy za nami Pani Mellart

Ku mojemu zaskoczeniu odpowiada jej Peeta

– Mamo, to już przerabialiśmy

Wychodzimy z chaty. Kiedy jesteśmy już w połowie drogi powrotnej, Pan Mellark klepie mnie po dłoni i dodaje

– Zuch dziewczyna- mówi z uśmiechem

– Trafiła kosa na kamień- dodaje Patrick i wybuchamy śmiechem

Kiedy już widzimy płot Peeta zadaje mi pytanie

– Też to słyszysz kochanie

– Tak, już od dawna

– Co robimy

– Nic idziemy dalej i zobaczymy co się będzie działo

– O czym Wy mówicie- pyta Pan Mellark

– Ktoś za nami idzie tato

– Od samej chaty- dodaję od siebie

Jesteśmy już przy płocie. I dopiero teraz uświadamiamy sobie o luce w naszym planie. O bardzo poważnej luce. Jak niby mamy pod ogrodzeniem przecisnąć nosze i Pana Mellark. Peeta podchodzi do mnie. Obejmuje mnie

– I co teraz- pyta

– Poczekaj myśle

– Może Ci troszkę pomogę – mówi i zaczyna mnie całować

– Dosyć tego gołąbeczki- głos Haymitcha odrywa nas od siebie

– Co Ty tutaj robisz – pyta Peeta

– To co umiem najlepiej

– Czyli co

– Ratuje nas z opresji- dodaję z uśmiechem- dobrze Cię widzieć mentorze

5: Dziewczyny ze Złożyska

– Dziękuje za pomoc- mówię do dziewczyny, i robi mi się bardzo głupio bo nie umiem pzypomnieć sobie jej imienia

– Ależ nie ma za co Katniss

– Jest, jest za co. To dzięki Tobie ta rozmowa tak płynnie się potoczyła

– To drobnostka. My dziewczyny ze Złożyska, musimy trzymać się razem. Nie masz pojęcia kim jestem prawda?

– Nie mam pojęcie. Mam naprawdę. Chodziłaś z nami do szkoły, tylko Ty byłaś parę klas wyżej i mieszkałaś niedaleko mnie jakieś pięć, sześć domów dalej. Ale niestety nie mogę przypomnieć sobie Twojego imienia. Przepaszam

– Ależ nie ma za co Katniss. Jestem Amanda. Amanda Teeget.

– Bardzo mi miło Amando.

– Nie musisz tu ze mną stać, jeśli nie masz czasu. – Jej wzrok wszystko mi powiedział. Od razu gdy tylko na mnie spojrzała, domyśliłam się jaka siła ją tu trzyma. I, że nie odejdzie stąd tak samo jak ja. Bo tak samo jak ja czeka na ukochanego.

– On wie, że go kochasz

– Tak, wie

– A czy on kocha Ciebie?

– Kiedyś mówił, że tak

– Kiedyś?

– Zanim rozbiłaś arenę i zaczęłaś rewolucję.

– Och proszę nie mów tak. Ja nie zaczęłam żadnej rewolucji.

– Katniss, Ty udajesz czy tak jak mówi Śliska Sae nie do końca zdajesz sobie sprawę z tego co dla nas zrobiłaś

– Nie rozumiem o czym mówisz Amando- ta rozmowa zaczyna mnie powoli irytować

– Katniss, nikt mi nie uwierzy jak im opowiem Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego kim jesteś dla nas i innych ciemiężonych ludzi w pozostałych dystryktach?

– Niech zgadnę jestem Kosogłosem- mówię już z lekką ironią bo chyba wiem w jaką stronę zmierza ta rozmowa. I faktycznie nie zdaję  sobie sprawy w jak dużym jestem błędzie.

– Katniss, jeśli pozwolisz opowiem Ci to co się mówiło na Złożysku, jak Ty i Peeta braliście udział w igrzyskach.

– Mamy chyba dużo czasu, a ja dziś dowiaduję się samych ciekawych rzeczy na swój temat. Więc proszę opowiedz mi skoro nikt z mojej rodziny i bliskiego otoczenia nie raczył zaszczycić mnie tą wiedzą.

Amanda wskazuje ręką jakieś skrzynie na przeciw piekarni. Domyślam się, że chce tam usiąść. Idę więc za nią. Kiedy siadamy ona zaczyna snuć opowieść tak nieprawdopodobną, że aż skłonna jestem w nią uwierzyć.

– Kiedy zgłosiłaś się na trybuta za Swoją siostrę, dystrykt pokrył się w żałobie. Twoja mama i siostra przez 3 dni nie wychodziły z domu. Pan Mellark donosił im tylko jedzenie i stawiał pod drzwiami. Potem było troszkę lepiej. Widywało się Gale jak się nimi opiekuje. Ale każda osoba z naszej okolicy, włączywszy w to Burmistrza, jego rodzinę i strażników pokoju chodziła bardzo przygnębiona. Wiedzieliśmy przecież wszyscy, że to Ty trzymasz swoją rodzinę przy życiu. Wszyscy Cię lubili, a Ci którzy Cię nie znali, znali i lubili Peetę, więc wszystkim było bardzo trudno. Do czasu prezentacji. Prawie każdy przyszedł zobaczyć Was na głównym placu. I każdy oniemiał z zachwytu. Potem był wywiad i wyznanie Peety. I dopiero się zaczęło. Ludzie nawet nie kryli żalu, zwłaszcza, że kilku szkolnych kolegów Peety i parę dziewczyn, z którymi się spotykał potwierdziło to. Ludzie byli jak w transie. A potem była arena. Ludzie jeszcze upewnili się w miłości Peety do Ciebie. Potem ogłosili, że może być dwóch zwycięzców z jednego dystryktu. I wtedy każdy już wiedział, że mamy zwycięstwo w kieszeni. Prim jakby się rozpromieniła. Twoja matka zaczęła się uśmiechać. Po tym jak uratowałaś mu życie w jaskini, jak poszłaś po lekarstwo dla niego. Ludzie oszaleli. Nawet nie wiesz ile małżeństw w tym czasie powstało. Ludzie dzięki Wam zaczęli wyznawać sobie miłość. Wtedy Patrick powiedział m, że mnie kocha. Nawet się śmiał, że bierze przykład z młodszego brata. To dzięki Wam Katniss. A potem te jagody. Pamiętam jak dziś, że jeden z kolegów mojego i Twojego ojca z kopalni powiedział, że kochacie się zupełnie tak samo jak Twoi rodzice. Wszyscy się cieszyli. Tylko nie Gale. I wtedy w co odważniejszych z nas zaczęła się rodzić chęć do zmiany życia. Bo jeśli Wasza miłość sprawiła, że Kapitol zmienił zasady, to może uda nam się coś zmienić. Ludzie zaczęli spiskować po kątach. Liczyli na Wasz udział. Raz jeden Wasze matki były w czymś zgodne. Kategorycznie zabroniły prowodyrom angażowania Was w spisek. Było to szokujące ale jednak zrozumiałe. Byliście cały czas obserwowani. I powiem Ci Katniss, że zawiedliście wiele osób. Ludzie wątpili w Waszą miłość. Ale na krótko, tylko do objazdu po dystryktach. Wasze słowa w jedenastym dystrykcie. Oświadczyny. Planowany ślub. My też planowaliśmy. Porozumienia z innymi dystryktami. Ludzie byli gotowi do walki. Do czasu ogłoszenia formy 75 igrzysk. Część z nas chciała odpuścić. Uświadomili sobie bowiem, że nie jest łatwo pokonać władzę w Kapitolu. Do czasu Twojej sukienki na prezentacji. Wiesz co oznaczał gest wykonany na polecenie mentorów przez wszystkich trybutów. To była deklaracja. Które dystrykty podejmą walkę. Okazało się, że w Kapitolu jest ktoś, kto nas popiera. Komunikat był jasny. Jeśli transmisja zostanie przerwana- uciekamy. Kiedy zaś spadochron zrzuci zdjęcie Twojego ojca walczymy. Dopiero potem uświadomiliśmy sobie, że poświęcono nas dla większego dobra. Bardzo dużo z nas zginęło. Ludzie brzydzili się ucieczką, albo po prostu zlekceważyli komunikat. Ale Ci co przeżyli, szli za Wami a raczej za Tobą ramię w ramię. I faktycznie byłaś Kosogłosem. Ale to tylko taki symbol. Dla innych dystryktów. Dla nas byłaś Katniss Everdeen- dziewczyną z Złożyska, która pokonała Kapitol. Dzięki miłości. To by było na tyle.

– Ja bym coś jeszcze dodał- przestraszył mnie ten głos. Nie znam tego mężczyzny. Ale twarze pozostałych są znajome. Mężczyzna ten uśmiecha się do mnie. Ma twarz poranioną bliznami. Widać, że był górnikiem

– Co by Pan jeszcze dodał- pytam więc,próbując ukryć strach stoi wokół mnie z dwadzieścia osób, wszystkie twarze wpatrzone we mnie.

– Ojciec byłby z Ciebie dumny Katniss, nawet nie wiesz jak bardzo.

Wzruszenie odbiera mi mowę. Patrzę na tych wszystkich ludzi zgromadzonych tutaj. Oni naprawdę się do mnie uśmiechają. Chyba Amanda mówiła prawdę. Z zamyślenia wyrywa mnie czyjaś dłoń położona na moim ramieniu. Podnoszę głowę do góry. Widzę zaniepokojoną twarz Peety.

– Wszystko w porządku kochanie- pyta a jego głos wskazuje na to, że tłum który mnie otacza przestraszył go nie na żarty

– Och nie bój się o nią Peeta- mówi jakaś kobieta- nic jej nie zrobimy, chcieliśmy by poznała prawdę

– Jaką prawdę

– Opowiem Ci w domu

– Rozumiem, czyli wracamy?

– Tak wracajmy- podnoszę się, biorę Peetę za rękę i chcę odchodzić gdy inny głos nas zatrzymuje

– Peeta, dziękujemy

– Za co – odpowiada zaskoczony

– Za to, że ratując Katniss w 13 dystrykcie rykoszetem uratowałeś również nas. Jesteście piękną parą.

– Nie macie mi za co dziękować, naprawdę. Wstyd się przyznać ale nie ratowałem nikogo poza Katniss

– Ale nikt nie ma Ci tego za złe- odpowiada kolejny głos- my i tak nigdy Wam tego nie zapomnimy

Odchodzimy. Peeta nagle mnie do siebie przytula.

– Tak bardzo się przestraszyłem. Myślałem, że Cię zaatakowali

– Nic z tych rzeczy, i jak tam rozmowa z bratem

– No właśnie Panno Everdeen, mamy do porozmawiania. Pani zachowanie było karygodne. Dziękuje kochanie.- Ostatnie słowa wypowiada już z uśmiechem. Katniss pójdziemy jutro na polowanie? O świcie.

– Rozumiem, że upolujemy ciekawe okazy

– Jeśli pozwolisz to chciałbym- nie daję mu skończyć, zamykam jego usta pocałunkiem

– Peeta, już nie mogę się doczekać jutra, jaki mamy plan?

– Chodźmy do domu, to Ci opowiem- w tej samej chwili wpada mi do głowy pomysł. Odwracam się i biegnę w stronę jeszcze stojących przy piekarni ludzi. Wołam ją po imieniu. Nagle się pojawia.

– Amando- mówię, może przyjdziesz do nas jutro na herbatkę, powiedźmy w okolicy godziny 10 rano?

– Ale czemu, przecież

– Przyjdź, my dziewczyny z Złożyska musimy sobie pomagać- i puszczam do niej oko. Uśmiecha się. Widać rozumie.

4: Męskie rozmowy

Stoję i patrzę jak Sae odchodzi. Wciąż słyszę w uszach jej słowa

– Najstarszy brat Peety żyje. Od paru dni widuje się go w ruinach piekarni. Ale tylko nocą. Jak by dalej bał się tego jak ludzie zareagują na jego obecność.

– Skąd o tym wiesz?

– Ludzie dużo widzą i dużo wiedzą Katniss.

– Powiedziałaś, że on nadal się boi reakcji ludzi. Jakiej reakcji o czym Ty mówisz?

– Ty naprawdę nic nie wiesz?

– O czym nie wiem?

– Zastanawiałaś się nad tym dlaczego Peeta mieszka tu sam?

– Pewnie jego rodzina chciała być bliżej piekarni.

– Albo raczej jego matka kazała mu wybierać. I on dokonał wyboru

– Nie rozumiem

– Coś mi się zdaje, że nie ja powinnam Ci o tym opowiedzieć.

– Jak nie Ty to kto?

– Peeta- po tych słowach odchodzi. Pozostawiając mnie z moimi myślami. Co miała na myśli. Czuję na sobie dłonie Peety, nie słyszałam kiedy przyszedł.

– Czy coś się stało?

– Dlaczego Twoja rodzina nie zamieszkała tutaj z Tobą?- postanawiam najpierw wyjaśnić tą sprawę zanim powiem mu o jego bracie

– A więc w końcu Ci powiedziała, zastanawiałem się kiedy ktoś to zrobi

– Możesz mi to wyjaśnić. Bo mam dziwne wrażenie, że wszyscy o czymś wiedzą. Wszyscy tylko nie ja.

– To długa historia.

– Nic nie szkodzi. Mamy dużo czasu.

– Katniss, obiecuję wszystko Ci opowiem. Ale najpierw proszę spakuj i przenieś swoje rzeczy do mnie. Potem przygotujemy kolacje. A potem Ci powiem, przyrzekam. Chcę mieć Cię przy sobie. Chcę wiedzieć, że wczorajszy dzień i noc nie były snem. Bo naprawdę nie wiem jak się zachowasz gdy poznasz prawdę.

– Teraz to już musisz, natychmiast powiedzieć mi o chodzi. Bo nic na świecie nie jest w stanie zmienić mojej decyzji o zamieszkaniu z Tobą.

– Skoro nic nie zmieni Twojej decyzji to proszę zróbmy to o co proszę. Musze najpierw uporać się z tym w mojej głowie. Potem Ci to wyjaśnię. Katniss.

– Dobrze więc, pomożesz mi w pakowaniu?

Spakowanie moich najpotrzebniejszych rzeczy zajęło nam dobrze ponad godzinę. Rozpakowanie ich kolejną. Przez cały ten czas prawie wcale ze sobą nie rozmawialiśmy. Nie wiem o czym myślał Peeta, ale moje myśli skupione były wokół ruin piekarni, przy jego bracie. Kiedy wszystko na kolację było już gotowe, zając piekł się w piekarniku, Peeta zaparzył herbatę. Siada przy kuchennym stole i gestem wskazuje bym zrobiła to samo. Siadam więc a on zaczyna swoją opowieść.

– Po naszym powrocie z 74 igrzysk na dworcu przywitali mnie tylko tata i Patrick- mój najstarszy brat. Wtedy już wiedziałem,że coś jest nie tak- uświadamiam sobie,że nie zauważyłam tego. Postanawiam jednak mu nie przerywać.- Kiedy weszliśmy do domu, moja matka nawet się ze mną nie przywitała. Od razu zaczęła krzyczeć. Ogólnie dużo krzyczała ale sens był taki, że prędzej się mnie wyrzeknie niż pozwoli na mój związek z dziewczyna z Złożyska. Mam sobie znaleźć inną i zakończyć tą farsę albo moja noga więcej nie postanie w tym domu. Peeter mój średni brat jej w tym wtórował. Ojciec i Patrick milczeli. Poszedłem więc do swojego pokoju, spakowałem swoje rzeczy i zamieszkałem tutaj. Sam.

Najwyraźniej widzi moją minę bo szybko dodaje.

– Katniss jesteś i byłaś dla mnie wszystkim. Całym moim światem. Wybór był prosty. Wiesz tamtej nocy mój ojciec i Patrick mnie odwiedzili. Powiedzieli mi, że są ze mnie dumni, że mnie kochają. Cieszą się, że jestem z Tobą i życzą nam jak najlepiej. Tata dodał, że do jego piekarni zawsze mogę przyjść i tak też robiłem. I oto cała historia. Katniss bez względu na to co mówi i robi moja matka, Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Z Tobą chcę przeżyć życie.

No tego się nie spodziewałam. Praktycznie nigdy nie poznałam jego matki. Zaś ojciec zawsze był dla mnie miły. Ale coś takiego. Uświadamiam sobie ile on dla mnie poświęcił i jak go krzywdziłam przez ostatnie lata. Zrywam się z krzesła, podchodzę do niego. Obejmuję go . To jedyna rzecz jaką mogę w tej chwili zrobić. Jedyne co mogę zrobić dla niego. I już wiem, że nie powiem mu o Patricku, po prostu go tam zaprowadzę. Nie dopuszczę do tego by po raz kolejny dokonywał wyboru. Bo wiem, czuje instynktownie jakiego wyboru dokona. A tego chcę uniknąć. Zrobię wszystko żeby zjednoczyć to co pozostało z jego rodziny. Przytulam go mocniej do siebie i wprost do ucha mówię

– Kocham Cie

– Ja Ciebie też, nawet nie wiesz jak bardzo

– Miło to w końcu usłyszeć.

– Nie chciałem Cię naciskać.

– Myślałam, że już mnie nie kochasz, że bawisz się mną

– Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił. Gesty są ważne Katniss, nie słowa

– Słowa też są ważne, dla mnie są ważne

– Obiecuję – podnosi do góry dwa palce prawej dłoni- że od dziś aż do śmierci będę Ci codziennie powtarzał jak bardzo Cię kocham, i postaram się również okazywać Ci to na każdym kroku. Kocham Cię Katniss- wieńczy te słowa pocałunkiem

Reszta dnia aż do późnego popołudnia upłynęła nam na planowaniu naszego dalszego życia. Tego jak będziemy się dzielić domowymi obowiązkami. W sumie nasze ustalenia poprzestały na tym, że każdą chwilę chcemy spędzać razem, wszystkim się dzielić. Z drobnym wyjątkiem. Każde z nas będzie miało czas na rozwijanie swojej pasji. Ja będę polować, Peeta będzie malować. Kiedy więc rozlega się pukanie do drzwi, wszystko do kolacji jest gotowe a ona sama czeka na naszego gościa, na pięknie nakrytym przez Peetę stole. Haymitch wydaje się być zaskoczony tym wszystkim, co jednak nie zmienia jego sposobu bycia. Z kąśliwymi uwagami i wścibskimi pytaniami.

– Czyli jak to z Wami teraz jest, znowu miłość kwitnie- pyta siadając do stołu

Widzę, że Peeta chce odpowiedzieć, ale czuję, że to pytanie jest skierowane do mnie. Mówię więc

– Nareszcie miłość kwitnie. Bez względu na to jakie Ty masz zdanie na ten temat.

– W takim razie kiedy ślub

– Sądzę- mówi Peeta- że tamte zaręczyny można uznać za nieważne. Kiedy uznam to za stosowne poproszę Katniss o rękę, ona jeśli tylko taka będzie jej wola, przyjmie je. A potem się zobaczy. I to wszystko co powinieneś wiedzieć w tym temacie. W końcu mamy czas na poznanie siebie. Na nauczenie się miłości do siebie w normalnym życiu. I nikomu nic do tego. Nawet Tobie

– Dobra postawa. Nawet bardzo dobra. Ale ze względu na propozycję z jaką tu przyszedłem dość problematyczna.

– O co Tobie chodzi – pytam już lekko poirytowana

– Mam dla Was propozycję od prezydent Paylor. Dokładnie to propozycja dla Katniss, ale Twój udział Peeta również byłby znaczący

– Jaką więc propozycję ma Paylor dla Katniss – pyta Peeta

– Chce by Katniss przed całym Panem opowiedziała dlaczego zabiła Coin. – odpowiada Haymitch

– A w jaki sposób miałabym niby to zrobić?

– W ulubiony sposób Kapitolu. W wywiadzie oczywiście. Pytania zadawać będzie Caesar- wasz dobry znajomy. Chcą też jeszcze raz przegłosować kwestię ostatnich głodowych igrzysk przeznaczonych dla dzieci sami wiecie czyich.

Peeta reaguje natychmiast.

– Katniss została uniewinniona. A co do igrzysk już raz wyraziliśmy swoje zdanie. Chyba nie ma sensu tego powtarzać.

– Wiem, ale ona chce dać Katniss szansę na powiedzenie dlaczego to zrobiła. Wszyscy są tego ciekawi nawet ja, więc może warto rozważyć tą propozycję

– Pojedziemy tam- decyzję podejmuję prawie natychmiast. Powiem wszystkim co ona zrobiła mojej siostrze i reszcie tych dzieci. To była jej bomba. – obydwaj patrzą na mnie. Dociera do mnie, że oni naprawdę nie zdawali sobie z tego sprawy. A co do igrzysk dodaję głosowanie trzeba powtórzyć bo ja zmieniłam zdanie. Nie pozwolę na to barbarzyństwo po raz kolejny. A teraz jedźmy

Jemy w milczeniu. Kiedy nasze talerze są już puste( zając okazał się wyśmienity) Haymitch przerywa cisze.

– Mogę zadzwonić do Kapitolu i powiedzieć, że się zgadzacie

– Tak – odpowiadam

– Ruszamy za tydzień

– Będziemy gotowi- odpowiada mu tym razem Peeta

– Dziękuje za kolację. Była naprawdę wspaniała. Dobre rzeczy wychodzą Wam jak działacie razem, oby tak dalej. Pójdę już

– Może wybierzesz się z nami na spacer do dystryktu. Noc jest dziś taka piękna.- pytam go

Widzę jego wzrok. On już wie o co mi chodzi.

– Naprawdę chcesz jeszcze gdzieś dziś wychodzić- w głosie Peety słychać, że miał inne plany na dzisiejszy wieczór

– Och Peeta- mówi Haymitch , spacer dobrze nam wszystkim zrobi. Katniss ma rację

– Dobrze już dobrze, przyniosę nasze kurtki- i idzie w kierunku schodów. Gdy tylko jego kroki cichną Haymitch podchodzi bardzo blisko mnie, patrzy mi w oczy i bardzo cicho pyta

– Od kiedy i od kogo wiesz?

– Śliska Sae powiedziała mi dziś rano

– On nie wie

– Jeszcze nie

– Jaki masz plan

– Chcę doprowadzić do ich spotkania

– A jego zdanie

– Już raz dokonał wyboru pomiędzy swoją rodziną a mną nie chcę drugi raz do tego dopuścić

– Widzę, że wiesz więcej niż mi się wydawało

– Szkoda tylko, że nie wiem tego od Ciebie

– To on powinien Ci to powiedzieć

– I zrobił to dzisiaj

– I bardzo dobrze, a Twój plan w pełni popieram

– Dziękuje za pomoc

– Dla Ciebie, dla Was wszystko skarbie

– O czym rozmawiacie- Peeta nagle pojawia się w kuchni

– Obgadujemy Cię- mówię z uśmiechem

– A to sobie nie przeszkadzajcie- odpowiada również się uśmiechając

– To co idziemy – pyta pomagając mi założyć kurtkę

– Tak – odpowiadamy zgodnie Haymitch i ja

Noc naprawdę jest piękna. Niego usłane gwiazdami. Peeta bierze mnie za rękę i udajemy się w stronę dystryktu. Po drodze omawiamy plan naszej podróży do Kapitolu. Ale moje myśli cały czas zmierzają w innym kierunku. Zastanawiam się czy dobrze postępuje. Z zamyślenia wyrywa mnie głos Haymitcha

– Co o tym sądzisz Katniss?

Patrzę na niego pytającym wzrokiem. Próbuję dać mu do zrozumienia, że nic nie słyszałam

– Oj zakochana dziewczyno- Haymitch po raz kolejny ratuje sytuację- pytam czy chcecie gdzieś się zatrzymać w drodze powrotnej

– Może odwiedzimy Twoją mamę – co Ty na to kochanie- pyta Peeta

– To świetny pomysł. Dziękuje- odpowiadam i mocniej się do niego przytulam

Jesteśmy już prawie na głównym placu miasteczka.

– To ja pójdę poszukać, może znajdę tu gdzieś odrobinę likieru, dobrej nocy – mówi Haymitch i odchodzi

– Dobranoc – odpowiadamy

– To co wracamy do domu

– Nie choć zobaczymy w jakim stanie są obecnie nasze domy rodzinne, zacznijmy od Twojego – i ciągnę go w kierunku piekarni.

– Nie wiem czy to jest dobry pomysł

– No chodź zobaczymy tylko i wracamy, obiecuję- uśmiecham się przymilnie i wydaje się, że Peeta rozumie, że nie ma za bardzo wyboru idzie więc za mną delikatnie się ociągając.

Dochodzimy do ruin piekarni. Widzę, że jest dokładnie w takim samym stanie jak wtedy, gdy widziałam ją po raz ostatni. Wchodzę ostrożnie do środka. Peeta cały czas idzie za mną trzymając moją dłoń. Dochodzimy aż do tylnych drzwi po których pozostały tylko zgliszcza.

– Musieli mieć straszną śmierć

– Przepraszam. Nie pomyślałam. Peeta ja

– Nic się nie stało kochanie- przerywa mi- po prostu jeszcze tu nie byłem, nie wiedziałem, że to jest w aż tak złym stanie

Stoimy w mroku. Daleko od głównego wejścia. Nagle słyszymy czyjeś kroki. Peeta chce biec by powstrzymać intruza. Przytrzymuję go jednak mocno. Prawie przyklejam się do jego ciała i najciszej jak tylko potrafię mówię

– Przepraszam. Nie wiedziałam jak Ci to powiedzieć.

– Co powiedzieć?

Naszą rozmowę przerywa dźwięk czyjegoś płaczu. I czyjeś kroki. O wiele delikatniejsze niż poprzednio

– Witaj- obydwoje rozpoznajemy ten głos. Znamy go ze szkoły. To dziewczyna ze Złożyska starsza od nas zaledwie o parę lat. Mieszkała kilka domów dalej.

– Cześć- od razu rozpoznaję głos Patricka, Peeta również. Cały sztywnieje, wyrywa się. Mocno go jednak przytrzymuję

– Poczekajmy chwilę, posłuchajmy proszę. Peeta zostaje tam gdzie stał. Tylko mocniej chwyta mnie za rękę.

– Jak tam tata i Peeter- po tych słowach dziewczyny nie jestem w stanie utrzymać Peety podchodzimy bliżej i ona nas zauważa, bardzo delikatnym gestem głowy powstrzymuje nas przed dalszymi krokami

– Coraz gorzej- odpowiada Patrick- mówię matce, że dłużej tak nie możemy, że trzeba im pomóc. Ale ona jest tak strasznie uparta. Ciągle powtarza, że nie pójdzie po pomoc ani do niej ani tym bardziej do jej matki. Jak można być tak zawziętym. Wyrzec się jednego syna, poświęcać życie drugiego i męża i to wszystko z nienawiści do jednej kobiety

– O czym ty mówisz

– O mojej matce i matce Katniss- mój ojciec kiedyś

– Wiem, znam tą historię, ale nie rozumiem dlaczego Ty sam do niego nie pójdziesz, czemu jej się nie sprzeciwisz, to w końcu Twój brat

– I co mam mu niby powiedzieć- witaj braciszku uciekliśmy, żyjemy ale matka nie zmieniła zdania co do Ciebie- jestem tchórzem nie to co Peeta

– A co byś mu tak naprawdę powiedział gdyby to on nie ja tu stał teraz przed Tobą. Co Ci mówi serce Patricku?

Przez chwilę panuje przenikliwa cisza po czym Patrick odpowiada

– Powiedział bym Mu, że jestem z niego bardzo dumny, i że bardzo go kocham. Wiem, że matka się myli co do Katniss. Ona nie jest plebsem ze Złożyska( Peeta mocniej ściska moją rękę), jest wspaniała. Uratowała go tyle razy i on ją ratował za każdym razem. Taka miłość bardzo rzadko się zdarza. Wiesz widziałem ich wczoraj. Byli nad jeziorem koło chaty, w której mieszkamy (uścisk Peety jest jeszcze mocniejszy), nawet sobie nie wyobrażasz jak miło jest na nich popatrzeć. Każdy ich gest, uśmiech, spojrzenie przepełnione jest miłością. W sumie to jej też bym miał coś do powiedzenia

– Słucham więc- znowu moje usta mówią coś czego jeszcze nie zdążyłam do końca przemyśleć

Peeta pozostaje w mroku. Za to Patrick zrywa się, ze swojego miejsca. Patrzy na mnie tak jak by nie wierzył, że to ja i w końcu mówi

– Witaj w rodzinie Katniss, to zaszczyt mieć tak wspaniałą bratową

Uśmiecham się najserdeczniej jak potrafię

– Dziękuje, cieszę się że żyjesz – po czym zwracam się do dziewczyny

– Chodźmy stąd. Ktoś tu musi sobie wiele wyjaśnić- Patrick patrzy na mnie zaskoczony. Peeta wyłania się z mroku, uśmiecham się więc do niego i mówię

– Kochanie, czekamy na Was na zewnątrz nie musicie się spieszyć- biorę dziewczynę za łokieć i wyprowadzam z gruzów piekarni. Pozostawiając braci samych.

Poproszę o jakieś komentarze od osób czytających:)

3: Nowe życie

Otwieram oczy. Za oknem słońce dopiero wstaje. Jestem zdziwiona, że pomimo tak wczesnej pory jestem w pełni wyspana. Uświadamiam sobie, że to pierwsza od dawna noc bez koszmarów. Bez powrotu na arenę. Patrzę na śpiącego obok mnie Peetę. Śpi tak spokojnie. Przez głowę przelatują mi obrazy wczorajszej nocy. Kiedy Peeta wyszedł z łazienki, podszedł do mnie i od tyłu przytulił. Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do łóżka, chciałam go ogrzać. Był taki zmarznięty. Gdy już leżeliśmy przytuleni zadaję pytanie

– Dlaczego jesteś taki zimny skoro przed chwilą wyszedłeś z gorącej kąpieli?

– Kubeł zimnej wody- odpowiada i wybucha śmiechem

Zupełnie nie rozumiem co ma na myśli. Wyraz mojej twarzy musiał to zdradzać, ponieważ Peeta dodaje

– Kiedy mieszkałem z rodzicami, zawsze kiedy byłem czymś za bardzo podnie… podekscytowany, mama kazała mi wkładać głowę pod kran z zimną wodą. Byłaby ze mnie dumna, że tak dobrze mnie wychowała- nadal stosuje się do jej poleceń. 

Po tych słowach oboje wybuchamy śmiechem. Przytulam się do niego bardziej i nawet nie wiem kiedy zasypiam. 

Uśmiecham się do tych wspomnień. To był cudowny dzień. Dzień z Peetą, jego dotykiem, pocałunkami i wyznaniami. I nagle to sobie uświadamiam. Wczoraj przez cały dzień Peeta ani razu nie powiedział mi, że mnie kocha. Ale za nim mam czas poważniej się nad tym zastanowić, Peeta się porusza. Spoglądam na niego. Choć ma nadal zamknięte oczy jego twarz budzi mój niepokój. Wykrzywia się w wyrazie bólu i coś szepcze. Na początku nie jestem w stanie zrozumieć sensu wypowiadanych przez niego słów. Dopiero kiedy dokładnie się w nie wsłuchuje, zaczynam je rozumieć i tym bardziej mnie przerażają. Peeta szepcze

– Nie, tylko nie ona, zostawcie ją. Błagam tylko nie Katniss. 

Reaguję natychmiast. Siadam na nim i próbuję go obudzić. Co wcale nie jest takie łatwe. Jego ciało reaguje tak jak bym to ja była jego wrogiem. Mocno przyciskam jego nadgarstki do łóżka i prawie krzyczę mu do ucha. 

– Peeta obudź się, Peeta to tylko sen. Peeta jestem tu, nic mi nie jest. Zawsze będę przy Tobie

Nagle otwiera oczy. Widzę w nich jeszcze przez chwilę strach. Patrzy na mnie. Nadal jest nieobecny. Puszczam więc jego ręce, przywieram do niego całym ciałem i prosto do ucha wypowiadam słowa, którymi usypiał mnie tak wiele razy

– Zawsze. Zawsze będę przy Tobie.- Nie pozbędziesz się mnie tak szybko. 

Jego ręce mnie otulają. 

Kiedy jego oddech się uspokaja. Delikatnie odsuwam się od niego. Siadam obok. Delikatnie głaszczę go po głowie. Nie wiem co powiedzieć. To on zawsze był w tym lepszy. To on zawsze wie co i kiedy powiedzieć. On nie ja. Cisza mnie przytłacza. Robię więc jedyną rzecz, która teraz przychodzi mi do głowy. Nachylam się i całuję go w usta. Odwzajemnia pocałunek. Delikatnie mnie do siebie przytula. 

– Wiesz- mówi w końcu- wcale nie mam zamiaru się Ciebie pozbywać, a to zawsze bardzo mi się podoba – i uśmiecha się tym swoim ciepłym uśmiechem

– A teraz jak już nie śpimy to może odpowiesz mi na parę pytań? -mówi po chwili

– Może, zależy jakie to pytania

– Jak się spało?

– Mnie cudownie, zero koszmarów, czego niestety nie można powiedzieć o Tobie

Nic na to nie odpowiada. Tylko kiwa głową. Po czym zadaje kolejne pytanie

– Co jemy na śniadanie jajecznice czy tosty

– Wiesz, może jajecznice. Tak mam ochotę na jajka. A Ty?

– Jajka są dobre. Katniss tylko jest jeden mały problem

– Po za tym, że nie umiem gotować. Jaki?

– Nie mam jajek- i zaczyna się głośno śmiać, a ja razem z nim

– To chodźmy do mnie, śliska Sue na pewno coś przygotowała. Potem zapytam ją co mam zrobić z tym nieszczęsnym zającem na kolacje

– To idź pierwsza, ja dołączę jak tylko się ubiorę.

Wstaję z łóżka. Zakładam szlafrok i chcę wyjść. Jednak ręka Peety mnie powstrzymuje. Sadza mnie sobie na kolanach i mówi

– A gdzie całus na do widzenia 

Całuje go więc w czoło.

– Pospiesz się , bo jestem już głodna

– Dobrze, ostatnie pytanie i możesz iść. 

– Co to za pytanie?

– Zamieszkasz ze mną ?

Zaskakuje mnie. Lekkość tego pytania w jego ustach. Zadał je, takim samym tonem jak to co chcę jeść na śniadanie. I nagle to do mnie dociera. Kocham go, chcę codziennie zasypiać i budzić się w jego ramionach. Gdzie czuję się bezpieczna. Chcę nocy bez koszmarów. Chcę z nim zamieszkać. Odpowiadam tylko.

– Tak

Jego usta natychmiast dotykają moich. 

Kiedy otwieram drzwi do mojego domu z kuchni dobiega wołaniu Sae.

– I co upolowałaś coś? Zaraz po głosie pojawia się sama Sae. Patrzy na mnie, a wyraz jej twarzy zdradza wielkie zaskoczenie. 

– Zrobiłaś może jakieś śniadanie? pytam ją, ton mojego głosu zaskakuje mnie samą, jest bardzo nieśmiały, zupełnie jak bym miała znów 12 lat

– Zrobiłam- cały czas świdruje mnie oczami

– A dało by się troszkę więcej Peeta zaraz do nas dołączy. 

– Dało by się troszkę więcej. – Jej wzrok mnie przeszywa. Nie mam pojęcia co sobie teraz myśli. Może obwinia mnie za to, że wybrałam Peetę zamiast Gale. 

– Idź się ubierz, wątpię żeby Peeta przyszedł na śniadanie w szlafroku. 

Kieruję się w stronę schodów i po raz kolejny dobiega mnie jej głos

– Dobrze wybrałaś Katniss, już się bałam, że straciłaś resztkę rozumu. 

Kiedy schodzę na dół ubrana Peeta siedzi już przy stole przed talerzem parującej jajecznicy. Uśmiecha się do mnie. Sae stawia przede mną talerz. 

– A czemu Pani z nami nie je? Pytanie Peety przerywa kłopotliwą ciszę. – Mamy do Pani z Katniss pytanie dotyczące pewnego nieszczęsnego zająca i o wiele lepiej będzie nam się rozmawiać z pełnymi żołądkami. 

– Ja już jadłam. Dziękuję. Ale o co właściwie chodzi z tym zającem

Peeta w kilku słowach opisuje jej nasze wieczorne plany a Sue z głowy podaje przepis na zająca. Kiedy na naszych talerzach nie pozostaje nawet najmniejszy ślad po śniadaniu, Sue pyta.

– Panie Mellark, czy mogę założyć, że zaopiekuje się Pan Katniss.

– Mam na imię Peeta, i tak zaopiekuje się nią z największą przyjemnością

– To dobrze. Bo bardzo bym chciała wrócić do interesu, który wcześniej prowadziłam. A ze względu na obietnicę daną matce Katniss, nie bardzo mogłam sobie na to pozwolić.

A więc to tak. Mama sama nie dała rady się mną zaopiekować, nie w tym domu, nie po śmierci Prim. Tylko dlaczego nikt mi tego nie powiedział. 

– Sae, dziękuje Ci bardzo, za to co dla mnie zrobiłaś. Teraz się przeprowadzam. Zaczynam nowe życie. A Tobie,życzę powodzenia w interesach. I mam nadzieję, że będziemy mogli Cię z Peetą odwiedzać i dla odmiany zjeść coś dobrego. Bo wiesz będę teraz się uczyć gotować i może być różnie. 

– Katniss to chyba najlepsza Twoja decyzja od dawna, a gotowanie nie jest takie trudne, przyjdź do mnie jutro to dam Ci parę książek mojej matki będzie Ci łatwiej- odpowiada i zbiera się do wyjścia.

Kiedy odprowadzam ją do drzwi. Prosi bym na chwilę z nią wyszła. Po tym co mi mówi, wiem,że wszystko się zmieni. Zmieni się w życiu Peety.