świątecznie

Kochani. Z okazji nieuchronnie zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam aby ten czas upłynął Wam w rodzinnej atmosferze. Abyście spędzili niezapomniane chwile w towarzystwie Waszych bliskich, przyjaciół i rodziny. Najedzcie się do syta, odeśpijcie wszystkie zarwane noce. Cieszcie się zasłużonym odpoczynkiem. A zaraz po świętach zapraszam do czytania i komentowania.

 


I tak w gwoli wyjaśnienia dla niecierpliwych po świętach oznacza w sobotę:) 

11: Lista poległych

Siedzę oparta plecami o Peetę. I delektuję się tym przyjemnym uczuciem w żołądku. Uczuciem sytości po wyśmienitym posiłku. Gęś autorstwa Pani Mellark podana z pieczonymi ziemniakami i zielonym groszkiem, okazała się wyborna. Choć słowo wyborna to stanowczo za mało. Pomimo tego, że bardzo chciałam pomóc w przygotowaniach w obiedzie, Pani Mellark wygoniła mnie z kuchni.

– Lepiej idź, pobądź z moimi synami. Dla każdego z nich znaczysz bardzo wiele.

– Co Pani ma na myśli

– Och Katniss, dla mojego męża jesteś wymarzoną córką, dla Patricka przyjaciółką służącą radą i wspierającą w kłopotach- robię dziwną minę ponieważ w ogóle nie wiem o co jej chodzi, musi to zauważać ponieważ kontynuuje- a co może to ja dałam mu pierścionek? Dla Peetera jesteś starszą siostrą, wiesz wydaje mi się, że Ty chyba naprawdę go rozumiesz. Rozumiesz, że w ciele dorosłego mężczyzny siedzi ukryte dziecko. Bardzo podoba mi się to jak go traktujesz. A jeśli chodzi o Peetę to obie dobrze wiemy jak jesteś dla niego ważna. A teraz idź do nich. No już uciekaj- i macha na mnie ścierką zupełnie jak dziś rano na Patricka.

Moje rozmyślania przerywa Haymitch

– No gołąbeczki, chyba pora omówić szczegóły waszego wyjazdu

– Jakiego wyjazdu- zza gazety wysuwa się głowa Pana Mellark, a Peeter przestaje się bujać na krześle

-Nic Im nie powiedzieliście?

– Jakoś nie było okazji- odpowiada Peeta- za parę dni ja i Katniss musimy wyjechać na parę dni. Mamy parę spraw do załatwienia w Kapitolu, a potem jedziemy odwiedzić Panią Everdeen, a potem- zaskakuje mnie to, że patrzy na Haymitcha

– Macie zgodę, ale do Was należy decyzja czy będzie to wizyta oficjalna czy raczej nie

– A czy mogę się dowiedzieć o czym Wy mówicie- warczę na nich

– Potem Ci powiem- odpowiada Peeta i jego słowa wywołują we mnie gniew. Ostatnio wszystko co kończy zdaniem – opowiem Ci potem- kończy się tak, że nie opowiada mi niczego. Ale nie tym razem

– Żadne potem, teraz- mówię z naciskiem

– To może my wyjdziemy- naszą rozmowę przerywa Pan Mellark

– Nie tato, to my wyjdziemy- chodźmy – zwraca się do nas.

Idziemy do pracowni Peety. Zamykamy za sobą drzwi.

– Co Wy kombinujecie, jakie oficjalne albo nie oficjalne wizyty macie na myśli.

– Ty Jej powiedz- zwraca się Haymitch do Peety- to był Twój pomysł

– Katniss- ton głosu Peety jest bardzo opanowany i już wiem, że ma zamiar powiedzieć mi coś co może mi się nie spodobać- chciałem dotrzymać obietnicy danej w jedenastym dystrykcie i chciałbym tam pojechać

Jak mogłam o tym zapomnieć. Jak mogłam zapomnieć o Rue i Thresh. Oni ocalili mi życie a ja o nich zapomniałam. Peeta nie. Tylko ja

– To będzie nieoficjalna wizyta. Haymitch masz jakiś pomysł na to jak można się skontaktować z ich rodzinami i poprosić o spotkanie?

– Chyba tylko przez ich burmistrza, wątpię by mieli w domu telefony

Peeta bierze mnie za rękę.

– Nie gniewasz się na mnie za to, że

– Ty się mnie pytasz czy ja się gniewam za to, że zorganizowałeś spotkanie z rodzinami ludzi, którzy uratowali mi życie. Pytasz mnie czy mam Ci za złe to, że pamiętasz o tym o czym ja powinnam pamiętać? Peeta porozmawiamy na ten temat później- kończę stanowczym głosem

– Mam się spodziewać kary czy nagrody

– Nagrody- odpowiadam już z uśmiechem

– A, to porozmawiamy później- i też się usmiecha

– GOŁABECZKI

– Już , już jaki jest plan wizyty- zagaduje Peeta z usmiechem

– Nie plan wizyty a harmonogram, spodoba Wam się- i po jego minie już wiem, jeszcze za nim zaczyna czytać, że nam się nie spodoba

– W czwartek ruszamy o 12. Punktualnie. W Kapitolu macie czas na rozpakowanie się i przygotowanie do kolacji. O 18 jecie ja z Paylor, Beetee i oczywiście Johanną.- Uśmiecha się zupełnie jak my. Tęsknie za nią.- Potem wracacie na noc. W piątek o 19 masz wywiad Katniss do tego czasu macie czas wolny- ale oczywiście musicie tam być jakąś godzinę wcześniej, żeby się przygotować. Po wywiadzie wolne. W sobotę w samo południe głosowanie i możecie lecieć do czwórki. Ale proszę Was o jedno. W swoim czasie wolnym uwzględnijcie czas na jedno ważne spotkanie. Moim zdaniem po tym wszystkim co dla Was zrobiła, bez względu na to jaka była należy jej się to

– Effie- mówimy jednoczesnie

– Dokładnie

– To ona nie będzie na nas czekać- pyta zaskoczony Peeta wypowiadając na głos moje wątpliwości

– Nie została o to poproszona, jest jak by to powiedzieć. Jest teraz traktowana jak relikt przeszłości. Ja też powinienem być tak postrzegany, ale dzięki Wam nie jestem.

– Nie rozumiem- mówię patrząc na niego

– Ja też- dodaje Peeta

– Bo ja pozwoliłem sobie na pewne nadużycie, które nowe władze Kapitolu jakoś przełknęły

– Jakie nadużycie- zadaje pytanie Peeta jednocześnie siadając na krześle i ciągnąc mnie na swoje kolana- dopiero teraz orientuję się, że całą rozmowę przeprowadzamy na stojąco

Haymitch siada i kontynuuje swoją wypowiedź

– Powiedziałem w Kapitolu, że po tym ile przeszliście przez ostatnie dwa lata, nie chcecie być niepokojeni, i w związku z tym wszystko co Kapitol chce od Was ma być najpierw przekazywane mnie a jak jeśli uznam to za stosowne przekażę Wam. Podałem się za takiego jak by Waszego rzecznika

– Powinniśmy być na Ciebie źli, wiesz o tym prawda- odpowiada mu Peeta, ale wiesz też, że nie jesteśmy. Jeśli o mnie chodzi to możesz być naszym jak to powiedziałeś rzecznikiem -o ile nie zażyczysz sobie za to zbyt wysokiego wynagrodzenie- dodaje już z uśmiechem

– Przyjmuję zapłatę w obiadach i kolacjach

– W takim razie- mówię podając mu rękę- mamy umowę rzeczniku

– To ile było tych rzeczy niegodnych naszej uwagi- Peeta patrzy na niego

– Peeta, jak sam powiedziałeś to nie było godne Waszej uwagi- odpowiada mu z uśmiechem

– No dobrze. A czy wiadomo coś w jakim stylu ma być prowadzony wywiad- zadaje w końcu to pytanie, które mnie najbardziej męczy

– No właśnie. Tu muszę się pochwalić. Używając tylko mnie znanych znajomości, udało mi się uzyskać zgodę na autoryzację pytań

– Na co- nie rozumiem co do mnie mówi

– Jak już będziemy w poduszkowcu, to przedstawią nam spis pytań, które Caeser będzie chciał Ci zadać, powiesz, na które chcesz odpowiedzieć i on zada tylko te. Będziesz mogła przygotować sobie odpowiedzi.

– To mi się podoba, czyj to pomysł?

– Plutarch- on Cię naprawdę lubi- odpowiada mi Haymitch z uśmiechem

– A co ze mną- widać Peeta chce poznać swoją rolę w całym przedsięwzięciu

– Plutarch zadecydował, że tylko Katniss będzie odpowiadać na pytania

– Rozumiem, gdzie ja w tym czasie będę

– Albo na widowni, albo co od paru dni próbuję załatwić, tuż za sceną. Chcę byśmy obaj byli w pogotowiu. Tak na wszelki wypadek.

– To przestań próbować to załatwić, tylko to zrób. Coś czuję, że

– Wiem co masz na myśli przerywa mu Haymitch, jak też mam takie przeczucie

– O czym Wy znowu mówicie- jestem już naprawdę porządnie wkurzona tym, że rozmawiają tak jak by mnie tutaj nie było

– Skarbie, chodzi o to- odpowiada mi Haymitch, że chcemy byś czuła się bezpiecznie i

– I to, że chcę być jak najbliżej Ciebie jak będziesz mnie potrzebować

Czyli zdają sobie sprawę z tego, że to będzie najtrudniejszy wywiad w moim życiu. I chcą i Peeta chce bym mogła w razie potrzeby schować się przed światem w jego ramionach. Jestem mu tak wdzięczna, że bez zastanowienia go całuję. On go odwzajemnia.

-GOŁĄBECZKI-bo będę zmuszony zmienić zdanie i oddzielić Was od siebie jakimś murem- mówi patrząc na nas tak jak by był bardzo szczęśliwy. Jak by to, że tak bardzo się kochamy sprawiało mu naprawdę wielką frajdę.

– Mówiłeś- zwracam się do niego- że Effie nie została poproszona o udział w tym całym zamieszaniu- macham niedbale ręką- a gdyby została o to poproszona?

– No gdyby została oficjalnie poproszona i by się oficjalnie zgodziła to oficjalnie mogło by tak być. Na wszelki oficjalny wypadek przygotowałem Wam tutaj numer do niej- i z uśmiechem kładzie na stole kartę z numerem telefonu- to mądra decyzja skarbie.

– No to teraz musimy wykonać parę oficjalnych telefonów- mówi Peeta, czy może jednak poczekamy z tym do jutra- pyta patrząc na mnie

– Wiem, że dziś jest niedziela- mówi Haymitch, ale nikt nie będzie miał Wam za złe. Wasze nazwiska wiele znaczą. Nawet nie wiecie jak wiele. Numer do burmistrza jedenastki dostaniecie na pewno od Effie. I proponuje też skontaktować się z Waszymi stylistami. W coś musicie się ubrać- po tych słowach chce wyjść, ale złość jaka we mnie wezbrała, musi znaleźć swoje ujście natychmiast

– Chyba zapomniałeś, że mój stylista nie żyje. Został zakatowany- krzyczę na niego

Zapada kłopotliwa cisza. Peeta obejmuje mnie mocniej.

– A Haymitch powiedz mi czy coś lub ktoś zagraża życiu naszemu i naszych rodzin- Peeta patrzy wyzywająco na Haymitcha

– Nie. Na pewno nie

– To czy w takim razie Kapitol jest gotowy na poznanie prawdziwej Katniss. Rozumiesz. W warkoczu, skórzanej kurtce, spodniach i myśliwskich butach. Czy są gotowi na poznanie mojej Katniss, naszej Katniss

– Nie przekonamy się do czasu kiedy tego nie zrobimy. A pomysł jest niezły. Czyli co zero stylizacji, zero makijażu. Tylko Wy?

– Tak bym to widział.

– Zgoda. Jakoś to załatwię. Ale obawiam się, że na kolację z Plutarch będziecie musieli jednak włożyć coś … odpowiedniego

– Jakoś sobie z tym poradzimy

– W takim razie, zgoda. Do jutra

– Haymitch- tym razem mówię do niego ja. Ponieważ cały czas jeszcze do mnie nie dociera, co właśnie zrobił dla mnie Peeta. Właśnie załatwił mi możliwość bycia sobą. I teraz już wiem, że ten wywiad będzie o choć trochę łatwiejszy. Tylko skąd ja wezmę coś odpowiedniego na tą przeklętą kolację- kolacja o 18. Czekamy na Ciebie

– Będę na pewno- mówiąc to zamyka za sobą drzwi.

Rzucam się Peecie na szyję.

– Dziękuję

– Za co

– Za to, że nie muszę zakładać tych idiotycznych ciuchów

– Zrobiłem to też dla siebie

– Jak to

– Wolę Cię taką. Nie mówię, że w sukniach od Cinna wyglądałaś źle, bo wyglądałaś olśniewająco, ale chodzi mi o to, że wolę jak jesteś sobą, taką jaką Cię kocham.

Do kilku minutowej przerwie, w czasie której starałam się choć troszkę podziękować Peeta za to co dziś robił i mówił pora na pierwszy telefon. Bardzo się stresuję. Ponieważ wiem, że Effie może mieć do nas żal, za to, że ją tak porzuciliśmy.

– Może razem z nią porozmawiamy.

– To Ty Katniss powinnaś z nią porozmawiać, ale możesz dać telefon na głośnik w razie potrzeby będę interweniował.

Wybieram więc numer i czekamy na połączenie.

– Tak, słucham

– Witaj Effie, jak się masz

– Hallo, kto mówi

– Nie poznajesz mnie, to ja Katniss

Po drugiej stronie słuchawki zapada cisza, bardzo długa i przejmująca cisza. Patrzę na Peete z nadzieją, że jakoś mi pomorze. I pomaga

– Effie, jesteś tam. Cześć to ja Peeta, mamy do Ciebie z Katnisss prośbę. Dużą prośbę. Potrzebujemy Twojej pomocy.

– Ja mam Wam w czymś pomóc, ja?

W mig rozumiem plan Peety więc mogę już sama kontynuować

– No a kto jak nie Ty. Effie przylatujemy w czwartek do Kapitolu. Mamy masę obowiązków, bez Ciebie sobie nie poradzimy. Effie ratuj- to ostatnie wypowiadamy jednocześnie.

– No skoro tak prosicie, no cóż będę musiała chyba zmienić moje plany na czwartkowy wieczór, co macie w planie

– Effie, musisz iść z nami na tą kolację. Musisz- mówi Peeta i wiem, że gdyby Effie go teraz widziała obraziła by się na niego śmiertelnie. Prawie dławi się ze śmiechu. Ale obydwoje wiemy, że to jedyny i najlepszy sposób na Effie

– No dobrze, już dobrze pójdę skoro tak prosicie. Gdzie ta kolacja

– W pałacu prezydenckim- odpowiadamy jednocześnie – i próbujemy zdławić śmiech. Bo oczami wyobraźni widzę minę Effie i ledwo powstrzymuję się od wybuchu śmiechu. Peeta również

– Rozumiem, gdzie mam być i o której

I wtedy w głowie rodzi mi się chytry plan, ale w mojej ocenie procentujący w przyszłości

– To ty nie wiesz, Haymitch do Ciebie nie dzwonił. Peeta słyszysz On Jej nie powiedział. No normalnie go zabiję

– A niech ja go dorwę w moje ręce, to sobie popamięta. Żeby Ci nie przekazać, że chcemy żebyś dla nas pracować jako nasza mentorka od dobrych manier i tej całej reszty, no nie wierzę.

I chyba tylko na potrzeby głośnika w telefonie wstaje i otwiera drzwi, po czym głośno je zamyka zostając nadal w pokoju. Teraz klęczy na podłodze krztusząc się ze śmiechu i macha do mnie ręką bym kontynuowała

– No masz Ci los- mówię- i poszedł pewnie go zabije. I dobrze. To niedopuszczalne, żeby nic Ci nie powiedzieć. No niedopuszczalne.

– Och Katniss idź ratuj go, ja mu wybaczam, może zapomniał. Ja z największą przyjemnością zostanę waszą mentorką. Nawet za darmo dla Was wszystko. Co tam u Was

– Effie, jak się spotkamy to sama zobaczysz. Będziesz zaskoczona. A teraz mam prośbę, masz może numer do burmistrza jedenastego dystryktu. Potrzebujemy go

– Mam oczywiście, że mam, poczekaj chwilkę

Po krótkich poszukiwaniach podaje mi numer i się żegnamy. Ona zaś obiecuje zadzwonić do Haymitcha i poznać wszystkie szczegóły naszego pobytu w Kapitolu. Kiedy odkładam słuchawkę pyta już na tyle się uspokoił, że jest w stanie normalnie mówić, choć na policzkach nadal ma ślady po łzach.

– To nam się dostanie od Haymitcha.

– Dostanie się, no cóż jakoś to przeżyjemy. To co dzwonimy?

– Dzwonimy

Ponownie jak poprzednio wybieramy numer i przy włączonym głośniku czekamy na to jak burmistrz odbierze telefon

– Halo

– Dzień dobry, z tej strony Katniss Everdeen czy rozmawiam z burmistrzem

– Tak witam Panią, miło Panią słyszeć, w czym mogę pomóc

– No właśnie może Pan, musimy się skontaktować z rodziną Rue i Thresh, czy mógłby Pan kogoś po nich posłać. Musimy z nimi porozmawiać najlepiej od razu

– No wie Pani, dziś niedziela, nie chcę nikomu przeszkadzać, może umówmy się na inny dzień

– Jak Pan sądzi- wtrąca się Peeta- czy jeżeli ta rozmowa mogła by poczekać to naciskalibyśmy na rozmowę dzisiaj- jego głos jest tak stanowczy i opanowany, że prawię go nie poznaję

– Nie Panie Mellark

– No własnie, więc ile czasu potrzebuje na sprowadzenie do telefonu ojca Rue i babki lub siostry Thresha?

– Powiedzmy godzinę

– Dobrze ma pan trzy kwadranse, za tyle zadzwonimy ponownie. A i jeszcze jedno bardzo proszę, też o przygotowanie nazwisk osób, które zostały zastrzelone na placu w czasie naszej ostatniej wizyty w Pana dystrykcie

-Panie Mellark- to już chyba lekka przesada

– Panie burmistrzu powiem tak- głos Peety jest teraz już nie tylko stanowczy ale także poirytowany i zdaje się,że burmistrz ma tego świadomość- i tak dostaniemy od Pana te nazwiska. Chodzi tylko o różnicę w czasie i ilości telefonów.

– Co ma Pan na myśli- głos burmistrza robi się niepewny

– Na razie proszę ja, chyba nie chce Pan by w moim imieniu prosił o to Kapitol

– Za 45 minut lista będzie gotowa, a reprezentanci rodzin naszych poległych trybutów z 74 igrzysk będą czekać na telefon od Państwa

– W takim razie do usłyszenia – mówi Peeta i odkłada słuchawkę

– I co teraz- pytam go

– Teraz czekamy

10: Krzyki o poranku

Tym razem krótko, wątek poboczny. Jutro obiecuję wstawić jeszcze jedną długą notkę.

—–

Peeta gasi światło i otwiera okno. Idzie w stronę łóżka na, na którym ja zdążyłam się już wygodnie rozłożyć. Zatrzymuje się jednak

– Pójdę jeszcze tylko na chwilę do toalety, poczekaj tu na mnie, nigdzie nie odchodź, mamy rozmowę do dokończenia

– Nie gadaj tyle tylko się pospiesz- odpowiadam mu z uśmiechem

Otwieram oczy i zastanawiam się po co Peeta zapalił światło. I odpowiedź przychodzi sama. To nie światło, to słońce wdziera się przez okna do naszej sypialni. Peeta śpi obok. Musiałam wczoraj zasnąć. Ciekawe czy to ja byłam taka zmęczona czy raczej Peeta tak długo nie wracał. Muszę go o to zapytać. Przybliżam się do jego ust

– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Krzyk dobiega z dołu. Wyskakuję z łóżka. Biegnę najszybciej jak mogę na dół. Coś w tym krzyku było tak przerażającego, że wiem, że nie mogę czekać. Słyszę za sobą równie szybkie kroki Peety. Rozpoznaję, od razu, że to on. Wbiegam do salonu. Peeta przybiega dokładnie dwie sekundy za mną. To zaskakujące jak szybko zajęło mu obudzenie się. To jest chyba jedyna dobra nauka z areny. Potrafimy instynktownie reagować na zagrożenie.

W salonie Peeter siedzi na łóżku. I przeraźliwie wrzeszczy. Nagle nas zauważa. Milknie. Ale tylko na chwilę

– AAAAAAAAA, morderczyni, AAAAAAAAAAA, Ty nie żyjesz, AAAAAAAAAAAA RATUNKU

– Peeter- bardzo spokojnym głosem mówi do Niego Peeta zbliżając się bardzo powoli, Peeter to ja

– NIE, NIE, TY NIE ŻYJESZ, JESTEŚ DUCHEM, ONA CIĘ ZABIŁA, ZOSTAWCIE MNIE, ZOSTAWCIE JA NIE CHCĘ UMIERAĆ

Peeta się cofa. Podchodzi do mnie.

– Masz jakiś pomysł- nim mam czas odpowiedzieć do salonu wchodzi Patrick

– Peeter, zamknij się do cholery

Peeter milknie. Ale jego usta wciąż bezgłośnie powtarzają

– On nie żyje, on nie żyje

Patrick odwraca się w naszą stronę i bardzo cicho mówi

– Jak w domu, tak jak z mrówkami z pod łóżka

– Rozumiem -uśmiecha się Peeta i widząc moją zaskoczoną twarz dodaje- opowiem Ci to całkiem dobra historia

Patrick podchodzi do Peetera i zaczyna mówić

– Peeter ile duchów w życiu widziałeś

– Jego- odpowiada wskazując palcem na Peetę

– A poza nim

– Ją

– Patrick to nie ma sensu – mówi Peeta i jednym szybkim susem doskakuje do Peetera i łapie go za rękę

– Czujesz to?

Peeter kiwa głową.

– A powinieneś?- co pisali w tych Twoich książkach, powinieneś czy nie

– Nie- odpowiada bardzo cichym głosem

– Czyli jestem duchem czy nie jestem

– Jesteś, ona Cię zabiła

Wybucham śmiechem. Komizm tej sytuacji jednak mnie przeraża. Peeta chodzi w kółko po salonie z rękami na głowie powtarzając, mam braci idiotów, no normalnie idiotów. Patrick próbuje zdusić uśmiech.Widać jego też bawi ta sytuacja.

I nagle to do mnie dochodzi. Przecież Peeter przez parę dni był nieprzytomny. I nagle budzi się w obcym domu, w obcym łóżku. I kiedy wzywa pomocy w jedyny możliwy sposób przy jego chorej nodze, na ratunek przybiega mu zmarły brat i jego morderczyni. Tylko czemu on myśli, że to ja go zabiłam?

– Peeter, przysiadam na łóżku koło niego. Ze strachem wymalowanym na twarzy prawie zapada się w kanapę. Peeter, zraniłeś się w nogę pamiętasz

– Tak- jego głos nadal jest bardzo przerażony

– I straciłeś przytomność, bo wdało się zakażenie i dostałeś wysokiej gorączki.  Wtedy przenieśliśmy Cię tutaj. To dom Peety. A dokładnie jego salon. Są tutaj też Twoi rodzice. A Peeta żyje, nie zabiłam go. Nigdy nie przeszło mi to nawet przez myśl.

– Ale ten strażnik powiedział, że Peeta nie żyje. I, że my też umarliśmy- jego wypowiedz bardzo mi pomaga, i Peeta też to wie, bo siada koło mnie i zaczyna do niego mówić

– Czyli Ty też nie żyjesz?

– Nie, ja żyje, przecież tu siedzę- mówi już pewniejszym, ale nadal bardzo cichym głosem

– Ja też- odpowiada mu z uśmiechem Peeta

To wredne, ale wydaje mi się, że jemu myślenie sprawia ból. Mam nadzieję, że to skutek leków. W końcu odpowiada

– Czyli ty żyjesz?

Peeta spogląda na mnie tak, jak by zupełnie ta sama myśl co mnie chodziła mu po głowie. Zastanawia się co mu odpowiedzieć. Ale na szczęście ktoś robi to za mnie. Ktoś robi to za nas

– Synu. Ty żyjesz. Peeta żyje. Wszyscy żyjemy. Rozumiesz co do Ciebie mówię?- głos matki Peety jest bardzo stanowczy. I poirytowany

– Tak mamo rozumiem.

– Nareszcie- wyrywa się Patrickowi

– Ale nie rozumiem- jęk zawodu wydobywa się z naszych gardeł- dlaczego ona jest tak ubrana?

Wszystkie oczy zwracają się w moja stronę. Tak jestem w tylko w koszuli nocnej. Bardzo kusej  koszuli nocnej. Kupowano ją z myślą o oczach Peety. A nie o oczach całej jego rodziny. Czuję, że moja twarz przybrała kolor purpury. Nie wiem co mam z sobą zrobić. Gdzie się schować. Ale na szczęście mam Peetę. On zawsze potrafi mnie uratować. Nawet z tak krępującej sytuacji. Dlatego też podrywa się z kanapy, łapie mnie za rękę i zasłania własnym ciałem przed oczami swojej rodziny.

– Bo widzisz Peeter, Katniss i mnie i pewnie też resztę naszej rodziny obudził Twój krzyk. Nie wiedzieliśmy co się stało, chcieliśmy Ci pomóc. No i przez zapomnieliśmy się ubrać. Jako jedyni jak widzę ( faktycznie cała rodzina Peety jest w pełni ubrana), ale nie przejmuj się zaraz to naprawimy. Po czym zwraca się do mnie

– Na górę, biegiem- łapie mnie za rękę i śmiejąc się do rozpuku biegniemy do naszej sypialni.

Schodzimy na dół już w pełni ubrani. Ja nawet za bardzo. Bo pogoda na dziś zapowiada się piękna, ale ja na wszelki wypadek założyłam długie spodnie i bluzkę z długim rękawem.

– Oj Katniss, nie będzie Ci za gorąco- pyta na mój widok Pani Mellark. Nie mam czasu na odpowiedz, bo Peeta robi to za mnie

– Dobrze wygląda mamo. Już chyba wystarczająco dużo widzieliście.

Patrick siedzi na krześle w kuchni płacząc ze śmiechu. Pan Mellark też wygląda na dobrze rozbawionego.

– Co jest- zwraca się do Patricka Peeta

Salwa śmiechu zamiast odpowiedzi spotyka się z dezaprobatą Pani Mellark. Za karę chyba Patrick obrywa od matki szmatą po głowie. Dziwne ale ten gest nie była agresywny. Raczej taki delikatny sposób skarcenia. Nawet zabawny. Odpowiada nam Pan Mellark

– Uznaliśmy, że Wy najlepiej odpowiecie Peeterowi na pytanie, które zadał po Waszym wyjściu.

Patrick wyje ze śmiechu. Państwo Mellark też zaczynają się głośno śmiać. Z salonu dochodzi nas głos

– To wcale nie jest śmieszne. Ja chcę wiedzieć.

Peeta bierze mnie za rękę i ciągnie do salonu. Patrick podrywa się z krzesła i staje w jego progu. Na nasze pytające spojrzenia odpowiada tylko

– Nie mogę tego przegapić- mówi ocierając łzy śmiechu z twarzy

– O co chodzi Peeter, co mamy Ci wyjaśnić

– Co Ona tutaj robi. To Twój dom.

– Mój a raczej nasz

– Zabrali Jej jej dom i Ty pozwoliłeś jej tu zamieszkać

Patrick znowu wyje ze śmiechu.

– Nie. Nie zabrali Katniss jej domu. Po prostu mieszkamy razem.

– A czemu?

– A czemu nie?

– Bo to dziwne. I jeszcze ona biega po Twoim domu taka porozbierana. Nie przeszkadza Ci to- ostatnie zdanie wypowiada szeptem

– Nie przeszkadza mi to. I wiesz zdradzę Ci tajemnicę, chcesz?

– Nooooo- jego wyraz twarzy przypomina mi małe dziecko. Takie najwyżej pięcio- sześcio letnie.

– Lubie jak Katniss, wygląda tak jak dziś rano. Dostała tą piżamę ode mnie.

– Ale po co, nie ma swojej piżamy?

Peeta, przez cały czas mówi do Peetera tak jak by sposób jego mówienia i bycia były zupełnie normalne. Przez myśl przechodzi mi, że może on jest taki na co dzień. Patrzę na nich jak rozmawiają, szukam odpowiedzi ale Peeta jest tak zajęty rozmową z bratem, że mnie nie zauważa. Patrzę na Patricka. Nagle poważnieje. I skinieniem głowy daje mi do zrozumienia, że mam rację. A przynajmniej tak mi się wydaje.

– No widzisz Peeter, nie mam swoich piżam.

– No to dobrze, że Peeta Ci ją kupił. Ale jestem głodny.

– No dobrze, już sobie wszytko wyjaśniliście? To do śniadania- woła z kuchni Pani Mellark.

– Ja chcę jeść z Wami- mówi płaczliwym głosem Peeter

– Ale synku, tam nie ma gdzie usiąść. Będzie Ci nie wygodnie.

– Lubisz się huśtać?- pytam go

– Noooooo

– To może przyniosę Ci z Peetą taki specjalny bujany fotel i będziesz mógł jeść z nami. Co Ty na to

– Noooooooooooo

Kiedy jesteśmy w moim starym domu Peeta, od razu zaczyna opowiadać. Taki się urodził. To dorosły facet, ma 21 lat a zachowuje się jak pięciolatek.

– Musiało być Wam bardzo ciężko

– Przyzwyczailiśmy się. Czasami tak jak dziś bywa śmiesznie. Ale czasami jest strasznie.

– Nie słyszałam o tym, że on jest taki

– Matka nie chciała się tym chwalić. Nie chciała wystawiać go na pośmiewisko.

– Jakie pośmiewisko. Przecież to nie jego wina,że jest , że taki jest

– Ja wiem, że to nie jego wina, że jest chory. I cieszę się, że Ty też to rozumiesz

– Wezmę jeszcze pierścionek dla Patricka

Poczekaj. Podchodzi do mnie. Przytula się. I mówi wprost do mojego ucha.

– Byłaś wczoraj bardzo zmęczona. Jak wróciłem tak smacznie spałaś.

– Właśnie rano, zanim Peeter zaczął krzyczeć zastanawiałam się nad tym czy byłam tak bardzo zmęczona, czy Ciebie tak długo nie było

– Dokończymy kiedyś naszą wczorajszą rozmowę

– Na to liczę

Zaczyna mnie całować. Odpływam w jego ramionach.

Od progu wita nas radosne pokrzykiwanie.

– Będę się huśtał, będę się huśtał

– No jasne, że będziesz, zobacz co dla Ciebie mamy-mówię do Peetera, kiedy Peeta ustawia bujany fotel przy stole

– Dla Ciebie też coś mam- mówię z uśmiechem do Patricka, kładąc przed nim pudełeczko z pierścionkiem

– Katniss masz coś dla mnie i dla Patricka a co masz dla Peety

– Ona nie musi mi nic dawać Peeter

– Musi- krzyżuje ręce na piersiach- wszyscy musimy coś dostać- tak mówi mama

– No ale ja dla niego nic nie mam

– Ale musisz mu coś dać, bo będzie mu przykro- mówi już płaczliwym głosem

– Peeter, a mogę sam sobie wziąć prezent od Katniss

– Mhm, możesz

Peeta podchodzi do mnie i całuje mnie w usta.

– Mówiłem Ci już dzisiaj, że Cię kocham

– Dzisiaj jeszcze nie

– Kocham Cię – wypowiadamy jednocześni

– Fujjjjjjjjj- mamo oni się całują

– Widzę

– Powiedz im, że nie wolno, tylko dorośli mogą

– Peeter, oni są dorośli. I wiesz co kiedyś będą małżeństwem jak ja i tata. Więc mogą się całować

– A jak będą już tym małżeństwem, to Katniss kim dla mnie będzie- pyta Peeter, którego Peeta przenosi na rękach do stołu

– Siostrą, można powiedzieć, że będę Twoją siostrą- odpowiadam mu

– Aha, mogę naleśnika

I kontynuuje wypowiedź z buzią pełną jedzenia.

– Będziesz tu dzisiaj spała

– Będę

– To ja będę spał z Tobą

– Nie będziesz- mówi Peeta stanowczo- bo Katniss będzie spała ze mną

– Super, zawsze lubiłem spać z Tobą. Będę od dziś spał z Wami, czemu nie jecie mama zrobiła pyszne naleśniki- kończy gryząc kolejny kęs